Zajawka kolejnego posta…

Kłaniam się do ziemi wytrwałym czytelniczkom i czytelnikom oraz przede wszystkim czytelni(cz)kom x – niebinarnej społeczności w Polszy, której odwaga wzbudza u mnie podziw i uznanie. Sto dodatkowych ukłonów dla Margot, której życzę więcej energii do walki z zacofaniem tego kraju; ta dziewczyna ma cojones tak rzadkie dziś u płci brzydkiej. Miejmy nadzieję, że faceci wreszcie wyhodują parę jajek potrzebnych do konkretnych decyzji, póki co są zawieszeni w stanie śpiączki ideologicznej, śnią na jawie próżny sen o konsumpcji i modzie, a powinni wstrzyknąć sobie trochę hormonów Sokratesa w szyszynkę i obudzić się z letargu. Popieram w pierwszej kolejności te ruchy, które są najbardziej atakowane przez Kościół Katolicki. Również uśmiecham się do tych gości mojego bloga, którzy z konieczności zaglądają tu obgryzając paznokcie, jak mawiał JP2 – nie lękajcie się, o was nie zapomniałem.

Dziś tylko zapowiedź kolejnego materiału. Ciągle jeszcze przebywam w stanie szoku po tych wszystkich bredniach, które wypowiedział Adaś Michnik w rozmowie z Sikorskim na kanale tego drugiego, a których musiałem niedawno wysłuchać podczas serfowania po odmętach Internetu – co za wstrętna kloaka, okropny wynalazek, tęsknię za analogowym życiem…

Ponieważ nie widzę żadnego powodu, abym miał dalej tkwić w tym stanie, terapeutycznie muszę siebie wyprowadzić jakoś z tego szoku – tym razem zapraszając do atelier krytycznych tortur Adasia Michnika, naczelnego “Gazety Wyborczej”. Bez cienia wątpliwości mogę stwierdzić, że Michnik jest szczególnym, chociaż dosyć klasycznym i powszechnym szkodnikiem, który dokonuje spustoszenia w kufrze z ideami. O ile Sikorski ma jedną półkulę mózgu racjonalną, a drugą skażoną kato-pleśnią, o tyle Michnik ma obie katolickie. Nie pozostaje nic innego, jak zabrać się za ten temat dogłębniej i wziąć na warsztat problem, który w kontekście światopoglądowego modelu Polski doskwiera mi jak kamień w bucie. Nie ukrywam, fascynuje mnie to na płaszczyźnie epistemologicznego przebywania w świecie, ale aż tak głęboko raczej nie będę nurkował, zobaczymy zresztą, gdzie mnie zaprowadzi mój grecki δαιμονιον

Mógłbym pisać o małych sprawach, małych ludziach, jak np. Dawid Dróżdż, autor tekstu o mnie, który się w Wyborczej jednak nie ukazał, bo młody stypendysta Wyborczej stchórzył i tak naprawdę wykorzystał mnie i oszukał, ale już w Boże Narodzenie wystawił laurkę Bieleni, temu nędznemu kabotynowi, złodziejowi cudzych gestów, przeżyć i historii. Dróżdż boi się pisać prawdę, więc woli Bieleni robić dobrze na łamach Wyborczej, żeby Bielenia dalej mógł ćwiczyć przed lustrem zaklęcie, że jest dobrym człowiekiem – nie jesteś, Bartoszku, jesteś tylko kabotynem (sprawdź w słowniku, kto to taki) i żadne rytuały ani spektakle o politycznych więźniach nie pomogą. Mógłbym w nieskończoność o tych małych sprawach, małych ludziach pisać, ale wolę teraz zająć się grubszym zwierzem i zakwestionować ten jakże toksyczny pakiet wartości, które Michnik wciska swoim czytelnikom już kolejną dekadę. Tak naprawdę Michnik konsekwentnie łapie w pułapkę, z której nie ma wyjścia, a to zdecydowanie zasługuje na krytykę. Zatem następny mój tekst będzie o Adasia zauroczeniu klerem…

P.S.

Książka powstaje, swoim rytmem i własnymi prawidłami. Tam będzie sporo o maluczkich. Cierpliwości, nie tak łatwo sportretować zło…

Duke of Chobielin

Zapowiedziałem ostre biczowanie Sikorskiego, zatem zapraszam na dłuuugi seans sado-maso z Radosławem (i nie tylko) rozpiętym na pręgieżu. Oj jest za co doprawdy biczować bezlitosną krytyką!

Sikorski jest postacią mętną, nie podoba mi się jego życiorys. Cały on mi się nie podoba, jest sztuczny, śmierdzi imitacją, podróbą, fałszem. Znam się na antykach i fałszerstwo potrafię rozpoznać, nawet bardzo misternie przygotowane. Nie dostrzegam w jego przeszłości wielkich zasług ani dokonań – na pewno nie w życiu politycznym. Studiował na Oxfordzie, a jego kolegami ze szkolnej ławki, albo raczej popijawki byli David Cameron – ten pan, który w obawie przed przegranymi wyborami złożył obietnicę referendum w sprawie wyjścia UK z Unii Europejskiej oraz Boris Johnson, ten z kolej na początku pandemii postulował „odporność stadną”, wyśmiewał szczepionki i jest odpowiedzialny za rekordy śmiertelnych ofiar wirusa, które szokowały cały świat. Zatem Sikorski w doborowym towarzystwie brytyjskich klaunów pobierał nauki na elitarnym uniwerku w Anglii…

Ricky Gervais znany brytyjski komik zapytał niedawno retorycznie: kiedy wreszcie powiedzenie ‘uczył się w Eton’ przestanie być warunkiem kwalifikującym do rządzenia krajem? Miał na myśli oczywiście ogromne rozczarowanie politykami bardzo dobrze (czyt. ‘kosztownie’) wyedukowanymi, ale kompletnie niezdolnymi do podejmowania skutecznych decyzji.

Radosław Sikorski w 3 lata zrobił na Oxford licencjat i zgodnie z tradycją uczelni dostał również za to magistra. [WIKI]

Najwyraźniej 3 lata na Oxford to zbyt mało czasu na solidną edukację. Niektórzy studenci ulegają magii miejsca i zatracają się w kierunku swoich studiów, wielu jednak rzuca się w wir studenckiego życia. Na Oxford oznacza to pielęgnację kontaktów z przyszłą śmietanką liderów świata… Victor Orban również studiował na tej samej katedrze, dokładnie tam gdzie Sikorski, pod okiem tego samego profesora…

Co więcej można powiedzieć o polityku Radosławie Sikorskim?

Jest to uciekinier z tonącej łajby Kaczyńskich, której zatopienie w 2007 może konkurować o Grand Prix w kategorii spektakularnych katastrof XXI wieku chyba tylko ze słynnym lądowaniem naszego Air Force One w ostrym cieniu smoleńskiej mgły. Mgła była bezlitosna jak pień brzozy i razem na ziemię sprowadziły rosyjską myśl awionistyczną wraz z naszym Dedalem marzącym o spektakularnej inauguracji kampanii prezydenckiej – cel osiągnął, ale nie dla siebie – dla braciszka! Jeden mityczny bohater runął, żeby na jego truchle zrodziła się kolejna legenda. Z popiołów polskiej wersji Dedala wyłonił się feniks pod postacią kaczki a’la Smoleńsk. Gdyby ktoś chciał zadać metafizyczne pytanie: czemu pan Bóg stworzył dwóch Kaczyńskich, to właśnie Smoleńsk jest odpowiedzią na to pytanie. Ten Bóg to niezły dowcipniś.

10-tego kwietnia 2010 roku nie miałem najmniejszych złudzeń – nasz głupi naród ocipieje do reszty, zrobi się wszystkim żal kurdupla – bo przecież stracił ukochanego braciszka. Chlipali wszyscy zapalając znicze na Krakowskim Przedmieściu. Moje ulubione dziennikarki – Monika Olejnik i Kolenda-Zalewska pobeczały się na wizji po Zimnym Leszku. Obie zakochane w Kościele Katolickim, uwielbiają dyskutować o wartościach z kościelnymi notablami ale żadnej nie przeszkadza lokowanie produktów Coco Chanel i Louis Vuitton na antenie swojej stacji. Pokorne córy kościoła, oddane swojej wierze i równie wierne garderobie spod szyldów designerskich marek. W moim skromnym mniemaniu mamy tutaj na poziomie wartości i idei kolizję rodem z dziewiczego rejsu Titanica, no ale to jest ich sumienie, nie moje.

Gdy naród pogrążony był w żałobie, która wzbudzała u mnie skrajną pogardę, mój profesor okrasił całe wydarzenie jednym zdaniem: szkoda tych młodych stewardes. Amen, Profesorze!

Jacek Żakowski zdejmował czapkę przed programem socjalnym prezesa wszechczasów, ja Kaczorowi natomiast pogratuluję niespotykanego wręcz skurwysyństwa. Nie każdy potrafiłby tak skutecznie zutylizować śmierć 96 osób włączając w to własnego brata i jego małżonkę, przemielić to przez maszynkę propagandy i wykorzystać jako paliwo do rakiety, która wynosi na orbitę autorytarnej władzy.

Doprawdy trzeba być wybitnym erotomanem władzy, żeby zdobyć się na akt aż takiej perwersji politycznej na oczach całego narodu – uwodzić wyborców śmiercią 96 ofiar katastrofy, którą się tak naprawdę samemu zainicjowało… Nie mam najmniejszych oporów przed nazwaniem Kaczora mistrzem politycznych zboczeńców w Polsce. Takiego dewianta polska polityka nigdy wcześniej nie widziała – także chapeau bas, panie dewiancie!

Czy ta cała historia z rządami PiS doczeka się dobrego zakończenia?

Obawiam się, że są konkretne powody do zmartwień… Dlaczego?

Ponieważ z mafią Kaczyńskiego walczą właśnie ludzie typu Donald Tusk i Radosław Sikorski – polityczni impotenci, którzy bardzo chcą, ale już chyba nie mogą.

Żeby nie było niedomówień – szanuję Donalda Tuska, ale uważam, że swoją historyczną misję już zaprzepaścił – było nią niedopuszczenie do władzy Kaczora – za wszelką cenę, za cenę kariery w UE, za cenę dorobienia się wewnętrznych wrogów w PO i za cenę szamba do sześcianu, które i tak już PiS na niego wylewało 24/7. Przy całym szacunku do premiera Tuska, niestety, ale spieprzył najważniejsze zadanie. Poza tym, kto przy zdrowych zmysłach zostawiłby Kamińskiego w CBA i namaścił Ewę Kopacz na swój stołek przed wyjazdem do Brukseli – ostatnią osobę, która w ogóle powinna być wtedy brana pod uwagę – kto byłby w stanie popełnić tak kardynalne błędy???

Cóż, stało się. Rządzi PiS, rządzi mafia Kaczora, Zero jest ministrem sprawiedliwości, a Kamiński wszystkich podsłuchiwał Pegasusem… Na wyborcach to nie robi wrażenia. Tusk czeka teraz, aż kryzys gospodarczy rozłoży PiS na łopatki. I ma pewnie rację. Rok 2022 wytrze PiS’em podłogę, co do tego nie mam złudzeń. Sęk w tym, że to nic nie zmieni w dłuższej perspektywie. Tylko Palikot miał rację mówiąc, że Kaczyńskiego trzeba wypatroszyć jak wilka – nie, nie Januszu Kowalski, nie o takie patroszenie chodzi, o jakim myślisz głuptasku. Chodzi oczywiście o anihilację PiS na każdej możliwej płaszczyźnie jego polityczno-społecznej egzystencji przede wszystkim w umysłach wyborców, to jest brudna, polityczna robota, która wymaga bezwzględności i determinacji, ochoty ubrudzenia się tym wspomnianym już szambem, które PiS pompuje każdego dnia w przestrzeń publiczną.

Polityczne ‘ciotki Klotki’ takie jak Sikorski nie nadają się do tej roboty. Polska potrzebuje ludzi, którzy potrafią bić się z gównem, a nie podrabianych dżentelmenów, anglofilów jeżdżących po ubrania do krawca na Mayfair w Londynie. Autentyczny dżentelmen nie nadaje się, to cóż mówić o jego podróbce?

Dlaczego Sikorski jest taką bezpłodną ciotką Klotką?

Odpowiedzi dostarczył właśnie w tym swoim jednym twittcie, w którym postanowił wyrazić swoje oburzenie wiadomością o tym, że jakiś zdegustowany sytuacją w Polsce i romansem władzy z kościołem obywatel wziął puszkę ze sprejem w swoje ręce i dużymi literami na ścianach jakiejś obszczanej parafii napisał, co o tym myśli.

Zacytujmy mądrości absolwenta Oxford:

Budynek kościoła jest własnością prywatną i wtargnięcie do niego lub uszkodzenie jest moim zdaniem naruszeniem miru domowego i aktem wandalizmu, tym bardziej jeśli jest zabytkiem. A także prowokacją wobec wierzących rodaków. Potępiam.

https://twitter.com/sikorskiradek/status/1475035113251655684

Ten twitt przypomina mi wigilijnego karpia najeżonego ościami stającymi w gardle już po pierwszym kęsie. Ktoś mógłby powiedzieć, że kucharz był niechlujny przy filetowaniu ryby, ale ja powiem – nie, on zrobił to cynicznie!

Wyliczę najpierw najbardziej rzucające się w oczy hasła-klucze, a potem wyjaśnię, czemu dostrzegam w tym wszystkim intencje zasługujące na zdjęcie z kołka grubego bicza krytyki:

  • własność prywatna;
  • mir domowy
  • akt wandalizmu
  • prowokacja wobec wierzących rodaków
  • potępienie

Aż tyle bezdennej głupoty można zawrzeć w jednym krótkim twittcie. Można o tym napisać rozprawę zapewne dłuższą niż licencjacka dysertacja studenta Sikorskiego, za którą dostał jeszcze bonusowo magisterium, nie ma sensu jednak pisać o rzeczach oczywistych. Komentarze pod tym wpisem nie zostawiły suchej nitki na Sikorskim.

Ja napiszę coś innego.

W mojej ocenie Sikorski niestety zdemaskował swoją własną obłudę i jednocześnie coś więcej – mianowicie profil całej dawnej PO, dzisiejszej KO.

Sikorski niestety jest nosicielem tego wirusa, który od stuleci skutecznie rozkłada nasz kraj na łopatki.

Tym wirusem jest pociąg do kościółka, smalenie cholewek do tych sukienkowych skurwysynów dla realizacji własnych politycznych ambicji.

Cała PO z Tuskiem na czele od zawsze żyła namiętnym pragnieniem, że kiedyś uda im się wygryźć PiS i Kaczora z łask kleru i przejąć poparcie stanu duchowieństwa. Zamiast pracować nad zmianą myślenia Polek i Polaków, nad próbą wyjścia naprzeciw oczekiwaniom wielu ludzi spragnionych postępu i normalność, wykalkulowali sobie, że ogromna ilość wyborców w PL, to zatwardziali katole i najlepiej byłyby zostać kościelnym pomazańcem – takiemu przecież łatwiej wygrywać wybory w Polsce…

Wymyślili sobie profil chadecki – delikatnej konserwy w sosie prężnej gospodarki nakręcanej w rytm dużego biznesu i zalecającej się do kościoła.

Pominę dyskusję o modelu ekonomicznym, bo choć najlepszy nie był, to jednak ciepła woda w kranie mi akurat nie przeszkadzała, wolę taką wodę, niż lodowatą albo wrzątek. Ponadto w dyskusji Rostowskiego z Balcerowiczem kibicowałem Jackowi Rostowskiemu. Zazdrość Balcerowicza była widoczna gołym okiem, on nie walczył z reformą na poziomie meritum, kierowały nim niskie pobudki bycia odsuniętym na daleki plan. On – ojciec polskiego kapitalizmu tak ostentacyjnie pominięty przez Donalda Tuska! Balcerowicz podjął osobistą krucjatę przeciwko gabinetowi Tuska. Zawiesił w centrum Warszawy licznik długu publicznego. Pamiętacie może jeszcze, kiedy prof. Balcerowicz zrobił tę akcję z licznikiem? We wrześniu, uwaga werble… 2010 roku! Tak, to był ten 2010 rok, gdy jeszcze Olejnik i Kolenda-Zalewska nie przestały beczeć po Zimnym Leszku, a Gajowy ledwo wygrał z Balbiną.

