Kremlowska franczyza – zapowiedzi

Po długiej przerwie wywołanej wojną jestem zdeterminowany do wprowadzenia konkretnych zmian – tu na moim blogu.

Będę napierdalał w PiS i Konfederację ile tylko sił mi starczy, ale chciałbym zapewnić całe to putinowskie kurestwo, że to akurat dla mnie samonapędzająca się machina – im więcej i ciężej trenuję, tym więcej i intensywniej napieprzam, także będę pisał bardzo ostrym językiem, bo mamy regularną wojnę, wojnę o wolność ludzi kochających wolność, bo wolność podłych skurwysynów do popełniania kolejnych przestępstw panoszy się niczym nieskrępowana.

To teraz będzie jedynym priorytetem tego bloga.

PiS i Konfederacja muszą wylądować na śmietniku historii i zamierzam dołożyć do tego swoją cegiełkę. Każdy, kto tylko może i chce, powinien dołączyć się do organicznej walki ze złem odradzającego się nazizmu. Faszyzm mamy już od dawna: w agresji umysłów, słów, ulicy, w niedzielnym kazaniu, w rządowych ustawach. Nazizm z kolei realizuje się właśnie w Ukrainie, taki nazizm w odmianie sowieckiego dziadostwa. Za naszą granicą dochodzi do eksterminacji niewinnego narodu – to jest radykalna realizacja, ostateczne, najgorsze stadium urzeczywistnienia faszystowskiego państwa.

PiS i Konfederacja są za to współodpowiedzialni – oni mają krew tych wszystkich ofiar na rękach, ale o tym dokładniej i dosadniej w następnym poście.

Dziś przeczytałem bardzo dobry tekst Anne Appelbaum opublikowany na łamach “Wyborczej”:
Anne Applebaum: Wiceburmistrz Putin wstał i wyszedł z sali balowej ratusza. Nikt nie zrozumiał, że to wróżba

Polecam uważną lekturę. Jednocześnie pozwolę się nie zgodzić z Autorką w kilku drobnych ale kluczowych kwestiach:

  • Rosja Putina, to nie jest “państwo mafijne kontrolowane przez garstkę facetów”, to jest niezwykle rozbudowany kryminalny syndykat o strukturze oplatającej całe społeczeństwo, jego korupcja woli (sprawczości) oraz umysłów (światopoglądu) jest rozbudowana i wielopoziomowa, przebiega od samej góry do nizin społecznych. To nie jest kilku kolesi, to jest lwia część ich społeczeństwa. System całego ich zepsutego państwa jest tym syndykatem, garstka facetów stoi tylko na szczycie tej ogromnej piramidy. Na jej samym dole są żony rosyjskich żołnierzy handlujące na olx tym, co ich gieroje nakradli podczas szabru ukraińskich domów i sklepów, dające im dyspensę na gwałty i brutalne zabijanie niewinnych ofiar: dzieci, kobiet i wszystkich niezdolnych do obrony Ukraińców.
  • Nie zgadzam się z ideą utworzenia rosyjskojęzycznego uniwersytetu – to byłby tylko przyczółek dla szpiegów – instytucje naszego państwa już są wystarczająco zinfiltrowane, przejęte nawet przez rosyjski wywiad. Tu trzeba czegoś wręcz odwrotnego – pełnej derusyfikacji i ostentacyjnego ostracyzmu Rosjan na Zachodzie. Trzeba Rosję otoczyć murem, przez który nie będzie żadnej osmozy, żadnych kontaków/konraktów i wzajemnej pomocy. Skoro krewni tych bandytów w pełni rozgrzeszają te zbrodnie i pochwalają okrucieństwa rodem z IIWŚ, to niech gniją i zdychają (również kulturalnie) w swoim zepsutym mirze.
  • Najważniejsza rzecz, o której Anne Appelbaum nie wspomina, to problem Polski, która jest kluczowa tak naprawdę w tym całym ambarasie, bo jest emblematem dzieła zniszczenia Zachodu w wykonaniu rosyjskiego syndykatu zbrodni – to tu w Polsce rozgrywa się polityczny front tej wojny. Niestety ale bez posprzątania kacapskiego wirusa w Polsce nie ma mowy o spokoju/pokoju w Europie i na świecie. Nic Autorka nie wspomniała o przeżarciu naszych instytucji przez rosyjskie służby. Polska jest putinowskim koniem trojańskim w EU, a ekipę Kaczyńskiego można porównać do sprzedajnych celników, którzy za pieniądze przepuszczą każdą kontrabandę, nawet tę najbardziej toksyczną i powodującą największe szkody.

Musimy wysłać PiS i Konfederację na śmietnik historii, na wysypisko szkodliwych politycznych odpadów. Bez tego nawet najbardziej obudzony z letargu i otrzeźwiały Zachód nie będzie w stanie zapobiec kolejnej tragedii.

Ratunkiem dla Polski jest tylko i wyłącznie droga rewolucyjna – tylko tego Kaczyński się obawia, bo on choruje na te same lęki, co Łukaszenka i Putin – oni boją się tylko powstania ludzi przeciwko tym zbrodnicznym syndykatom. W Rosji jest to praktycznie nierealne, ale nikt tak naprawdę nie wie, jak bardzo te nastroje bulgoczą już pod powierzchnią państwowej propagandy. Niech taki głód spotka Rosjan, żeby wreszcie obrócili się przeciwko własnej “władzy”. Dopiero wtedy będziemy mogli rozmawiać o uniwersytetach i wspólnych projektach akademickich. Wielka szkoda wszystkich światłych i szlachetnych Rosjan, ale za mało robili i za mało się starali do tej pory, żeby ten ich kraj był zdrowym organizmem, za mało się poświęcali, niech teraz płacą za to wysoką, najwyższą cenę – to też jest ich wina. Za mało było Nawalnych, za mało ludzi siedzi tam w łagrach.

Na Białorusi z kolei rewolucja może wydarzyć się w każdej chwili.

Teraz pora na antypisowską i zarazem antykremlowską rewolucję w Polsce.

Zapomnijcie dobrzy ludzie o uczciwych wyborach. PiS oszuka – po raz kolejny zresztą.

Pobije rekord w następnych wyborach.

Może przytuli Konfederację do rządu?

Może Bąkiewicz dostanie jakąś teczkę ministra?

Nikt w Polsce po stronie opozycji nie zadaje kluczowego pytania: a co, jeśli PiS będzie miało 40 albo i 45%, pisowska prostytutka Kukiz 5%, a Konfederacja 15% lub 10 % w wariancie z PiS dającym sobie 45%, a opozycja nędzne 35% i to pomimo startu z jednej listy?

A taki właśnie będzie finał następnych wyborów.

Te wszystkie bardzo mądre zresztą spostrzeżenia Anne Appelbaum są niestety pozbawione końcowej myśli, której tak naprawdę nie przystoi wygłaszać poważnej pisarce, znawczyni, analityczce zmian historyczno-społecznych tego kawałka Wszechświata.

Ja nie mam takich oporów i w tę stronę zamierzam właśnie przebudować mój skromny skwer, na którym będę głośno i bezpardonowo napierdalał w PiS, Konfederację i Kościół Katolicki – główne 3 rakotwórcze czynniki zabijające Polskę od środka.

Mam tylko nadzieję, że ludzie pokroju Sikorskiego i Michnika nie włączą znowu tej zdartej płyty sentymentalnego klerykalizmu o Kościele jako opiekunie walczących o demokrację Polek i Polaków – z takim dewocyjnym skowytem Polska przegra – tym razem na zawsze.

Kościół Katolicki jest naszym wrogiem, jest sojusznikiem Putina, bo robi z nim interesy!

Bergoglio (którego ja osobiście przezywam “Pierdolio”, bo pierdoli tanie farmazony i uprawia żałośnie prymitywny kato-marketing) nie potępia Putina, bo Watykan jest finansowo umoczony w interesy z Kremlem.

Franciszek “Pierdolio” Bergoglio sam ma krew na rękach – wydawał w swojej ojczyźnie ludzi na śmierć, osobiście wydawał opozycjonistów w łapy zbrodniczego reżimu.

Przez Franciszka zginęło wielu ludzi, to nie jest dla mnie żaden autorytet moralny. Byłby, gdyby nie kazał ukraińskiej rodzinie przeżywać w te święta upokorzenia na oczach świata podczas drogi krzyżowej obok rosyjskiej rodziny.

Franciszek, to sadysta z krwią niewinny ofiar na własnych rękach.

Zupełnie otwarcie uznaję się za byt doskonalszy moralnie od tego tchórza.

To tylko kolejny dowód, że cały Kościół Katolicki trzeba również pogonić kijem i trzymać daleko od zbijania kapitału na nadchodzących zmianach.

Opozycja i ludzie zatroskani upadkiem wolności i degradacją demokracji muszą wreszcie zrozumieć, że jest tylko jedna, skuteczna metoda konfrontacji z mafijno-oligarchiczną franczyzą Kremla i Watykanu w Polsce, na czele której stoi łotr Kaczyński – jest to pełna rewolucja i regularna bitwa, uliczna bitwa o Polskę z kolesiami Putina.

Unia Europejska nam nie pomoże, sama tylko cierpi od tego pasożyta, od tej pijawki wysysającej z jej krwioobiegu pieniądze i aplikującej w zamian jedynie toksyczne bakterie, które mają zaszkodzić Unii Europejskiej, zatruć ją od środka.

PiS, to taka kremlowska pijawka żerująca na organizmie, który jest zbyt dobroduszny, zbyt pobłażliwy, zbyt naiwny i zbyt delikatny, żeby tę pijawkę oderwać, cisnąć nią na podłogę i rozdeptać raz na zawsze.

Tego Unia Europejska nie jest w stanie zrobić, muszą to zrobić Polacy w Polsce i Węgrzy u siebie.

Kurwy

Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy.

Józef Piłsudski

Morawiecki – chytra k***a.

Duda – debilna k***a.

Kaczyński – parszywa k***a.

Korwin-Mikke – szurnięta k***a.

Bąkiewicz – chamska k***a.

Kurski – propagandowa k***a.

Macierewicz – przek***a.

(…)

Ma ktoś odwagę powiedzieć głośno, że Polską rządzą putinowskie kurwy?

102 lata…

24 lutego 1920 roku w bawarskiej piwiarni inny maniak owładnięty imperialnymi zapędami powołał do życia partię NSDAP.

Parszywa, ale bardzo wymowna rocznica…

Putin postanowił dokończyć dzieła anihilacji suwerenności Ukrainy. Giną niewinni ludzie. Zginie ich znacznie więcej.

Atak pocisków rakietowych i bombardowania Kijowa, to kwestia być może godzin, dni.

Putin zaczął swój Blitzkrieg. Chce psychologicznie zmiażdżyć Ukrainę i stłamsić jej ducha.

Zginie bardzo dużo zupełnie niewinnych ludzi. To wszystko zaczęło się 24 lutego…

102 lata zajęło nam zatoczenie pełnego koła. W skali geologicznego życia planety, to jest ledwie mrugnięcie. W skali historii opowiadającej dzieje naszej cywilizacji, to tylko jedno stulecie.

Mniej więcej dwa i pół tysiąca lat temu pierwszy człowiek wyszedł z jaskini Platona. Zerwał kajdany i postanowił szukać prawdy. Ta przypowieść wcale nie kończy się szczęśliwie. Ludzie chcą siedzieć zakuci w kajdanach i obserwować przesuwające się po ścianach cienie uznając je za prawdziwe obrazy świata. Wiedzieli to Stalin, Hitler, wie to również Putin. Bardzo dobrze wie to Jacek Kurski, kolejna putinowska kurwa. Ale to jest cecha ludzi o zdeprawowanych duszach.

Jest jeszcze inna kategoria ludzi. W ich sercach biją gorąco hasła: miłości, równości, braterstwa.

Nie ma miłości, równości i braterstwa z moskiewskimi kurwami. Im należy się tylko surowa kara.

Żaden Hitler, ani Stalin, ani ten kundel Putin nie byli, nie są i nie będą w stanie zdusić pragnienia wolności.

Osobiście uważam, że Putina ktoś niebawem zastrzeli. Ktoś z jego bliskiego otoczenia.  I to byłaby najsprawiedliwsza kara za wszystkie jego zbrodnie. Mam nadzieję, że tak się właśnie stanie, chociaż Putin sam doskonale zdaje sobie z tego sprawę i ma mocną ochronę.

Wielokrotnie w tekstach na moim blogu nazywałem Donalda Tuska ‘politycznym impotentem’ jednocześnie zachęcając do wspierania go w jego walce z PiS.

Jestem poważnie załamany jego apelem o ponadpartyjną jedność w świetle konfliktu na Ukrainie.

To jest właśnie ta polityczna impotencja.

Nie ma mowy o żadnej ponadpolitycznej zgodzie z PiS.

Nie jestem w stanie pojąć moim zmęczonym umysłem tego koszmarnego błędu.

PiS, to są zdrajcy wolności, demokracji i praworządności, zdrajcy naszej racji stanu.

To tylko proputinowskie marionetki, które rosyjski zamach stanu w Polsce wywindował do autorytarnej władzy.

Morawiecki, ta putinowska kurwa, to człowiek powiązany z moskiewską mafią.

Jakie ponadpartyjne porozumienie z tą putinowską kurwą, panie Donaldzie Tusku?

Ich miejsce jest przed sądem wojskowym za zdradę stanu. Cała ich egzystencja, to bezczeszczenie pamięci naszych przodków, którzy przelewali krew za naszą wolność.

Donald Tusk studiował historię, powinien wiedzieć lepiej od innych, jak kończą się takie gesty.

Jestem autentycznie załamany tą indolencją, tym skrajnym brakiem kompetencji.

Nie mamy w Polsce polityków z prawdziwego zdarzenia. Nie ma w Polsce ani jednego polityka, który pierdolnąłby pięścią w stół i wrzasnął ‘basta!’, nie ma nikogo zdolnego do realnego postawienia się tej rosyjskiej gangrenie zżerającej tkankę naszej własnej suwerenności.

PiS jest chorobą, jest nowotworem powolnie zabijającym demokrację w Polsce. To wstrętny pasożyt żerujący na naszym organizmie.

Niech Tusk idzie zaciągnąć porady u onkologa, to może specjalista mu wyjaśni, jak się walczy z tą chorobą.

Z PiS trzeba walczyć przy użyciu ognia i miecza. Pewną część trzeba amputować, resztę wypalić radioterapią i chemią. Wszystko, co ocaleje, trzeba będzie bardzo ostrożnie regenerować i troszczyć się, żeby jakaś kolejna infekcja się nie wdała i nie zniweczyła tej całej ciężkiej pracy.

Cóż jednak, jeśli ta choroba jest już w fazie zbyt zaawansowanej, żeby jakiekolwiek, choćby najbardziej inwazyjne metody pomogły?

Tego nie wiemy, ale jeśli przekroczyliśmy już ten punkt, to dowiemy się o tym, gdy będzie już za późno na cokolwiek.

Nie ma żadnej zgody z moskiewskimi kurwami na rzecz dobra Polski, bo dobro Polski, to wypalenie tych kurew rozpalonym do czerwoności żelazem. Dobro Polski, to delegalizacja PiS i jawnie wręcz proputinowskiej Konfederacji. Kukiz też jest bardzo podejrzany.

Mamy właśnie 102 rocznicę założenia partii NSDAP i inwazję Putina na suwerenne państwo, naszą piękną i kochaną sąsiadkę, na Ukrainę. Putin bierze ją gwałtem, a Zachód patrzy i nie reaguje.

Donaldzie Tusku, zmień Pan proszę płytę. Ocknij się człowieku i przestań popełniać błędy, za które reszta narodu będzie musiała zapłacić ponownie najboleśniejszą cenę. Wyhoduj parę jajek.

Przepraszam za ton, ale nie mogę bawić się w kurtuazję tytułów z kimś, kto popełnia takie błędy. Szacunek, ukłony i odpowiednie zwroty będą, jak sobie na to zapracujesz.

Mam dla Ciebie, Donald, takie zadanie – zupełnie na poważnie, sam to kiedyś wymyśliłem, bo nikt nigdy mi nie zaaplikował żadnej konkretnej terapii (z jednym tylko epizodycznym wyjątkiem), sam musiałem nad sobą ciężko pracować, zatem, takie ćwiczenie na charakter dla byłego i mam nadzieję następnego Premiera Trzeciej RP, wymyślone przez wariata z TVP:

Załóż buty, idź pobiegać, biegnij przed siebie, aż zupełnie opadniesz z sił, aż będzie Ci się chciało rzygać z tego wysiłku. Odwrócisz się wtedy i zrozumiesz, że jesteś cholernie daleko od domu. Po pierwsze będziesz musiał zacisnąć zęby i pokonać własne słabości, żeby do domu dobiec, ale po drugie i najważniejsze, ten dom będzie musiał tam ciągle stać! Do czego będziesz chciał wracać, jeśli tam będzie tylko pogorzelisko? W życiu dzieją się najróżniejsze dramaty, życie nie rozpieszcza ludzi, dokłada im ciągle nowych problemów, bólu, przykrości, ciągle coś człowiekowi zabiera. Ale nie mieć domu, do którego chciałoby się wracać całym swoim sercem, albo nie móc do niego wrócić, do choćby resztek po wszystkim, co się kocha, to jest dopiero kurewsko przejebana sytuacja, Donald. Putin właśnie wypędza ludzi z ich własnej ziemi, zamienia im domy w pogorzelisko. Nasi sąsiedzi ratujący się ucieczką nie będą mieli niebawem do czego wracać…

Nie ma żadnej ponadpartyjnej zgody z PiS, Konfederacją i Kukizem. Oni zasługują na sąd wojskowy za zdradę naszej racji stanu.

Musisz wyjść i nazwać rzeczy i ludzi po imieniu – to są zdrajcy naszej i również ukraińskiej wolności.

Ta wojna Putina z Ukrainą, to też jest spora wina PiS. Oni są za to również odpowiedzialni, bo przy mocnej i prozachodniej Polsce, Putin miałby cięższy orzech do zgryzienia. PiS go ośmieliło.

PiS, to Putin, a Putin, to PiS. To jest jedność. To pakt zła.

Żeby cieszyć się wolnością, trzeba o nią zawzięcie walczyć. Powalcz o naszą wolność, pokarz, że się nadajesz.

Jest tylko jedna ponadpartyjna zgoda, pod którą można i trzeba podpisać się gorliwie z sercem przepełnionym wiarą w jej słuszność – zgoda opozycji na unicestwienie PiS i jego przystawek, na wypierdolenie ich na śmietnik historii, na pociągnięcie ich do odpowiedzialności karnej, na odspawanie ich od władzy.

PiS, to nasza bawarska choroba, to nasz stalinowski nowotwór.

Donald, masz jaja, żeby z tym walczyć? Czy w ogóle wiesz, jak z tym walczyć?

Głównodowodzącym naszej armii jest seryjny gwałciciel konstytucyjny, do kurwy nędzy!

Donald, naprawdę? Jak możesz takie rzeczy wygadywać?

Amputacja, radioterapia, chemia, a nie jakieś ponadpartyjne zgody!!

Sporo bluzgów było, ale jak tu nie bluźnić patrząc na ten bajzel?

