Z beczki pt. “Agora”

Oto poziom ‘dziennikarstwa’ w spółce Agora SA.

https://next.gazeta.pl/next/7,151243,27050227,cd-projekt-traci-kluczowa-postac-w-tle-powazne-oskarzenia-o.html#s=BoxOpMT

Według gazeta.pl ‘szorwanie po dnie’ to kurs na poziomie 164,70 PLN.

Jeśli cokolwiek szoruje po dnie GPW, to są to akcje Agory SA z kursem… 7,96 PLN. Dwa tygodnie temu było coś ledwo powyżej 6zł. Nie mieszkam w PL, więc wybaczcie, nie znam cen produktów niezbędnych do życia, ale zdaje się butelka napoju gazowanego z cukrem w cukrze kosztuje więcej niż akcja Agory SA, prawda?

Gwoli przypomnienia prostych faktów: CD Projekt ma Wiedźmina, tymczasem Agora SA ma Michnika.

SMALL UPDATE:
Ooo widzę, że pozmieniali i już kurs nie szoruje po dnie… Cóż dodać? Ogólnie tekst z gazeta.pl oparty jest na informacjach podanych w tym artykule na Bloomberg.com Szkoda tylko, że gazeta.pl przemilczała taką oto wzmiankę z teksu Jasona Schreiera:

Zresztą, w takim pośpiechu zmieniali to ‘szorowanie po dnie’, że kurs stał się kurem i teraz jest ‘kur mocno w dół’…

Kur kojarzy mi się tylko ze św. Piotrem, który wstydził się przyznać ludziom, że zna Jezusa, jak się zrobiło gorąco. W Agorze też się wstydzą teraz i to mocno. Wymyśliłem nowy termin, który bardzo dobrze określa działania Gazety Wyborczej, ale o tym więcej w mojej książce.

#agorasa #prawda #dziennikarstwo #michnik

Kintsugi (金継ぎ)

Mama uczyła małego Foresta Gumpa, że życie jest jak pudełko czekoladek, ponieważ nigdy nie wiadomo, co się dostanie. Według mnie życie jest jak filiżanka z pięknej ale kruchej porcelany.  Wystarczy jeden nieostrożny ruch i taka filiżanka roztrzaska się o bezlitośnie twardą podłogę na milion kawałków. Dla wielu taki upadek oznacza koniec. Resztki filiżanki są zamiecione i lądują na śmietniku. Inni będą jednak próbować ratować stratę. Pozbierają wszystkie kawałki od największych po te najdrobniejsze i zaczną benedyktyńsko sklejać je ze sobą. To tylko pierwszy etap naprawy. Tak zrekonstruowana filiżanka ma widoczne blizny i ubytki, na tle innych filiżanek wygląda źle. Pozostaje teraz najważniejsza decyzja odnośnie następnego kroku. Są dwie szkoły podpowiadające zupełnie inne rozwiązania. Pierwsza, najbardziej intuicyjna mówi: wypełnić ubytki, zamaskować łączenia i domalować brakujące dekoracje. Innymi słowy – przykryć blizny makijażem. Tak naprawioną filiżankę można postawić na półce z innymi i mało kto dostrzeże różnicę. Ale jest też inna tradycja – to japońska technika kintsugi, której filozofia zamyka się w zgoła innym podejściu – wszystkie braki, widoczne pęknięcia i łączenia są wypełniane specjalnym spoiwem z domieszką złotego lub srebrnego pyłu. Kintsugi nie ukrywa przeszłości przedmiotu, wydobywa ją na wierzch, celowo eksponuje mówiąc – tak, ten upadek, który naruszył jej integralność i pierwotną postać, te wszystkie zniszczenia, to wszystko wydarzyło się naprawdę i stanowi istotny element życia tej filiżanki. Ta filiżanka i jej blizny stanowią teraz jedność. Teraz jest ona właśnie tym – jest sobą ze swoją przeszłością. Raz zniszczone szczęście nie musi wcale wylądować na śmietniku, a rany i blizny nie muszą być chowane przed wzrokiem innych, przed samym sobą. Można być kintsugi.

Ten post jest skierowany do Ciebie – może jesteś mną z 2003 roku, milionem kawałków na podłodze. Powiem Tobie jedno – bądź kintsugi i nie pozwól innym ani wyrzucić Ciebie na śmietnik, ani ukryć prawdy o sobie samej/o sobie samym – bądź sobą za wszelką cenę i za wszelką cenę bądź. Mozolnie sklejając siebie wyciągnij wnioski ze swojego upadku – przydadzą się na przyszłość, to będzie Twoja najcenniejsza wiedza. Nie musisz się podobać innym. Musisz zaakceptować siebie. Cały świat nie musi Ciebie akceptować – cały świat nie będzie przy Tobie, żeby Ci pomóc, gdy będziesz w potrzebie, będą tylko nieliczni. Kochaj siebie, ponieważ ktoś Ciebie pokocha właśnie taką/właśnie takim – z tymi bliznami i ranami. Kintsugi to filozofia odbudowy szczęścia z bycia sobą bez fałszu i milczenia. Bądź i trwaj, żyj i walcz o słuszną sprawę – o siebie.