Jeszcze tylko takie didaskalia – może gdyby Tusk nie wynegocjował tych wszystkich miliardów dla Polski z UE, to PiS nie rządziłoby tak długo…

Pamiętam doskonale lato 2010. Najpierw zrobiłem sobie sweetfocię pod krzyżem przed pałacem prezydenckim – na pamiątkę narodowej głupoty, a później pojechałem zagłosować w… Tykocinie! Czasami zapuszczam się w tamte rejony – takie info dla wtajemniczonych ; – )

Przed komisją wyborczą w Tykocinie pasły się dwie krowy, w środku skład komisji bez dwóch zdań propisowski i otwarcie oczekujący ‘dobrej zmiany’, pamiętam jak dziś – złorzeczyli swoim własnym kolegom z rządzącej wtedy koalicji PO-PSL, jeden z nich proroczo wykrakał: „już niedługo…”. Tykocin, to taka bardzo urocza miejscowość, która słynie z zamku Króla Polski i Wielkiego Księcia Litwy – Zygmunta Augusta.

Dlaczego to wszystko przywołuję i co do licha mają wspólnego Sikorski, Zygmunt August i krowy przed komisją wyborczą w Tykocinie?

Jeśli chodzi o krowy, to legenda głosi, że mój ekscentryczny promotor podczas egzaminu z filozofii starożytnej Grecji zapytał się studentki o aktualne wydarzenia polityczne w kraju. Studentka miała odpowiedzieć, że nie interesuje się polityką i nie ma poglądów politycznych, na co mój ukochany profesor odrzekł:

tylko krowa na pastwisku może nie mieć poglądów politycznych

Sikorski traktuje ludzi trochę jak te krowy, jakby nie mieli własnych poglądów, które krytycznie ewoluują… Nie wiem, czym nasiąknął Sikorski od swojego profesora filozofii, mój nauczył mnie, że własne poglądy trzeba poddawać nieustannej próbie, kwestionować je i sprawdzać.

Sikorski z tym swoim drżeniem o mir domowy i prywatną (sic!) własność kościoła, z tym jego „potępiam” cofa nas o kilkaset lat, dokładnie do czasów właśnie Zygmunta Augusta, tego jaśnie pana, co miał zameczek letniskowy w Tykocinie, gdzie krowy przed komisją wyborczą nie miały żadnych poglądów politycznych, ale panowie zasiadający w komisji już owszem mieli bardzo wokalnie wyrażane preferencje ustrojowe.  Zygmunt August oddał kraj tolerancji religijnej, do której z zachwytu wzdychały największe umysły renesansowej Europy, prosto w zachłanne łapska Kościoła Katolickiego szykującego ostrą i bezlitosną kontrreformację. To słabość Zygmunta Augusta i spolegliwość wobec rzymskich nuncjuszy spowodowała pojawienie się jezuitów w Rzeczypospolitej – pierwsi towarzysze jezusowi przybyli w 1564, a już rok później król wydał edykt, w którym tak pisał o tym ultraradykalnym zakonie:

„zważywszy, iż myśl ta, czyli zamiar wielce dla Kościoła i Rzeczypospolitej chrześcijańskiej jest zbawienna oraz że pobożność i wiarę Chrystusową, którą w tych czasach niektórzy zaślepieńcy nie tylko zachwiać, ale i doszczętnie wykorzenić usiłują, skutecznie dźwigać może. Przyrzekamy więc temu Towarzystwu naszą oraz naszych następców opiekę i obronę”

Jeden z pierwszych jezuitów w Poznaniu Benedykt Herbest twierdził, że wierzenia innowierców, to “wymysły antychrysta i Żydów”.

To właśnie lokator zamka w Tykocinie jest odpowiedzialny za rozwój religijnej nienawiści w Polsce. Jego uległość wobec katolickich wpływów tak naprawdę zdumiewa ilością jego edyktów, dekretów, mandatów i poleceń wydanych w tej materii. Ostatni Jagiellończyk w linii męskiej okazał się furtką dla katolickiego fanatyzmu i początkiem zmian, które do dziś trzymają Polki i Polaków w kajdanach założonych religijną doktryną.

Wszystkie uczestniczki strajków spod szyldu ‘piekła kobiet’ mogą śmiało za to piekło podziękować Zygmuntowi Augustowi – praprzyczynie ich opresji.

Sikorski popełnia dokładnie ten sam grzech, którego świadectw pełno jest w ponurej historii odwrotu od tolerancji wyznaniowej w stronę anarchii szlachty usłużnej Kościołowi Katolickiemu i dającej mu monopol na rząd dusz. Kalka jest widoczna gołym okiem – uprzywilejowanym na rękę jest romansik z klerem.

Mamy tu jak w soczewce podany powód wszystkich późniejszych tragedii Polski – Kościół Katolicki jest śmiertelnym wrogiem postępu, modernizacji i przede wszystkim NIEPODLEGŁOŚCI każdego kraju, nie tylko Polski. Ludzi myślących nazywano wtedy ‘zaślepieńcami’. Wydaje mi się, że jednak perspektywa blisko 500 lat historii pozwala na bardzo precyzyjną ocenę wydarzeń oraz ich konsekwencji daleką od zaślepienia.

Dlatego niezbyt przyjemny jest widok człowieka, który odebrał edukację na angielskim uniwersytecie, a jednak pada na kolana przed kościołem i robi mu „łaskę” na oczach całego kraju.

Panie Sikorski, to jest obleśne, jak panu nie wstyd? Mam dla pana następującą pokutę – przeczytać „Polską anarchię” Pawła Jasienicy. Jeśli już pan tę pozycję przeczytał, to trzeba czytać od nowa i jeszcze raz i jeszcze raz, aż zaskoczą właściwe procesy myślowe.

Mam nadzieję, że Chobielin ma ją w swoim katalogu? Zamiast marnować czas w internecie, niech sobie pan zamówi egzemplarz do pokutnej lektury.

Póki co, taki krótki cytat dla pana Sikorskiego:

W połowie XVI wieku państwo dojrzało właściwie do zmiany wyznania panującego, do przyjęcia jakiejś odmiany reformacji. Sejm uchwalił postulaty, których wprowadzenie w czyn równałoby się ustanowieniu czegoś w rodzaju kościoła narodowego. Biskupi myśleli więcej o zachowaniu swych przywilejów niż o wierności wobec Rzymu. Zabrakło jednej tylko rzeczy – decyzji króla. Zygmunt August nie zamierzał porzucać katolicyzmu i jego wola rozstrzygnęła.

Paweł Jasienica “Polska anarchia”

O czym my tu w ogóle rozmawiamy?! Mamy przecież kolejną już dekadę XXI wieku, a tu ktoś tak oficjalnie i obleśnie podlizuje się kościołowi! 500 lat opresji i dowodów zakuwania Polski w kajdany to jeszcze mało…

Cywilizowany świat poszedł tak daleko do przodu, zachodniej inteligencji udaje się wreszcie przekładać szlachetne idee emancypacji kobiet, szacunku dla innych ras, religii, preferencji seksualnych, identyfikacji płci, etc. na realny szacunek w miejscach pracy i przestrzeni publicznej, a tu polityk w sumie światowego formatu, który pewnie jeszcze niejedną ważną funkcję chciałby pełnić w Polsce i Europie (kto wie, jakie ambicje drzemią w Sikorskim?) z takim wstrętnym umizgiem kładzie się przed klerem na grzbiecie i odsłania brzuch, tak oślizgle broni instytucji, która ciągnie Polskę od stuleci w kierunku przeciwnym do postępu!

Można na to spojrzeć z różnych stron, ale jedna jest najistotniejsza – zupełnie bez względu na treść haseł, które ten pan napisał na fasadzie tamtego kościoła – mamy tu klasyczną sytuację ‘jednostka kontra instytucja’ i Sikorski stanął po stronie instytucji, nie pojedynczego człowieka, instytucji! Nie pofatygował się nawet pochylić nad tym człowiekiem, zapytać, poszukać, sprawdzić, jakie miał motywy, co nim kierowało. Nic z tych rzeczy. Sikorski natychmiast wyniuchał okazję do zapunktowania u sukienkowych – a precyzyjniej może – u sukienkowego elektoratu!

To właśnie o to tutaj chodzi, o umizgiwanie się do katolickich wyborców!

Panie Radosławie Sikorski – wstyd i hańba!

Zapowiedziałem biczowanko Sikorskiego już jakiś czas temu, ale proza życia trochę opóźniła zdjęcie bicza mojej krytyki z kołka na ścianie. W międzyczasie życie napisało epilog do samej sprawy tego nieszczęsnego twitta pana Sikorskiego – mężczyzna, który w wigilię Bożego narodzenia napisał sprejem na murach kościoła na Krakowskim Przedmieściu: „PIS WON”, „TU BĘDZIE TECHNO” oraz „ŚWIECKIE PAŃSTWO” został w sylwestra tymczasowo aresztowany na 3 miesiące, zatem w celi aresztu śledczego, miejsca dla kryminalistów i przestępców powitał Nowy Rok 2022…

To za Zygmunta Augusta już w drugiej połowie XVI wieku aresztowano za podobne wybryki niepokornych wobec prymatu kościoła katolickiego.

500 lat historii Sikorski spuszcza w kiblu bez mrugnięcia okiem…

No i co panie Sikorski? Łyso panu? Tego pan chcesz dla ludzi, którzy czują się już zupełnie bezradni wobec tego skurwysyństwa i rozpasania kleru w Polsce?

Jak czytam o takich rzeczach w necie, to sam mam ochotę jechać do tej zasranej Polski pomazać sprejem nie jeden, ale ze 200 kościołów – od wiochy do wiochy, pół zakichanego Podhala może powinienem zaliczyć. Może będę sprejował hasła w stylu: „Sikorski, kościelny lizus”…

Dlaczego nie?

Sikorski pisał przecież: „POTĘPIAM”, szkoda, że nie „POtępiam” – byłoby chyba bardziej uczciwie, panie Sikorski.

Okazało się niedawno, że ścisłe dowództwo PiS podsłuchiwało polityków opozycji, również prywatne osoby blisko związane z opozycją, m.in. mec. Romana Giertycha. I co? Ktoś został w jakimś natychmiastowym trybie aresztowany w sylwestra, postawiony przed oblicze sędziego i odesłany do aresztu śledczego?

Niech Sikorski odpowie na powyższe pytanie, proszę bardzo, niech Sikorski pokaże takiego aresztowanego…

Po co walczyć z PiS o lepszą Polskę, skoro na ich miejsce ostrzą sobie zęby takie kościelne lizidupy jak Sikorski?

Szczerze? To nie ma najmniejszego sensu. Polityczni impotenci, którzy są gotowi publicznie dawać dupy kościołowi mają zastąpić pisowską mafię… Tak, to na pewno dobrze zrobi Polsce i tym wszystkim myślącym obywatelom, którzy już nie mogą patrzeć na tę obłudę i słabość charakterów ćwierćinteligentów i podrabianych mężów stanu z przemilczanymi epizodami w życiorysie.

Takie twitty zmuszają do zadania konkretnego pytania – czy tak ma wyglądać alternatywa dla PiS? Czy to jest model państwa w pigułce wg Radosława Sikorskiego? Jeśli PiS zdechnie śmiercią naturalną na skutek konsekwencji własnych koszmarnych decyzji (głównie gospodarczych), to na ich miejsce mają wejść ludzie zatroskani o „mir domowy” Kościoła Katolickiego w Polsce?

Moja odpowiedź – dziękuję za taką alternatywę!

Donald Tusk nie spieszy się z żadnymi ruchami strategicznymi. Jest ostrożny. Przyjął postawę drapieżnika, który cierpliwie czeka, aż nadarzy się dobra okazja gwarantująca sukces. To jest czysta ekonomia doświadczonego myśliwego polującego na kaczki. Tusk spokojnie i dostojnie podchodzi ofiarę, która już zaczyna kuleć, spowalniać, niedomagać – gdy taka ranna kaczka spróbuje poderwać się do ucieczki, Tuskowi nie zadrży ręka i wykona polityczny szach-mat. Tak będzie i Kaczor już o tym doskonale wie.

Trudno powiedzieć, co tkwi w głowie Donalda Tuska, ale ja już to określiłem dosyć lirycznie – jest to wg mnie rodzaj politycznej impotencji. Tusk chce, ale nie może, woli czekać. Będzie mógł, gdy PiS zacznie się już czołgać po podłodze. Nie może, ponieważ się boi, a boi się tego, że Janusz z Grażynką jeszcze za słabo w dupę od PiS dostali i nie pokochają Donalda tak szybko, jak się innym marzy.

Nie można za to Tuska oczywiście winić – ja również uważam, że PiS musi wypić piwo, które naważył.

Aaaaale….

Jest w sumie kilka ważkich pytań.

Donald Tusk przede wszystkim nie spieszy się z podaniem jasnej wizji tego, co chce zaoferować po PiS. To mówią mi podirytowani zwolennicy Tuska, takich sygnałów odebrałem bardzo dużo. Zrobił to wstępnie po powrocie z Brukseli. Były tam postulaty świeckiego państwa, lecz póki co, jest cisza ani widu, ani słychu realnego programu, realnej zmory sennej, która mogłaby Kaczora nawiedzać w nocy. OK, Tusk czeka cierpliwie, nie odsłania kart, ma swój własny plan (mam nadzieję, że ma jakiś plan?). Czy tym całym planem jest to biblijne czekanie i patrzenie, jak PiS się załamuje pod ciężarem własnej pychy?

Osobiście mam to zupełnie w dupie – ja zagłosuję na Tuska tylko dlatego, że Lewica przypomina mi wstrętną budkę z hot-dogami niewiadomego pochodzenia na Dworcu Wschodnim w Warszawie – rzygać mi się chce na sam widok Czarzastego wychylającego się z tej obskurnej blaszanej budy z pytaniem: co podać? Odwracam się i uciekam jak najdalej przed taką ofertą. Zandbergowi z kolei smakuje nawet parówka Obajtka… Ja i wielu innych ludzi o lewicowych poglądach nie zamierzamy w czymś takim uczestniczyć.

Lewica zdechła kompletnie. Popełnili spektakularne seppuku. Najpierw był Leszek Ogórek, później Zandberg, którego chętnie kopnąłbym w dupę za tę partię Razem, za jego miłość do górników i niewejście do Sejmu Lewicy, no i wisienka na torcie – wspomniany Włodek… Nie przypominajcie mi proszę o Biedroniu, bo chyba emocjonalnie eksploduję – bezczelny kłamczuch wyborczy – tak okłamać wyborców, to trzeba mieć tupet… Biedroniowi absolutnie nie można ufać, jest chyba moim największym rozczarowaniem politycznym (zaraz po Zandbergu).

Lewica jest kaput. Zarżnęli ją SLD’owi dziadersi, którzy młodym i prężnym postawili szlaban dawno temu. Kilku było zachłannych, stracili wszyscy, jak w starej chińskiej dobranocce. Ale ktoś im w tym trochę też pomógł…

Pozostaje wspomnienie ciepłej wody w kranie. Tylko dlatego będę głosował na Donalda Tuska, a w konsekwencji pewnie i na Sikorskiego, o zgrozo! PiS jest absolutnym złem – w przyziemnym i metafizycznym znaczeniu tego słowa. PiS jest realizacją zła na świecie – ludzie umierają przez PiS, przez jego cyniczną grę o własny polityczny byt, a to jest zbudowane na elemencie zła – Kaczor i reszta jego ferajny mają krew na rękach. Pamiętam te pierwsze fenomenalne debaty Tuska z Kaczorami, gdy Donald odbijał im Polskę, rozjeżdżał ich w pył swoją inteligencją i klasą, ale przy okazji często powtarzał rzecz, która może niektórym już umknęła, mianowicie bardzo często komentował Kaczyńskich (wtedy i podczas własnych kadencji) następującymi słowami „trzeba bardzo złej woli, żeby…” – to jest klucz! Zła wola, czyli złe, niecne intencje. Zła wola jest motorem napędowym całego przedsięwzięcia pod tytułem Prawo i Sprawiedliwość.