Jak pokonać PiS? Cz.II

W części pierwszej tego cyklu omawiałem element znajdujący się ściśle na poziomie pracy u podstaw całego programu oporu przeciwko PiS i jego sojusznikom. Była to konieczność walki młodzieży z kultem Karola Wojtyły zwanym w niewyedukowanych kręgach „świętym”. Jak mawia starożytne przysłowie: nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku, zatem walka z kultem JP2 jest zaledwie początkiem całego programu świeckiego państwa. Bałwochwalstwo należy zastąpić pojęciem greckiego logosu; niespełnionego aktora i ultrakonserwatywnego przeciwnika antykoncepcji odpowiedzialnego za epidemię HIV i ukrywanie seryjnych pedofili w Kościele Katolickim należy zastąpić adoracją Rozumu.

Teraz pora przejść do meritum. Zaprezentuję poniżej sedno koncepcji walki z PiS. Wcześniej jednak musimy uporządkować opis aktualnego stanu rzeczy. To będzie nasz zbiór prawd podstawowych o Polsce w szponach PiS.

Prawda numer 1:

PiS + Zjednoczona Prawica + Kościół = państwo mafijne.

Naszym ukochanym krajem rządzą zwykli przestępcy i od prezentacji tego faktu trzeba inicjować każdą dyskusję o sprawie polskiej. Mówimy o zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze mafijnym, która codziennie dopuszcza się kolejnych poważnych przestępstw na poziomie ustrojowej tkanki naszego państwa.

Prawda numer 2:

PiS przejął władzę w 2015 roku w wyniku zamachu stanu przy pomocy rosyjskiego wywiadu wojskowego Gławnoje Razwiedywatielnoje Uprawlenije (GRU).

Ingerencja Rosji na bezpośrednie polecenie Wladimira Putina w polską rację stanu dziś nie jest już żadną tajemnicą. PiS nie sprawuje obecnie władzy, ponieważ samodzielnie pokonało poprzednią ekipę. Zwycięstwo we wcześniejszych podwójnych wyborach zostało osiągnięte przy silnej współpracy z rosyjską wojskową agencją wywiadowczą, której metody sięgają nie tylko najgorszej i najciemniejszej tradycji służb Związku Radzieckiego ale znajdują swoje korzenie jeszcze w czasach wojen napoleońskich i imperium cara Aleksandra I gdy Polski nie było na mapie Europy!

Czytelnicy mojego bloga wiedzą doskonale, że jestem gorliwym krytykiem nieudolności Donalda Tuska i jego litanii kardynalnych błędów, które nie uchroniły nas przed aktualnym dramatem. Nie zmienia to jednak o jotę faktu, że PiS przejął władzę na skutek bardzo poważnej interwencji wywiadu wrogiego mocarstwa w polską rację stanu!

Prawda numer 3:

Wybory parlamentarne i prezydenckie z lat 2015, a także 2019/20 nie były uczciwe.

Przy pierwszych wyborach PiS miał sojusznika w postaci rosyjskiego wywiadu wojskowego, z kolei druga seria wyborów nosi ślady poważnych oszustw.

Bardzo możliwe, że wybory zostały sfałszowane, bezspornym pozostaje natomiast fakt, że nie były uczciwe, a to oznacza, że ich wyniki są nieważne. Konsekwentnie: Andrzej Duda nie jest Prezydentem RP i został na ten urząd wstawiony w wyniku bardzo poważnych naruszeń standardów decydujących o uczciwości tamtych wyborów. To Rafał Trzaskowski wygrał wybory prezydenckie 2020.

Andrzej Duda nie jest prezydentem RP, jest figurantem pełniącym tę funkcję, dlatego można go do woli opisywać niewybrednymi epitetami bez ryzyka podpadnięcia pod paragraf obrazy urzędu. Jeśli Andrzej D. ps. „Dupa” poczuje się urażony, no to cóż, nie pozostaje mu tak naprawdę nawet i droga cywilna, ponieważ ciągle jednak pełni tę funkcję, którą dostał od mafii PiS i już drugą kadencję pobiera za to pensję, więc można w niego ciskać inwektywami, ponieważ ani nie jest do końca osobą prywatną, ani tylko publiczną – jest pisowską szmatą nie nadającą się nawet do wytarcia podłogi, tak jest ubrudzony tym pisowskim gównem. Andrzej D. jest seryjnym gwałcicielem Konstytucji RP i kiedyś odpowie za swoje antykonstytucyjne zbrodnie przed Trybunałem Stanu, odpowie również za zdradę, za co grozi mu wyrok pozbawienia wolności. Jak można zatem w ogóle kogoś takiego obrazić? Jak można obrazić seryjnego gwałciciela Konstytucji RP?. Nazwanie go z kolei ‘debilem’ w przestrzeni publicznej uważam za bardzo nieroztropne posunięcie, ponieważ jest obciążone ryzykiem związanym z zakwestionowaniem jego odpowiedzialności karnej. Jego iloraz IQ ma się nijak do rangi nikczemności i szkodliwości jego cynicznych decyzji politycznych. Nazywanie tej piswoskiej szmaty ‘debilem’ pozostawia furtkę do dyskusji o jego odpowiedzialności podczas popełnianych przez niego przestępstw. Debilizm, termin już dawno wycofany z użycia, to wg starej nomenklatury ‘stan upośledzenia umysłowego w stopniu lekkim’, a więc 69-55 IQ w skali Wechslera. Takie upośledzenie nie znosi automatycznie odpowiedzialności karnej sprawcy, ale z góry inicjuje pytanie o jego świadomość w chwili popełnienia przestępstwa, co bezpośrednio wpływa na orzeczenie winy i konsekwentnie kary. Nie dawajmy tej mejzie* nadziei na wymiganie się przed odpowiedzialnością karną za liczne i poważne przestępstwa, których się dopuściła na oczach całego narodu i świata. Ponadto próby kojarzenia ludzi posiadających jakikolwiek stopień upośledzenia umysłowego z tak parszywą kreaturą jak Andrzej D. ps. „Dupa” są doprawdy nietaktowne i krzywdzące wobec tych osób, które bardzo często pomimo zaniżonego IQ cechują się wysokim stopniem wrażliwości społecznej i naturalną predyspozycją do czynienia dobrych uczynków, czego właśnie nie można powiedzieć o seryjnym kryminaliście Andrzeju D. ps. „Dupa”.

Tak nawiasem mówiąc zaczynam się teraz zastanawiać, jakie atrakcje może zagwarantować wylądowanie w kryminale właścicielowi takiej ksywki?

*[świeży neologizm, którym postanowiłem zastąpić rzeczownik ‘łajza’ w używanym przeze mnie Słowniku Języka Polskiego – polecam gorąco tę korektę!]

Prawda numer 4:

Nie ma Trybunału Konstytucyjnego.

PiS zniszczył najważniejszą instytucję w państwie polskim, której naczelnym zadaniem było stanie na straży zgodności prawa z Konstytucją RP, a więc z ustawą zasadniczą i jednocześnie najważniejszym aktem prawnym w Polsce, który gwarantuje wszystkim obywatelkom i obywatelom ich najważniejsze prawa. Taki organ w Polsce nie istnieje od momentu, gdy PiS przejęło władzę. W jego miejsce Jarosław Kaczyński wstawił Trybunał Kucharki. Grupa ludzi w nim zasiadająca może zasadnie orzekać co najwyżej o menu dla prezesa – nad czym żona esbeckiego donosiciela może pracować, ile tylko jej sił starczy – w jej prywatnym czasie i za własne pieniądze dla zachowania tytuł ‘odkrycia towarzyskiego’ emerytowanego zbawcy narodu. Póki co, oni wszyscy w tej pseudo-instytucji są uzurpatorami pobierającymi wysokie wynagrodzenia za wewnętrzny demontaż polskiego państwa.

Prawda numer 5:

PiS przejmuje bolszewickimi metodami polskie sądownictwo.

Przeciętny obywatel zupełnie nie zdaje sobie sprawy z poziomu zniszczenia i uwłaszczenia przez PiS naszego systemu sądownictwa. Wymiana kadr na niekompetentnych ale posłusznych państwu mafijnemu akolitów postępuje każdego kolejnego dnia. Ostrożny szacunek podpowiada, że ten proces póki co dokonał się mniej więcej w połowie i jego zakończenia należy się spodziewać za ok. 2-3 lata.

Prawda numer 6:

Mafia PiS przejmuje pozostałe struktury administracji państwa, które mają bezpośredni wpływ na codzienne życie w Polsce.

Oprócz sądownictwa są to centralne struktury z ich lokalnymi reprezentacjami w szkolnictwie, służbie zdrowia, policji, spółkach państwowych i miejskich, etc. Cała realna organizacja naszej i tak już niełatwej egzystencji przeszła w brudne łapska PiS.

Prawda numer 7:

Mafia PiS przejęła i zupełnie zwulgaryzowała publiczne media.

Paradoks tej sytuacji jest szczególnie wymowny – za pieniądze z podatków wszystkich obywateli PiS sprawuje kontrolę nad milionami umysłów, które codziennie od rana do nocy indoktrynuje swoją propagandą i kłamstwami kolportowanymi głównie przez Wiadomości TVP i TVP Info.

Według najnowszych raportów oglądalności serwisów informacyjnych w Polsce przeciętny widz państwowych mediów, to: emeryt w wieku 65+, mieszkaniec wsi posiadający podstawowe wykształcenie, którego miesięczny budżet zawiera się na samym dole tabeli przychodów.

PiS bezczelnie żeruje na ofiarach najbardziej podatnych na totalnie zakłamany obraz rzeczywistości kreowanej przez TVP. Reżimowe media cynicznie wykorzystują zaufanie swojej widowni.

Nasze życie jest pod ścisłą kontrolą mafii PiS, która dodatkowo dopuszcza się bardzo perfidnej inżynierii myślenia ludzi ograniczających się często jedynie siłą przyzwyczajenia do konsumpcji przekazu mediów publicznych.


Tak wygląda aktualny stan rzeczy w Polsce z dodatkowo bardzo smutnymi widokami na przyszłość, która zawiera w sobie wysokie prawdopodobieństwo domknięcia procesów będących dzisiaj jeszcze w fazie realizacji.

Może to wpędzać w poważne przygnębienie, ale może też pobudzać do działania.

Pytanie podstawowe brzmi oczywiście: cóż robić i jak z tym walczyć?

Są tak naprawdę dwie możliwości: brutalna i pokojowa.

Najlepiej ilustruje to przykład, który podejrzewam wielu z nas miało wątpliwą przyjemność zaliczyć kiedyś w życiu osobiście, a jeśli nie, to jest tylko kwestia czasu i życie samo nas w taką sytuację wrzuci.

Wyobraźmy sobie krótką podróż tramwajem albo autobusem, w którym jest jeden pasażer agresywnie nastrojony do całego świata. Niech to będzie jakiś karczek, rosły kibol z piłkarskim szalikiem obwiązanym dookoła wulgarnego ryja i puszką piwa w ręku. W tramwaju jest powiedzmy 15 pasażerów, z których nikt absolutnie nie szuka guza ani żadnej konfrontacji z tym bandziorem. To on zaczyna stwarzać problemy, wybiera sobie jakąś ofiarę i robi wszystko, co tylko może, żeby sprowokować bójkę.

W takiej sytuacji są dwie wspomniane możliwości. Jedna z nich jest brutalna, ale skuteczna: musi się znaleźć ktoś odważny i pewny swoich możliwości niezbędnych do spacyfikowania tego karczka i siłowego uzmysłowienia mu, że jest mocny tylko w gębie. Ktoś musi zwyczajnie spuścić takiemu karczkowi wpierdol. Wymaga to nie tylko fizycznej siły ale przede wszystkim psychicznych predyspozycji do poradzenia sobie w takiej sytuacji. Potencjalne konsekwencje takiego rozwiązania w postaci zarzutów prokuratorskich o pobicie najczęściej paraliżują tych, którzy mogliby skutecznie się postawić karczkowi. Zdarzają się nieraz bohaterzy gotowi stanąć w czyjeś obronie, których szlachetność jest niestety potężniejsza niż kombinacja lewy prosty, prawy sierpowy – dla nich kończy się to najczęściej wizytą w ambulatorium. Całą resztę z kolei paraliżuje najzwyklejszy strach.

Takie jest uproszczone ale najczęstsze uniwersum możliwych scenariuszy związanych z siłowym rozwiązaniem.

Jest jednak druga metoda, która polega na kolektywnym sprzeciwie reszty pasażerów.

Wyobraźmy sobie, że nagle wszyscy pasażerowie w takiej sytuacji odnajdują w sobie odwagę wstania i głośnego zaprotestowania, biernie i bez agresji ale konsekwentnie stają w obronie jednego z nich.

W ten sposób zyskują siłę do obrony przed tą przemocą i zdecydowanie mogą zrobić wrażenie na agresorze. Skąd wykrzesać w ludziach taką odwagę i energię?

Należy poszukać inspiracji w prawdziwych bohaterach, a najlepiej tych, którzy zamiast bicepsów mieli dobrze rozwinięty intelekt połączony z wrodzoną alergią na społeczne niesprawiedliwości.

Najlepszym takim przykładem jest Mahatma Gandhi.

Gandhi urodził się w 1869 roku i jeszcze w XIXw. zaczął w zdecydowany sposób sprzeciwiać się jawnej krzywdzie, której Hindusi codziennie doświadczali z rąk Brytyjczyków, którzy brutalnymi metodami utrzymywali porządek w swoich koloniach.

Mahatma Ganghi do walki o podstawowe prawa Hindusów wykorzystał głęboko zakorzenioną w indyjskiej filozofii życia ideę ahimsy, która zakazuje stosowania jakiejkolwiek przemocy wobec wszystkich żywych istot.

Tak powstał społeczny ruch satyāgraha, który polegał na demonstrowaniu prawdy bez uciekania się do przemocy. Towarzyszyły mu akty obywatelskiego nieposłuszeństwa z zastosowaniem biernego oporu.

Idea odrzucenia przemocy – ahisma jest oczywiście powszechna w buddyzmie, a jej etymologia sięga jednego z najpiękniejszych artefaktów naszej cywilizacji – sanskrytu.

Ta koncepcja nie wymaga mięśni napompowanych testosteronem. Wręcz odwrotnie, konieczne jest bowiem to, co Gandhi określa mianem „siły duszy”. Jest więc szczególnie dobra dla ludzi słabych fizycznie ale silnych i niezłomnych duchem.

Ktoś mógłby mi dziś zarzucić, że oto pokojową koncepcję głosi koleś, który sam dopuścił się przemocy wobec niewinnych ludzi. Otóż piszę to wszystko z perspektywy 18 lat, które minęły całkiem szybko od tamtego nieszczęsnego incydentu w gmachu TVP (cóż za symboliczna ironia związana z tym miejscem!) i zapewniam, że te ostatnie 18 lat świadczą za mnie lepiej, niż jakiekolwiek deklaracje z mojej strony.

Czym jest tak naprawdę ten mój incydent z użyciem nienaładowanego w dodatku gazowego pistoletu w porównaniu do choćby jednej próby wyłudzenia 80tyś dolarów od rodziców chorego na nowotwór dziecka w wykonaniu tej wstrętnej mejzy? Przy nim czuję się wręcz święty i wcale tego nie zamierzam ukrywać.

W przypadku Bąkiewicza przyznaję natomiast bez rażenia prądem, że musiałbym stoczyć nieziemską walkę z samym sobą, żeby go publicznie nie wytargać za ucho, bo pokusa jest kosmicznych rozmiarów!

Temu faszyście codziennie tak naprawdę grozi lincz rozgniewanego tłumu i uważam, że doskonale zdają sobie z tego sprawę on sam i jego protektorzy. Nie mam złudzeń, że on już nigdzie publicznie nie wystąpi bez asysty kulsonów z policji, właśnie z obawy o własne zdrowie.

Polska policja za pieniądze wszystkich podatników ochrania ordynarnego faszystę. Ciężko w takiej sytuacji dochować wierności ahimsie! Chyba sam Gandhi miałby nie lada problem…

Komuś mogą puścić nerwy i ta paskudna, faszystowska twarz może się kiedyś znaleźć na kolizyjnym kursie z trajektorią szybko pędzącej w czasoprzestrzeni kostki brukowej, którą może cisnąć w niego rozgniewany tłum.

Chciałbym bardzo mocno przestrzec przed stosowaniem takich metod. Nikt mi nie musi tłumaczyć jak bardzo ta brzydka morda zdeformowana wulgarnymi ideami jest zachęcająca do wzięcia spraw w swoje ręce, ale nie tędy droga – przestrzegam przed tym stanowczo!

To właśnie mój incydent z 2003 roku i moje wtargnięcie do TVP pokazuje jak w soczewce, że przemocą można tak naprawdę niewiele osiągnąć.

Znacznie potężniejsze od fizycznej siły jest konsekwentne jej niestosowanie.

Weźmy na warsztat proeuropejską demonstrację na Placu Zamkowym, którą zwołał Donald Tusk. Z obrzydzeniem patrzyłem na faszystę Bąkiewicza zagłuszającego weteranów Powstania Warszawskiego i zaciskałem zęby. Faszyzujący ‘krużganek oświaty’ darł ryja przez megafon chroniony wianuszkiem kulsonów. A dookoła morze ludzi, sto tysięcy prawdziwych patriotów świadomych degradacji naszej ojczyzny. Gdyby faktycznie komuś tam puściły nerwy, to zrobiłby się prawdziwy pasztet. Niewinni ludzie z pewnością odnieśliby obrażenia, mogłaby wybuchnąć panika, ktoś zostałby stratowany, ktoś mógłby zostać postrzelony gumową kulą przez jakiegoś kulsona z dwutygodniowym stażem w prewencji. Bąkiewicz pewnie zesrałby się w spodnie i salwował ucieczką dokładnie tak samo, jak Adolf Hitler podczas nieudanego puczu w Monachium. Konsekwencje byłyby jednak opłakane dla opozycji. Cała machina propagandowa publicznych mediów, blogerskich propisowskich klakierów, orlenowskiej pseudo-prasy poszłaby w ruch pełną parą! Skutek byłby odwrotny od zamierzonego.

Niemniej jednak uważam, że wtedy tłum miał okazję pogonić tę faszystowską świnię w cholerę.

100tyś ludzi, to jest masa, która może przenieść każdą górę! Mogli wtedy ludzie konsekwentnie milimetr po milimetrze nacierać – absolutnie pokojowo, ale iść do przodu, pokazać jasno policji, że ten plac należy teraz do nich, nie do faszysty Bąkiewicza i bez stosowania jakiejkolwiek przemocy wyprzeć go z tej manifestacji. To mogli zainicjować politycy, mogli zejść ze sceny i iść tam przed kordon policji pokazać wszystkim, że nie ma miejsca w demokratycznej Polsce dla takiego Bąkiewicza, dla wstrętnego faszysty, który śmie zagłuszać weteranów przelewających niegdyś swoją krew w walce właśnie z faszyzmem o wolność dla przyszłych pokoleń w tym właśnie dla nas.

Nie robiąc wtedy nic z Bąkiewiczem najzwyczajniej w świecie zrujnowaliśmy ofiarę ludzi, którzy umierali za naszą wolność podczas II Wojny Światowej walcząc z totalitarnymi reżimami.

Nie ma takiej siły, która byłaby w stanie zatrzymać tsunami stu tysięcy patriotów!

Agresywne protesty, to jest dokładnie to, czego oczekuje nasz dyktator Jarosław Kaczyński. On jest jak ten łobuz z tramwaju, który prowokuje do reakcji. Można go oczywiście spacyfikować siłą i ich wszystkich wywieźć na taczkach w jeden dzień, ale co dalej? Jak usankcjonować nowy rząd na fundamencie przemocy? To jest nierealne. Ta przemoc nie może wyjść ze strony prodemokratycznej opozycji.

Nie miejmy jednak złudzeń, że kolejne wybory będą uczciwe. Nie będą. Ta mafia nie cofnie się przed najbardziej ordynarnym oszustwem podczas kolejnych wyborów.

Ktoś już zapomniał Sasina, który trzymał gdzieś w magazynie 70mln kart do głosowania?

To jest właśnie państwo mafijne.

Skręca mnie, gdy słyszę liderów opozycji opowiadających jakieś mrzonki o wygranych wyborach!

Jakie wygrane wybory? Przecież skala ich złodziejstwa jest tak ogromna, a destrukcja demokratycznych struktur państwa zaszła tak daleko, że oni już nie mają odwrotu, wręcz muszą iść dalej i dalej.

Konfrontacja Kaczyńskiego z tłumem jest nieunikniona.

Przypadek Majdanu powinien naprawdę dać wszystkim do myślenia, jak brzydko mogą się sprawy potoczyć – 130 ofiar śmiertelnych, w tym 18 policjantów. Większość zastrzelona przez snajperów sił Wiktora Janukowycza, którzy precyzyjnie strzelali z dużej odległości w serce, płuca, szyję. Lekarze na miejscu byli zrozpaczeni, bo nie mieli żadnych szans ratowania życia ofiar z takimi obrażeniami. Dziś już wiadomo, że snajperzy celowo strzelali również do policjantów. Krąży wersja, że uczestnicy Euromajdanu pierwsi zaczęli strzelać do policjantów – taki reportaż zrobiło BBC, które miało dotrzeć do rzekomego prowodyra wymiany ognia, który bez podawania swojej tożsamości twierdził, że to właśnie on zaczął pierwszy ostrzeliwać policję. Miał być podobno zwerbowany do protestów przez liderów Euromaidanu – jednym z nich był Andriy Shevchenko, który w tym samym materiale BBC potwierdził, że otrzymał telefon od jednego z dowódców policji żalącego się mu, że ktoś z protestujących zaczął strzelać do policjantów. Ta wersja jest oczywiście bardzo niewiarygodna, to z góry śmierdzi ustawką Janukowycza i jego służb. Wiarygodne są natomiast plany Janukowycza, który spiskował z Rosją w nadziei na wywołanie wojny domowej na Ukrainie i interwencję Rosji – o tym wiadomo dzisiaj już całkiem sporo.

To był 2014 rok w samym sercu Ukrainy. Kilka lat później i jesteśmy o włos od podobnego scenariusza w Polsce, który tylko i wyłącznie przysłużyłby się Kaczyńskiemu i Putinowi.

Skoro wybory będą najpewniej sfałszowane i opozycja nie ma szans na realne zwycięstwo, skoro wersja siłowych protestów jest skazana z góry na porażkę, pozostaje tylko konsekwentna satjagraha – bierny opór bez stosowania przemocy, czyli obywatelskie nieposłuszeństwo.

Przemoc oczywiście będzie, ale ze strony policji, wojska i służb, dlatego trzeba być przygotowanym na rozlew krwi. Nie może to być jednak nijak sprowokowane przez pokojowe demonstracje, które wymknęłyby się spod kontroli. Odpowiedzialność jest ogromna, dlatego nikt z liderów opozycji nie mówi tego głośno i uważam to za kolejny kardynalny błąd.

Rozsądny lider powinien zacząć przygotowywać ludzi, którzy chcą podążać za jego wizją, którzy obdarowali go mandatem zaufania, na nieuniknioną konfrontację z mafią PiS i jej gniewem, przestrzegając wszystkich przed krwawym finałem interwencji policji i wojska.

Gdyby ktoś pomyślał, że cała idea Gandhiego jest dobra dla dzieci kwiatów i jakiś romantyzujących idealistów, którzy żyją w oderwaniu od rzeczywistości, to chciałbym takiej osobie przytoczyć cytat z Gandhiego, którego nawiasem mówiąc biografię i inne pisma miałem okazję przeczytać w Areszcie Śledczym na Rakowieckiej po mojej wizycie w TVP, także zdecydowanie nie marnowałem wtedy czasu, będzie to cytat z jego „Doktryny miecza”:

„W przypadku konieczności wyboru pomiędzy przemocą a tchórzostwem, doradzam wybór przemocy. (…) Wierzę jednak, że zaniechanie przemocy nieskończenie ją przewyższa, tak samo jak wybaczenie góruje nad karą (…) Ale odstąpienie od przemocy jest przebaczaniem tylko wtedy, gdy istnieje możliwość kary, ponieważ przebaczenie ze strony bezbronnej istoty jest pozbawione sensu. Mysz nie przebacza kotu, który rozrywa ją na kawałki” (tłumaczenie własne).

Jarosław Kaczyński powinien szczególnie zwrócić uwagę na to ostatnie zdanie:

Mysz nie przebacza kotu, który rozrywa ją na kawałki.

Ciekawe rzeczy znajdują się w bibliotekach państwowych instytucji…

Gandhi bardzo wyraźnie i precyzyjnie opisuje całą metodę, która doprawdy jest wybitna w swoim zamyśle. Mahatma pisze, że 100tyś brytyjskich żołnierzy nie przestraszy 300 milionów Hindusów. Przemoc i siła, to prawo zwykłego chama (w oryginale – ‘brute’, tłumaczenie ‘cham’ najlepiej pasuje do aktualnego kontekstu), którego duch odpowiedzialny za wyrzeczenie się przemocy jest uśpiony i nie zna on innego prawa poza siłą. Godność człowieka wymaga wyższego elementu – siły ducha, a tę można osiągnąć tylko poprzez wyrzeczenie się przemocy – to luźna parafraza innego fragmentu z tego samego pisma M. Gandhiego.

Jednocześnie Gandhi bardzo wyraźnie podkreśla, że chociaż nie wolno atakować, to bronić należy się zaciekle i z całych sił walczyć o swoje przetrwanie. To jest bardzo istotne dopowiedzenie!

To nie jest wcale koncepcja dla hippisów z kwiatami we włosach. To jest idea duchowych wojowników.

Proszę bardzo, drodzy liderzy opozycji – jest oto idea chudego Hindusa, który pokonał bardzo krwawe i bezwzględne imperium nie stroniące od tłumienia powstań rzezią ludzi walczących o swoje podstawowe prawa i wolności.

Macie wszystko podane na tacy – bierny, konsekwentny opór i zmuszanie mafii PiS do zwiększania ilości jej ofiar.

Ludwik Dorn niedawno w wywiadzie dla „Gazety Wborczej” metaforycznie stwierdził, że „Jarosław Kaczyński porusza się do przodu zwężającym się kanionem, a jego kuper przypalają mu: Ziobro, Konfederacja, część PiS, sytuacja.”

„Trzeci bliźniak” szkicuje pod koniec wywiadu bardzo precyzyjną kreską wizję pierwszego roku po wygranych przez opozycję wyborach. Śmiem twierdzić, że prędzej Putin wjedzie czołgami na wschód Ukrainy i wciągnie w ten konflikt Polskę, niż pozwoli demokratycznej opozycji wygrać wybory w Polsce.

Porady Dorna są dobre, ale nigdy nie będzie szans wprowadzić ich w życie, bo przyszłość Polski już dawno temu wymknęła się prodemokratycznym politykom z rąk. Przyszłość Polski leży teraz w rękach OBYWATELEK i OBYWATELI.

Będą ofiary, będą represje, ale trzeba biernie nacierać – na tym polega siła tego paradoksu! Konsekwentnie dokonywać aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa. Prawo w Polsce nie obowiązuje od momentu zniszczenia Trybunału Konstytucyjnego. Nie ma prawa, funkcjonuje ono tylko i wyłącznie w świecie idei i wartości, w pewnym sensie prawo istnieje tylko wirtualnie w naszej współdzielonej wyobraźni, w naszym poczuciu prawa.

Ja osobiście odrzucam protezę prawa, którą Kaczyński i Ziobro usilnie i bezpruderyjnie próbują założyć na kikucie po Trybunale Konstytucyjnym.

Bez Trybunału Konstytucyjnego cała reszta, to tylko mistyfikacja, którą ja odrzucam.

Kaczyński ma już rozpisane scenariusze dokładnie tak samo, jak miał je przygotowane, spisane i schowane w swojej willi Wiktor Janukowych.

Gdzie mieszka dziś Janukowycz? Pod Moskwą ukryty przed światem przez Putina. Teraz trzeba pomóc dziejowej opatrzności w dostarczeniu mu towarzysza jego zsyłki w postaci naszej Balbiny, bo tam jest jej miejsce.

Nie będzie przebaczenia bez kary…

Warto na koniec wspomnieć, że idee Mahatmy Gandhiego wywarły mocne wrażenie na Martinie Lutherze Kingu – przywódcy ruchu równouprawnienia i praw obywatelskich Afroamerykanów w USA, co tylko świadczy o uniwersalności ich przesłania i gwarancji skuteczności wcielenia w życie.

Chwała takim bohaterkom, jak Marta Lempart, „Babcia” Kasia, Margot, Franek Broda, jak organizacje walczące z rasizmem i ksenofobią oraz wszyscy inni, którzy dzielnie realizują satyagrahę w myśl ahimsy i nie boją się pokazywać kotu, że mysz nie wybacza!

Wyjdzie Szydło z worka

O formacji politycznej Jarosława Kaczyńskiego można rozprawiać w nieskończoność, ale jedna reguła zdaje się dominować nad resztą prawd o ekipie dobrej zmiany – PiS nieustannie podnosi poprzeczkę w wybieraniu coraz gorszych ludzi na kluczowe stanowiska. Co za kosmiczny paradoks! Gdy wszystkim dookoła wydaje się, że gorzej już się nie da, że nikogo gorszego nie można znaleźć na miejsce poprzednika, który odszedł w niesławie i kompromitacji, to PiS udowadnia wszem i wobec, że owszem, jak najbardziej można! Niemożliwe nie istnieje!

Gdy wszyscy myśleli, że gorszego następcy Lecha Kaczyńskiego próżno szukać, proszę bardzo: z kapelusza wyskakuje Andrzej Duda, nikomu nieznany giermek poległego prezydenta, który chciał limuzyną szarżować sowieckie czołgi na gruzińskim pograniczu. Wyskakuje i wygrywa wybory za wyborami; podpisuje wszystkie kolejne pisowskie ustawy, które rozsadzają filary polskiej racji stanu; do spółki z Trybunałem Kucharki seryjnie i brutalnie gwałci Konstytucję RP. Ukończyłem w życiu różne uniwersytety, a na jednym z nich (studiowałem tam zupełnie mimowolnie) posługiwałem się językiem, w którym można tego giermka poległego rycerza dobrej zmiany nazwać “konstytucyjnym majciarzem”, kto tam nie był, to niech się zapyta profesora Google, co to znaczy “majciarz” i czy się takiemu rękę podaje. Jakby ktoś coś sugerował, to o gwałceniu Konstytucji wspominał Donald Tusk podczas ostatnich protestów w Warszawie, także nie do mnie pretensje o naturalne skojarzenia leksykalne i nazywanie rzeczy po imieniu.


Ta konstatacja prowadzi do oczywistej zagadki: kto może być jeszcze gorszy od Andrzeja Dudy?


W mgnieniu oka zza zakrętu tego pytania wyłania się gigantyczny peleton pretendentów. Gabinet ludzkich osobliwości całej Zjednoczonej Prawicy wprawia w osłupienie swoimi rozmiarami. Mamy tam pełne spektrum miernot owładniętych projekcją własnej wyjątkowości i misją naprawy Rzeczypospolitej. Praktycznie bez wyjątku są to okazy godne uwiecznienia w wielkich słojach z formaliną, gdzieś na półkach muzeum moralnych aberracji, bo historia nie zostawi na nich suchej nitki i nie będzie stawiać im pomników. Jak można pozwolić zapomnieć takiego Suskiego, lub Sasina? Skandal! Trzeba te ikony lepszych czasów gdzieś uwiecznić dla potomności.
Któż się znajdzie jeszcze gorszy od Dudy? Kto mógłby z jednej strony być jednocześnie bardziej użyteczny dla PiS i bardziej szkodliwy dla Polski?


Jest tylko jedno takie wyjątkowe ‘dasein’ i na imię mu Beata Szydło.


Jest to byt szczególny zarówno metafizycznie, jak i ontologicznie. Gdyby odwołać się do klasycznej definicji Arystotelesa i samoistności bytu, to od razu moglibyśmy zainicjować ciekawą dyskusję o bycie Szydło i przyczynach jej bytowania. Podobnie rzecz ma się w ujęciu ontologicznym i nadaniu sensu istnienia Dasein Szydło. Arystotelesowski Pierwszy Poruszyciel tego bytu, czyli Jarosław Kaczyński puścił w ruch maszynerię, której sens zaczyna się wyłaniać ludziom coraz jawniej i wyraźniej; wyłania się z ostrego cienia mgły, zza zasłony niedomówień, półsłówek, półprawdy, czyli gówno-prawdy, fałszu i bluźnierstwa.
Jeśli ktoś kiedyś zapytałby, co by się stało, gdybyśmy wsadzili do ogromnego akceleratora mikrocząstek teorie Arystotelesa i Heideggera, za konsoletą posadzili Jarosława z Żoliborza, który kręcąc pokrętłami i wciskając guziki rozpędziłby te dwie koncepcje bytu do prędkości światła zderzając je ze sobą w wielkim wybuchu, to odpowiem bez chwili namysłu – tak właśnie powstałoby Dasein Szydło.
To kandydat idealny dla PiS, lecz najgorszy dla Polski.
Dlaczego akurat Szydło? Trzeba zapytać jutrzenkę dobrej zmiany, czyli samego Lucyfera, który tak skutecznie rozświetla drogę tej formacji. Sam Diabeł musi pisać ten scenariusz zagłady. Zupełnie na poważnie teraz: konstytucyjnemu majciarzowi kończy się kadencja mniej więcej dokładnie wtedy, gdy Dasein Szydło skończy się kadencja w Europarlamencie. Przypadek? Wątpię, bo PiS i Putin niczego nie zostawiają przypadkowi, nie od 2015 roku. Co PiS zrobi z jej ogromną popularnością? Na pewno nie zrobią jej jakimś ministrem, ani szeregowym posłem, premierem też na pewno nie zostanie w najbliższej przyszłości. Jakiś szlachetny powód musi być, żeby mogła być wożona rządową limuzyną. Drugie pytanie brzmi: co ona zrobi ze swoją ambicją? Jest tylko jeden fotel, którym jest zainteresowana – fotel prezydenta.
To właśnie Szydło była reżyserem kampanii Dudy. To również pod skrzydełkiem Szydło schronił się wystraszony gniewem Jarka obecny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.
Wszyscy widzimy wyraźnie jaki kurs polskiej polityki zagranicznej wybrała Moskwa, dlatego nie zapominajmy kto po wygranych wyborach parlamentarnych wyprowadził z sejmowej sali konferencyjnej flagi Unii Europejskiej nazwane po tym bezczelnym akcie ‘szmatami’ przez również aktualną europosłankę ssącą z cycka Europy solidną pensję wypłacaną w Euro, którą Radek Sikorski nazwał kilka dni temu „zatłuszczonym łbem”. Ten tłuszcz, to chyba z tego znienawidzonego cycka został wyssany…
Beata Szydło, Zbigniew Ziobro, Andrzej Duda – oto święta trójca neoprawicy, która będzie grać pierwsze skrzypce w postpisowskiej rzeczywistości, gdy trzeba będzie marketingowo zastąpić PiS PiSem.
Sakralizacji dokona na nich sam Ojciec Założyciel z Torunia. Na antenach Radia Maryja i Telewizji Trwam będzie msza święta w intencji nowej partii i liderów lepszej dobrej zmiany. Jacek Kurski już na pewno pisze nowe scenariusze przekazu dla narodu. Wszystko jest gotowe. Czekają tylko na właściwy moment.
W polskiej wersji „Powrotu do przyszłości” Marty McFly mieszka w Oświęcimiu i jeździ seicento. Żeby to wszystko odkręcić, ten młody człowiek musiałby się swoim seicento cofnąć w czasie i przy pomocy szalonego dr Emmetta Browna rozproszyć mgłę w Smoleńsku. Szanse na to są dokładnie takie same, jak to, że Waszczykowski na emeryturze dożegluje kiedyś do San Escobar.
Beata Szydło wygra te wybory dokładnie tak samo, jak poprzednie „wygrał” dwa razy Andrzej Duda. Magiczne kilkaset tysięcy wystarczy odpowiednio przygotować i po sprawie.
Nikt się słowem nie zająknął, także chciałbym tylko nadmienić taką oto drobnostkę związaną z prezydenckimi wyborami 2015 i 2020:


Wybory 2015, druga tura:
Andrzej Duda: 8 630 627 głosów.
Bronisław Komorowski: 8 112 311 głosów.
Różnica: 518 316 głosów.


Wybory 2020, druga tura:
Andrzej Duda: 10 440 648 głosów.
Rafał Trzaskowski: 10 018 263 głosów.
Różnica: 422 385 głosów.


W wyborach 2020 przybyło ponad 3.6 milionów nowych wyborców i jakimś dziwnym trafem różnica wyniosła mniej więcej dokładnie tyle samo, co 5 lat wcześniej, jakieś marne kilkaset tysięcy. W skali kraju takie oszustwo jest niezwykle łatwo przeprowadzić, ale niezwykle trudno je udowodnić, to się rozcieńcza bez śladu, jak bąk puszczony na wietrze i de facto przeszło to u nas bez echa. Komentatorzy, bojąc się chyba oskarżeń o utratę zmysłów, nawet nie pisnęli, że to śmierdzi na kilometr…
Coś podobnego PiS może zrobić w 2025 tylko z kimś, kto już ma ogromną popularność, kogo wygrana ponownie różnicą kilkuset tysięcy głosów nie wzbudzi najmniejszych podejrzeń. Nie mogą znowu wyskoczyć z kandydatem znikąd, bez ogromnego poparcia i rozpoznawalności. Potrzebują nazwiska, na które Polacy już głosowali.
Potrzebują też kogoś, czyją sromotną porażkę w Brukseli będzie można w Polsce ogłosić spektakularnym zwycięstwem ze znienawidzoną Unią, która przecież prowokuje Trzecią Wojnę Światową.
Szydło jest twarzą programu 500+, to ona dała pieniądze dla matek na ich pociechy. Przed wyborami PiS jeszcze bardziej podkręci tę ofertę, mogą dojść do 1000+, są pomysły pensji dla matek, żeby siedziały w domach z dziećmi. To będzie wyborczy szach mat.
Trzymali to dasein w euro-zamrażarce, a teraz szybko podgrzeją je w mikrofali i podadzą cieplutkie i parujące prosto na stół politycznej karmy dla mas.
I to się sprzeda, ludzie to kupią.
Teraz już widzicie, że to sam Lucyfer oświetla im drogę…
Opozycjo, jakieś pomysły na przetrącenie kijem po plecach samego El Diablo?
Jedno jest pewne: gumofilce i świadkowie Hołowni raczej nie pomogą…

Jak pokonać PiS? Cz.I

Źle się dzieje w państwie polskim.

Dziesiątego października roku pańskiego dwa tysiące dwudziestego pierwszego na jedno ćwierknięcie Donalda Tuska odpowiedziało sto tysięcy obywateli i wypełniło Plac Zamkowy niebiesko-żółtym przesłaniem dla skorumpowanej władzy.