Ciekaw jestem jak naprawdę dobrym winem jest dziś Donald Tusk? Troszkę leżakował i dojrzewał w Brukseli. Jak wytrawnym i do jakiego posiłku nadaje się najbardziej? Uwielbiam czerwone wino. Nie palę już żadnego gówna od prawie dwóch dekad, mam doskonałe powonienie i smak. Przez kilka lat w Londynie miałem bardzo ciekawą pracę, niektórzy z moich znajomych wiedzą dokładnie jaki to był zawód. Dzięki niemu wyspecjalizowałem się w rozróżnianiu bardzo specyficznych zapachów. Mój nos stał się szczególnie czuły – umiem przede wszystkim wyczuć zapach trupa. Cały PiS zaczął właśnie zalatywać politycznym truchłem. Kaczyński śmierdzi polityczną padliną. To nie tylko figura retoryczna. PiS politycznie kona, weszło właśnie w fazę umierania. Przed raptem kilkoma dniami Kaczor oficjalnie zwalił winę za Pegasusa na Zero i jego ekipę, a ci tymczasem zwalili to na Wosia. To jest początek końca.

Jak to się mówi? Kto mieczem wojuje…

I Donald Tusk o tym doskonale wie. Ja chciałbym tylko wiedzieć już teraz, jak zapachnie Donald Tusk, gdy wreszcie usłyszymy dźwięk korka wyciąganego z butelki i w kieliszku zatańczy pełny bukiet jego wina? Czy będzie to wytrawna, głęboka barwa skomponowana przez mądry czas dojrzewania w szlachetnej beczce z unijnego dębu, a tego czasu umówmy się miał pod dostatkiem, czy ku wielkiemu rozczarowaniu zalatywać będzie znaną goryczą korka wykręconego z drzewa od stuleci pasożytującego na polskiej racji stanu, a o które tak wyraźnie zatroskany jest dzisiaj Radosław Sikorski?

Mam spore obawy… Boję się rozczarowania. Nic nie smakuje wstrętniej niż rozczarowanie, zmarnowane oczekiwania, zgwałcona nadzieja… Nadzieja umiera ostatnia, ostatnią nadzieją dla Polski jest świeckie państwo. Nie każdy ma czas. Nie każdy może czekać. Ile pokoleń jeszcze mamy czekać na tę zmianę? Tusk chce czekać, aż PiS zdechnie. A jak długo mają ludzie czekać na normalne państwo wolne od poddaństwa kościołowi? Czy na to Tusk też każe ludziom czekać?

Czy Donald Tusk zrozumiał, z jakimi przeciwnikami naprawdę walczy? To nie PiS, to nie Balbina i jego przydupasy: Zero, Jojo i armia klonów Mejzy. To wszystko są pionki, to jest nikt, to są tylko brzydkie mordy, zdradzieckie mordy, które codziennie o świcie zdradzają Polskę – jak się budzą i idą do pracy; to są tylko knajackie facjaty, które można spokojnie zastępować wedle woli. Wiecie, kto zwykł mawiać, że nie ma ludzi niezastąpionych? Stalin. Niby truizm, ale jak patrzę na te pisowskie mordy, to ciężko z tym polemizować. Nie ta mejza, to następna…

To nie są prawdziwi przeciwnicy Donalda Tuska. Balbina i cała jego mafijna ferajna, to tylko pacynki, wydmuszki, figuranci. Mam 40 lat i jeszcze będę strzelał szampanem na widok Zera w kajdankach – mam zero złudzeń, panie Zero, że tak właśnie będzie – a w pierdlu będziesz miał jak w lunaparku 😊

Zero złudzeń wobec pana Zero. Oni wszyscy, to są zera. Dla wszystkich nie starczy willi pod Moskwą, może ze dwóch się załapie, zależy kto więcej ciężarówek a’la Janukowycz przygotuje, np. taki Pinokio z żoną raczej się załapią, bo coś tam uciułali na myto dla Putina, reszta pójdzie na pożarcie.

W pełni popieram Donalda Tuska i zachęcam do odrobiny wiary w tego człowieka, niestety trochę na zasadzie deficytu innych opcji. Tęsknię za takim premierem – chyba każdy normalny (niewygodna kategoria dla mnie) chciałby znowu ciepłej wody w kranie, otwartych granic, prestiżu Polski na arenie międzynarodowej, a w szczególności w Europie…

Jedyne, co mnie wpędza w niepokój, to takie twitty Sikorskiego zatroskanego mirem domowym kościoła i ochroną jego wartości prywatnej…

Wiem mniej więcej, kto tu śledzi produkty mojego zmęczonego umysłu. Musi być pełny rozwód państwa od tej mafii. Nie ma innej drogi. Można to zrobić aksamitnie i bezboleśnie – mam nadzieję, że właśnie tak zaskoczy nas wino ‘Donald Tusk’, gdy nadejdzie moment degustacji…

Póki co – wstyd, panie Sikorski, niech pan czyta Jasienicę. Najlepiej na zmianę z Podkowińskim.

Nie każdy z dawnych, oxfordzkich znajomych darzył Sikorskiego zaufaniem. Niektórzy źle go wspominają. Oto fragmencik z tekstu o Sikorskim z Evening Standard:

Toby Young, also at Oxford, described him as “like some Ruritanian duke in a 1930s movie who, just at the point of marrying Greta Garbo, is exposed as an encyclopedia salesman from Seattle”.

https://www.standard.co.uk/lifestyle/london-life/the-sikorski-set-the-polish-foreign-minister-has-locked-horns-with-cameron-but-their-history-goes-back-to-the-bullingdon-club-9564492.html

Chyba miał rację ten kolega Toby, bo po latach Sikorski faktycznie został hrabią na włościach – w Chobielinie, to czytelnicy „Wyborczej” w komentarzach właśnie tak go nazywali: ‘duke of Chobielin’ – to nie ja wymyśliłem ten błyskotliwo-uszczypliwy przydomek. Ludzie jednak potrafią dostrzec płaszczyk fałszu i komedię takiego przebrania.

Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać, w sumie to jest jednak żałosne.

Obawiam się, że Sikorski nie sprzedaje encyklopedii tylko nowy katechizm, w którym jest jasno nakreślona wizja jego kariery…

Ja mu również nie ufam. Jeśli można o Macierewiczu powiedzieć, że jest ruską wtyczką, to śmiało można zapytać jaką wtyczką jest Sikorski?

Emigracja w głębokich latach 80tych, studia w Oxford, korespondent w Afganistanie… Kto inny kręcił się przy afgańskich mudżahedinach w połowie lat 80tych? Wujek Sam z kolegami z CIA na pewno też tam był…

Mój nos podpowiada mi, żeby podziękować za tę filiżankę herbaty – jak mawiają Anglicy: ‘not my cup of tea’…

Jeśli Sikorski potępia sprejowanie fasad kościołów z hasłami krytyki i niezadowolenia wobec poczynań kleru w Polsce, to ja do tego gorąco namawiam – bierzcie ludzie puszki z farbą i nie bójcie się wyrażać swojego gniewu! Pobyt w areszcie za taki akt obywatelskiego gniewu, to będzie kiedyś zaszczytna karta opozycjonisty walczącego z autorytarnym reżimem. Poza tym nawet po połowie tysiąclecia ciągle można z imienia i nazwiska znaleść bohaterów odważnych do walki z klerem!

Wielka szkoda, że pan Sikorski nie tylko nie będzie po Waszej stronie, będzie jeszcze bronił prywatnej własności duchowieństwa…

Myślałem, że tylko taki Pinokio był zainteresowany prywatną własnością kleru i jego nieruchomościami. Najwidoczniej się myliłem…

A teraz dawka solidnego szoku. Proszę sobie włączyć kanał YT pana Sikorskiego, link poniżej ustawiony na fragmencie, gdy Sikorski pyta Michnika o księdza-pedofila Jankowskiego:

Czas: 15:45

Poniżej transkrypcja fragmentu, który bulwersuje swoją zawartością:

Adam Michnik: – Dzisiaj jeszcze, jak ja słyszę, że kapłan katolicki posuwa się do seksu z dziećmi, z 10-latkiem, z 12-latkiem, to żeby w to uwierzyć, ja sobie muszę wylać na głowę duży kubeł zimnej wody, bo to jest niewiarygodne po prostu, to jest niemożliwe do uwierzenia, to jest coś tak szokującego…

Sikorski dodaje: -Wiesz, młodzież mnie też nie wierzy, jak im mówię, że to było tak poza horyzontem naszej wyobraźni, że Jan Paweł 2 mógł autentycznie nie wierzyć w różne doniesienia…

Panie Michnik i panie Sikorski, ja muszę sobie wylać kubeł zimnej wody na głowę, żeby uwierzyć, że można publicznie i bez zażenowania opowiadać takie głupoty.

Różne numery w życiu odpaliłem, jeden z nich mogła zobaczyć cała Polska, ale chyba bym się ostatecznie ze wstydu zapadł pod ziemię, gdym miał opowiadać publicznie tak szokujące rzeczy – dodatkowo w 2021 roku po tylu ujawnionych aferach pedofilii w Kościele Katolickim w Polsce i na świecie. Dramat.

Rozmiary skandalu pedofilii w KK przytłaczają. Państwa takie jak Kanada, Australia, Francja publikują szokujące raporty komisji badających problem.

A tymczasem w Polsce taki Adaś Michnik, redaktor naczelny największego dziennika na prasowym rynku, musi sobie najpierw kubeł zimnej wody wylać na głowę, żeby uwierzyć, że jakiś kapłan mógłby gwałcić dziecko…

Mamy tutaj dokładnie ten sam mechanizm stawania po stronie potężnej instytucji, a nie jej ofiary. Wszyscy myślący ludzie, ateiści, wierzący niepraktykujący, albo praktykujący ale świadomi problemu z KK w Polsce wiedzą doskonale, że KK zrósł się z tkanką państwa w naszym kraju i ubolewają nad tym faktem. Każdy z tych ludzi jest ofiarą opresji KK. Polska jest krajem religijnym z obowiązującym katotalibanem.

Jak to jest możliwe, że panowie Michnik i Sikorski dokonują takich aktów publicznego samookreślenia się, aktów publicznego ukorzenia, poddaństwa klerowi?

Są dwie możliwości. Albo oni są takimi idiotami, na jakich wyglądają podczas wygadywania tych skandalicznych rzeczy, albo robią to celowo.

Powiem zupełnie szczerze – ciężko pozostać przy zdrowych zmysłach, gdy się coś takiego ogląda i słucha takich treści. Zaczyna się człowiek zastanawiać: czy to ze mną jest coś nie tak, ponieważ czuję się wysoce oburzony słuchając takich bulwersujących wypowiedzi, czy może z nimi jest coś nie tak, skoro tkwią ciągle w takim chorym zakłamaniu? Czy to ja muszę teraz nad sobą wykonać jakąś pracę, żeby kompletnie nie oszaleć, skoro tak wygląda elita intelektualna Polski, czy może to raczej oni powinni coś ze sobą zrobić, żeby nie wygadywać takich koszmarnych głupot? Dlaczego w ogóle mam nawet rozważać taką opcję, że to ja muszę sobie zracjonalizować tych dwóch jegomości? Z jakiej niby racji?

Nie, stanowcze nie! Ja to odrzucam całym sobą, ja się temu sprzeciwiam. Jeśli Michnik może coś tak ohydnego powiedzieć publicznie, to ja mam pełne prawo powiedzieć, że kategorycznie tego nie akceptuję, dla mnie to jest ohydne, wstrętne, brzydzę się takim tokiem myślenia.

Ileż można słuchać takich okropności? Panie Michnik, jak panu nie wstyd tak zadręczać ludzi i to jeszcze w 2021 roku (data udostępnienia)? Jak panu nie wstyd zamęczać publiczność rozmiarami pańskiego niedowierzania w winę tych sukienkowych dewiantów? Co mają powiedzieć ofiary księży-pedofili? Nie przeczy pan faktom, ale tak ostentacyjnie niedowierza!

Za dużo w życiu już widziałem, żeby się wikłać w dziwne teorie, dlatego stwierdzam, że to nie są żadne celowe zagrania – oni po prostu nie wiedzą o czym mówią, bo żaden mądry człowiek nie wygadywałby takich głupot publicznie.

Sikorski jest prostszym przypadkiem – to zwykły cynik, któremu marzy się poparcie kleru, on również wie, że PiS nie będzie trwał wiecznie, że konkurencja do głosów katolików jest spora i silna. Sikorski myśli w kategoriach przedwyborczej strategii: z jakiej racji katolicy mają głosować na taką Konfederację, albo Hołownię, skoro mogą na KO! PiS się rozpada, może wrócić do tego, czym był w 2007 roku – skłóconą zbieraniną popisowskich odpadów politycznych.

Dlatego Sikorski smali cholewki do Episkopatu – czysty cynizm. Z jednej strony potępia antysemityzm Rydzyka, drwi z niego i z innych przywar KK, które można atakować do woli z bezpiecznej pozycji, z drugiej jednak strony wysyła takim twittem prosty telegram do kleru – bronię waszej własności prywatnej, waszego miru domowego i potępiam waszych przeciwników!

Jest jednak na tyle naiwny, żeby nie wiedzieć, że i jego KK przemieli, wykorzysta i wypluje.

Michnik, z kolei należy bez dwóch zdań do grona osób prezentujących klasyczny mechanizm wyparcia. Jest mu wstyd, że do tej pory milczał, że nic nie widział, nic nie podejrzewał, etc. Ale jeszcze bardziej jest mu wstyd za tych pedofili przed samym Kościołem Katolickim – to ważna uwaga.

To jest coś, co odróżnia go od nawet takiego katolickiego dziennikarza, jakim jest Terlikowski. Jeszcze do niedawna Terlikowski był kompletnym świrem katolickim, rzeczy, które wypisywał, nie nadają się do cytowania. Terlikowskiego skala tego zjawiska w Kościele Katolickim nie zawstydziła tak jak Michnika, ona go załamała, w pewnym sensie złamała. Nie będę się bawił w analizę Terlikowskiego, bo namiętnie go nie czytam, ale w wielkim skrócie jawi mi się jako człowiek, który zaufał tej całej idei, kupił pakiet deluxe kościoła, wszedł w to maksymalnie na gruncie gorliwej wiary i sparzył się boleśnie.

Nie mam złudzeń, że ten skandal pedofilski solidnie wstrząsnął Terlikowskim i wypędził go na sam środek egzystencjonalnej pustyni. W pewnym sensie szkoda mi Terlikowskiego, on też jest ofiarą tej instytucji. Ale w Terlikowskim zawiera się właśnie ta subtelna różnica – jego cały światopogląd jest osadzony na wierze, ale nie na wierze w instytucję, która mieni się nośnikiem tej wiary.

Tymczasem Michnik wierzył i nadal wierzy właśnie w instytucję. Ubzdurał sobie, że KK odgrywa historycznie i życiowo istotną rolę w codzienności Polek i Polaków i trzeba o niego dbać, broń Boże podkładać mu nogę, bynajmniej, podnosić, gdy upadnie, wspierać, a jeśli krytykować, to żeby naprawić i pomóc. Michnik jest święcie przekonany o istotnej roli kultu w życiu Polaków, a że realizowany jest on przy udziale kleru z jego licznym wadami, to już trudno, jest jak jest, najlepsze, co można wg Michnika zrobić, to próbować jakoś ten kler poprawiać, bo ludzie w Polsce bez tego żyć nie mogą. To jest straszna naiwność.

Dlatego szkodnikiem jest Michnik, a Terlikowski, to tylko kolejna ofiara skrzywdzona przez tę bezlitosną instytucję.

Nie mieszkam w Polsce, mieszkam tam, gdzie nowożytność podarowała potomności reformację i oświecenie wychodząc z ciemności średniowiecza. Polska tak długo nie będzie normalnym krajem, jak długo wielbieni będą pseudointelektualiści pokroju Michnika.

Kaczyńskich nigdy nie byłoby w polityce, gdyby nie dwie postacie: Wałęsa i Michnik.

To afera Rywina okazała się historyczną trampoliną Kaczyńskich do wielkiej polityki. Jarosław musiał przyklasnąć w dłonie czytając tekst ‘Przychodzi Rywin do Michnika’.

W pewnym sensie, to Michnik kompletnie wyjałowił w Polsce grunt pod silną formację lewicową – zostawił po SLD kaca, z którego nie można się do dziś otrząsnąć.

To Adam Michnik jest odpowiedzialny za ciągle bardzo silną pozycję Kościoła Katolickiego w Polsce.

Jeśli się dziś ktokolwiek zastanawia, jak to się do licha stało, że Lewica balansuje na granicy progu wyborczego, to nie sposób pominąć w tym równaniu nazwiska Michnika.

Jeśli zastanawiacie się jak będzie wyglądać Polska za 30 lat, to spójrzcie najpierw, jak wyglądał ten kraj 20 lat temu i bądźcie szczerzy w identyfikowaniu kluczowych winowajców i ich strategicznych błędów.

Ludzie, którzy mieli w PRL odwagę przeciwstawiać się reżimowi, zobaczyli w klerze sprzymierzeńca do walki z komuną – i to jest esencja problemu Polski.

Kler nigdy nie był zainteresowany wolnością Polski, wręcz odwrotnie. Nie raz mam okazję rozmawiać ze zwolennikami PO. Wielu z nich jest głęboko przekonanych, że kościół był w czasach komuny tym, co ich jednoczyło i dawało nadzieję na przyszłość. Słucham tych dyrdymałów z niedowierzaniem, że można być tak skończonym naiwniakiem.

Chciałem zakończyć jakimś sarkazmem, ciętą ironią, jakimś wygibasem ku uciesze gawiedzi, ale nie jestem w stanie już błaznować po tej wypowiedzi Michnika.

Czuję obrzydzenie.

Czy to jest Polska, na którą de facto zmuszeni są głosować ludzie, którzy mają dosyć kryminalistów z PiS, boją się Hołowni, gardzą PSL, nie mogą patrzeć na Lewicę potykającą się o własne nogi, a czują sympatię do Tuska, którego trudno w sumie nie lubić, za którym dzisiaj nawet tęsknią? (o odpadach konfederacko-kukizowych nawet nie wspominam – to jest kompletny ściek)

Czy to jest ta Polska, którą będzie pielęgnował Donald Tusk?

Patrzę na tego twitta Sikorskiego i nie mam złudzeń, że to tylko polowanie na katolickiego wyborcę po PiS’ie, bo chętnych jest wielu: faszyści z Konfederacji, gumofilce z PSL, któremu PiS odbiło prawie całą wieś, Hołownia depcze po piętach i jego oddech czują na plecach w KO…

Ten twitt Sikorskiego, to prawda o Polsce w pigułce. Wg mnie jest to pigułka z trucizną – ten eksperyment zaczął w Rzeczypospolitej Zygmunt August i po nim wielu dało się złapać na ten sam haczyk. Polska nieustannie przeżywa od stuleci powtarzający się dramat nawożenia swojej gleby tą katolicką gnojówką. Na takim nawozie wyrosnąć może tylko prawicowy elektorat, czasami zmutowany i skrajnie niebezpieczny. I tak jest od pokoleń, bo nikt nie ma odwagi powiedzieć basta, chodźmy wreszcie po raz pierwszy z wiatrem historii.

Właśnie wsadzili do aresztu jakiegoś człowieka, który im fasadę parafii wysprejował w przypływie emocji…

Seryjni kryminaliści wożą się rządowymi limuzynami, a tymczasem aresztowany jest przeciętny obywatel, któremu już nic innego nie zostało, jak tylko wyrazić swój gniew w formie napisu na ścianie kościoła.

Chyba mamy pełne prawo być ostro wkurzeni takimi kontrastami, nieprawdaż?

Życzenia noworoczne!

Lista w tym roku jest całkiem długa, ale ograniczę się do najważniejszego – życzę wszystkim mieszkańcom Polski, a zatem nie tylko Polkom i Polakom, świeckiego państwa, w którym przy definicji humanizmu nie majstrują kościelni hipokryci do spółki z ich politycznymi sługusami.

To jest naczelna idea, o którą trzeba walczyć zawzięcie i do skutku, bo bez tego nie będzie mowy o jakiejkolwiek wolności w Polsce.

P.S.

Post o Radosławie już prawie gotowy.

Radosław Sikorski, ściągaj spodnie.

W moim następnym tekście zamierzam wychłostać Radosława Sikorskiego. Wezmę go na pręgierz ostrej krytyki i obiecuję brak litości. Ręka mi nie zadrży przed słowem ostrym jak brzytwa. Nie tylko PiS, Konfederacja, Kukiz są źródłem tragedii Polski, są nim również ludzie pokroju Tuska, Giertycha, Michnika i Sikorskiego. Także konsekwentnie musimy zdzierać z nich szaty obłudy i biczować prawdą, bo niecne mają zamiary.

Tak, drogi panie Radosławie. Następny mój tekst będzie o panu. A to głównie za sprawą tego twitta:

Za takie coś należy się solidne batożenie zaganiaczem uplecionym z rzemieni prawdy, pogardy i ciętej krytyki.

Zapraszam już niebawem na seans z Sikorskim.

Dla Radosława radosne biczowanko – krytyczne, merytoryczne i rytmiczne.

Życzenia świąteczne!

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim wyrobienia w sobie umiejętności niewybaczania. Mam serdecznie dosyć słuchania tego świątecznego pierdolenia o przebaczeniu, możecie sobie wszyscy wsadzić to przebaczenie głęboko w dupę.

Życzę również hodowania delikatnej nienawiści do wszystkich, którzy na nią zasługują. Bo zasługują. Niech ta nienawiść nie zdominuje serca i umysłu – one są stworzone do innych celów, ale niech będzie racjonalnie wpleciona w odpowiedź dla świata pełnego cynicznych skurwysynów.

Karmienie siebie naiwnością jest jeszcze gorsze, niż karmienie innych zwykłymi kłamstwami. Tego robić nie wolno. Nie wolno dawkować sobie słabości wobec nikczemności.

Jedyny Jezus, którego ja akceptuję, to Jezus wkurwiony, Jezus w fazie szału, który demoluje stragany w Świątyni Jerozolimskiej. Taki Jezus mi odpowiada. Na takiego czekam w każde święta. Jezus wybaczający niech nigdy nie przychodzi, niech wisi przybity do krzyża.

Życzę zatem pielęgnacji pogardy wszystkiego, co podłe i szpetne w swojej naturze, w swoim zamiarze. Pogardzajcie niskimi pobudkami.

Nie ma innej drogi do piękna. Tylko głupiec mógłby twierdzić inaczej, zatem nie bądźcie głupcami.

Życzę oto odwagi do bycia wkurwionym, dobrego, szlachetnego wkurwu wszystkim życzę, takiego naturalnego haju, zdrowego szaleństwa z umysłem naoliwionym czystą prawdą bez najmniejszej skazy naiwnych złudzeń o innych ludziach i ich intencjach.

W każde święta wspominam Pana Mirka, którego pewnie miał okazję poznać każdy fan antyków w Polsce. Pan Mirek lubił wodę ognistą i jak głosi legenda zmarł przy wigilijnym stole. Zawsze, gdy się spotykaliśmy, Pan Mirek zaskakiwał cytatem z dobrej poezji i gdy przychodziła pora wyjazdu w dalszą trasę kończył tym samym przesłaniem dedykowanym specjalnie dla mnie: “pamiętaj Adrian, słuchaj Jimi Hendrixa, codziennie rano słuchaj All Along The Watchtower, a wieczorem Hey Joe!”

Życzę wszystkim, żebyście mieli w życiu tyle samo szczęścia do spotykania takich autorytetów, jak Pan Mirek.

W święta gardzę przebaczeniem podwójnie.

Obsrajtek pozwany.

Dziś bardzo ciekawa informacja – “Gazeta Wyborcza” złożyła pozew przeciwko Obsrajtkowi (celowo, świadomie i z premedytacją używam karykatury jego nazwiska). Tutaj link do artykułu.

Sprawa jest niezwykle interesująca, ponieważ musi to być raczej nieczęsta sytuacja, gdy jakaś gazeta pozywa urzędnika państwowego o pomówienia.

Aż chce się poszukać podobnych przypadków i bliżej zbadać takie zjawisko.

Zdecydowanie jest to precedens w warunkach IV RP, dodatkowo istotą tego sporu jest Prawda pisana właśnie z dużej litery, jak platońska idea regulatywna, której zapewne nigdy absolutnie nie poznamy, ale naszym obowiązkiem jest usilnie do niej dążyć.

Na tej płaszczyźnie ten proces interesuje mnie najbardziej. Heraklitejska walka żywiołów, przeciwieństw i dychotomii, takie rzeczy mnie podniecają najbardziej. Niemniej jednak ten proces ma bardzo realne przełożenie na zwykłą codzienności i życie Polek i Polaków, dlatego w tym wymiarze jest szczególnie wart uwagi.

Mecenas Agory bardzo słusznie argumentuje na rzecz swojego klienta, że Obsrajtek wykorzystuje swoją pozycję do bezpodstawnego ataku na dziennikarzy wykonujących swoją powinność.

Zarzuty Obsrajtka zamykają się w oskarżeniach o spisek tajemnych sił, które wynajęły m.in. właśnie “Gazetę Wyborczą” do szkalowania reputacji Obsrajtka i wyrządzenia szkody Orlenowi oraz udaremnienia jakiś wielkich fuzji i finansowych inwestycji, które nasz dzielny towarzysz Obsrajtek zaprojektował z myślą o dobru ogółu, całego narodu.

Problem Obsrajtka polega na tym, że nie precyzuje, kto miałby być tym rzekomym zleceniodawcą, nie jest w stanie dokładnie zidentyfikować źródła tego “zlecenia”.

Jednym zdaniem: złodziej złapany za rękę krzyczy “łapać złodzieja!” i wszyscy doskonale to wiemy. Nie wie tego jednak przeciętny widz wiadomości TVP (cóż to będzie za Dziennik Telewizyjny dzisiaj!), nie wie tego też statystyczny czytelnik orlenowskich szmat.

Na razie tego wątku nie będę rozwijał, napiszę o czymś innym, to będą takie moje wstępne intuicje, które przychodzą mi na myśl na dzień dobry po pierwszym przeczytaniu artykułu “Wyborczej”.

Jest to jednak, jak już wspomniałem, jakiś precedens i jak to bywa ze wszystkimi nowymi sytuacjami, ich końcowy wynik może zaskoczyć wszystkich.

Jak bym miał iść do bukmachera i obstawiać szanse “Wyborczej”, to nie byłbym aż tak bardzo pewny ich wygranej. Uważam, że mają szanse wygrać z Obsrajtkiem, ale nie jest to wcale tak z góry przesądzone.

Dlaczego?

Po pierwsze, to jest oczywiste, media, czyli gazety od zawsze pracują na jakieś zlecenie.

Po drugie, to byłby trochę absurd, gdyby nie można było oskarżać takiej lub innej gazety o intencjonalne działania tylko z uwagi na groźbę otrzymania pozwu od prawników gazety, która dodatkowo również należy do sporej grupy kapitałowej. Kto jak kto, ale gazety muszą mieć jakąś naturalną tolerancję szamba, które się na nie wylewa codziennie. Czy ja nie mam np. prawa napisać, co myślę o szmatach orlenowskich i na czyje zlecenie piszą? To przecież działa w dwie strony! Co prawda tu jest inny przypadek, ponieważ Obsrajtek nie jest osobą prywatną, zatem “Wyborcza” ma pełne prawo domagać się ochrony swojej marki i godności swoich dziennikarzy powiedzmy w trosce o godność samego państwa, którego Obsrajtek jest pracownikiem, zatem on hańbi całe państwo kolportując oskarżenia, których nie umie rozwinąć i sprecyzować. Niemniej jednak może to powodować obawę, że gazety i telewizje zaczną pozywać zwykłych obywateli. Zasadne lub nie, takie obawy na pewno będą podnoszone przez ekipę prawników Obsrajtka i kolportowane w tubach mafijnych mediów i ich klakierów na tysiącach blogów, kanałów na YT, stronach na Facebooku, etc… To może spowodować bolesny rykoszet dla “Gazety Wyborczej” i jej czytelników. Załóżmy, że “Wyborcza” wygrywa proces, Obsrajtek zostaje prawomocnym wyrokiem zmuszony do odszczekania oskarżeń i zapłaty tych 100tyś zadośćuczynienia. Ja będę bił prawnikom “Wyborczej” brawo, ale konsekwencje będą takie, że tłuszcza w Polsce dostanie na talerzu podaną do zjedzenia informację, że oto “Wyborcza” może przy pomocy prawników zmusić każdego do milczenia, sygnał będzie bardzo wymowny dla wszystkich prymitywów w Polsce – od tej pory nie wolno mówić źle o “Wyborczej”, chyba że ma się gdzieś w skarpetce zbędne 100 kafli, które nam ciąży i zalega, a które możemy przeznaczyć na odszkodowanie dla gazety Michnika. Przykro mi bardzo, ale dziś taki przekaz już pewnie idzie w światłowody…

Pomnóżmy to razy milion odmian przez tę propagandową tubę mafii PiS i zostaniemy z poważnym klopsem społecznym.

Nie zapominajmy, w jakich realiach przyszło nam żyć. Przeciętny odbiorca informacji nie umie ich normalnie przetworzyć, krytycznie zanalizować i wyciągnąć wnioski.

Cóż jednak robić, gdy złoczyńcę chroni państwo?

Publikacje “Wyborczej” o Obsrajtku, który jako wójt Pcimia i przedstawiciel handlowy zakładu produkcyjnego swojego stryja w jednym, powinny natychmiast uruchomić reakcje prokuratury, Urzędu Skarbowego, oraz polityków odpowiedzialnych za jego magiczny awans na stołek prezesa spółki Skarbu Państwa. Przecież on się dorobił portfolio nieruchomości, które zawstydza nawet działkowe transakcje samego Pinokia!

Zamiast kontroli skarbowej, śledztwa prokuratury, dymisji ze stołka prezesa Orlenu, patrzymy na pełną protekcję pupila mafii PiS.

Polecam wszystkim jednak bardzo bolesne ale niezbędne doświadczenie wejścia np. na stronę którejś z tych orlenowskich szmat i popatrzenia sobie na to, jaką rzeczywistość kreują takie kreatury, jak np. Gmyz, korespondent TVP z Niemiec i autor słynnego zarzutu o śladach trotylu na skrzydłach wraku tupolewa, który udzielił wywiadu dla DoRzeczy m.in. na temat zarzutów wobec mec. Giertycha, byłego ministra Nowaka, itd.

Niestety ale odbiorcy tych ludzi identyfikują właśnie “Wyborczą” jako szmatę i dla nich ten pozew będzie wodą na młyn dla własnych koncepcji, które mają niewiele wspólnego z rzeczywistością.

To jest poważny problem. Wygrana z Obsrajtkiem absolutnie nikogo po tamtej stronie nie przekona, że Obsrajtek, to pupilek mafii PiS, wręcz odwrotnie, ten proces uszlachetnia go, robi z niego męczennika Dobrej Zmiany, IV RP…

Konsekwencje społeczne mogą być poważne.

W tle jest też wewnętrzny konflikt “Wyborczej” z Agorą, której prezesowi dziennikarze “GW” zarzucają dbanie bardziej o zysk spółki, aniżeli ochronę wartości, którymi dumnie prezentuje się “Wyborcza”. Być może stawką będzie tu nie tyle sama reputacja “Wyborczej”, ale to jak tę reputację będą identyfikować ludzie, którzy niekoniecznie ją czytają, ale niestety chodzą na wybory i wyrażają swoje polityczne preferencje w codziennym życiu.

Osobiście uważam, że jest zdecydowanie za późno na takie procesy i teraz taka sprawa w sądzie może wzmocnić PiS. Paradoksalnie ani przegrana ani wygrana nie będą dobre dla “Wyborczej”.