Nie jestem fanem Donalda. Uważam, że aktualna sytuacja, to niestety efekt jego krótkowzroczności, naiwności i przede wszystkim pychy. Tak, Donald myślał, że Bruksela to dobra opcja, że Polki i Polacy odetchną od Tuska, bo już się zwyczajnie przejadł wszystkim, tak sam mówił w wywiadzie przed wyjazdem do Brukseli. Myślał również zapewne, że nawet jeśli PiS dojdzie do władzy, to tak ludzi wkurwi, że on wróci z Brukseli i zrobi się powtórkę z 2007, i będzie pozamiatane.

Stało się inaczej, bo PiS owszem wielu ludzi wkurwił, ale wielu solidnie wygrubasił i przekupił.

To nie była tylko pycha Tuska – „pomogli” mu w tym ochoczo dziennikarze, przede wszystkim ze środowisk „Gazety Wyborczej” i TVN, których bezlitośnie krytykuję za niskie pobudki, za chciwość.

Monika Olejnik codziennie dawała im najlepszy czas antenowy. Siedziała obwieszona koralikami od Coco Chanel, w designerskich szpilkach i najdziwniejszych kreacjach na świecie, a formuła jej programu zamykała się w jednym zdaniu: niech się żrą na wizji, ile tylko wlezie, im więcej szczekania i plucia, tym lepiej, a im więcej pisiorów, tym więcej plucia i szczekania. No i wypluli i wyszczekali. Za moment Obajtek przejmie tę stację i Monice zostanie chyba tylko youtube…

W „Gazecie Wyborczej” czapki z głów przed prezesem zdejmowali i z pretensją wręcz ustawiali do pionu czytelników – dajcie im porządzić. No to ludzie dali porządzić, a oni porządzili właśnie i to jak porządzili!

Polska osiągnęła stadium kompletnego bagna.

Donald przyfrunął z Brukseli, ćwierknął w necie i zebrało się sto tysięcy ludzi, których nawet okoliczne ulice nie mogły pomieścić. To potencja, której nie można zmarnować.

Uważam, że trzeba Donaldowi pomóc.

Nadszedł dzień, żeby się jasno określić, po której stronie barykady chce się być. Od razu powiem, że nie da rady siedzieć na niej okrakiem, jak Czarzasty i Zandberg, pałaszując obajtkowe hot dogi z Orlenu. Tak się nie da, tak można się tylko zdyskredytować na wieki wieków.

Trzeba pomóc Donaldowi walczyć ze złem. Tusk spieprzył swoją pierwszą historyczną misję – nie dopuścić PiS do władzy i nie oddać społeczeństwa w ręce kleru, ale ta bitwa jest ostatnia i najważniejsza, i nie można go zostawić samego na polu tej walki. Trzeba walczyć ze złem jak tylko człowiek potrafi najlepiej i najskuteczniej. Każdy głos sprzeciwu się liczy i każdy głos jest ważny.

Niestety, sytuacja jest tragiczna. Imperium zła rządzi twardą ręką. Tak, to jest imperium zła namaszczone przez kapłanów fałszywego słowa. Powiedzmy to wyraźnie – Watykan pokropił i poświęcił IV Rozbiór Polski dokonywany przez sygnatariuszy projektu „dobrej zmiany” i IVRP. Kościół i Rosja po raz kolejny próbują zniewolić Polskę, zakuć ją w kajdany i uzależnić od dwugłowego ptaszydła z Kremla i katolickiej hydry, wielogłowego, jadowitego węża, którym jest kuria rzymska. Jak dwa łotry, rączka w rączkę w przestępczym pakcie, który nie wymaga żadnej zgody na piśmie, niemo, bez słowa, ale konsekwentnie i z premedytacją zaciskają na Polsce swoje wstrętne szpony i wbijają w nią toksyczne kły.

Metafora przesadzona? Wyobraźnia galopuje mi po kawie? Nic z tych rzeczy. Tak się sprawy polskie właśnie przedstawiają. Polska jest pożerana po raz kolejny przez dwa wielkie imperia, przez dwa obce państwa. Polska jest tutaj ofiarą. Wszystkie powstania wybuchały w przeszłości z tego samego powodu. Cała moja obowiązkowa edukacja w szkole, to lektury i lekcje historii głównie o jednym temacie – o utracie niepodległości Polski. Dziś na naszych oczach rozgrywa się ten sam dramat.

PiS, cała Zjednoczona Prawica, Konfederacja, ONR, narodowcy i przede wszystkim Kościół Katolicki, to są zdrajcy Polski, którzy zdradzają polską rację stanu, interesy Polek i Polaków i robią to dla własnych korzyści. Znamy to z historii bardzo dobrze.

Jaka jest ich metoda? Zatrzymywać postęp ograniczając dostęp do wiedzy i wulgaryzując prawdę.

Jak się z tego bagna wyczołgać?

Uważam, że trzeba do tego podejść dokładnie tak samo, jak do każdego innego problemu, czyli przede wszystkim skupić się wcale niekoniecznie na jego objawach, które manifestują nam się dookoła tak wyraźnie, ale na jego źródłach, na przyczynach i metodzie jego pogłębiania się. Trzeba zidentyfikować źródło problemu i z tym walczyć. Jak z nowotworem, którego trzeba najpierw zlokalizować, później zidentyfikować i zastosować sprawdzoną terapię: chemię, promieniowanie, immunoterapię, a jak trzeba, to amputację. Znając przyczyny choroby, jej naturę, środowisko jej rozwoju, możemy z nią skutecznie walczyć.

W dzień protestów robiłem w Londynie mały biznes. Nie jest tajemnicą, że zajmuję się sztuką już od ponad 20 lat (z małą przerwą na lot nad kukułczym gniazdem) i tak właśnie spędzam swój wolny czas poza pracą. Miałem tamtego dnia klientów, którzy zrobili u mnie drobne zakupy. To była starsza para Ukraińców. Tak, Ukrainka z mężem kupowali od Polaka antyki w Londynie. Sama ta sytuacja jest wymowna i jest wytrychem do zagadki polskiego problemu.

Gdy już pieniążki zadźwięczały w mojej sakiewce, zapytałem o sytuację w ich kraju. Miny im spoważniały, odpowiedzieli szczerze i dumnie: nie jest lekko, 8 lat już walczymy… Postanowiłem dalej już nie drążyć, dostałem od nich dokładnie to, co miałem nadzieję usłyszeć.

„NIE JEST LEKKO, OSIEM LAT JUŻ WALCZYMY”

Tak, Kochani, oni WALCZĄ.

Przewińmy taśmę, żeby przypomnieć sobie, jak to się u nich zaczęło. Wiktor Janukowycz, czyli kremlowska marionetka, na polecenie Moskwy zaczął hamować proeuropejskie tendencje Ukrainy. Gdy Europa zaczęła wyciągać dłoń Ukrainie i gdy Ukraina chciała tę dłoń złapać, Janukowycz stanął na jej drodze do wolności.

Ci wspaniali, dzielni ludzie mogli zrobić u mnie zakupy w Londynie, ponieważ postawili się Putinowi i jego wytrenowanemu pieskowi Janukowyczowi. Proputinowski kundel musiał podwinąć ogon i spierdalać pod osłoną nocy do swojego protektora pod skrzydełko, a na Ukrainę inwazji dokonały zielone ludziki. Co zrobił świat? Nic. Ukraińcy są zupełnie sami, walczą sami. I tego nikt im nie odbierze. Polacy też są tak naprawdę sami. Prawdziwi Polacy, nie te putinowskie szczekaczki Bąkiewicze i reszta tej faszystowskiej ferajny – oni są zdrajcami Polski.

Prowadzi to nas do oczywistego pytania: czy możliwa jest zmiana w Polsce bez Majdanu? Odpowiedź na to pytanie jest nie tyle trudna, bo nie jest, co niebezpieczna. Rozejrzyjcie się dookoła. Służbami kieruje człowiek skazany wyrokiem sądu na 3 lata więzienia. Ta jedna charakterystyka tego systemu mówi o nim wszystko. Zawiera się w niej również odpowiedź na powyższe pytanie. Trzeba być sprytnym i robić swoje w bardzo przemyślany sposób.

Donald Tusk sam nie da rady pokonać tej mafijnej patologii.

Uważam, że politycy nie zapewnią wolności obywatelom. Nigdy tego w historii nie dokonali. Spójrzcie proszę wstecz. Historia zawiera w sobie bardzo wyraźny opis nie tylko przeszłości, ale przede wszystkim projekcję przyszłości. Próżno szukać w historii przypadku podarowania przez polityków wolności zwykłym obywatelom. Jest za to nieskończona ilość opisów zniewolenia ludzi przez chciwych i żądnych władzy dyktatorów i zwykłych ludzi – Szarych Obywateli przelewających krew za swoje naturalne prawa. Wolność była, jest i zawsze będzie stanem, o który ludzie muszą sami walczyć, który muszą sami zapewnić sobie i przyszłym pokoleniom. Wolność nie spłynie na nas z nieba.

O wolności, jej smaku, zapachu i kolorach mogę kilka słów od siebie powiedzieć. Możemy się chyba zgodzić, że maksymalny stopień zabezpieczenia, to odwrotność stanu bycia wolnym. Ale z drugiej strony sama możliwość swobodnego przemieszczania się, brak murów, krat i strażnika, który co dwie minuty zagląda i sprawdza, wcale jeszcze nie jest równoznaczna z byciem wolną osobą.

Jest wiele rodzajów zniewolenia. Najgorszym ze wszystkich jest więzienie własnego umysłu. Aby osiągnąć wolność w jej najpełniejszym wymiarze, należy osiągnąć stan wolności własnego intelektu. Nic nie może tego stanu zakłócić. Czysty umysł jest gwarantem wolności promieniującej na pozostałe sfery życia. Jego najważniejszym warunkiem jest niedopuszczanie ingerencji z zewnątrz w postaci jasno przemyślanej inżynierii naszego myślenia, której jedynym celem jest ograniczenie naszej świadomości ciasnym paradygmatem specjalnie zaprojektowanym tylko do zawężania naszego horyzontu, skrępowania naszych swobód i kontrolowania naszego życia od chwili poczęcia aż do śmierci, a w przypadku ideologii dodatkowo ściśniętych gorsetem religii, ta kontrola wychodzi nawet poza ramy życia i śmierci.

W dniu manifestacji oglądaliśmy wieczorem z żoną relacje z protestów. Warszawa dopisała, inne duże miasta niestety nie, wyraźnie zawiodły struktury lokalne – PO RAZ KOLEJNY. Tak opozycja nie wygra nigdy. Jesteście skazani na porażkę, jeśli dalej będziecie popełniać takie błędy. Ale to była interesująca obserwacja i lekcja do odrobienia. Wielu młodych ludzi mówiło do kamery: mam na imię Łukasz, Agnieszka, Wojtek, mam 21, 20, 19 lat, etc. Było tam też sporo młodych ludzi w wieku przedmaturalnym, czyli młodzieży, która urodziła się już w Unii Europejskiej, daleko od PRL i generała zamiast Teleranka.

I tu dochodzimy do ścisłego meritum, tu jest esencja i istota problemu. Młodzież – to jest właśnie to, co uzasadnia tę walkę i to jest jednocześnie prawdziwy poligon tej batalii.

Umysły naszej młodzieży, to jest klucz do sukcesu. Jeśli starsze pokolenia nie są w stanie tej walki wygrać, to trzeba zrobić wszystko, co tylko możemy, żeby młodzieży nie stracić, żeby młodzież tę walkę wygrała dla siebie i swojej przyszłości.

PiS do spółki z Putinem i Kościołem Katolickim przede wszystkim formatują umysły młodych ludzi. Pokazują młodym ludziom, że warto z nimi trzymać, uczą ich zwulgaryzowanych definicji sprawiedliwości, godności, patriotyzmu, wolności. Deprawują umysły młodych ludzi, redefiniują rzeczywistość, która ich otacza.

Kreują posłusznego obywatela, który ma „głosować i nie przeszkadzać”.

Posłuszeństwo bierze się z niewiedzy, że można być nieposłusznym, że czasami trzeba wręcz być nieposłusznym.

Kaczyński tylko wtedy mówi prawdę, gdy puszczą mu nerwy i straci na chwilę nad sobą kontrolę. Wycedził w tym zdaniu dokładnie to, czym jego plan naprawdę jest – chcą kreować posłusznych obywateli, którzy nie przeszkadzają.

Dzisiejsi licealiści, będą za dwa lata mieli prawo głosu. Tego nie wolno zlekceważyć. Ubędzie dziadersów przekupionych 13tą i 14tą emeryturą, ale przybędzie młodego elektoratu.

Macie prosto na tacy podane, co należy Kaczyńskiemu odpowiedzieć: będziemy właśnie przeszkadzać.

Jak przeszkadzać? Pracą u podstaw. Znajomi nazywali mnie romantykiem, ale ja jestem pozytywistą i najpilniej studiowałem właśnie pozytywizm. To była nie tylko szlachetna, ale bardzo trafiona idea walki z okupantami poprzez edukację kompletnie zaniedbanych grup społecznych.

Ta idea nigdy nie doczekała się swojej realizacji. Po jednej wielkiej wojnie przyszła kolejna.

Pora tę ideę wprowadzić w życie właśnie teraz – zacznijmy edukować młodych ludzi w tym jednym wymiarze, w tej jednej sferze – wolności ich własnego myślenia.

Uważam, że w tym momencie nie uda się pokonać pisowskiego nowotworu na stole operacyjnym. Nie, ponieważ odrośnie jeszcze silniejszy i jeszcze bardziej złośliwy. Sprawy zaszły zbyt daleko i nowotwór jest już na tyle zaawansowany, że należy zaaplikować mu precyzyjne lekarstwo i silną dawkę immunoterapii, żeby nie mógł już znaleźć gleby dla swoich wulgarnych idei.

Uważam, że to młodzi ludzie muszą wyjebać PiS z orbity politycznej sceny. Na zawsze posprzątać ten syf.

Młodzi ludzie są dziś bezczelnie indoktrynowani i poddawani tresurze światopoglądowej. Mają iluzję wolności w smartfonie, ale nie w szkołach, księgarniach, już nie na półkach z gazetami, ani też na ulicy. Zostały im też resztki wolności własnych umysłów. Wasze piękne młode umysły nie będą nigdy w pełni wolne, jeśli taki pan Czarnek będzie zmuszał Was do czytania encyklik pisanych przez niespełnionego aktora, który został papieżem.

Z jednej strony PiS ogranicza Wasze umysły, a z drugiej strony faszyści z ONR, na czele z takim  chamem i polską kanalią Bąkiewiczem, ograniczają Wasze ciała. Tak, dokładnie tak. To współczesny faszysta Bąkiewicz definiuje dziś ulicę i mówi, jak należy się zachowywać na ulicy, to on decyduje, co jest dopuszczalne na ulicy, a co absolutnie nie mieści się w ich definicji „normalności”. To oni mają marsz niepodległości, nie Wy!

Niedawno spacerowałem ulicami francuskiego miasta, z którego pochodzą prezydent Emmanuel Macron i jego małżonka. Życie kwitło dookoła pełnią barw i swobody. Na ławce przytulały się dziewczyny, wszędzie widać było mieszane pary i ich kolorowe dzieci różnych ras grające ze sobą w piłkę na skwerach i placach, za rękę szła para młodych chłopaków – bez obawy, że zaraz napadnie ich jakiś faszysta z bąkiewiczowską nienawiścią wygrawerowaną na parszywym ryju dziedzica genów szmalcownika i kolaboranta. Takie chamstwo, to tylko w Polsce i na Wschodzie. Ja w takim bagnie nie jestem w stanie oddychać. Mój świat, w którym czuję się dobrze, to właśnie takie obrazki, jak z francuskiego Amiens, jak z Londynu, gdzie nie mają wstępu kompletnie nawiedzony fanatyk eks-ksiądz Międlar albo cyniczny cham Ziemkiewicz, którego skandaliczne wypowiedzi nadają się na wieczne potępienie.

Mam ogromną satysfakcję, że mnie do UK wpuszczają z uśmiechem na ustach, że sobie z celnikami zawsze miło rozmawiamy o mojej pracy i moim hobby, że płacę podatki i wszystko jest na swoim miejscu. Kiedyś nawet wracając z wyjazdu do Francji wjechałem do UK bez żadnych dokumentów, bo zapomniałem ich zabrać ze sobą w podróż.

A takiemu Ziemkiewiczowi kazali ściągać pasek, sznurówki i zamknęli go do celi przed odesłaniem z misiem w paszporcie na Wschód.

Ja jestem obywatelem Zachodu, obywatelem świata, dla nich pozostaje głęboki Wschód.

Młodzi ludzie muszą sobie sami odpowiedzieć na pytania: kim chcą być i gdzie chcą żyć, czy chcą kreować przestrzeń swoich miast, miasteczek, wsi, metropolii, czy chcą potulnie oddać je faszystom i głosicielom nienawiści?

Chcecie ulic wypełnionych nienawiścią i przemocą, czy wolnością i miłością?

Zacznijmy od umysłów i pana Czarnka zmuszającego do czytania JP2.

To jest pierwsza ostrzegawcza flaga. Dawno temu w trawie na lekcji polskiego dostałem pałę, ponieważ wstałem i powiedziałem, że nie przeczytam „Pana Tadeusza”, bo to słaby poemat i szkoda mojego czasu na takiego gniota (naprawdę próbowałem z całych sił przeczytać, ale po dwóch stronach skapitulowałem, to nie była moja parafia). Do dziś nie przeczytałem „Pana Tadeusza”, ale wtedy zamiast Mickiewicza przeczytałem bardzo uważnie „Imię róży” Umberto Eco.

Eco mówi w swojej fantastycznie napisanej powieści, że wolnością jest wiedza; wolnością jest prawda, którą często chce się przed człowiekiem ukryć, zabronić do niej dostępu.

Do niedawna skutecznie chroniono dostępu do prawdy o ‘papieżu Polaku’.

Jaka prawda z kolei kryje się w pismach ultrakonserwatysty Wojtyły? Cóż o życiu ma mi do powiedzenia w swoich pisemkach koleś, o którym dziś wiemy, że oprócz pożerania kremówek w Wadowicach i spacerów z ciupagą po pagórkach, lubił również ukrywać najwyższej rangi kościelnych pedofili – zezwierzęcone maszyny do gwałcenia dzieci?

To ma być autorytet dla Was, kochana młodzieży? Kogoś takiego chcecie dopuszczać do swoich umysłów? Przecież to jest trucizna dla Waszego indywidualizmu, dla Waszej wolności.

Jakiś pan Czarnek, polityczny oportunista, wspinacz, karierowicz, który bez mecenatu i wparcia kościelnych środowisk sam nie osiągnąłby w życiu nic, on ma mówić Wam, jakie macie czytać książki, jakie lektury macie przerabiać na lekcjach polskiego?

Zabrali Wam już gimnazjum, bo Jarek nie miał gimnazjum, więc Wy też go nie potrzebujecie… I teraz tak Was Czarnek przeczołga przez podstawówkę, liceum, a na koniec zmusi Was do zapasów w kisielu z Wojtyłą na maturze, że na koniec nie pozostanie nic z tego, kim naprawdę jesteście, co jest dla Was cenne i ważne. On z Was to wszystko wypłucze i nakarmi Was pustymi frazesami zdyskredytowanego kapłana.

Przecież to jest obrzydliwe, rzygać mi się chce na samą myśl.

Miejcie do siebie trochę elementarnego szacunku i nie dajcie się wychowywać takim intelektualnym oszustom, dewiantom w przebraniu pedagogów.