Wzrasta polaryzacja społeczeństwa i podział na zwaśnione plemiona, które nienawidzą siebie coraz bardziej. Może to za moment poskutkować aktami przemocy. Ciekawe rzeczy będą się działy, gdy w jednej kolejce do kasy w prasowym saloniku staną obok siebie ludzie trzymający w rękach tytuły dwóch stron tej barykady.

Zamęt wzrasta, ferment już bulgocze w tkance narodu. Jak się to wszystko dalej potoczy?

Czy to zwiastuje nieuchronną wojnę domową? Zulu i Tustsi za moment złapią za sztachety w Polsce i zacznie się konkretna zadyma.

To Donald Tusk z Giertychem w 2010 powinni zalać lawiną pozwów Maciorę, Kaczora i wszystkich kolporterów tej okrutnej koncepcji zamachu, żeby nauczyć to społeczeństwo, że mocny rząd nie będzie tolerował oskarżeń o zamach kierowanych przez ludzi bezpośrednio powiązanych z Kremlem.

Teraz jest trochę za późno. To prodemokratyczne środowiska prawdziwych patriotów polskich przejętych naszą racją stanu powinny zmienić świadomość Polek I Polaków. Tymczasem tę inżynierię myślenia obywateli wykonała druga strona – mafia PiS, to oni ukształtowali myślenie milionów ludzi w Polsce.

Zaliczam siebie do ostrych ale obiektywnych krytyków “Wyborczej” i uważam, że nie jest to absolutnie krystaliczna redakcja, uważam, ponadto, że perspektywa ostatnich 30 lat uwypukliła krytyczne konsekwencje światopoglądu redakcji Adama Michnika i teraz zwyczajnie jest za późno na pokazywanie pazurków.

Obsrajtek zasługuje na przeczołganie go po salach sądowych i na wyrok zgodny z prawdą, ale sęk w tym, że te mejzy są ulepione z innej gliny. Im takie procesy dodają wigoru, służą im tak naprawdę, służą całemu zakłamanemu mitowi założycielskiemu Prawa i Sprawiedliwości. Nawet nazwa tej mafijnej partii jest brzydką kpiną z tych wartości.

PiS i jego ludzie istnieją dzięki nieustannej wulgaryzacji Prawdy, tej wspomnianej na początku – platońskiej Prawdy. Proces z “Wyborczą” to pokarm dla tego wstrętnego bytu, to tlen dla tego niszczycielskiego ognia.

Tiefałen

Pisałem dłuższego posta o dzisiejszych protestach, ale odechciało mi się.

Zdegustowany jestem patrząc na to wszystko. Uważam, że wszyscy decydenci w Polsce spieprzyli sprawę zupełnie.

Co wy tam chcecie zdziałać w tej Polszy teraz? Oddaliście ten kraj bandyckiemu biznesowi do spółki z Kościołem Katolickim, no to macie teraz PiSlam.

Kilka zdań tu wystukam na ekraniku telefonu.

Żałosne są te protesty, bo nasuwa się tylko jedno słowo na myśl: poniewczasie!

Protesty, to powinny być owszem, ale w 2015 roku. Milion ludzi powinno wtedy przyjść pod Trybunał Konstytucyjny. Tysiąc samochodów powinno płonąć jednej nocy, jak podczas protestów pod Paryżem – tam ludzie wiedzą, jak się napierniczać z władzą, która przegina. Co wtedy robili ludzie i gdzie byli? Siedzieli w domach i oglądali na TVN niekończące się dyskusje o tym, czy PO legalnie postąpiła, czy może raczej nielegalnie wstawiając swoich sędziów.

Wtedy ludzie woleli dupy grzać w domach i czytać żółte paski na TVN.

Akurat byłem tamtej zimy w Polsce i widziałem to wszystko na własne oczy. Pamiętam KODiarzy, którzy nawoływali miękkimi głosami, żeby się nie dać prowokować i żeby wszystko było absolutnie na spokojnie.

Jak pisałem w poprzednim poście – nawet Gandhi postulował przemoc, gdy nie ma innej możliwości, gdy grożą upokorzenie i hańba.

Widzę dzisiaj dziennikarzy “Gazety Wyborczej” i szkoda mi jest ich, bo tak naprawdę widzę tu porażkę człowieka naiwnego. Jacek Żakowski nie miał prawa być na tej scenie. Dołożył się solidnie do upadku PO. Cała stacja TVN ryła pod rządem Tuska i pomogła dojść PiS do tego pełnego autorytaryzmu.

Wstydźcie się wszyscy. Byliście i nadal jesteście ślepi. TVN promował PiS, bo te ujadające hieny dobrze się wtedy sprzedawały, pisiorstwo podnosiło oglądalność, słupki rosły, zyski rosły, pięknie było, a normalnych ludzi szlag trafiał na sam widok Zatłuszczonego Łba z pianą na mordzie od plucia tych kalumnii…

Jak wam wszystkim nie wstyd, co?

To dziennikarze w Polsce zamordowali demokrację.

Pamiętam doskonale ostatnie lata rządów Tuska i PO.

Czemu “Wyborcza” bała się publikacji Tomasza Piątka, który książka za książką na czynniki pierwsze rozkładał i obnażał tę ferajnę? Podcasty Żakowskiego i jakieś wieczorki autorskie w ciasnych salkach, to było absolutnie za mało!

W najważniejszym momencie w kluczowych latach “Wyborcza” nie chciała o tym pisać. Zmarnowaliście te wszystkie lata potrzebne na zawziętą i bezlitosną walkę z PiS.

Ile zła wyrządził Polsce Adam Michnik, który jeszcze niedawno peany tworzył na cześć chrześcijaństwa i Dekalogu, który twierdził, że nie ma Polski bez Dekalogu? To on zgotował kobietom ich piekło, właśnie tym pieprzeniem o Dekalogu. Gdy tymczasem powinien grozić palcem: rządzi od 300 w Polsce Kościół Katolicki i obywatele nigdy nie będą w pełni wolni, jeśli nie zetną wszystkich głów tej hydrze. TVN relacjonował mszę z beatyfikacji Wyszyńskiego! Kurwa mać! Sprawdźcie sobie sami, jakich innych znacznie ważniejszych wydarzeń nie chcieli relacjonować!

Pompował tę kato-papkę Michnik ludziom do głów przez dekady jedynie usypiając ich czujność, czarując ich tak naprawdę zaklęciem z trucizną.

Inteligencja zawiodła najbardziej. Chyba znowu potrzeba jakiegoś elektryka, który ma swoją mądrość, zawziętość i odwagę wymieszaną z tą dobrą naiwnością – szczerą, prosto z serca, która na pierwszym stopniu stawia ideę, wolność, a nie spolegliwością cechującą tchórzy i naiwnych ćwierćinteligentów, którym się tylko wydaje że przeczytali odpowiednie książki.

Nie wystarczy przeczytać “Księcia” Machiavellego. Trzeba być jak Borgia, trzeba mieć jego serce. Tego zabrakło Wałęsie, Mazowieckiemu, Tuskowi i reszcie. Była Matka Boska w klapie marynarki, religia w szkołach i ślub kościelny przed wyborami pod publiczkę…

Palikot to wiedział. Gdy w kampanii 2010 zrobił mistrzowski performance i obnażył Kaczyńskiego, wszyscy patrzyli się na niego, jak na wariata, jak na idiotę. Ale tylko on miał wtedy rację.

Ja wiem, że pewni ludzie czytają te moje wypociny, więc napiszę taką oto mądrość ludową:

Skoro PiS idzie po TVN, to wy powinniście iść po TVP.

Krakowskie Przedmieście, Plac Zamkowy – to niewłaściwy adres.

I błagam, niech “Wyborcza” już nie poniża się namawianiem do podpisywania jakiś apeli do Dudy. To jest tak żenujące, że aż się słabo robi. Ja bym raczej wolał podpisy pod petycją o wywiezieniu tego przestępcy na taczce!

Jak pokonać PiS? Cz.II

W części pierwszej tego cyklu omawiałem element znajdujący się ściśle na poziomie pracy u podstaw całego programu oporu przeciwko PiS i jego sojusznikom. Była to konieczność walki młodzieży z kultem Karola Wojtyły zwanym w niewyedukowanych kręgach „świętym”. Jak mawia starożytne przysłowie: nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku, zatem walka z kultem JP2 jest zaledwie początkiem całego programu świeckiego państwa. Bałwochwalstwo należy zastąpić pojęciem greckiego logosu; niespełnionego aktora i ultrakonserwatywnego przeciwnika antykoncepcji odpowiedzialnego za epidemię HIV i ukrywanie seryjnych pedofili w Kościele Katolickim należy zastąpić adoracją Rozumu.

Teraz pora przejść do meritum. Zaprezentuję poniżej sedno koncepcji walki z PiS. Wcześniej jednak musimy uporządkować opis aktualnego stanu rzeczy. To będzie nasz zbiór prawd podstawowych o Polsce w szponach PiS.

Prawda numer 1:

PiS + Zjednoczona Prawica + Kościół = państwo mafijne.

Naszym ukochanym krajem rządzą zwykli przestępcy i od prezentacji tego faktu trzeba inicjować każdą dyskusję o sprawie polskiej. Mówimy o zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze mafijnym, która codziennie dopuszcza się kolejnych poważnych przestępstw na poziomie ustrojowej tkanki naszego państwa.

Prawda numer 2:

PiS przejął władzę w 2015 roku w wyniku zamachu stanu przy pomocy rosyjskiego wywiadu wojskowego Gławnoje Razwiedywatielnoje Uprawlenije (GRU).

Ingerencja Rosji na bezpośrednie polecenie Wladimira Putina w polską rację stanu dziś nie jest już żadną tajemnicą. PiS nie sprawuje obecnie władzy, ponieważ samodzielnie pokonało poprzednią ekipę. Zwycięstwo we wcześniejszych podwójnych wyborach zostało osiągnięte przy silnej współpracy z rosyjską wojskową agencją wywiadowczą, której metody sięgają nie tylko najgorszej i najciemniejszej tradycji służb Związku Radzieckiego ale znajdują swoje korzenie jeszcze w czasach wojen napoleońskich i imperium cara Aleksandra I gdy Polski nie było na mapie Europy!

Czytelnicy mojego bloga wiedzą doskonale, że jestem gorliwym krytykiem nieudolności Donalda Tuska i jego litanii kardynalnych błędów, które nie uchroniły nas przed aktualnym dramatem. Nie zmienia to jednak o jotę faktu, że PiS przejął władzę na skutek bardzo poważnej interwencji wywiadu wrogiego mocarstwa w polską rację stanu!

Prawda numer 3:

Wybory parlamentarne i prezydenckie z lat 2015, a także 2019/20 nie były uczciwe.

Przy pierwszych wyborach PiS miał sojusznika w postaci rosyjskiego wywiadu wojskowego, z kolei druga seria wyborów nosi ślady poważnych oszustw.

Bardzo możliwe, że wybory zostały sfałszowane, bezspornym pozostaje natomiast fakt, że nie były uczciwe, a to oznacza, że ich wyniki są nieważne. Konsekwentnie: Andrzej Duda nie jest Prezydentem RP i został na ten urząd wstawiony w wyniku bardzo poważnych naruszeń standardów decydujących o uczciwości tamtych wyborów. To Rafał Trzaskowski wygrał wybory prezydenckie 2020.

Andrzej Duda nie jest prezydentem RP, jest figurantem pełniącym tę funkcję, dlatego można go do woli opisywać niewybrednymi epitetami bez ryzyka podpadnięcia pod paragraf obrazy urzędu. Jeśli Andrzej D. ps. „Dupa” poczuje się urażony, no to cóż, nie pozostaje mu tak naprawdę nawet i droga cywilna, ponieważ ciągle jednak pełni tę funkcję, którą dostał od mafii PiS i już drugą kadencję pobiera za to pensję, więc można w niego ciskać inwektywami, ponieważ ani nie jest do końca osobą prywatną, ani tylko publiczną – jest pisowską szmatą nie nadającą się nawet do wytarcia podłogi, tak jest ubrudzony tym pisowskim gównem. Andrzej D. jest seryjnym gwałcicielem Konstytucji RP i kiedyś odpowie za swoje antykonstytucyjne zbrodnie przed Trybunałem Stanu, odpowie również za zdradę, za co grozi mu wyrok pozbawienia wolności. Jak można zatem w ogóle kogoś takiego obrazić? Jak można obrazić seryjnego gwałciciela Konstytucji RP?. Nazwanie go z kolei ‘debilem’ w przestrzeni publicznej uważam za bardzo nieroztropne posunięcie, ponieważ jest obciążone ryzykiem związanym z zakwestionowaniem jego odpowiedzialności karnej. Jego iloraz IQ ma się nijak do rangi nikczemności i szkodliwości jego cynicznych decyzji politycznych. Nazywanie tej piswoskiej szmaty ‘debilem’ pozostawia furtkę do dyskusji o jego odpowiedzialności podczas popełnianych przez niego przestępstw. Debilizm, termin już dawno wycofany z użycia, to wg starej nomenklatury ‘stan upośledzenia umysłowego w stopniu lekkim’, a więc 69-55 IQ w skali Wechslera. Takie upośledzenie nie znosi automatycznie odpowiedzialności karnej sprawcy, ale z góry inicjuje pytanie o jego świadomość w chwili popełnienia przestępstwa, co bezpośrednio wpływa na orzeczenie winy i konsekwentnie kary. Nie dawajmy tej mejzie* nadziei na wymiganie się przed odpowiedzialnością karną za liczne i poważne przestępstwa, których się dopuściła na oczach całego narodu i świata. Ponadto próby kojarzenia ludzi posiadających jakikolwiek stopień upośledzenia umysłowego z tak parszywą kreaturą jak Andrzej D. ps. „Dupa” są doprawdy nietaktowne i krzywdzące wobec tych osób, które bardzo często pomimo zaniżonego IQ cechują się wysokim stopniem wrażliwości społecznej i naturalną predyspozycją do czynienia dobrych uczynków, czego właśnie nie można powiedzieć o seryjnym kryminaliście Andrzeju D. ps. „Dupa”.

Tak nawiasem mówiąc zaczynam się teraz zastanawiać, jakie atrakcje może zagwarantować wylądowanie w kryminale właścicielowi takiej ksywki?

*[świeży neologizm, którym postanowiłem zastąpić rzeczownik ‘łajza’ w używanym przeze mnie Słowniku Języka Polskiego – polecam gorąco tę korektę!]

Prawda numer 4:

Nie ma Trybunału Konstytucyjnego.

PiS zniszczył najważniejszą instytucję w państwie polskim, której naczelnym zadaniem było stanie na straży zgodności prawa z Konstytucją RP, a więc z ustawą zasadniczą i jednocześnie najważniejszym aktem prawnym w Polsce, który gwarantuje wszystkim obywatelkom i obywatelom ich najważniejsze prawa. Taki organ w Polsce nie istnieje od momentu, gdy PiS przejęło władzę. W jego miejsce Jarosław Kaczyński wstawił Trybunał Kucharki. Grupa ludzi w nim zasiadająca może zasadnie orzekać co najwyżej o menu dla prezesa – nad czym żona esbeckiego donosiciela może pracować, ile tylko jej sił starczy – w jej prywatnym czasie i za własne pieniądze dla zachowania tytuł ‘odkrycia towarzyskiego’ emerytowanego zbawcy narodu. Póki co, oni wszyscy w tej pseudo-instytucji są uzurpatorami pobierającymi wysokie wynagrodzenia za wewnętrzny demontaż polskiego państwa.

Prawda numer 5:

PiS przejmuje bolszewickimi metodami polskie sądownictwo.

Przeciętny obywatel zupełnie nie zdaje sobie sprawy z poziomu zniszczenia i uwłaszczenia przez PiS naszego systemu sądownictwa. Wymiana kadr na niekompetentnych ale posłusznych państwu mafijnemu akolitów postępuje każdego kolejnego dnia. Ostrożny szacunek podpowiada, że ten proces póki co dokonał się mniej więcej w połowie i jego zakończenia należy się spodziewać za ok. 2-3 lata.