Jesteście przyszłością tego kraju i świata – świat będzie zaraz Wasz, ale najpierw musicie go sobie wywalczyć. Wolności nikt Wam nie da, wolność będziecie mieli taką, jakiej zapragniecie. A pragnienia, to wszystko, czego potrzebujecie, to Wam w zupełności wystarczy. Nie dajcie sobie odebrać Waszych pragnień.

Wojtyła pozwalał swoim kolegom gwałcić Waszych rówieśników. Jeśli nie chcecie się solidaryzować z politykami, którym nie ufacie (i słusznie, bo nie wolno im nigdy ufać do końca), to solidaryzujcie się z Waszymi rówieśnikami, których ta maszyna zła tak okrutnie skrzywdziła i krzywdzi nadal. Wyjdźcie z tego i nigdy tam nie wracajcie.

To jest zadanie dla młodych i starych. Młodzi muszą wiedzieć, że wolność, to świat bez obowiązkowego Wojtyły na liście lektur w szkole, ale także świat z pełną prawdą o Wojtyle – protektorze pedofili.

Wojtyła czerpał pełnymi garściami z konkretnych nazwisk i konkretnych filozoficznych koncepcji. Nic sam świeżego i nowego nie stworzył. Można go zupełnie olać i sięgnąć do samego źródła koncepcji człowieka, które sobie przywłaszczał.

Młodzi muszą wiedzieć, że JP2 nie był święty. Starzy muszą wiedzieć, że Wojtyła nie zasługuje na bycie edukatorem młodych.

To punkt pierwszy planu pokonania PiS. To jest praca u podstaw, to jest ta inwestycja w preparat immunologiczny i żeby ją wykonać dobrze, trzeba jasno zidentyfikować kluczowe miejsca, gdzie tę pracę trzeba w ogóle zacząć.

Sprzeciw musi zacząć się od młodego pokolenia, to ono musi udźwignąć to brzemię, tak jak dzielny Frodo w trylogii Tolkiena – tym pierścieniem zła do kontroli ludzi i ich umysłów jest dzisiaj w Polsce Jan Paweł II. Trzeba wykonać ciężką misję i odesłać go tam, skąd pochodzi – prosto do Mordoru. To jest zadanie dla Młodych, a Starzy muszą im w tym pomóc.

Poczytajcie sobie notkę biograficzną Czarnka – cała jego kariera, to silny związek z Kościołem Katolickim i koniunkturalna wspinaczka po linach, które wciąga do góry potężna, niewidzialna siła.

Cała kariera Czarna jakby krzyczała wręcz, że jego życiową misją jest zniewolenie młodych umysłów. To widać gołym okiem, poczytajcie sobie sami, tam jest czarno na białym, kim on naprawdę jest.

Rewolucja i zmiana muszą zacząć się w szkołach, nie na ulicach. Ulice odzyskamy za moment. Nie oczekujmy od biednych nauczycieli, żeby odmawiali prowadzenia takich lekcji, które narzucają im kuratorium i ministerstwo. Można przecież powiedzieć młodym, że nie muszą w takiej lekcji uczestniczyć. Nauczyciela można wyrzucić z pracy na zbity pysk. A dzieci, młodzież? Im mogą wszyscy nagwizdać.

Niech młodzież zacznie się domagać w szkole mówienia prawdy o Karolu Wojtyle, ultrakonserwatyście, który został papieżem. Jeśli cokolwiek dzisiaj trzeba mówić o Wojtyle, to właśnie pełną prawdę o jego śmiertelnych grzechach przeciwko człowieczeństwu i krzywdzie niezliczonej ilości dzieci, których nie ratował, które pomagał dalej krzywdzić. Epidemia AIDS na świecie, to też jedno z jego wielkich dokonań.

To właśnie młodzież może i powinna pokazać tej władzy środkowy palec i powiedzieć Czarnkowi, żeby w dupę sobie wsadził Wojtyłę, żeby sobie zwinął w rulonik jego encyklikę i wsadził sobie to głęboko w dupę. Mi absolutnie nie wypada takich poglądów wygłaszać, ale oczywiście z pozycji człowieka wykształconego okazałbym młodzieży głoszącej takie postulaty bardzo dużo zrozumienia. Młodością rządzą inne prawa, nieprawdaż? Młodzieży wolno więcej. Z tą młodzieżą to władza już ma trochę przechlapane. Skoro Jacek Kurski i jego TVP przyjęli milcząco lirycznego ale jednak chuja w dziąsło, to pewnie i doczekamy się Czarnka przyjmującego Wojtyłę wiadomo gdzie. To taki test dla ojca Maty – też jawnego katolika. „Chuj w dziąsło Kurskiemu i TVP” był najwyraźniej prawnie dopuszczalny. Ciekaw jestem opinii prawnej Pana mecenasa Matczaka, bo może kiedyś nadejdzie taki dzień, gdy jakiś młody raper postanowi nagrać kawałek zatytułowany np. „Katointeligencja” i w swojej twórczości lirycznej zarapuje na przykład coś w stylu:

Do ministra: zwiń w rulonik ulubione pisma i je sobie w dupę wciskaj.

Bardzo dobrze by było, gdyby taki młody twórca wiedział, czy wolno mu tak rapować, jeśli jego ojciec nie jest akurat bardzo znanym i wpływowym prawnikiem i że Czarnek po niego nie wyśle kulsonów na sygnale, którzy go zakatują gdzieś na komisariacie i że pisowski prokurator nie będzie mu niszczył zdrowia i życia wyręczając sąd i za sąd wydając wyroki i postanowienia np. o zajmowaniu mienia na rzecz jakiegoś pisowskiego aparatczyka, który dobrze, bo posłusznie lizał dudę. Dobrze, żeby taki młody człowiek wiedział od takiego eksperta w swojej dziedzinie i jednocześnie autorytetu, jakim jest Pan mecenas Matczak, że wolno mu taką twórczość uprawiać. Ja tego nie wiem, więc jestem ostrożny, ale ten „chuj w dziąsło Jacka Kurskiego i TVP” dumnie się pręży i powiewa jak sztandar drobnego, ale ważnego zwycięstwa z imperium zła. Skoro można zadedykować chuja w dziąsło Jackowi Kurskiemu, to czy można zadedykować encyklikę Wojtyły w dudę Czarnka? Może Pan mecenas Matczak podzieliłby się poradą prawniczą pro bono z jakimś potencjalnym raperem? Nie ironizuję, tu nie ma sarkazmu. Pan Matczak napisał ostatnio poradnik dla rodziców i uważam, że ze swoim synem są świadomi aktualnych problemów młodych ludzi, dlatego interesuje mnie bardzo, czy młody człowiek mógłby dzisiaj takie poglądy o Wojtyle wygłaszać bez obawy o represje władzy, której delikatne uczucia religijne mogłyby zostać zranione? To jest zupełnie poważne pytanie. Prokuratorzy w całej Polsce ścigają młodych za trywialne wpisy w Internecie – to jest właśnie dzisiejsza rzeczywistość młodych ludzi.

Mi absolutnie nie wypada propagować takich rzeczy. Ja tylko namawiam do niezaśmiecania własnego umysłu koncepcjami zdyskredytowanych pseudointelektualistów z Podkarpacia, a przede wszystkim tego jednego, który krył w swojej organizacji przed sprawiedliwością i karą obrzydliwych i seryjnych pedofili. Namawiam do dbania o higienę intelektu i jakość treści, którymi się go karmi. Namawiam gorąco do wolności myślenia i testowania systemu, do zdobywania swobód a nie ich oddawania – a już na pewno nie takim ludziom, jak pan Czarnek. Świadomie propaguję ideę wolnego umysłu, który nie poddaje się formatowaniu według wzorców, które podobają się partyjnym aparatczykom.

Moje hasło: Sokrates zamiast Wojtyły!

Niech się Watykan zajmie modelowaniem myślenia i urządzaniem życia dorosłym mnichom i zakonnicom w zakonach, którzy świadomie wybrali sobie taką drogę życia. Ręce precz od szkoły, od dzieci i młodzieży, ręce precz od ich wolności.

To punkt pierwszy programu, to jest podstawa całej walki.

Punkt drugi pracy u podstaw? Źródło i metoda rozprzestrzeniania się nowotworu.

Trzeba pomóc Donaldowi Tuskowi posprzątać tę mafię.

Szkoda mi się zrobiło Tuska, jak zobaczyłem ten moment, gdy zamilkł na chwilę, bo z głośników obok darł ryja ten wstrętny faszysta. Założę się, że Donald miał w głowie jedną myśl wtedy: do czego to doszło…

To jest kropla, która przelewa czarę. Bąkiewicz jest wystarczającą inspiracją do walki ze skorumpowanym systemem o normalność przestrzeni publicznej. Każdy za swoje przestępstwa powinien odpowiedzieć zgodnie z literą prawa.

Najlepiej pomogą pozostali liderzy opozycji – zgadzając się na wspólną listę wyborczą i to musi się stać jak najszybciej.

Prime Time by Jakub Piatek – a movie made without my consent.

This is an open letter to the producers and distributors of the film Prime Time, distributed also to the main Polish newspapers shortly before the premiere of this movie on Polish Netflix mid April 2021.

My name is Adrian M (last name for the editors’ information). I am writing to you regarding the release of the film Prime Time directed by Jakub Piątek, produced by Watchout Studio, TVN Film, PISF, KBF, distributed by Next Film – a company owned by the Agora Group – promoted by Gazeta Wyborcza, and scheduled to release on Polish Netflix on 14.04.21.

Mr. Piątek’s film tells the story of the events that took place in Poland on September 21, 2003, of which, unfortunately, I was the perpetrator. It was me who broke into the TVP building on Woronicza street that day, taking hostage and demanding to enter on air.

I hereby declare: I did not cooperate in the production of this film and I did not give my consent for this production.

In May 2018, I received an email from Mr. Jakub Piątek, in which he informed me about his film-making plans, asking me to work with him. I refused. At the same time, I would like to make it very clear that Mr. Piątek was explicitly explained that any attempt to tell that story without my consent would simply violate my personal rights, specifically those related to my mental illness, which was the direct cause of the TVP incident. I was ill and thoroughly diagnosed long before the event. Moreover, Mr. Piątek was also told that returning to that very complicated story could cause unpredictable consequences also for third parties. He also heard that for all these years we consistently and with the whole family rejected all offers to bring this story to the screen. We did our best to make Mr. Piątek aware of how unwanted such a production is and how dangerous repercussions of such a film could be.

Mr. Jakub Piątek simply ignored our requests and you, producers and distributors, helped him make this horrible film.

I learned about the film and its premiere at the Sundance Film Festival from a friend, who in January this year sent me a link to the article “18 years ago he entered the TVP studio with a gun. He took hostages” on the film.wp.pl  More than ¾ of the content of this text is directly dedicated to my person and the incident in which I participated, at the end the author of the text clearly states that the story about me became the inspiration for the film Prime Time. Comments under this text are terrifying, here are some examples (without giving nicknames, original spelling):

– “today same thing should be done only better to shoot right away”.

– “I remember how the whole tenement house was cheering him to shoot them all there.”

– “Today such an action would be welcome, although with a different ending – maybe normality would return”

– “It’s a pity that today there are no such people. And preferably at 19.30”

Below is a link to the article:

https://film.wp.pl/18-lat-temu-wzial-zakladnikow-w-studiu-tvp-dzis-niewielu-o-tym-pamieta-6594991431220000a?fbclid=IwAR1m-tLprDbSfxNhtYOXE1J5-MQ_e5c5w2TnfvNiUpHx5aWAq2UfjwffKM4

In addition to such horrible content that confirms the rightness of 18 years of silence and not bringing this matter up, there are quite a few comments from people in my hometown who remember my story, know me and recognize my family. There are also some that clearly state that such films should not be made.

I saw the film during the second day of its screening at the Sundance Film Festival. Unfortunately, it turned out to be something different than what its creators and producers had announced in numerous interviews. It is not a universal story about rebellion inspired by many similar cases from all over the world, it is a perfidious attempt to reconstruct the incident in which I took part, and the worst thing is that the filmmakers actually tried to create my psychological portrait and answer the most pressing question – what was the reason for my entering the TVP that day. Since I never spoke publicly on this subject, no one ever found out what exactly was driving me back then. In the film Mr Piątek and Mr Czapski (authors of the screenplay) decided to fantasize about it and in their version the reason why Sebastian entered TVP was the rejection by his tyrant father, who left his family for another woman and psychologically abused his son. Because this film effectively mixes: the truth, media reports about my case with the fantasy of the creators to make this production work, there is a real risk that people who know us will perceive the fictional elements of the story as the truth, thinking that it was all because of my father. Film’s transposition into the lives of real people is visible to the naked eye. It is already happening. I would like to point out that I am already receiving clear messages from people in our town who think that I took part in the production. Local newspapers and portals reported on the front pages about the film based on a real event from 2003. This film, even before its Polish premiere, caused consequences in our lives, and I dread to think what reactions it will cause after its release. The image of my father, a man widely known in our small town, who worked hard all his life for his reputation, will be destroyed in one day by this cruel fantasy. I ask you right now: how will you try to fix it?

In December, our beloved father suffered a brain stem stroke. He survived, but with half his body paralyzed, he ended up in the hospital where he was infected with COVID after 2 weeks. Instead of a rehabilitation unit, he ended up in another COVID hospital. The news of the premiere of the film left us in such a situation: half of my father’s body was paralyzed after a stroke, he had a coronavirus infection and 30% of his lungs were infected with covid lesions and pneumonia. Because of my father’s condition, I had to keep the news of the film’s release from him. Given his condition, he simply would not survive it.

Our father spoke personally with Mr. Piątek in 2018, patiently explaining to him all the delicate aspects of revisiting the events of 2003. Today, those warnings take on special meaning, and that speaks all the worse for the makers of this film.

Times are extremely difficult, and there are a lot of desperate people now who, instead of inspiration to take matters into their own hands, need support and assurances of a better future, hope to improve their lives and get out of troubles that now may seem to be unsolvable.

I was in that studio. It was me who provoked the whole situation, without which Mr. Piątek would not have had the material he simply stole – yes, I use this word deliberately, Mr. Piątek took what did not belong to him. Against my will. This is an understatement, Mr Jakub Piątek did much more. Only I know exactly how much he stole and what damage he did. I will write about all this on my blog.

This film was also produced partly with taxpayers’ money. Roughly half of the budget of Prime Time (the total is 1 million euros) comes from the pockets of Polish women and men. It is my civic duty to tell people how their money was spent and to make them aware that I didn’t see a single zloty of it. Watchout Studio, TVN, Agora SA, PISF, the Krakow Festival Office, the distributors, and all the filmmakers – none of you, in the 2.5 years of production of this film, bothered to reach out to me and ask if I even consent to this film and in such a version. That’s what a human being means to you. Or am I wrong? Let’s check with a quick example…

The producers of Watchout Studio have obtained permission from the family of professor Religa to make a biographical film about him – Gods. There is information about it on the PISF website. Of course, there is no comparison between me and Professor Religa. Professor Religa’s achievements are extremely noble. What am I compared to such a person? A sick criminal whom the court decided to isolate from the society and send for compulsory therapy. Therefore, one can say that Professor Religa is at the very top of the social ladder in terms of his work and achievements. I, on the other hand, found myself at the bottom of this hierarchy. In 2003 I actually fell off the ladder to the very bottom.  Only I and my family, my closest friends, know what such a fall looks like and what its consequences are. Only I know what its causes were. At what stage of this fall, or just after it, did I cease to be a human being or became one a little less than Professor Religa was? At what point was my human rights taken away from me? I don’t recall any court ever telling me that from a given moment on, I am an inferior human being or no human being at all. Do we have two different categories of people and humanity? Do we have two constitutions in Poland, for two different categories of citizens: the better and the worse, the distinguished and the excluded? I understand that the Constitution of the Republic of Poland, in whose defense you so bravely stand every day, guarantees the rights of others, but not me, is this so? I assure everyone: you do not have to make me aware that on that day I excluded myself from society. I understood it very well the moment the officers of the Bureau of Anti-Terrorist Operations of the National Police Headquarters of the elite unit from the Mostowski Palace decided to vent their frustrations on me after an incompetent action just after I released Mr Tomasz and gave up, throwing away an already harmless, unloaded gas pistol. If anyone knowingly and deliberately committed a crime that day in the TVP building, it was not me but the police officers who abused their authority. They were later rewarded for this, also financially. But it was not as Mr Piątek showed, it was ‘a bit’ different. Ironically, the makers of the film Prime Time are now counting on awards, recognition and applause. Same pattern.

The consent of an eminent and distinguished professor, doctor or his family to make a film about him seems to be necessary, doesn’t it? But not the consent of a crazy patient? A sick, drug-addicted criminal can be used in this way, because what? Because he has no rights? Where is my constitution, since the Polish Constitution includes the rights of others, but not mine?

And this is a quote from an article with the statement of my then lawyer, which appeared in Gazeta Wyborcza:

October 7, 2003 | 00:00 Warsaw Wyborcza:

“- I know that Adrian feels remorse. He didn’t want to become a ‘superstar’ either. Neither I nor his parents want him to become a role model for anyone.”

That’s the way it was for 18 years and that’s the way it should continue to be.

In a conversation with Mr. Piątek in 2018, our father told him a story that only few know about but several people could confirm. When the 2003 case was still quite fresh we were contacted by Andrzej Wajda’s studio, which was interested in making a film about me and that incident. The offer was tempting. Only one word and Andrzej Wajda himself would make a film about my story. But Andrzej Wajda heard a negative answer. He understood how delicate the matter was and, above all, what the consequences of filming it could be and he respected our mutual decision. We hoped, therefore, that Mr. Piątek, hearing about Wajda dropping the subject, would do the same. Who, if not a master, would be a guide for a student? Mr. Piątek knew it, but during the production of Prime Time he was more concerned with international fame, the premiere at a famous festival, the carbon footprint during the filming, recycling of costumes and the set design, than with people’s personal rights and their lives, which he simply broke into.

What is your hierarchy of values? What are those ideals that you hide behind every day? What are human rights for you, the rights of the individual? You have decided to turn my story into a vulgar commercial product that can be sold on Netflix ready for consumption by millions of people around the world. This is exactly what you are participating in. Who are you really? Defenders of the Polish Constitution? Are these ideals just for show for the people you want to sell your newspaper, information and other products that happen to be in demand?

I don’t live in Poland, I’m absorbed by work and my duties, but I will find time for a legal battle. Before that happens, let the film flow through optical cables to the homes of Polish women and men (by the way, people already paid for this film once, and now Netflix makes them pay again), let them watch it against my and my family’s will. Go ahead, lynch our father. May the wish of Mr. Jakub Piątek, which he made clear in an interview with Polish Radio, come true:

”The film is an exercise in empathy, by which we can get a sneak peek at others’ lives, and why not try to get into the head or get into the emotionality of someone who, driven to the wall, grabs a gun and enters a television studio and takes hostages.”

It was not my wish to have anyone do an ‘exercise in empathy’ on me or my family, and regarding getting inside my head, I will use the example of someone in Mr. Piątek’s industry, although as we already know, Mr. Piątek does a poor job of following professional authority figures.

Marty Feldman, a brilliant British actor, comedian and screenwriter, in a documentary Six Degrees of Separation produced by the BBC said ”everything I have is in my head, it belongs only to me and the idea is to keep people out of it unless you invite them there yourself”.