Prawda numer 6:

Mafia PiS przejmuje pozostałe struktury administracji państwa, które mają bezpośredni wpływ na codzienne życie w Polsce.

Oprócz sądownictwa są to centralne struktury z ich lokalnymi reprezentacjami w szkolnictwie, służbie zdrowia, policji, spółkach państwowych i miejskich, etc. Cała realna organizacja naszej i tak już niełatwej egzystencji przeszła w brudne łapska PiS.

Prawda numer 7:

Mafia PiS przejęła i zupełnie zwulgaryzowała publiczne media.

Paradoks tej sytuacji jest szczególnie wymowny – za pieniądze z podatków wszystkich obywateli PiS sprawuje kontrolę nad milionami umysłów, które codziennie od rana do nocy indoktrynuje swoją propagandą i kłamstwami kolportowanymi głównie przez Wiadomości TVP i TVP Info.

Według najnowszych raportów oglądalności serwisów informacyjnych w Polsce przeciętny widz państwowych mediów, to: emeryt w wieku 65+, mieszkaniec wsi posiadający podstawowe wykształcenie, którego miesięczny budżet zawiera się na samym dole tabeli przychodów.

PiS bezczelnie żeruje na ofiarach najbardziej podatnych na totalnie zakłamany obraz rzeczywistości kreowanej przez TVP. Reżimowe media cynicznie wykorzystują zaufanie swojej widowni.

Nasze życie jest pod ścisłą kontrolą mafii PiS, która dodatkowo dopuszcza się bardzo perfidnej inżynierii myślenia ludzi ograniczających się często jedynie siłą przyzwyczajenia do konsumpcji przekazu mediów publicznych.


Tak wygląda aktualny stan rzeczy w Polsce z dodatkowo bardzo smutnymi widokami na przyszłość, która zawiera w sobie wysokie prawdopodobieństwo domknięcia procesów będących dzisiaj jeszcze w fazie realizacji.

Może to wpędzać w poważne przygnębienie, ale może też pobudzać do działania.

Pytanie podstawowe brzmi oczywiście: cóż robić i jak z tym walczyć?

Są tak naprawdę dwie możliwości: brutalna i pokojowa.

Najlepiej ilustruje to przykład, który podejrzewam wielu z nas miało wątpliwą przyjemność zaliczyć kiedyś w życiu osobiście, a jeśli nie, to jest tylko kwestia czasu i życie samo nas w taką sytuację wrzuci.

Wyobraźmy sobie krótką podróż tramwajem albo autobusem, w którym jest jeden pasażer agresywnie nastrojony do całego świata. Niech to będzie jakiś karczek, rosły kibol z piłkarskim szalikiem obwiązanym dookoła wulgarnego ryja i puszką piwa w ręku. W tramwaju jest powiedzmy 15 pasażerów, z których nikt absolutnie nie szuka guza ani żadnej konfrontacji z tym bandziorem. To on zaczyna stwarzać problemy, wybiera sobie jakąś ofiarę i robi wszystko, co tylko może, żeby sprowokować bójkę.

W takiej sytuacji są dwie wspomniane możliwości. Jedna z nich jest brutalna, ale skuteczna: musi się znaleźć ktoś odważny i pewny swoich możliwości niezbędnych do spacyfikowania tego karczka i siłowego uzmysłowienia mu, że jest mocny tylko w gębie. Ktoś musi zwyczajnie spuścić takiemu karczkowi wpierdol. Wymaga to nie tylko fizycznej siły ale przede wszystkim psychicznych predyspozycji do poradzenia sobie w takiej sytuacji. Potencjalne konsekwencje takiego rozwiązania w postaci zarzutów prokuratorskich o pobicie najczęściej paraliżują tych, którzy mogliby skutecznie się postawić karczkowi. Zdarzają się nieraz bohaterzy gotowi stanąć w czyjeś obronie, których szlachetność jest niestety potężniejsza niż kombinacja lewy prosty, prawy sierpowy – dla nich kończy się to najczęściej wizytą w ambulatorium. Całą resztę z kolei paraliżuje najzwyklejszy strach.

Takie jest uproszczone ale najczęstsze uniwersum możliwych scenariuszy związanych z siłowym rozwiązaniem.

Jest jednak druga metoda, która polega na kolektywnym sprzeciwie reszty pasażerów.

Wyobraźmy sobie, że nagle wszyscy pasażerowie w takiej sytuacji odnajdują w sobie odwagę wstania i głośnego zaprotestowania, biernie i bez agresji ale konsekwentnie stają w obronie jednego z nich.

W ten sposób zyskują siłę do obrony przed tą przemocą i zdecydowanie mogą zrobić wrażenie na agresorze. Skąd wykrzesać w ludziach taką odwagę i energię?

Należy poszukać inspiracji w prawdziwych bohaterach, a najlepiej tych, którzy zamiast bicepsów mieli dobrze rozwinięty intelekt połączony z wrodzoną alergią na społeczne niesprawiedliwości.

Najlepszym takim przykładem jest Mahatma Gandhi.

Gandhi urodził się w 1869 roku i jeszcze w XIXw. zaczął w zdecydowany sposób sprzeciwiać się jawnej krzywdzie, której Hindusi codziennie doświadczali z rąk Brytyjczyków, którzy brutalnymi metodami utrzymywali porządek w swoich koloniach.

Mahatma Ganghi do walki o podstawowe prawa Hindusów wykorzystał głęboko zakorzenioną w indyjskiej filozofii życia ideę ahimsy, która zakazuje stosowania jakiejkolwiek przemocy wobec wszystkich żywych istot.

Tak powstał społeczny ruch satyāgraha, który polegał na demonstrowaniu prawdy bez uciekania się do przemocy. Towarzyszyły mu akty obywatelskiego nieposłuszeństwa z zastosowaniem biernego oporu.

Idea odrzucenia przemocy – ahisma jest oczywiście powszechna w buddyzmie, a jej etymologia sięga jednego z najpiękniejszych artefaktów naszej cywilizacji – sanskrytu.

Ta koncepcja nie wymaga mięśni napompowanych testosteronem. Wręcz odwrotnie, konieczne jest bowiem to, co Gandhi określa mianem „siły duszy”. Jest więc szczególnie dobra dla ludzi słabych fizycznie ale silnych i niezłomnych duchem.

Ktoś mógłby mi dziś zarzucić, że oto pokojową koncepcję głosi koleś, który sam dopuścił się przemocy wobec niewinnych ludzi. Otóż piszę to wszystko z perspektywy 18 lat, które minęły całkiem szybko od tamtego nieszczęsnego incydentu w gmachu TVP (cóż za symboliczna ironia związana z tym miejscem!) i zapewniam, że te ostatnie 18 lat świadczą za mnie lepiej, niż jakiekolwiek deklaracje z mojej strony.

Czym jest tak naprawdę ten mój incydent z użyciem nienaładowanego w dodatku gazowego pistoletu w porównaniu do choćby jednej próby wyłudzenia 80tyś dolarów od rodziców chorego na nowotwór dziecka w wykonaniu tej wstrętnej mejzy? Przy nim czuję się wręcz święty i wcale tego nie zamierzam ukrywać.

W przypadku Bąkiewicza przyznaję natomiast bez rażenia prądem, że musiałbym stoczyć nieziemską walkę z samym sobą, żeby go publicznie nie wytargać za ucho, bo pokusa jest kosmicznych rozmiarów!

Temu faszyście codziennie tak naprawdę grozi lincz rozgniewanego tłumu i uważam, że doskonale zdają sobie z tego sprawę on sam i jego protektorzy. Nie mam złudzeń, że on już nigdzie publicznie nie wystąpi bez asysty kulsonów z policji, właśnie z obawy o własne zdrowie.

Polska policja za pieniądze wszystkich podatników ochrania ordynarnego faszystę. Ciężko w takiej sytuacji dochować wierności ahimsie! Chyba sam Gandhi miałby nie lada problem…

Komuś mogą puścić nerwy i ta paskudna, faszystowska twarz może się kiedyś znaleźć na kolizyjnym kursie z trajektorią szybko pędzącej w czasoprzestrzeni kostki brukowej, którą może cisnąć w niego rozgniewany tłum.

Chciałbym bardzo mocno przestrzec przed stosowaniem takich metod. Nikt mi nie musi tłumaczyć jak bardzo ta brzydka morda zdeformowana wulgarnymi ideami jest zachęcająca do wzięcia spraw w swoje ręce, ale nie tędy droga – przestrzegam przed tym stanowczo!

To właśnie mój incydent z 2003 roku i moje wtargnięcie do TVP pokazuje jak w soczewce, że przemocą można tak naprawdę niewiele osiągnąć.

Znacznie potężniejsze od fizycznej siły jest konsekwentne jej niestosowanie.

Weźmy na warsztat proeuropejską demonstrację na Placu Zamkowym, którą zwołał Donald Tusk. Z obrzydzeniem patrzyłem na faszystę Bąkiewicza zagłuszającego weteranów Powstania Warszawskiego i zaciskałem zęby. Faszyzujący ‘krużganek oświaty’ darł ryja przez megafon chroniony wianuszkiem kulsonów. A dookoła morze ludzi, sto tysięcy prawdziwych patriotów świadomych degradacji naszej ojczyzny. Gdyby faktycznie komuś tam puściły nerwy, to zrobiłby się prawdziwy pasztet. Niewinni ludzie z pewnością odnieśliby obrażenia, mogłaby wybuchnąć panika, ktoś zostałby stratowany, ktoś mógłby zostać postrzelony gumową kulą przez jakiegoś kulsona z dwutygodniowym stażem w prewencji. Bąkiewicz pewnie zesrałby się w spodnie i salwował ucieczką dokładnie tak samo, jak Adolf Hitler podczas nieudanego puczu w Monachium. Konsekwencje byłyby jednak opłakane dla opozycji. Cała machina propagandowa publicznych mediów, blogerskich propisowskich klakierów, orlenowskiej pseudo-prasy poszłaby w ruch pełną parą! Skutek byłby odwrotny od zamierzonego.

Niemniej jednak uważam, że wtedy tłum miał okazję pogonić tę faszystowską świnię w cholerę.

100tyś ludzi, to jest masa, która może przenieść każdą górę! Mogli wtedy ludzie konsekwentnie milimetr po milimetrze nacierać – absolutnie pokojowo, ale iść do przodu, pokazać jasno policji, że ten plac należy teraz do nich, nie do faszysty Bąkiewicza i bez stosowania jakiejkolwiek przemocy wyprzeć go z tej manifestacji. To mogli zainicjować politycy, mogli zejść ze sceny i iść tam przed kordon policji pokazać wszystkim, że nie ma miejsca w demokratycznej Polsce dla takiego Bąkiewicza, dla wstrętnego faszysty, który śmie zagłuszać weteranów przelewających niegdyś swoją krew w walce właśnie z faszyzmem o wolność dla przyszłych pokoleń w tym właśnie dla nas.

Nie robiąc wtedy nic z Bąkiewiczem najzwyczajniej w świecie zrujnowaliśmy ofiarę ludzi, którzy umierali za naszą wolność podczas II Wojny Światowej walcząc z totalitarnymi reżimami.

Nie ma takiej siły, która byłaby w stanie zatrzymać tsunami stu tysięcy patriotów!

Agresywne protesty, to jest dokładnie to, czego oczekuje nasz dyktator Jarosław Kaczyński. On jest jak ten łobuz z tramwaju, który prowokuje do reakcji. Można go oczywiście spacyfikować siłą i ich wszystkich wywieźć na taczkach w jeden dzień, ale co dalej? Jak usankcjonować nowy rząd na fundamencie przemocy? To jest nierealne. Ta przemoc nie może wyjść ze strony prodemokratycznej opozycji.

Nie miejmy jednak złudzeń, że kolejne wybory będą uczciwe. Nie będą. Ta mafia nie cofnie się przed najbardziej ordynarnym oszustwem podczas kolejnych wyborów.

Ktoś już zapomniał Sasina, który trzymał gdzieś w magazynie 70mln kart do głosowania?

To jest właśnie państwo mafijne.

Skręca mnie, gdy słyszę liderów opozycji opowiadających jakieś mrzonki o wygranych wyborach!

Jakie wygrane wybory? Przecież skala ich złodziejstwa jest tak ogromna, a destrukcja demokratycznych struktur państwa zaszła tak daleko, że oni już nie mają odwrotu, wręcz muszą iść dalej i dalej.

Konfrontacja Kaczyńskiego z tłumem jest nieunikniona.

Przypadek Majdanu powinien naprawdę dać wszystkim do myślenia, jak brzydko mogą się sprawy potoczyć – 130 ofiar śmiertelnych, w tym 18 policjantów. Większość zastrzelona przez snajperów sił Wiktora Janukowycza, którzy precyzyjnie strzelali z dużej odległości w serce, płuca, szyję. Lekarze na miejscu byli zrozpaczeni, bo nie mieli żadnych szans ratowania życia ofiar z takimi obrażeniami. Dziś już wiadomo, że snajperzy celowo strzelali również do policjantów. Krąży wersja, że uczestnicy Euromajdanu pierwsi zaczęli strzelać do policjantów – taki reportaż zrobiło BBC, które miało dotrzeć do rzekomego prowodyra wymiany ognia, który bez podawania swojej tożsamości twierdził, że to właśnie on zaczął pierwszy ostrzeliwać policję. Miał być podobno zwerbowany do protestów przez liderów Euromaidanu – jednym z nich był Andriy Shevchenko, który w tym samym materiale BBC potwierdził, że otrzymał telefon od jednego z dowódców policji żalącego się mu, że ktoś z protestujących zaczął strzelać do policjantów. Ta wersja jest oczywiście bardzo niewiarygodna, to z góry śmierdzi ustawką Janukowycza i jego służb. Wiarygodne są natomiast plany Janukowycza, który spiskował z Rosją w nadziei na wywołanie wojny domowej na Ukrainie i interwencję Rosji – o tym wiadomo dzisiaj już całkiem sporo.

To był 2014 rok w samym sercu Ukrainy. Kilka lat później i jesteśmy o włos od podobnego scenariusza w Polsce, który tylko i wyłącznie przysłużyłby się Kaczyńskiemu i Putinowi.

Skoro wybory będą najpewniej sfałszowane i opozycja nie ma szans na realne zwycięstwo, skoro wersja siłowych protestów jest skazana z góry na porażkę, pozostaje tylko konsekwentna satjagraha – bierny opór bez stosowania przemocy, czyli obywatelskie nieposłuszeństwo.

Przemoc oczywiście będzie, ale ze strony policji, wojska i służb, dlatego trzeba być przygotowanym na rozlew krwi. Nie może to być jednak nijak sprowokowane przez pokojowe demonstracje, które wymknęłyby się spod kontroli. Odpowiedzialność jest ogromna, dlatego nikt z liderów opozycji nie mówi tego głośno i uważam to za kolejny kardynalny błąd.

Rozsądny lider powinien zacząć przygotowywać ludzi, którzy chcą podążać za jego wizją, którzy obdarowali go mandatem zaufania, na nieuniknioną konfrontację z mafią PiS i jej gniewem, przestrzegając wszystkich przed krwawym finałem interwencji policji i wojska.

Gdyby ktoś pomyślał, że cała idea Gandhiego jest dobra dla dzieci kwiatów i jakiś romantyzujących idealistów, którzy żyją w oderwaniu od rzeczywistości, to chciałbym takiej osobie przytoczyć cytat z Gandhiego, którego nawiasem mówiąc biografię i inne pisma miałem okazję przeczytać w Areszcie Śledczym na Rakowieckiej po mojej wizycie w TVP, także zdecydowanie nie marnowałem wtedy czasu, będzie to cytat z jego „Doktryny miecza”:

„W przypadku konieczności wyboru pomiędzy przemocą a tchórzostwem, doradzam wybór przemocy. (…) Wierzę jednak, że zaniechanie przemocy nieskończenie ją przewyższa, tak samo jak wybaczenie góruje nad karą (…) Ale odstąpienie od przemocy jest przebaczaniem tylko wtedy, gdy istnieje możliwość kary, ponieważ przebaczenie ze strony bezbronnej istoty jest pozbawione sensu. Mysz nie przebacza kotu, który rozrywa ją na kawałki” (tłumaczenie własne).