Both the formula of a feature film and the artistic vision (change of name, additional characters, making the plot more interesting to add some drama to the story) do not eliminate the responsibility for the infringement of personal rights, they do not change the fact that the film refers to only one event and despite all the efforts I and my family are still identified. The duo Piątek-Czapski even winks at the audience, suggesting exactly which event and perpetrator they are referring to – the particular one involving me. I can show exact scenes. And I will do so on my blog before I take legal action.

You did not have my permission to produce this film from the very beginning, nor do you have my permission to distribute it.

Since 2003, for the entire 18 years following the incident, I never had any intention of making a single penny out of it, I never wanted any films, interviews, or reports. I never wanted to make money on this tragedy. Today, the intentions of profit, sensation, and publicity are on the side of Agora SA, TVN Film, Watchout Studio, Mr. Czapski, Razowski, the director Jakub Piątek, and the people who worked with him. That’s the difference between us.

At the end, I would like to add the following words:

Mr. Tomasz, I apologize to you most sincerely, I was simply ill at the time and this is the only explanation for that traumatic event. I am very sorry and ashamed for what I did to you. At the same time, I apologize to all the other people I frightened that day. I deeply regret that I could not control myself.

Yours faithfully,

 Adrian M.

Meritum.

Kłaniam się po małej przerwie i zapraszam do lektury kolejnego posta. Dziś będzie już konkretnie i na temat, czyli o tym co zostało wzięte z prawdziwej historii wbrew mojej woli, a także o tym, jak do tego doszło.

Po pierwsze: twórcy filmu powołują się na litanię podobnych przypadków na całym świecie, które stanowiły źródło ich inspiracji, a ustami Bartosza Bieleni rozpowszechniają kłamstwo, że z mojego przypadku wzięli jedynie ‘sam fakt, że ktoś wszedł do telewizji’ – to bezczelne kłamstwo Bartosz Bielenia wypowiedział już wielokrotnie po moim nagłośnieniu sprawy. W rozmowie z Szymonem Majewskim twierdził, że o mnie dowiedział się na bardzo późnym etapie pracy nad filmem i w ogóle nie mógł znaleźć żadnych informacji o tamtym incydencie.

Pan Piątek, jak już wiemy z maila, którego do mnie wysłał w maju 2018 roku, był niezwykle zafascynowany moim przypadkiem i bardzo chciał, żebym z nim nawiązał współpracę, przypominam fragmenty listu Jakuba Piątka do mnie (pisownia oryginalna):

Kontakt z Panem jest dla mnie bardzo ważny, gdyż Pan przeszedł tą drogę. Przeżył coś, do czego bardzo mało osób ma dostęp. Zarówno Pana powody jak i reperkusje są dla mnie bardzo istotne.

(…)

Czytając i poznając szczątkowo Pana historię poczułem, że to bardzo mocno ze mną rezonuje.

(…)

Jestem bardzo ciekawy Pana. W równym stopniu interesuje mnie to co wydarzyło się przed i po samym przebiegiem w studio nr 7.

(…)

Uszanuję również odpowiedź odmowną, jednakże bardzo mi zależy na kontakcie i współpracy z Panem”

W tym mailu Piątek pisze wprost, że zapoznawał się z moją historią – po incydencie była medialna burza, powstało sporo artykułów na mój temat, podniosłem oglądalność wszystkich stacji tv o kilka procent – są na to dowody. Młodzi policjanci, którzy mnie wieźli drugiego dnia do szpitala na jakieś kolejne badanie, powiedzieli mi, że nawet BBC o tym wspomniało. Pozdrawiam tych panów policjantów – to byli młodzi ludzie, w cywilu, bardzo sympatyczni, normalni, cywilizowani – to byli jedyni policjanci, którzy mnie normalnie potraktowali wtedy, powiedziałbym, że wręcz życzliwie. Poczęstowali mnie fast food’em ale byłem tak pobity przez ich kolegów, że nawet tego nie mogłem zjeść.

Panie Bielenia, mam rozumieć, że Jakub Piątek nie wspomniał panu ani słowem o incydencie z 2003 roku i jakoś przypadkiem na późnym etapie prac dowiedział się pan o mnie i mojej sprawie? Niech tak zatem będzie.

Robi pan z siebie kompletnego łgarza i będzie musiał pan żyć z tą etykietką.

Gwoli ścisłości, był tylko jeden taki przypadek w Polsce i tylko jeden taki przypadek na całym świecie, gdy ktoś wtargnął do studia tv, wziął zakładnika, domagał się wejścia na wizję, nie chciał okupu, nie miał żadnych innych żądań i nikt nigdy nie dowiedział się, dlaczego sprawca to zrobił i przede wszystkim, co chciał powiedzieć. Nie ma drugiego takiego przypadku na świecie. Kropka. Nie jestem z tego absolutnie w żaden sposób dumny, bynajmniej, jest mi niezmiernie przykro, że wtedy to zrobiłem, chodzi mi tu tylko o zaznaczenie głównych cech samego incydentu, które nie występują razem w innych przypadkach. Nieważne jakich prawników zatrudnicie (zwracam się tu do producentów i dystrybutorów), nie znajdą oni drugiego takiego zdarzenia na świecie, które miało miejsce przed nakręceniem waszego filmu i miałoby dokładnie taki zbiór cech, które posiada wydarzenie z moim udziałem. Ponadto umieściliście akcję filmu właśnie w Polsce w bardzo zbliżonym czasie, to samo z siebie narzuca skojarzenia pomiędzy filmem i prawdziwą historią. A nawet gdyby było takich przypadków 10, to i tak musielibyście mieć zgodę na wykorzystanie historii tych ludzi, szczególnie, gdy w grę wchodzą dobra osobiste związane z chorobą psychiczną. Pogwałciliście to maksymalnie i z premedytacją, mając moją jasno wyrażoną niezgodę na wykorzystanie mojej historii.

Pan Piątek dostał obsesji na punkcie polskiego incydentu. W wielu wywiadach przyznawał, że to właśnie polski przypadek z motywem tajemnicy o tym, co sprawca chciał powiedzieć, został przez niego wykorzystany jako silnik dramaturgiczny całego filmu i postaci granej przez Bartosza Bielenię. Oto fragment z materiału TVN: (https://dziendobry.tvn.pl/a/poplawska-bielenia-i-klak-razem-na-planie-filmu-historia-prime-time-oprze-sie-na-prawdziwych-wydarzeniach-z-lat-90):

Marcin Sawicki: To jest dramatyczna sytuacja, do studia telewizyjnego wdziera się facet z pistoletem i takie coś rzeczywiście się zdarzyło w Polsce. Czy w ogóle nawiązujecie do tych prawdziwych wydarzeń?

Jakub Piątek: One były inspiracją. Zaczęliśmy od tego, że my trafiliśmy na taką historię ze Stanów Zjednoczonych z ’96 roku. Trafiliśmy też na taką historię holenderską, była też taka historia w Burkina Faso, no i też oczywiście była ta w Polsce. To, co w tej polskiej nam się strasznie spodobało to to, że nikt nigdy się nie dowiedział, o co chodziło napastnikowi.

Oto kolejny fragmencik z pana Jakuba Piątka, tym razem dla Onet (https://kultura.onet.pl/film/wywiady-i-artykuly/prime-time-o-czym-jest-film-magdalena-poplawska-i-bartosz-bielenia/1tjgqyf):

– Na przełomie XX i XXI w. doszło do wielu podobnych sytuacji na całym świecie. To było źródło naszej inspiracji – nie jest to jednak rekonstrukcja jednego zdarzenia, a fantazja na temat buntu i rebelii – podkreśla Jakub Piątek. – Od buntu w ogóle nasze poszukiwania się rozpoczęły. Dręczyło nas z Łukaszem poczucie, że przekroczyliśmy już 30-tkę i nie buntujemy się już tyle, co kiedyś ani nawet nie tyle, ile byśmy chcieli. I tak od słowa do słowa, od rozmowy do rozmowy trafiliśmy na historię z USA, gdzie dwóch chłopaków wdarło się do telewizji stanowej. Przejęli ją i zaczęli puszczać swoje ulubione teledyski. Pierwszą rzeczą, której zażądali od policyjnych negocjatorów była… pizza.

– Potem znaleźliśmy tego typu wydarzenia w Brazylii, Holandii, Burkina Faso, a także w Polsce. W tym rodzimym przypadku zaintrygowało nas to, że do dziś nie do końca wiadomo, o co chodziło desperatowi. Uznaliśmy, że to świetny dramaturgiczny motyw, a także szansa na stworzenie nietuzinkowego bohatera, który do dopełnienia się będzie potrzebował widza. Marzymy o tym, żeby z “Prime Time” każdy wyszedł z nieco innym przesłaniem, przetrawionym przez własny bunt i wątpliwości – dodaje Piątek.

To jak panie Bielenia? To był ten ‘późny’ moment, gdy się pan dowiedział o mojej sprawie? I wcześniej ani Piątek, Czapski, albo Razowski nie wspomnieli panu o moim przypadku i mojej osobie ani słowem?

Jak chce pan resztę życia spędzić z łatką bezczelnego łgarza, to niech pan dalej kolportuje to kłamstwo, albo udaje, że nic takiego nie miało miejsca. Tak naprawdę chroni pan tylko ich, nie siebie i to właśnie pan na tym najwięcej traci – wizerunkowo. Mógł pan zostać idolem młodzieży, ale cóż to za idol, który bezczelnie kłamie, bo każą mu tak prawnicy producentów? Nie tylko łgarz, ale i tchórz, a to cholernie daleko od bycia idolem, no chyba że dla kolejnych pokoleń tchórzliwych kłamców. Moje gratulacje, tak trzymać. Zdecydowanie wolę dalej żyć ze swoimi grzechami na sumieniu i etykietkami, na które zasłużyłem – nie jestem z nich dumny, ale wolę to, niż bycie kłamcą i tchórzem. Zresztą, przez wszystkie lata od wyjścia dorobiłem się już tylko bardzo pozytywnych opinii.

Akcja filmu została osadzona w Polsce i to w bardzo podobnym czasie. To chyba naturalne, że każdy, kto uczestniczył w tamtym zdarzeniu z 2003 roku w TVP dostrzeże uderzające podobieństwo i bezpośrednie odniesienie właśnie do tego przypadku. Nie tylko ja tam przecież byłem. Różni ludzie mogliby dostrzec podobieństwa z prawdziwym wydarzeniem w Polsce. Piątek opowiadał w kilku wywiadach, jak to po premierze na Sundance zadzwonił do niego prawdziwy negocjator, który ze mną negocjował w 2003r. i jak obaj się posikali z wrażenia i obdzwonili znajomych:

“That being said, a few days ago, I was contacted by the negotiator who was there when it really happened in Poland. I got so excited that I called up all my actors before I responded, and he said: “Me too – I just called up my friend who was there as well.”

„Kilka dni temu skontaktował się ze mną negocjator, który tam był, gdy to się naprawdę wydarzyło w Polsce. Tak się podnieciłem, że obdzwoniłem wszystkich aktorów zanim mu odpowiedziałem, a on mi powiedział: ja też zadzwoniłem do znajomego, który tam był.

https://cineuropa.org/en/interview/397188/
Jakub Piątek • Director of Prime Time 04/02/2021

Zatem nawet prawdziwy negocjator podniósł się gdzieś tam z niebytu przeszłości i pomachał ręką – hello, ja tam też byłem!

To ja mam udawać, że mnie tam nie było?! Jak wy sobie to wyobrażacie? Co to za chore, pozbawione jakiejkolwiek empatii myślenie? Wykorzystaliście mnie w bezczelny sposób. Wykorzystaliście moją chorobę, która to całe zdarzenie spowodowała. I ja mam teraz siedzieć cicho? Mam udawać, że mi się to może jeszcze podoba?

Po moim trupie.

To jeszcze raz panie Bielenia – może to był ten moment, gdy podniecony Piątek do pana zadzwonił i powiedział o negocjatorze, który ze mną wtedy prowadził rozmowy? Naprawdę winszuję bezdennej głupoty w brnięciu w to kłamstwo.

W tym miejscu należy wszystko zgrabnie uporządkować i przedstawić to w miarę przejrzyście, chociaż sprawa jest brzydka i nieobojętna dla moich emocji. Twórcy filmu ‘Prime Time’ wykorzystali na potrzeby ich ‘dzieła’ cały kręgosłup wydarzenia z TVP z moim udziałem, cała struktura tamtego incydentu została przeniesiona na ekran. Dotarli do akt sprawy z 2003 roku (co nie jest żadną sztuką), uważam również, że udało im się zdobyć kasetę z nagraniem całego incydentu, który trwał ponad 3 godziny. Wzięli, co mogli, co było dla nich atrakcyjne, a resztę wypełnili prymitywnymi fantazmatami (fantazmat jest słowem kluczem, do rozłożenia intencji Jakuba Piątka i dopełnienia prawdy, o tym, czym ten film naprawdę jest).

Twórcy filmu wykorzystali absolutnie wszystko, co tylko mogli zdobyć na temat tamtej sprawy i mojej osoby, zatem sięgnęli do licznych publikacji o tamtym wydarzeniu, a jest tego, panie Bielenia, bardzo dużo w internecie i nie trzeba się zbytnio natrudzić, żeby to znaleźć. To też jest dowód na pańskie dziecinnie głupie kłamstwo.

Jedziemy po kolei z wyliczanką wszystkiego, co sobie wykorzystali:
– Już wspomniany główny motyw z tajemnicą o tym, co chciałem powiedzieć na wizji (do tego nawet się wielokrotnie Piątek przyznawał).

– Miejsce i czas.

– Cechy fizyczne postaci: blondyn, niebieskie oczy. Jeśli chodzi o wygląd, to moja szefowa (całe szefostwo i HR wiedzą o mnie wszystko i o całym incydencie z 2003 roku) powiedziała mi, że gdy zobaczyła pana Bielenię, jako Sebastiana w filmie, to cytuję: ‘I was blown away by how similar you both look like’ (‘byłam powalona tym jak uderzające jest między wami podobieństwo), także gdy się spotkamy na sali rozpraw z panem Bielenią i twórcami filmu, to jestem bardzo spokojny o reakcję Wysokiego Sądu odnośnie fizycznego podobieństwa – Bielenia po prostu wygląda jakby był moim rodzonym bratem, podobieństwo jest uderzające i to nie ja tak twierdzę, to mówią ludzie, którzy znają mnie a pana Bieleni nigdy wcześniej nie widzieli. Takiego aktora wybrał pan Jakub Piątek z ponad 160, którzy przyszli na casting. Przypadek? Jeśli tak, to szatańsko trafiony.

– A propos szatana i jego sztuczek – Dawid, niestety ale to też nie jest fantazja twórców filmu. Dawid jest jak najbardziej z krwi i kości. To jest człowiek, od którego wziąłem pistolet. Nie, nie dzwoniłem do niego ze studia, ale tuż przed wejściem do TVP wysłałem do niego smsa o treści: ‘włącz telewizor, oglądaj tv’. Robi się interesująco, nieprawdaż? Piątek zamienił smsa na rozmowę telefoniczną. Dał Dawidowi głos. Prawdziwy Dawid przechwalał się tym smsem wśród znajomych. On również ściągał dziennikarzy do naszego miasta i próbował dorabiać mi niechcianą legendę buntownika z systemem. Moje intencje były zupełnie inne, a odnośnie buntu, to śmiem twierdzić, że 20-latek, który nie jest kontestatorem wszystkiego, co go otacza, powinien iść do specjalisty i się zapytać, co z nim jest nie tak. Ktoś mógłby słusznie zapytać: to jak Jakub Piątek odnalazł się z Prawdziwym Dawidem? Bardzo prosto. Prawdziwy Dawid ma dużo negatywnych cech charakteru, a jedną z nich jest potrzeba manipulacji ludźmi i manifestacji swojej osoby – dla jego chorej satysfakcji. To był mój serdeczny kolega od czasów przedszkola, z którym zerwałem definitywnie kontakt kilka miesięcy po wyjściu na wolność, dokładnie w momencie, w którym zrozumiałem, że aby zająć się swoim życiem na poważnie, muszę totalnie zniknąć z radaru, najlepiej dla wszystkich z całej mojej przeszłości. O tym jegomościu będzie dużo więcej w mojej książce. Moja żona uświadomiła mi fakt, że on był całkiem aktywny na pewnym portalu społecznościowym, gdzie co kilka lat odżywał tam również temat mojej sprawy – ludzie sobie tam wymieniali luźne komentarze na mój temat: co się ze mną stało, czemu tam poszedłem, etc. Nie miałem o tym kompletnie pojęcia, aż do momentu tego filmu. Wtedy też odnalazłem na tym portalu stare wpisy Prawdziwego Dawida sprzed lat, w których jasno deklarował, że mnie zna, w jednym wpisie potwierdził fakt, że zerwałem z nim kontakt bardzo dawno temu. Co ciekawe, chełpił się też kontaktami z mediami w 2003 roku, pozdrawiał nawet jakąś tajemniczą panią dziennikarkę, która miała mu powiedzieć, że popełniłem wtedy błąd idąc do TVP, bo gdzie indziej na pewno nie ryzykowaliby życiem postronnych ludzi i pozwoliliby mi wejść na żywo. Ten motyw też jest w filmie wykorzystany – to ta rozmowa telefoniczna Miry z koleżanką z konkurencji, która oferuje Sebastianowi wywiad na żywo.

Nie mam wątpliwości, że Jakub Piątek właśnie na tym portalu odnalazł mojego dawnego kolegę, który się publicznie chwalił znajomością ze mną. Prawdziwy Dawid znalazł się nawet na zdjęciu w artykule ‘Gazety Wyborczej’ w 2003 roku. Oczywiste jest, że nakarmił on Piątka jakimiś opowieściami o mnie i mojej rodzinie, być może podsunął mu również pomysł toksycznego ojca? Podejrzewam, że to właśnie jego sprawka. Moi rodzice widzieli jak staczam się w otchłań narkotyków i choroby, a mój ukochany ojciec walczył o mnie jak lew – wtedy niestety nie umiałem tego dostrzec, jak bardzo starał się ratować mnie z bagna, w które wdepnąłem i które wciągało mnie coraz bardziej. Prawdziwy Dawid na pewno nienawidził mojego ojca, właśnie za tę jego troskę o mnie. Prawda o Dawidzie i o mnie jest taka, że byłem wtedy zmanipulowany przez tego człowieka, który potrzebował mnie do realizacji swoich planów, które, powiedzmy to szczerze, nie miały zbyt wiele wspólnego z literą prawa. On wiedział, że jestem idealistą i że mam swoje własne zasady i że nigdy go nie wydam w przypadku poważnych problemów, tylko z uwagi na naszą przyjaźń. Pomimo moich kłopotów byłem silny i wysportowany, on był chudy, słaby i beze mnie tak naprawdę bezbronny. Gdy wylądowałem w więzieniu pewnego dnia odwiedził mnie ktoś, kto podzielił się ze mną pewną informacją – wtedy dowiedziałem się bardzo nieprzyjemnej prawdy o Dawidzie. Ale o tym nie teraz i nie tutaj. Pobłądziłem wtedy w swoim życiu naprawdę poważnie; pewne decyzje podejmowałem świadomie i niezależnie, inne już nie, ale też ufałem temu człowiekowi, a on żerował na mojej koleżeńskiej lojalności. Cała reszta w mojej książce, którą piszę bez grama satysfakcji, ale z powinności wobec prawdy, bo mam już dosyć tego całego zakłamania. Dziś mogę powiedzieć tylko tyle: nie poszedłem do TVP buntować się przeciwko systemowi, tak jak próbował to przedstawiać wtedy dziennikarzom Prawdziwy Dawid – to była jego projekcja, jego zasłona dymna, w której chciał schować prawdę, a jednocześnie z której chciał sam skorzystać na swój pokraczny sposób. Gdyby nie moja choroba, nigdy bym tam się nie pojawił. Znalazłbym najlepsze rozwiązanie najgorszej sytuacji, w jakiej się wtedy znalazłem.