Jarosław Kaczyński powinien szczególnie zwrócić uwagę na to ostatnie zdanie:

Mysz nie przebacza kotu, który rozrywa ją na kawałki.

Ciekawe rzeczy znajdują się w bibliotekach państwowych instytucji…

Gandhi bardzo wyraźnie i precyzyjnie opisuje całą metodę, która doprawdy jest wybitna w swoim zamyśle. Mahatma pisze, że 100tyś brytyjskich żołnierzy nie przestraszy 300 milionów Hindusów. Przemoc i siła, to prawo zwykłego chama (w oryginale – ‘brute’, tłumaczenie ‘cham’ najlepiej pasuje do aktualnego kontekstu), którego duch odpowiedzialny za wyrzeczenie się przemocy jest uśpiony i nie zna on innego prawa poza siłą. Godność człowieka wymaga wyższego elementu – siły ducha, a tę można osiągnąć tylko poprzez wyrzeczenie się przemocy – to luźna parafraza innego fragmentu z tego samego pisma M. Gandhiego.

Jednocześnie Gandhi bardzo wyraźnie podkreśla, że chociaż nie wolno atakować, to bronić należy się zaciekle i z całych sił walczyć o swoje przetrwanie. To jest bardzo istotne dopowiedzenie!

To nie jest wcale koncepcja dla hippisów z kwiatami we włosach. To jest idea duchowych wojowników.

Proszę bardzo, drodzy liderzy opozycji – jest oto idea chudego Hindusa, który pokonał bardzo krwawe i bezwzględne imperium nie stroniące od tłumienia powstań rzezią ludzi walczących o swoje podstawowe prawa i wolności.

Macie wszystko podane na tacy – bierny, konsekwentny opór i zmuszanie mafii PiS do zwiększania ilości jej ofiar.

Ludwik Dorn niedawno w wywiadzie dla „Gazety Wborczej” metaforycznie stwierdził, że „Jarosław Kaczyński porusza się do przodu zwężającym się kanionem, a jego kuper przypalają mu: Ziobro, Konfederacja, część PiS, sytuacja.”

„Trzeci bliźniak” szkicuje pod koniec wywiadu bardzo precyzyjną kreską wizję pierwszego roku po wygranych przez opozycję wyborach. Śmiem twierdzić, że prędzej Putin wjedzie czołgami na wschód Ukrainy i wciągnie w ten konflikt Polskę, niż pozwoli demokratycznej opozycji wygrać wybory w Polsce.

Porady Dorna są dobre, ale nigdy nie będzie szans wprowadzić ich w życie, bo przyszłość Polski już dawno temu wymknęła się prodemokratycznym politykom z rąk. Przyszłość Polski leży teraz w rękach OBYWATELEK i OBYWATELI.

Będą ofiary, będą represje, ale trzeba biernie nacierać – na tym polega siła tego paradoksu! Konsekwentnie dokonywać aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa. Prawo w Polsce nie obowiązuje od momentu zniszczenia Trybunału Konstytucyjnego. Nie ma prawa, funkcjonuje ono tylko i wyłącznie w świecie idei i wartości, w pewnym sensie prawo istnieje tylko wirtualnie w naszej współdzielonej wyobraźni, w naszym poczuciu prawa.

Ja osobiście odrzucam protezę prawa, którą Kaczyński i Ziobro usilnie i bezpruderyjnie próbują założyć na kikucie po Trybunale Konstytucyjnym.

Bez Trybunału Konstytucyjnego cała reszta, to tylko mistyfikacja, którą ja odrzucam.

Kaczyński ma już rozpisane scenariusze dokładnie tak samo, jak miał je przygotowane, spisane i schowane w swojej willi Wiktor Janukowych.

Gdzie mieszka dziś Janukowycz? Pod Moskwą ukryty przed światem przez Putina. Teraz trzeba pomóc dziejowej opatrzności w dostarczeniu mu towarzysza jego zsyłki w postaci naszej Balbiny, bo tam jest jej miejsce.

Nie będzie przebaczenia bez kary…

Warto na koniec wspomnieć, że idee Mahatmy Gandhiego wywarły mocne wrażenie na Martinie Lutherze Kingu – przywódcy ruchu równouprawnienia i praw obywatelskich Afroamerykanów w USA, co tylko świadczy o uniwersalności ich przesłania i gwarancji skuteczności wcielenia w życie.

Chwała takim bohaterkom, jak Marta Lempart, „Babcia” Kasia, Margot, Franek Broda, jak organizacje walczące z rasizmem i ksenofobią oraz wszyscy inni, którzy dzielnie realizują satyagrahę w myśl ahimsy i nie boją się pokazywać kotu, że mysz nie wybacza!

Sprzedawca oksymoronów

Każda epoka ma swoje znaki szczególne, zestaw cech, dzięki którym bardzo łatwo ją odróżnić od reszty jej młodszego i starszego rodzeństwa. Każda epoka ma swoje ikoniczne reprezentacje w postaci ludzi i ich wyjątkowych dokonań, ma swoje legendy, ma swój mit.

Rządy PiS i Zjednoczonej Prawicy nie zasługują na mówienie o nich przy pomocy tak szlachetnych terminów. PiS w ogóle nie zasługuje nawet na aptekarską porcję sympatii.

Niemniej jednak każdy kolejny dzień ‘nierządów’ tej ekipy jest tak bolesnym doświadczeniem, że całość ich parszywej działalności zdaje się rozciągać w nieskończoność i zaczyna przybierać rozmiary bardzo ciemnego rozdziału w historii naszego państwa. Dlatego należy zdefiniować główną stałą, która określa całość tego okresu.

PiS ma niespotykaną umiejętność wulgaryzowania wszystkiego, czego się dotknie. To jest nadrzędna charakterystyka kaczyzmu.

Nie chcę być kąśliwy i wypominać dziennikarzom „Gazety Wyborczej” peanów na cześć Kaczyńskiego, ale gdy oni prezentowali skandalicznych rozmiarów naiwność wobec jego intencji, wszyscy rozsądni ludzie mieli w swojej pamięci wcześniejszy, dwuletni epizod rządów PiS i nie mieli złudzeń, że Kaczyńscy są wyjątkowo groźnymi polityczno-społecznymi szkodnikami, a jedyne, co umieją robić skutecznie, to konsekwentnie niszczyć dokonania poprzedników. Chyba każdy z nas pamięta z przedszkola takiego małego skurwysynka, który z zawiści i dla własnej satysfakcji rozwalał zbudowany przez inne dzieci zamek z klocków. No właśnie…

Z zażenowaniem i niedowierzaniem czytało się i słuchało przed wyborami w 2015 i jeszcze długo po nich wypowiedzi, w których pozornie inteligentni ludzie gimnastykowali się prezentując jakieś wyjątkowe „osiągnięcia” Kaczora, albo jego geniusz stworzenia czegoś, co można pozytywnie opisywać.

Projekt 500+ pominę, bo to wcale nie jest dzieło PiS. Paweł Kowal biegał z tym pomysłem po wszystkich partiach, był z tym również u PO i PSL, gdy te partie rządziły i PO zwyczajnie uznała tę koncepcję za nierealną do zastosowania w Polsce.

Jedna rzecz natomiast Kaczyńskiemu wyszła, ale nie jestem w stanie dostrzec w tym nic konstruktywnego, wręcz odwrotnie…

Jarosławowi Kaczyńskiemu udało się bowiem dokonać kolosalnego „dzieła” – on nie tylko stworzył formację polityczną, zlepek kilku prawicowych partii namaszczonych przez Kościół Katolicki z bonusowym kaznodzieją z Torunia i jego medialną platformą około miliona odbiorców, nie, on zrobił coś znacznie gorszego – kompletnie zredefiniował czas, w którym żyjemy, czas w sensie wszystkich jego kluczowych manifestacji poprzez nieustannie zmieniającą się rzeczywistość; to właśnie Kaczyński zdominował te zmiany, które skaziły całe pozostałe uniwersum czasu i tego, co się w nim wydarza.

Doświadczony grzybiarz potwierdzi, że wystarczy mały ‘szatan’ nieumyślnie wrzucony do garnka i cała mizernie przygotowana potrawa przejdzie paskudną goryczą. Stosuję tę metaforę dosyć często, bo niestety ale jest trafna.

To jest czas Kaczyńskiego, dosłownie i w przenośni. W jak najbardziej realnym, ontologicznym znaczeniu słowa „czas”. To jest czas wulgaryzacji całego życia, to jest czas zatrutej przez Kaczyńskiego rzeczywistości.

Starożytność przekazała dzieciom przypowieść o królu Midasie, którego chciwość postanowił bardzo przebiegle ukarać Dionizos – zdecydowanie najciekawszy bóg greckiej mitologii, o którym pewien bazylejski profesor powiedział kiedyś: alternatywa dla Chrystusa. Przestrzegam jednocześnie przed trywializacją Dionizosa do poziomu hedonizmu i orgii zakrapianych winem. Dionizos, to coś znacznie więcej, niż bóstwo płodności, niż przypadkowe dzieci poczęte w namiocie po alkoholu podczas pielgrzymki do świętego obrazu na Jasnej Górze. Dionizos, to esencja antyku – tej dostojnej epoki, w której możemy oglądać człowieka takim, jakim jest on naprawdę i Dionizos przenika przez tę nieskończoną siatkę pojęć, symboli, archetypów myślenia, estetyki, filozofii i religii niczym sok z winogron wyciskany przy produkcji wina.

Dionizos pozwolił Midasowi ukarać się samemu, zadając mu przewrotne pytanie: czego pragniesz?

Chyba każde dziecko wie, jak skończył – zamienił się w złotego pokemona.

Po co te wycieczki w starożytność i kąśliwe parabole?

Mam nieodparte wrażenie, że czegokolwiek PiS się nie dotknie, to zamieni nie w złoto, ale w błoto. Czegokolwiek oni nie zrobią, to spaskudzą tak, jak jeszcze nikt nigdy wcześniej tego nie spaskudził. Każda z tych ciemnych postaci, karykatur moralnych, ma na koncie wstrętne grzechy.

Sam święty nie jestem, ale po przeczytaniu rewelacji Wirtualnej Polski o biznesie Łukasza Mejzy, mam ochotę napisać podanie do Watykanu z prośbą o moją beatyfikację jeszcze za życia, bo przy nim czuję się jak uosobienie dobra stąpające po tym łez padole.

Dziennikarze WP donoszą, że wiceminister sportu wyłudzał pieniądze m.in. od rodzin chorych dzieci oferując im NADZIEJĘ. Dorosłych też miał oszukiwać, ale wątek chorych dzieci jest szczególny.

Zaintrygowała mnie ta sprawa właśnie od strony tej nadziei i chyba muszę to zrzucić na karby mojego wyuczonego fachu. Marek Aureliusz nawoływał w duchu starożytnej filozofii – szukaj esencji, szukaj istoty problemu.

Istota procederu Łukasza Mejzy, to oszustwo polegające na oferowaniu ludziom ciężko dotkniętym przez los nadziei na poprawę życia pociech, które urodziły się z poważnymi przypadłościami, takimi jak: autyzm, porażenie mózgowe, choroby genetyczne.

Na to nie ma lekarstwa, ale na tym właśnie polegał cały pomysł Łukasza Mejzy – to jest istota tego procederu.

Oto cytat z artykuły dziennikarzy śledczych wp.pl:
“Firma reklamowała się hasłem “Leczymy nieuleczalne””.

Przyznam szczerze, że ten slogan reklamowy wpędził mnie w poważny dysonans eidetyczny, który polega na tym, że zostałem zapętlony w nieskończonym procesie logicznej sprzeczności tego hasła i nie mogę się z tej oksymoronicznej pułapki wydostać.

Leczymy nieuleczalne – ktokolwiek to przeczyta i poświęci choćby kwant czasu na refleksję nad sensem tej wypowiedzi, ten przepadnie bez reszty w szatańskim paradoksie, także absolutnie odradzam: niech nikogo ciekawość nie zgubi, nie zaglądajcie w czarną dziurę bezsensu tego sloganu, bo już nigdy z niej się nie wydostaniecie. Nie wskakujcie do tej króliczej norki, nie zrywajcie owocu z tego drzewa! Ze mną sprawa wygląda inaczej, ponieważ posiadam specjalny paszport, który umożliwia mi swobodną wędrówkę po uniwersum takich absurdów i mi nie grożą żadne konsekwencje tego typu eksperymentów myślowych. Jak mawiał jeden z moich wykładowców na studiach: filozofia, to jest taniec na ostrzu brzytwy, nie każdy się nadaje…

Leczymy nieuleczalne – sam Lucyfer lepiej nie zaświeci kagankiem (krużgankiem, psiakrew!) kusząc i nęcąc biednych ludzi, którym okrutny los nie dał żadnej szansy. Błogosławieni ci, którym trafiły się dobre geny i zdrowe potomstwo. Przyroda jednak ma swoje piękne i okrutne oblicze. Daje i odbiera, pozwala i zabrania, ożywia i uśmierca. Człowiekowi jak dotąd udało się rozszyfrować bardzo dużo jej mechanizmów i dzięki temu można dziś np. pojechać do Zabierzowa i kupić od pana z dużym brzuchem i szaszetką na pasku lewy certyfikat szczepień przeciwko Covid-19. Zamiast szczepionki dostaniemy plasterek na ramię i po godzinie nasze dane na rządowych serwerach radośnie potwierdzą światu, że już mamy chip od Billa Gates’a w krwioobiegu.

Od kilku dni chodzę, wyrywam sobie włosy z głowy i się zastanawiam: po cholerę naklejają ten plasterek??

Szczepionki nie dają, ale dają plasterek, żeby człowiek myślał, że jednak ją dostał –  to o to chodzi? Takie placebo, które nie jest placebo ale jednak trochę jest… Genialne! Kolejny kołowrotek myślowy, jak z tym „leczymy nieuleczalne”.

Patrzcie co PiS zrobił! Takich geniuszy powyciągali z niebytu ś.p. III RP. Gdy z kranu leciała ciepła woda, te piękne umysły, tygrysy biznesu i przedsiębiorczości były w kompletnej hibernacji, a dziś mogą przeżyć swój renesans i zaszczycić ludzkość darem swojej kreatywności, a to wszystko dzięki Pierwszemu Poruszycielowi, demiurgowi Dobrej Zmiany – Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Łukasz Mejza wpisuje się dokładnie w definicję znachorstwa. To jest ordynarny znachor żerujący na dotkniętych przez los ludziach, którym patrzenie na cierpienie ich własnych dzieci odbiera zdolność rozpoznawania takich hochsztaplerów na odległość.

Dzieje się tak, ponieważ jedyne co takim biednym ludziom zostało, to nadzieja na jakiś cud, na jakąś interwencję z nieba, chociaż na poziomie racjonalnym, gdzie reguły ustają nauka, empiria, umysł i inteligencja, wiedzą doskonale, że nic już nie może odmienić stanu zdrowia ich ukochanych dzieci.

Pozostaje ten element z pogranicza snu i jawy, zaklęcie, magia, cud, który musi się wydarzyć.

Na tym postanowił zbijać kapitał Łukasz Mejza. Na to zarzucił sieci perfidnie utkanego planu wzbogacenia się, wypchania sobie kieszeni forsą, żeby samemu wieść wygodne życie pełne luksusów i przyjemności. Wypłukać z oszczędności praktycznie bezbronne ofiary swojego oszustwa i za ich ciężko uciułane pieniądze żyć dostatnio – to jest cała konstrukcja tego procederu.

Czytelnicy, którzy są na moim blogu od początku jego powstania oraz najbliższe mi osoby wiedzą doskonale, że największe moje obrzydzenie prowokuje właśnie widok tak ordynarnej chciwości i żądzy posiadania forsy. To wzbudza u mnie ostateczną pogardę.

Ale przypominam po raz kolejny – on nie tyle wyłudzał pieniądze swoich ofiar, on kradł w pierwszej kolejności ich nadzieję.