Piątek odszukał mojego dawnego kolegę na tym portalu. Uważam, że zepsuta natura pierwowzoru Dawida kazała mu podzielić się z Piątkiem jego wizją mnie, a przede wszystkim chciał się zwyczajnie na mnie odegrać i zaznaczyć swoją obecność w tej całej historii. Gdy zerwałem z nim kontakt w 2006 roku musiał poczuć się upokorzony. O ironio, nie wiedział do końca o co tak naprawdę mi chodziło, mógł się domyślać i mógł się tego obawiać. Prawda o nim jest bolesna, ale nie dla mnie, dla niego. Ja wolałem milczeć. Jak to się mówi – kto pod kim dołki kopie… Słuchaj ‘Dawidzie’, teraz tylko parę słów do ciebie: ta zaśnieżona ulica – ja znam Londyn jak własną kieszeń, przejeździłem tu dziesiątki tysięcy mil. Milczałem prawie dwie dekady. Gdyby było odwrotnie, gdybyśmy zamienili się miejscami i gdyby do mnie taki Piątek napisał z prośbą o kontakt, to bym miał dla niego jedno pytanie: ‘czy Adrian wyraził zgodę na ten film? Nie? To żegnam’. No ale nie byłbyś sobą, gdybyś nie zrobił dokładnie odwrotnie. Nawet na tym głupim portalu przechwalałeś się dziwnymi skłonnościami do wyrównywania rachunków. Czekaj sobie teraz na rozwój wydarzeń, a przede wszystkim na moją książkę, tam sportretuję ciebie na wieki wieków amen. Szukałeś ze mną kontaktu, gdy głośno się zrobiło o premierze w Sundance – pewnie chciałeś wybadać, jak ja do całej sprawy podejdę, ale my już od bardzo dawna nie mamy o czym rozmawiać. Pomimo całego zła, które wyrządziłeś, nic o tobie nikomu nie powiedziałem, a mogłem, choćby po to, żeby poprawić swoją, jakże niewygodną sytuację. Teraz będziesz już naprawdę uwieczniony, skoro tak bardzo tego chciałeś, uwiecznię twoją naturę, istotę tego, czym jesteś. Jak mawia stare porzekadło – niech się dzieje wola boska.

– Dialogi. Wszystkie rozmowy filmowego Sebastiana z osobami w reżyserce, są żywcem inspirowane moimi rozmowami, które najpierw toczyłem z pracownikami telewizji, a później z policyjnymi negocjatorami. Moje ostatnie słowa do Pana Tomasza, mojego zakładnika i ochroniarza z TVP, brzmiały: wracaj do domu, do żony i dzieci. To zostało żywcem przeniesione do filmu. Jak również fakt, że Tomasz bardzo sprytnie mnie okłamał, żeby wzbudzić moje współczucie: faktycznie był żonaty, jednak nie miał dzieci, ale mi powiedział, gdy się go o to zapytałem, że tak, ma żonę i dzieci. Pisały o tym gazety, nawet policja chwaliła Pana Tomasza za jego zachowanie. To były moje ostatnie słowa do Pana Tomasza, gdy postanowiłem się poddać. Pamiętam również doskonale moment zawahania Pana Tomasza – jak z filmowym Grzegorzem, który nie dowierzał, że może już iść. Ten sam blef o żonie i dzieciach również wykonał filmowy Grzegorz – to nie była twórcza fantazja Piątka i Czapskiego, oni to zwyczajnie przenieśli z prawdziwego wydarzenia na ekran! Skąd oni to mogli wiedzieć? Możliwości jest kilka. Uważam za najbardziej prawdopodobną opcję, że wiedzieli o wszystkim, co się wydarzyło w tamtym pomieszczeniu, ponieważ mieli dostęp do kasety z nagraniem całego incydentu. W filmie jest scena, w której Piątek wręcz to sugeruje – pani z reżyserki wyciąga kasetę z nagraniem i chowa ją do torebki. To bardzo krzywy żart Jakuba Piątka. Jak mieliby taką kasetę zdobyć? Tego jeszcze nie wiem, ale się dowiem. Wiem teraz tylko tyle, że np. w polskim oddziale Netflix, który jest dystrybutorem tego filmu są ludzie, którzy pracowali w przeszłości dla TVP i to na wysokich stanowiskach – długo nie trzeba szukać. To nagranie na pewno wyciekło na zewnątrz. Zatem panie Bielenia, gdy Czapski-Piątek wkładali pańskiemu bohaterowi w usta słowa: ‘wracaj do domu, do żony i dzieci’, to nie miał pan świadomości, że to jest wzięte z prawdziwego wydarzenia z moim udziałem, tak? Jakub Piątek nigdy tego panu nie powiedział? Czy może powiedział, ale producenci kazali później kłamać?

Chciałbym jasno zaznaczyć, że jeśli nawet Pan Tomasz zechciał podzielić się swoimi przeżyciami z tamtego wydarzenia z twórcami filmu, w co zresztą wątpię, to jest to jego prywatna sprawa i ja w to absolutnie nie wnikam, ani nie mam o to najmniejszych pretensji. Panie Tomaszu, jeśli Pan to czyta: jeszcze raz z całego serca najmocniej Pana przepraszam za tę krzywdę, którą Panu wyrządziłem – zapewniam, mój żal jest szczery i to poczucie winy nigdy mnie nie opuściło. Czasami zadręcza mnie to i wpędza w bardzo ponury nastrój. Świadomość, że byłem zdolny do czegoś takiego, nie jest łatwa do zaakceptowania i nie żyje się z tym lekko. Bardzo dziękuję za to, że powiedział Pan prawdę w prokuraturze. Wszyscy inni bezczelnie kłamali, dla nagród, pieniędzy i w trosce o własne cztery litery, a tylko Pan wtedy mówił prawdę o przebiegu wydarzeń. Podziwiam Pana za wszystko dozgonnie i jeszcze raz najmocniej przepraszam za ten koszmar, który Panu wtedy zgotowałem. Przepraszam Pana jednocześnie za tę całą aferę, którą tu właśnie uskuteczniam. Mam również tę świadomość, że cały raban, który podnoszę, zapewne dostarcza Panu kolejnych przykrości. Niestety, ale będę do końca swoich dni twierdził, że ten film bez mojej zgody nie miał prawa powstać i nie mogę tego ot tak zostawić. Ja nie popełniłem tamtego przestępstwa z chęci zysku lub sławy. Ja i moja wspaniała rodzina, robiliśmy wszystko co było w naszej mocy, żeby powstrzymywać jakiekolwiek produkcje na temat tamtej sprawy. Oni jednak okazali się zbyt głupi i zbyt łakomi sukcesu, żeby pojąć prawdziwy ciężar tej historii. Pogwałcili wszelkie standardy przyzwoitości i nie będę siedział biernie patrząc jak ludzie tego pokroju kreują normy i ustalają sobie sami, co im wolno, a czego nie, zasłaniając się formułką o wolności artystów. To nie ma nic wspólnego z robieniem sztuki, to jest zaprzeczenie procesu twórczego.

– Scena z filmowym Grzegorzem stojącym na przystanku autobusowym, który został kompletnie zignorowany po całym zdarzeniu. To też twórcy wykorzystali – wspominały o tym media, że Panem Tomaszem nikt się nie zajął po całym incydencie – nikt go nie odwiózł i musiał późno w nocy po tym traumatycznym zdarzeniu wracać do domu na własną rękę. Zatem to też tylko bezczelne ksero jednego z faktów z 2003r. a nie twórcza kreacja ‘utalentowanych’ scenopisarzy, panów Czapskiego i Piątka. Oni tej sceny nie wymyślili, oni ją mieli podaną na tacy. Gdzie tu jest twórczość? To jest sztuka? Tak ma wyglądać tworzenie sztuki?

– Konkurs audio-tele, tego też nie wymyślił duet Czapski-Piątek. Wzięli to z prawdziwego zdarzenia – pisał o tym Superexpress, że gdy ja wtargnąłem do studia nr. 7 w studio nad nami odbywał się program na żywo:

Na miejscu jest prezes telewizji Robert Kwiatkowski. Szefowie mają problem, co zrobić z programem. W ramówce za chwilę ma być audio-tele nadawane na żywo ze studia mieszczącego się nad tym, w którym jest terrorysta z zakładnikiem – mówił jeden z pracowników.” [Super Express z dn. 2003-09-22 (numer 221 )]

– Wyłączone kamery i brak chętnych ludzi do wejścia do studia i obsługi kamer, to jest dokładnie wzięte z prawdziwego wydarzenia, negocjatorzy grali na czas, mówili mi najpierw, że ludzie się boją i nikt ze strachu nie wejdzie do studia, później, że już ktoś jedzie – jota w jotę, jak w filmie.

– Scena z negocjatorem, który mówi do Sebastiana: ‘artykuł 252 Kodeksu Karnego paragraf 4ty, kto odstąpi od zamiaru wymuszenia i zwolni zakładnika nie podlega karze.’ Dokładnie ten artykuł cytował po samym incydencie mój obrońca, jest to w Gazecie Wyborczej [7 października 2003, https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,1696463.html]

– Niepoczytalność, w filmie jest to wspomniane, policjantka sugeruje Sebastianowi, że może być uznany za niepoczytalnego. Cóż za przypadek! Tak się właśnie stało ze mną – ta kwestia jest również w przytoczonym powyżej artykule.

– Konsekwentnie sprawa zamknięcia w szpitalu psychiatrycznym – i znowuż kosmiczny przypadek, bo tak ostatecznie było właśnie ze mną.

– Wstawki z rozmowami z pracownikami tv są imitacją prawdziwych rozmów z pracownikami TVP z materiału, który został wyemitowany po zdarzeniu przez TVP i jest powszechnie dostępny na YT. Tutaj zatem kreatywny duet Czapski-Piątek poszedł już kompletnie po linii najmniejszego oporu – ksero w skali 1:1.

– Sceny z odliczaniem i scena z Sebastianem, który przystawia pistolet sobie do głowy – żywcem wzięte z mojego incydentu.

– Scena z wejściem do studia policji i zakryciem kamery – tutaj ten sam poziom inwencji twórczej Piątka i Czapskiego, bo wręcz skopiowali ten fragment z prawdziwego zdarzenia – jest to dostępne na YT, proszę sobie porównać – ponownie wierna kopia.

– Była torba zamiast plecaka, była też ewakuacja budynku.

– Sprzątaczki zmywające krew – to też jest wzięte z mojego zdarzenia, panie sprzątaczki pojawiają się w aktach sprawy i również w artykułach kwestionujących wersję pobicia prezentowaną przez policję.

To tak naprawdę nie jest jeszcze wszystko, ale chyba powinno wystarczyć, żeby widzowie mogli sobie rozmawiać teraz o tym, jak bardzo autorski jest ten film.

Sebastian, to oczywiście nie jestem ja, on nie jest mną i to jest banalny fakt. Oni jednak wykorzystali mnie, moją chorobę i wydarzenie z moim udziałem, jako wehikuł do opowiedzenia historii, w którą wpletli swoje własne problemy. Jakub Piątek sam to przyznał, może nie do końca jednoznacznie, ale nie trudno się domyśleć, że właśnie to się wydarzyło w tej całej koszmarnej hybrydzie prawdy z ich własną potrzebą przeżycia czegoś, czego nigdy nie byliby w stanie sami zrobić. Jeśli pan Jakub Piątek cierpi z powodu jąkania, albo jeśli pan Czapski miał jakieś problemy tożsamościowe, a pan Bielenia z kolei boryka się z niezidentyfikowaną jeszcze duchowością, to skoro chcieli o tym opowiadać, mogli przecież zrobić film na podstawie nie prawdziwego wydarzenia z moim udziałem, ale na bazie czystej fantazji – mogli np. opowiedzieć to w klasycznej formule filmu drogi z finalną sceną, gdy razem śpiewają piosenkę Dancing Queen zespołu Abba jadąc samochodem, który rozpuszcza się na tle zachodzącego słońca gdzieś na ulicach San Francisco. Ja im przekazałem jasną wiadomość, żeby nie grzebali w mojej historii i to zostało okrutnie i z premedytacją zignorowane. Moim dramatem, który ściągnął takie nieszczęście na nieznanych mi wcześniej ludzi i na moją najbliższą rodzinę (pomijam już siebie samego), była moja choroba, a oni pożywili się właśnie tym, co ta choroba spowodowała. Dumni jesteście z siebie?

Nie było mojej zgody na takie fantazje z wykorzystaniem tego wszystkiego, co sobie tak bezczelnie wzięliście.

Do zobaczenia w sądzie. Może niekoniecznie w Polsce, może w Salt Lake City, kto wie?

P.S.
Panie Bielenia, ten post z pańskiego fb zaczynający się od słów ‘jestem sprawcą przemocy’, to też jest tania ściema zasługująca na pogardę, ponieważ wyskoczył pan z tym publicznie tylko ze strachu o to, że na fali skandalu w świecie teatralno-filmowym ktoś się odezwie, komu dał pan klapsa na goły tyłek podczas tych nieszczęsnych ‘fuksówek’. Chciał pan więc ubiec potencjalnych oskarżycieli przywdziewając szaty pokutnika, tylko żeby uniknąć skazy na wizerunku i zbierać oklaski. Za to należy się panu Oskar, bo wielu się nabrało. Czekam na post zaczynający się od słów: ‘jestem rzecznikiem kłamstwa…’, to wtedy może panu przyklasnę.

Bartosz Bielenia rzecznikiem kłamstwa

Polecam do obejrzenia rozmowę Bartosza Bieleni z Szymonem Majewskim:
https://youtu.be/VWmsXI1x46U?t=2174

Poniżej wklejam mój komentarz zamieszczony również pod samą rozmową na YT.

Bardzo dziękuję panu Bieleni za to bezczelne kłamstwo o tym, że z polskiego przypadku wzięli z Piątkiem i Czapskim tylko sam fakt, że ktoś wtargnął do telewizji, a później, to już sobie tylko fantazjowali. Bardzo dziękuję, ponieważ po wyrażeniu takiego stanowiska ludzie będą mogli skonfrontować to ze wszystkimi szczegółami, które niebawem będą już publicznie dostępne. Panie Szymonie – Pan z kolei się dowie, jeśli jeszcze tego nie wie, że etyka dziennikarska powinna zobowiązywać bardziej niż ta prezentowa przez twórców tego koszmarnego filmu, zatem z Pańskiej strony, będę oczekiwał komentarza i sprostowania, bo w pytaniu, w którym zaznacza Pan, że pamięta moją historię, sugeruje Pan, że film jest ‘luźno oparty’ na mojej historii. To, sam Pan przyzna, może wzbudzać wątpliwości, czy aby przypadkiem ten fragment rozmowy nie był ustalany wcześniej z producentami i twórcami filmu. Bielenia brnie dalej i stwierdza, że na późnym etapie pracy nad filmem dowiedział się o mnie i że nie mógł nic znaleźć w internecie na temat mojej sprawy, bo on w ogóle o mojej historii nie słyszał – a Pan tylko kiwa głową i przytakuje w momencie jasno wyrażonego stanowiska Bieleni o sprowadzeniu całej inspiracji do samego faktu wtargnięcia do tv. Oczywiście, nigdy się Pan do czegoś takiego (jeśli to byłaby prawda) nie przyzna – to by wymagało wspięcia się na wyżyny człowieczeństwa i śmiem wątpić, czy ma Pan odwagę na taką wspinaczkę. Byłbym skłonny to wybaczyć, tak na płaszczyźnie zwykłych, bo ludzkich zachowań – wszyscy popełniamy różne błędy w życiu. Proszę tylko pamiętać, że ja udowodnię jak bardzo oni wszyscy ciągle kłamią. Na razie ludzie jeszcze dokładnie nie wiedzą jak dużo zostało wzięte z mojej historii, ale jak się dowiedzą, to cała sprawa ‘Prime Time’ ukarze się w zupełnie innym świetle. Przypomnę Panu, Panie Szymonie, stare powiedzenie mistrza zen Kōdō Sawaki (1880-1965)ciemność cienia sosny zależy od jasności księżyca. Nie będzie zbyt komfortowo przebywać niebawem w ponurym mroku, który spłynie na ten film, także niebawem poproszę Pana, Panie Szymonie, o komentarz. Gazeta Wyborcza, która wysłała mi tekst do autoryzacji i poprawek finalnie wystraszyła się i nie puściła tekstu, ponieważ już po ustaleniu poprawek odważyłem się podać dziennikarzowi GW bardzo istotne szczegóły, które twórcy sobie wzięli – nabrali wody w usta w redakcji GW, bo sprawa jest brzydka, bardzo brzydka i w GW wiedzą jak źle to wszystko wokół tego filmu wygląda – mam to w mailach z Wyborczą. Wybrali milczenie, bo Agora jest właścicielem dystrybutora. I słusznie, lepiej milczeć, niż wygłaszać takie rzeczy, jak Bielenia. Proszę cierpliwie czekać, szczegóły niebawem na moim blogu – link w bio. Pozdrawiam i dziękuję za rozmowę, w której zawarte jest to wstrętne kłamstwo – bardzo mi to tak naprawdę pomaga, chociaż sam film jest potworną krzywdą i nigdy nie powinien powstać.

Jeszcze kilka słów ode mnie – to będzie tu wisiało po wieki. Nikt mnie nigdy ani nie zastraszył, ani nie przekupił. Teraz też nie chodzi o pieniądze, brzydziłbym się wziąć od was choćby złotówkę. Mi chodzi tylko i wyłącznie o prawdę. Także to i znacznie więcej moich materiałów + książka, która się pisze, będą dostępne już na zawsze. I będą tłumaczone. Zrobiliście z Bieleni rzecznika podłego kłamstwa, no ale to przecież jest dorosły już człowiek i powinien sam wiedzieć, co robi. Jeszcze raz dziękuję za to kłamstwo wypowiedziane z szyderczym uśmiechem, panie Bielenia i zapraszam pana do lektury bloga – niebawem wszyscy sobie będą mogli przeczytać i dowiedzieć się ile naprawdę wzięliście z tamtego wydarzenia, czyli z mojej historii spowodowanej chorobą psychiczną i wbrew mojej woli. Karty na stół.

Dwa słowa do ‘Dawida’, bo wiem, że to śledzisz – o tak, będzie też o tobie, tak bardzo chciałeś zaistnieć i zainstalować się w tamtym wydarzeniu, to teraz wreszcie ‘zabłyśniesz’, w książce będzie absolutnie wszystko. Nie umiałeś uszanować mojego milczenia, nie doceniłeś faktu, że będąc przesłuchiwanym przez prokuratora po zmasakrowaniu przez ekipę kominiarzy, ciągle pod wpływem koktajlu leków i narkotyków, w epicentrum epizodu mojej choroby, z poważnymi zarzutami za ciężkie przestępstwo, z których jeden opiewał na 10 lat w puszce, w takich okolicznościach nie powiedziałem nikomu nic na twój temat; na przykład tego, skąd miałem pistolet (nie szkodzi, że nienabita gazówka, za posiadanie broni palnej bez zezwolenia też był zarzut). W perspektywie miałem długą odsiadkę, a ty dnia nie przesiedziałeś w więzieniu. Moje milczenie było wygodne dla wszystkich, oprócz mnie. Ale po tym filmie dłużej milczał nie będę i się wszyscy dowiedzą najważniejszego – po co ja tam w ogóle poszedłem. Na razie wie to tylko moja żona, której bezgranicznie ufam. W książce będzie wszystko. Mój zapas tolerancji na kłamstwo i skurwysyństwo właśnie się wyczerpał. Jak mawiał nasz ś.p. dziadek – prawda was wszystkich wyzwoli.