W pewnym sensie PiS robi dokładnie to samo ze swoimi wyborcami – karmi ich nadzieją na coś, czego nie jest w stanie im podarować. Obiecuje im, że uleczy nieuleczalne. Mamy głosować i nie przeszkadzać – przecież to właśnie słowa szeregowego posła, inżyniera Dobrej Zmiany.

Przeczytałem wczoraj tekst Wojciecha Orlińskiego w „Gazecie Wyborczej”, w tytule którego autor przekonuje, że ma pomysł, jak odsunąć ich od władzy – „Orliński: Dzięki grom strategicznym wiem, jak odsunąć PiS od władzy”.

Tekst jest zręcznie i luźno napisaną refleksją na wspomniany problem, niestety boleśnie rozczarowuje sama recepta autora, ponieważ jego przepis na pokonanie PiS zamyka się w jednym zdaniu: Tak naprawdę jest tylko jeden sposób na odsunięcie PiS od władzy. To przedstawienie przeciętnemu wyborcy konkretnej oferty – „droga pani Kowalska, szanowny panie Nowak, jeśli dojdziemy do władzy, w waszym życiu poprawi się to i to”

Przy całym szacunku do autora, uważam, że ten pomysł jest niekomplenty. Oczywiście rozumiem cały kontekst artykułu pana Orlińskiego i to, co zawiera się w nim bezpośrednio wyłożone na stół oraz to, co jest między wierszami, ale pozwolę zadać pytanie:

– Czym niby dzisiaj opozycja może skusić wyborcę, skoro ogromna część elektoratu daje sobie wciskać tak tani i okrutny kit, jaki oferują PiS i taki karierowicz pod ich szyldem Łukasz Mejza?

PiS nie tyle zrozumiało wyborców oraz ich potrzeby, PiS stworzyło wyborców! Oni zredefiniowali myślenie milionów ludzi w Polsce, więc jaka niby oferta opozycji miałaby być atrakcyjna dla tak zmanipulowanych ludzi?

To jest realny problem. Nie tyle zawartość oferty jest istotna, tylko umysł, do którego ta oferta jest adresowana.

W dyskusjach w bliższym i dalszym gronie bardzo często podnoszę jedną kwestię: przeceniamy współczesnych ludzi i ich możliwości oceny aktualnej sytuacji, spodziewamy się po nich, że zobaczą to, czego nam nie trzeba tłumaczyć, ale tak nie jest, ponieważ oni widzą coś dokładnie odwrotnego.

Jaki jest sens uparcie częstować fistaszkami kogoś, kto konsekwentnie twierdzi, że jest na nie uczulony? Trzeba najpierw ustalić, czy jest naprawdę uczulony, jeśli nie, to trzeba się zastanowić, jak mu uświadomić prawdę, że może śmiało te orzeszki pałaszować, a dopiero na końcu podać je na tacy!

Skala procederu handlu lewymi certyfikatami szczepień w jednej tylko przychodni w Polsce może coś powiedzieć o rozmiarach tego zjawiska w całym kraju.

Mówimy być może o milionach ludzi, którzy za 450-900zł dają sobie przylepić plasterek na ramię po to tylko, żeby igrać ze śmiercią!

Do takiej osoby, Panie redaktorze Orliński, chce Pan żeby opozycja skierowała jakąś ofertę.

Można silić się na nie wiadomo jak przenikliwe i trafne analizy polskiego społeczeństwa i problemu PiS, ale mi wystarcza ta jedna prosta prawda o ludziach w Polsce, żeby zrozumieć, jak bardzo namieszała prawica w myśleniu Polek i Polaków. Wystarczyło dostać namaszczenie od sukienkowej mafii, przejąć publiczne media, rozdmuchać serię afer, nakręcić armię trolli internetowych i gotowe.

Cóż takiego ma opozycja zaoferować wyborcy, który od gwarancji na poziomie ok 80% szans łagodnego przebiegu zakażenia covidem i zupełnie darmowych szczepionek woli zapłacić sporą część miesięcznej pensji za ryzyko zakażenia się wirusem, który już zabił ponad 5mln ludzi na świecie i za sfałszowany certyfikat, którym według ich myślenia udaje im się zrobić wszystkich w konia?

Pielęgniarki i lekarze z oddziałów covidowych donoszą, że jest sporo pacjentów w ciężkim stanie, którzy proszą o szczepionkę, chociaż w rejestrze widnieją jako zaszczepieni…

Jestem zawodowym handlarzem dzieł sztuki, robię to już od bardzo dawna i nie jestem w stanie nawet oszacować ilości transakcji, które przeprowadziłem bezpośrednio z indywidualnymi klientami.

Jestem urodzonym sprzedawcą – słyszę to od moich klientów bardzo często, ale reputację zdobyłem uczciwością, bo stawiam jakość mojej oferty ponad wszystko, włączając w to mój własny zysk. Wolę sam utopić zysk na nietrafionych inwestycjach, niż ratować budżet cudzą stratą. Tak postępuje profesjonalista bez względu na swój zawód.

Całe moje doświadczenie w tej dziedzinie mówi mi, że niejeden potencjalny klient/wyborca wyśmieje dzisiaj każdą ofertę, z którą wystartuje opozycja.

Żeby taka transakcja mogła zajść, potrzeba znacznie więcej, niż tylko samej oferty. I dokładnie ten mechanizm zastosowało PiS – przed wystosowaniem oferty popracowali nad kupującym, przygotowali go do przyjęcia tej oferty, upewnili się, żeby jak największa liczba ludzi jej nie odrzuciła.

Dlaczego tak jest? Ponieważ nie mamy do czynienia ze zdrową sytuacją, w której robimy biznes uczciwie z odwzajemnionym szacunkiem. W PiS zrozumieli że muszą najpierw zohydzić PO elektoratowi do tego stopnia, że zacznie sięgać po coś zupełnie innego – trochę a może przede wszystkim ze złości. PiS nie miałoby szans przekonać do siebie zbyt wielu wyborców, gdyby tylko wyszli ze swoją ówczesną ofertą bez tego całego zaplecza opluwania i dyskredytacji PO-PSL i historycznie SLD również, bo od tego przecież zaczynali.

Mejza jest znachorem, Kaczyński jest znachorem, całe PiS z przystawkami, to znachorzy oferujący coś, co nie istnieje i nigdy się nie wydarzy. I to się sprzedaje, bo kupujący zostali do tego wcześniej przygotowani.

Konsekwentnie – opozycja musi najpierw uformować wyborców, żeby kupili ich ofertę. Sama oferta, to ciągle zbyt mało.

Tak na koniec jeszcze mała refleksja o Mejzie. Ten fragment z artykułu Wirtualnej Polski o znachorskim biznesie pana wiceministra przykuł moją uwagę:

„Nowa metoda, na którą namawiają przedstawiciele firmy Mejzy, leczy szereg schorzeń powszechnie uważanych za śmiertelne lub nieuleczalne. Na liście są choroby neurologiczne, nowotwory, a nawet starość i problemy z erekcją. „

Szczególnie intryguje tu (oprócz oczywiście leczenia starości i problemów z erekcją) oferta dla ludzi zmagających się z chorobami nowotworowymi.

Chciałbym przypomnieć, że pan Mejza dostał się do Sejmu na początku tego roku na miejsce zmarłej na raka posłanki pani Jolanty Fedak (była minister pracy i polityki społecznej w rządzie Donalda Tuska). Mejza zajął w wyborach do Sejmu drugie miejsce po pani Jolancie. Startował z ostatniego miejsca listy PSL i zgodnie z przepisami w zaistniałej sytuacji to jemu przypadł mandat po Jolancie Fedak.

Człowiek, który wciskał kit ludziom chorym na nowotwory wszedł do sejmu tylko dlatego, że na raka zmarła pani Jolanta Fedak. To chyba mówi wszystko o perfidności całej sytuacji…

PiS oswaja ludzi ze skurwysyństwem, normatywizuje je, żeby udowodnić wszystkim, że opłaca się być takim łotrem i trzymać sztamę z innymi łotrami.

Oczywiście będzie wewnętrzny grill, ale taki delikatny, bez pokutnego worka i wylewnych żali. Nawet jeśli zrobią z niego chłopca do bicia, to identyczni mu koledzy będą go obracać na tym grillu.

Dostrzegam w tym jeszcze inne dno. Można powiedzieć, że PiS wyciąga samych najgorszych ludzi, ale równie dobrze można dziś twierdzić, że PiS wyciąga z ludzi wszystko co najgorsze i pielęgnuje te podłe cechy.

Takiego człowieka tworzy PiS. Muszę popracować nad nazwą dla tego gatunku, na razie przyjmiemy techniczną nazwę homo pisiorus.

Mejza jeszcze niedawno opowiadał dziennikarzom, że chce zostać premierem. Homo pisiorus o chorobliwej ambicji i starotestamentowej wręcz zachłanności wierzył, że może wymienić Pinokia na stołku premiera. Sam nie wiem, czy się śmiać, czy płakać…

Załgany sprzedawca oksymoronów chciał zostać premierem Polski i kto wie, może niewiele nawet brakowało? Przypomina mi się odpowiedź uczestnika teleturnieju “Koło Fortuny” sprzed chyba ponad 25 lat: Jeż był w ogródku, jeż witał się z gąską…

Agora i Wyborcza

Piękny prezent dostałem na 40te urodziny. “Gazeta Wyborcza” ujawnia hipokryzję Agory – coś o czym bębnię tu od początku tego bloga.

Proszę bardzo, oto linki do wylewnych żali “Gazety Wyborczej” na swoją własną spółkę-matkę:

https://wyborcza.pl/7,75968,27840072,oswiadczenie-kierownictwa-wyborczej-bedziemy-bronic-dobra.html

Oraz tekst z dzisiaj, podpisany przez Adama Michnika i Jarosława Kurskiego:

https://wyborcza.pl/7,75398,27841339,bronimy-i-bedziemy-bronic-gazety-wyborczej-oswiadczenie-w.html

Padają doniosłe słowa i deklaracje:

„Gazeta Wyborcza” jest Wasza, „Wyborcza” to Wy – i jako klubowicze, i jako prenumeratorzy, i jako nasi wierni Czytelnicy mają Państwo prawo wiedzieć, co się dzieje.

“We wtorek, 23 listopada, Bartosz Hojka – znowu znienacka – zwolnił dyscyplinarnie Jerzego Wójcika, naszego wydawcę. Znają Państwo te metody. Teraz to się robi z domu. Zdalnie. Po 30 latach pracy przychodzi e-mail, potem odłączają konto pocztowe, nie działa karta, zabierają telefon, komputer. I za drzwi. Żadnych praw. Tak wygląda „etyka” w spółce, której management ma pełne usta wzniosłych słów. A tu, proszę, podłe sponiewieranie pracownika.”

Od miesięcy piszę o jawnej hipokryzji Agory, a także redakcji “Wyborczej” i mam dziś bardzo gorzką satysfakcję, że sama “Wyborcza” potwierdza wszystkie moje zarzuty wobec Agory.

To ja pisałem o tym, że Agora gwałci ideały i wartości, którymi wymachuje na sztandarach i którymi także kusi swoich klientów, akcjonariuszy, inwestorów, etc.

Redakcja “Wyborczej” nie chciała o tym pisać, aż do teraz.

Oto kolejny fragment z tekstu Adama Michnika i Jarosława Kurskiego:

“Czy „Wyborcza” będzie nadal domem polskiej demokratycznej inteligencji? Czy ma być generatorem wyżyłowanego zysku dla spółki?”

A o czym ja pisałem kilka miesięcy temu? Że najważniejsze dla Agory są pieniądze, nie ludzie, nie wartości – hajs, ordynarny hajs – to takie brzydkie słowo, którym się brzydzę, jego paskudne brzmienie rezonuje niskimi pobudkami, tą niecną żądzą, która zaślepia szlachetność na rzecz wypchania sobie kieszeni desygnatem tej paskudnej nazwy.

Na koniec drobne oświadczenie:

Od początku założenia mojego bloga desperacko alarmuję, że dziennikarz “Gazety Wyborczej” uległ presji i nie opublikował tekstu, który ze mną konsultował. W tym tekście były zawarte brzydkie kłamstwa producentów filmu Jakuba Piątka, którego dystrybutorem była firma Next Film należąca do Agory. Był zatem jawny konflikt interesów. Wyborcza miałaby napisać o tym, jak to w brzydkim procederze wykorzystania ciężkiej i bolesnej historii chorego chłopaka i jego rodziny uczestniczyła firma należąca do spółki wydającej “Gazetę Wyborczą” – przepraszam, ale ten konflikt jest widoczny gołym okiem.

Finalnie tekst się nie ukazał i decyzja o niepublikowaniu tego teksu zapadła w bardzo niejasnych dla mnie okolicznościach. “Wyborcza” zrobiła mi świństwo, ale nigdy nie miałem wątpliwości, że to właśnie ktoś z Agory za tym stał i wywarł presję – ja mam wygraną w sądach w kieszeni, bo nie było mojej zgody na wykorzystanie mojej historii na potrzeby filmu Jakuba Piątka – tu nie ma żadnej dyskusji.

Zdecydowałem, że sam opublikuję ten tekst, którego “Wyborcza” ostatecznie nie zamieściła na swoich łamach. Są tam kłamstwa producentów odnośnie kontaktów z panem Piątkiem i ja te bezczelne kłamstwa prostuję w konfrontacji z prawdą.

Dzisiaj widać jak na dłoni, że mam rację, że moje oskarżenia są uzasadnione, że obawy co do presji Agory na redakcję “Gazety Wyborczej” są nawet poważniejsze, niż mi się wydawało wcześniej.
Kim jest prezes Agory pan Bartosz Hojka? Kim jest człowiek, który potrafi zgarnąć 1.3mln złotych pensji rocznie? Za 2020 nie dostanie premii, ale tę premię przesunięto na 2021, także pewnie przed Bożym Narodzeniem, pan Hojka zgarnie ponad bańkę, może i z 1.5mln tłustej pensji za rok, w którym na jaw wychodzą jego bardzo podejrzane intencje.

Kim jesteś, panie Hojko?
Jak się poczyta zestawienia finansowe zarządu Agory, to widać, że człowieka, który zarabia takie pieniądze raczej ciężko skusić forsą. Kto i co ma na tego człowieka, że nagle zaczyna wiercić dziury w fundamentach “Gazety Wyborczej”?
Metodologia PiS jest bardzo prosta, Kaczyński i Rosjanie mają jedną, bardzo skuteczną metodę – szantaż.
Czas pokaże, ja dziś nie mam wątpliwości, że w tle dzieją się bardzo nieciekawe rzeczy.

Czas pokaże, że wygram ze wszystkimi, włączając w to Next Film i Agorę, nie wspominając nawet o pasożytujących na ludzkich dramatach i zachłannych na kariery, nagrodę i sławę łotrach z Watchout Studio – z wami też się w sądzie rozliczę.

Niebawem puszczam tekst dziennikarza “Gazety Wyborczej”, którego publikacji najpewniej zakazał ktoś z zarządu Agory – z obawy o przegrany proces i finansowy ból dupy.

Szkoda mi “Gazety Wyborczej”, jestem czytelnikiem tego dziennika i uważam, że wewnętrzny konflikt w spółce, to bardzo poważna sytuacja, która może przynieść wiele szkód. Niestety, jestem żywym dowodem na to, że dziennikarze “Wyborczej” nie stanęli na wysokości zadania i zwyczajnie schowali głowę w piasek zamiast nagłaśniać problem i wyprowadzić “Wyborczą” z tego bagna. Zamiast pisać o poważnym problemie natury moralnej, publikowaliście teksty promujące ten koszmarny film, który wyrządził mi i mojej rodzinie same szkody – doczekam się momentu, gdy uderzycie się w pierś i przeprosicie za to. Sęk w tym, że jest już trochę za późno i teraz sami macie problem z Agorą…

Ironia losu – witajcie w klubie.


#agora
#hipokryzja
#hipokryci
#gazetawyborcza
#adammichnik
#konstytucja
#prawaczłowieka
#kasa
#zysk
#forsa
#cash
#profit
#money
#hajs