Pisałem w moim liście otwartym, że twórcy filmu zmiksowali prawdę z fikcją. Jestem jedyną osobą, która może to rozłożyć na czynniki pierwsze i pokazać, co i kto jest czym i kim w tej całej wstrętnej fantasmagorii.

Superplan.

OSTRZEŻENIE: Tym razem będzie jak w filmie z Marilyn Monroe – pół żartem, pół serio.

Mamy zatem kwestię sporną – ja vs twórcy/producenci. Komu wierzyć? Można słusznie zauważyć, że nie mam zbyt dobrej pozycji wyjściowej. Nie dość, że zrobił to, co zrobił, to teraz jeszcze oskarża i pokrzykuje, a co, jeśli to wszystko sobie ubzdurał? Z jakiej racji ma mi ktokolwiek teraz wierzyć?

Wyciągniemy trupa z szafy i mu się poprzyglądamy, zobaczymy, czy jeszcze coś z niego zostało, czy śmierdzi, czy może się już rozłożył kompletnie i nie sposób go rozpoznać.

Cofnijmy się do tego nieszczęsnego 21 września 2003 i zróbmy jeden krok do przodu, do tej konferencji Policji i władz TVP już po incydencie. Studio wypełnione dziennikarkami i dziennikarzami ramię przy ramieniu, reflektory świecą, kamery kręcą, mikrofony wycelowane, notatniki rozłożone, ołówki zastrugane, spocone długopisy zaciśnięte. Wszyscy w napięciu oczekują oficjalnych komunikatów. Przypudrowani panowie z Policji zaraz opowiedzą mediom i obywatelom całe wydarzenie prosto ze studia, w którym zresztą dzień wcześniej miało ono miejsce.

Najpierw pan nadinsp. Ryszard stwierdza, że „brak skutków stanowił o powodzeniu działań” (co za głębia!), dodając za chwilę: „ponieważ jest to pierwsza tego typu sytuacja, jest z tego także nauka na przyszłość i takie zagrożenia mogą istnieć”. Zapamiętajmy tę wielką myśl o nauce na przyszłość, bo jeszcze do tego wrócimy!

Następnie bardzo interesujące wystąpienie ma pan nadkom. Sławomir, który stwierdza, co następuje:

„Policjanci przede wszystkim prowadzili bardzo intensywne negocjacje, z drugiej zaś strony byli gotowi ruszyć i zneutralizować napastnika w taki sposób, aby odbyło się to bezpiecznie dla zakładnika a i dla samego napastnika – TO TEŻ SIĘ STAŁO, w stosownym, W DOBRYM MOMENCIE NASTĄPIŁ odpowiednio przygotowany wcześniej AKT NEUTRALIZACJI, policjanci z Biura Operacji Antyterrorystycznych zneutralizowali w tym studiu tego napastnika. Ten mężczyzna miał przy sobie broń, ta broń wyglądała na gotową do użycia, także tutaj naprawdę mieliśmy przed sobą niebezpiecznego napastnika, niebezpiecznego zdesperowanego człowieka.”

Reasumując, panowie z KSP oznajmili, że panowie z AT mieli narysowany superplan i go perfekcyjnie zrealizowali: W DOBRYM MOMENCIE RUSZYLI I ZNEUTRALIZWALI mnie w bezpieczny sposób dla zakładnika i również dla mnie.

Taką wersję przedstawili panowie policjanci wszystkim dziennikarzom i widzom przed telewizorami. Chyba możemy się zgodzić, że to było oficjalne stanowisko Komendy Stołecznej Policji, prawda?

Ja uważam, że było inaczej. No ale przecież jest kwestia najważniejsza: czy można mi wierzyć, czy wierzyć raczej policjantom, którzy tam byli i zrealizowali swój superplan odbicia zakładnika? Komu wierzyć?

To może nie słuchajmy, co ja mam do powiedzenia, sprawdźmy, co po samym zdarzeniu zeznał w prokuraturze zakładnik:

Czyli ja zwolniłem zakładnika, położyłem się na ziemi, a jak on wychodził, to oni wchodzili, zatem mijał się z policjantami, którzy biegli go ratować zgodnie z ich wcześniej przygotowanym superplanem…

Kochana Policjo: możecie próbować robić wariata z wariata, ale nie róbcie idiotów z inteligentnych ludzi. Czy naprawdę myślicie, że ludzie są aż tak głupi?

Była tam również kamera, która zarejestrowała moment uwolnienia pana Tomasza, jak się samodzielnie i świadomie poddałem kładąc się na ziemi i odrzucając pistolet (na gaz i nienaładowany).

Mieliście nagranie, mieliście zeznania, w tym zeznania p.Tomasza. To czemu tak bezczelnie wcisnęliście ordynarny kit ludziom prosto w twarz?

Spieprzyliście całą akcję od początku do końca. Negocjatorzy nie potrafili ze mną rozmawiać, nie mieli pomysłu na to, jak do mnie dotrzeć, błądzili szukając jakiegoś słabego punktu, żeby rozładować moje emocje i nie umieli znaleźć nic, co mogłoby mnie jakoś nakłonić do wcześniejszego poddania.

Ok, rozumiem. Nikt przecież nie wyjdzie z szefostwa i nie oznajmi narodowi: szanowni państwo, pełny sukces! Poddał się dopiero, jak się zmęczył!

Mogliście przecież wyjść i tak okłamać jakby trochę mniej, powiedzieć np, że to rezultat fantastycznej pracy negocjatorów, którzy namówili Adriana M do uwolnienia zakładnika, że udało im się wzbudzić w nim litość do dzielnego pana Tomasza i do poddania się. Okazało się, że broń była niegroźna, pan Tomasz jest bezpieczny, a napastnik, to chory człowiek a nie terrorysta, idźcie ludzie spać spokojnie, to nie Al-Kaida, to przypadek do leczenia.

Zazwyczaj kłamie się, gdy nie można mówić prawdy.

Nie mogli powiedzieć prawdy z uwagi na jeden element, który nie pasował im w prawdziwej układance.

Tuż po uwolnieniu pana Tomasza, położeniu się na podłodze i odrzuceniu pistoletu na bok, do akcji wkroczyli antyterroryści z BOA KGP. W studio nie wydarzyło się nic szczególnego. Bardzo szybko sprawdzili, czy nie mam przy sobie jeszcze jakiejś dodatkowej broni, zatem raz na jeden bok mnie obrócili, przejechali dłońmi po ciele, na drugi bok, ta sama procedura. Nic szczególnego, nie było w tym momencie, żadnej agresji. Oczywiście, trochę potraktowali mnie jakby przerzucali worek z kartoflami, ale nie przypominam sobie, żeby mnie wtedy w studio mocno bili. Po chwili byłem już skuty za plecami, dźwignęli mnie za ramiona pod pachami do góry i zgiętego do ziemi wyprowadzili szybkim krokiem do pomieszczenia niedaleko studia, które trochę przypominało szatnię dla pracowników technicznych. Było tam dosyć ciasno, ledwo mnie tam wprowadzili we czterech, rozstawieni dookoła, pozwolili się wyprostować i się zaczęło wtedy, to czym upudrowani panowie inspektorzy nie mogli już się pochwalić przed kamerami i narodem.

Spodziewałem się, że będzie łomot, ale powiem szczerze, trochę zaskoczyli mnie poziomem brutalności. Ewidentnie puściły im nerwy. Nie owijając w bawełnę: napierdalali mnie ze wszystkich stron, miałem ręce skute za plecami sztywnymi kajdankami. Trwało to wszystko całkiem długo. 3 razy udało im się powalić mnie na ziemię, taki knockdown razy trzy od siły ciosów. Tak nawiasem mówiąc, to zapewniam, że jak antyterrorysta wali, to nie jest to uderzenie zawodnika MMA spod nocnego sklepu, to jest trochę inny poziom. Za każdym razem podnosiłem się i prostowałem, a oni dalej na mnie sobie używali. Były tam metalowe szafki, chyba na ubrania, napieprzali moją głową o kanty tych szafek. Przy każdym powaleniu na ziemię byłem kopany absolutnie wszędzie. Jak upadłem na twarz, to mnie kopali po plecach i po rękach zakutych w kajdanki, które wrzynały mi się w nadgarstki, na prawej kajdanki tak głęboko weszły, że mam blizny do dzisiaj. Jeden z tych policjantów kopnął mnie w krocze (to nie było miłe), inny postanowił mnie poddusić buciorem, który przycisnął mi do krtani, jak leżałem na plecach i tak na mnie patrzył dusząc mnie tym butem. Gdy zacząłem poważnie krwawić, któryś z nich wyszedł i wrócił z czarnym plastikowym workiem na śmieci, który mi założyli na głowę, chyba po to, żeby się tyle tej krwi nie lało na podłogę. Na podłodze byłem już tak przekopany, że stwierdziłem – pass, mam już naprawdę dosyć, szok zaczął schodzić i zwyczajnie zacząłem czuć ból dosłownie wszędzie. Rozcięli mi głowę o te szafki w kilku miejscach, złamany nos, krew lała się ciurkiem z całej głowy. Ale chyba najgorszy był ból od kopniaków, miałem całe ciało przekopane. Powiedzieli, że mnie wywiozą nad Wisłę i upozorują ucieczkę i mnie tam zastrzelą. Uwierzyłem, autentycznie uwierzyłem, dlatego się wtedy tak darłem jak mnie wynosili do suki. Przez pierwsze tygodnie w areszcie siniaki i krwiaki zmieniały kolory ale po jakimś czasie doszedłem do siebie. Gorsze od tego pobicia było co innego. Zaraz po tamtej akcji w tym ciasnym pomieszczeniu wynieśli mnie do osobowej suki (nie, nie było tak jak panowie z AT zeznawali, że nie chciałem iść samodzielnie, zwyczajnie nie byłem w stanie), i zawieźli mnie do Pałacu Mostowskich. Za nami przyjechała karetka. Miałem ciekawą interakcję z panami z karetki, ale to zostawiam na później – też nakłamaliście, nie udzieliliście mi żadnej pomocy, tylko poświeciliście latareczką w oczy i jeden z was stwierdził, że tutaj takie coś, to norma. Później zawieźli mnie do szpitala i tam była akcja gorsza od tego pobicia. Najpierw pozszywała mnie pani pielęgniarka, a później podeszła do mnie z emaliowaną nerką i długim drutem – prostowanie nosa, zamarłem! Nałożyła na koniec tego druta taki nasączony jakąś substancją pasek i zaczęła mi tym drutem wciskać ten mokry sznurek w sam środek czaski. To był paskudnie obrzydliwy ból, wzięła mnie z zaskoczenia – zupełnie się nie spodziewałem tego drutowania i najgorsze było to, że wiedziałem, że jest jeszcze druga dziurka do zrobienia. Bez dwóch zdań, ta niepozorna pani w białym, trochę już niespotykanym dzisiaj kitlu z tym drutem w ręku przebiła koksów z AT. Nauka na przyszłość drogie dzieci: policja masakruje na kwaśne jabłko i później kłamie, ale uważałbym bardziej na siostrę w szpitalu – jest równie niebezpieczna!

Żarty na bok. Przez 2 dni w Pałacu Mostowskich miałem co najmniej dwie wizyty w szpitalu; widziało mnie wielu ludzi, lekarze, lekarki, pielęgniarki, psycholog, na koniec prokurator i sędzia, który miał zadecydować o tymczasowym aresztowaniu. Jak mnie do tego sędziego wieźli, to panowie z Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym chyba trochę zmiękli (w Pałacu działy się różne śmieszne rzeczy, ale o tym kiedy indziej, teraz powiem, że i tam w łeb dostałem, bo się im uwaga o faszystowskich metodach nie spodobała – tak mi jeden przywalił, że mi zerwał szwy z jednego szycia, które mi tamta pani pielęgniarka tak ładnie wydziergała, a opatrunek poleciał w drugi kąt pokoju). Przed sądem jeden z tych mapetów podszedł do mnie, poczęstował mnie absolutnie najwstrętniejszym papierosem jakiego w życiu paliłem (do dziś nie mam pojęcia jak on mógł to gówno palić?) i powiedział: ‘jak się ciebie zapytają, kto ci to zrobił, to powiedz, że to, nie my, że to AT ok?”. W sumie to chciał, żebym kablował za niego na jego kolegów. Ręce opadają… Odpowiedziałem mu, że wiem dokładnie, kto mi to zrobił. I pan sędzia się zapytał i mu powiedziałem, że to mi zrobiła ekipa antyterrorystów. I co? I gówno drogie dzieci. Tak się kończą bajki o przygodach z mapetami z policji i z brygady antyterrorystycznej. Sprawa zamieciona, nikt nic nie pamięta, nikt nic nie widział, nie było kamer, był superplan i odbili zakładnika, to była prawda.

A biegły zeznał:

No ale po co wierzyć mi? W tych aktach są grube dowody, że AT uszyła bezczelne kłamstwo. Twierdzili, że wynieśli mnie tam, żeby mnie przeszukać. Tak mnie przeszukiwali w tym pomieszczeniu, że dopiero w Pałacu Mostowskich znaleźli przy mnie ‘bonusy’, które sam wyjąłem z kieszeni. I to nie zapaliło nikomu lampki w głowie, że jednak mnie w tamtym pomieszczeniu nikt nie przeszukiwał…

Wszyscy absolutnie bezkarni. Żeby nie było jakiś niedomówień – musiałem sobie jakoś sam wyjaśnić, co się stało w tym pokoju i stwierdziłem, że to się w sumie panu Tomaszowi należało za to, co mu zrobiłem. Kropka.

Ciekawe, czy przekroczenie uprawnień funkcjonariusza na służbie, to się przedawnia, czy nie? Ja akurat miałem twardą głowę na tyle, żeby z tego jakoś wyjść, ale są przypadki ludzi, którzy podobnego spotkania z policją już nie przeżyli, prawda? Po całym wydarzeniu, jak mnie wynieśli i rzucili zakrwawionego na podłogę w Pałacu Mostowskich i jak przyjechała karetka, to się zapytałem lekarza, czy widzieli już takie coś wcześniej? Odpowiedział mi natychmiast: ‘nie jesteś pierwszy taki, tutaj to norma’. W areszcie w kolejce do lekarza widziałem wielu z identycznymi obrażeniami. Norma. Ktoś powie – bandytów nie szkoda. Może szkoda, może nie szkoda. Na 10 lub 20 bandytów trafi się jeden, który z bandytą ma tyle wspólnego, co inspektor policji z prawdą. I co wtedy? Takiej normy chcemy?

Wróćmy do tej wielkiej myśli tego inspektora z konferencji prasowej:

„ponieważ jest to pierwsza tego typu sytuacja, jest z tego także nauka na przyszłość i takie zagrożenia mogą istnieć”

Niech nam ułomna nieco składnia nie przesłoni sensu – mamy wyciągnąć naukę na przyszłość. Fantastycznie! Uczmy się na błędach – od razu pomyślałem! Ja się całe życie uczę na błędach, głównie swoich, bo nie jestem taki mądry jak inspektor, który chce uczyć siebie i jeszcze w dodatku innych na cudzych błędach. Jestem bardzo na TAK!

Zobaczmy zatem, jaką naukę wyciągnęli z tego wydarzenia…

Oto fragment podręcznika pt. CENTRALNY PODODDZIAŁ KONTRTERRORYSTYCZNY POLSKIEJ POLICJI BOA KGP Szczytno 2016 autorstwa Kuby Jałoszyńskiego (jakby co, to kupiłem, mam rachunek, nie ściągałem z ruskiego serwera):

3.4.1. Realizacja w siedzibie TVP w Warszawie — 21 września 2003 r. strona 235:

„W pewnej chwili powstała sytuacja umożliwiająca przeprowadzenie ataku: — Sprawca po wielokrotnych groźbach zaproponował zakładnikowi zapalenie ostatniego papierosa w życiu: wstał z krzesła i wykonał ruch bronią. — Dowodzący wydał rozkaz do ataku: zespół szturmowy wbiegł do studia i obezwładniwszy napastnika, dokonał jego zatrzymania71. Sprawca Adrian M. został wyniesiony ze studia (nie chciał iść o własnych siłach). Dokonano jego przeszukania oraz zabezpieczono dowody”

Przypis w tym fragmencie odsyła do…

Sytuacja zakładnicza w gmachu Telewizji Polskiej. Warszawa 21 września 2003 r., ul. Woronicza 17, Zarząd Operacji Antyterrorystycznych Głównego Sztabu Policji KGP, 11 października 2004 r. [prezentacja multimedialna].

Faktycznie wyciągnęli z tego wnioski, że nic tylko bić brawa i pokłony.

Polska to jest taki kraj, w którym każdą porażkę przekuwa się w mega sukces i sprzedaje dalej. I się powiela to i powiela i jest pięknie i wspaniale i wszyscy są happy.

Nie dość, że spieprzyli tę akcję wtedy i to w wielkim stylu, to jeszcze uczą kolejne kadry policjantów legendy o szturmie, podczas którego odbijali zakładnika mijając się z nim w przejściu. Czego wy ich tam uczycie? Superplanu.

Poważnie teraz, eksperyment intelektualny, więc musi być poważnie, wszystkie epitety na użytek eksperymentu nie mają odniesienia do rzeczywistości – jesteście Państwo w naprawdę groźnej sytuacji, nie z człowiekiem z pistoletem-atrapą, kto przyszedł z ‘przemową do ludzkości’ (to od pana Raczka podłapane). Jesteście naprawdę z kimś śmiertelnie groźnym. Macie nadzieję, że jedzie już do was ekipa na ratunek. Nikt Wam nie pomoże, tylko oni. Chcielibyście, żeby jechali do Was na sygnale profesjonaliści, wyszkoleni przez specjalistów, panujący nad stresem i emocjami, którzy wiedzą, że tylko studiując błędy uniknie się ich w przyszłości, czy wolelibyście, żeby jechała do Was na ratunek ekipa sfrustrowanych koksów, niekompetentnych socjopatów, którzy muszą po nieudanej akcji ulżyć sobie masakrując kogoś, kto może zamiast pobicia powinien dostać zastrzyk na uspokojenie? Która z tych dwóch ekip bardziej Wam pomoże? To są Wasze pieniądze przecież. Ja się z tym dawno temu pogodziłem, to pobicie trochę mi się należało. Ale takiej policji chcecie? Bezkarnej?

Jeśli nie będzie konsekwencji, jeśli będzie bezkarność dla ludzi na stanowiskach i ta bezkarność będzie promieniować dookoła, to kwestie takie jak prawa człowieka, równość wobec prawa, praworządność, tolerancja, etc. będą tylko pustymi nazwami.

A wiecie, kto jeszcze myśli, że może robić sobie coś bezkarnie? Pan Piątek. Sam to stwierdził:

“Szkoła daje tę cudowną możliwość zrobienia kilku etiud czy filmów niemal bezkarnie.”
https://purpose.com.pl/archiwum/mag-nr_34/warsztaty/mag-moc_robic_filmy_.html

Poczytajcie o genezie „Bożego ciała” – zaczęło się niby od projektu na dyplom…

Czego oni was uczą w tych filmówkach? Też superplanów?