Z kawałka Black Pumas – Colours:

With all my favorite colors, yes, sir
All my favorite colors, right on
My sisters and my brothers
See ’em like no other
All my favorite colors

Wolne media = wolny wybór

Taki dzisiaj post niby nie o sprawie, ale…

Ironia jest surową nauczycielką życia – uczy karcąc kpiną. Pamiętam moje dyskusje ze znajomymi, w których broniłem “Gazety Wyborczej”, nazywaną “Wybiórczą”. Zaciekle broniłem czci i godności redakcji, wierząc naiwnie w jej misję i wartości. Przypomnijmy ze strony Agory SA:

źródło: https://www.agora.pl/wartosci-i-zasady

Nie pierwszy raz zrobiłem z siebie głupca, ale ja nie mam z tym problemu. Prawdziwym głupcem jest ten, kto wmawia sobie i innym, że nim nie jest.

“Wyborcza” nie tylko nabrała wody w usta, de facto promuje ten film powiększając krzywdę. Oto jest człowiek w potrzebie, który mówi, że nie szanuje się jego praw i chce prawdy, a “Gazeta Wyborcza” chowa głowę w piasek. Sami najpierw pisali do mnie, że film korzysta z tej historii i jest ‘wątpliwy moralnie’, a później cisza o problemie, czyli tak naprawdę o tym, że sami w tym uczestniczą, a z drugiej strony promocja filmu. I jakieś artykuły o strojach.

No i ta legendarna czapeczka Nike… Trochę jak broszka Coco Chanel Kolendy-Zaleskiej:

Taki ‘product-placement’…

A pamiętacie Panią Katarzynę Dowbor, którą uwielbiała cała Polska? To nie była dziennikarka, która biegała z mikrofonem po sejmowych korytarzach odpytując polityków z tego, jak pożytkują pieniądze podatników. Nie, Pani Dowbor była prezenterką zapowiadającą programy. Wystąpiła w reklamie wędlin i TVP podziękowała Pani Katarzynie za współpracę – tak na wszelki wypadek, w trosce o to, co jest zapisane w etyce dziennikarskiej. A tu boom. Pani Kolenda-Zaleska reklamuje ‘exclusive jewellery’ prosto z Sejmu w głównym wydaniu ‘Faktów’. Były też torby Louis Vuitton – to się często powtarza. To samo Monika Olejnik w swoim programie w TVN ‘Kropka nad i’ – też były drogie broszki CC, Gucci, designerskie szpilki, do których wzdycha niejedna kobieta, etc.

https://kobieta.wp.pl/broszka-moniki-olejnik-modowa-kropka-nad-i-6106925571950721g/5

Ktoś tu zajrzy do etyki dziennikarskiej i wyciągnie konsekwencje? Wątpię. Wyboru musicie dokonać Wy.

A TVN też produkuje filmy…

Po co sponsorować media, które robią z ludzi idiotów, wmawiając im, że troszczą się o prawdę dla nich, a tak naprawdę troszczą się o własny zysk?

Można o tym rozprawiać godzinami i ja już to robię – właśnie o tym piszę książkę.

Teraz powiem tylko tyle: nie dajmy z siebie robić głupców, nie sponsorujmy takich gazet i takich firm, które zasłaniając się sztandarami o obronie prawdy, tolerancji i praw człowieka, tak naprawdę wykorzystują człowieka i żerują na jego krzywdzie, na jego nieszczęściu i chorobie.

Można poszukać tej prawdy gdzie indziej. Jest wybór i można z niego skorzystać.

Są alternatywy dla Netflix’a. Jest tego już naprawdę sporo.

Wybór należy do Was.

Heraklit dobry na wszystko.

 

Kochani, najlepszym balsamem dla duszy i ciała jest bez wątpienia filozofia. Poniżej taki fragmencik ode mnie o Heraklicie. Tak naprawdę, to tylko filozofia ma nieśmiertelne piękno i wartość, reszta ‘to słoma’ (jak mawiał o swoich dziełach pod koniec krótkiego życia św. Tomasz). Całą pracę zamieszczę za jakiś czas. Gdyby ktoś się zastanawiał, co się ze mną działo ‘po’, to takie rzeczy się działy:

2.1. Osiąganie logosu a brak wiedzy

               Pierwszą, już ledwie wspomnianą, cechą charakterystyczną człowieka w ujęciu Efezjanina jest jego nieświadomość. Kwestia, którą próbnie w tym momencie można nazwać umysłowością, wyłania się na pierwszy plan w rozważaniach Heraklita z prostej przyczyny – jak już było powiedziane, wszechświatem rządzi jedno prawidło – Logos, to on jest praprzyczyną wszystkiego co się dzieje i skrywa w naturze każdego aktu zachodzącego w skali makro i mikrokosmosu. Wyłania się stąd obraz natury poszukującej swego własnego początku, tego co Werner Jaeger etymologicznie dostrzega na linii tożsamości greckich pojęć genesis oraz physis stapiających się w pojęcie źródła wszechrzeczy i jego odkrywania. Konkludując, chodzi o sytuację, w której człowiek, odkrywszy swoją istotową tożsamość ze światem, zaczyna szukać jego i zarazem swojej własnej natury zwracając wzrok w stronę prapoczątku i pierwotnego tworzywa, z którego powstało wszystko. Dla Heraklita taka postawa jest równoznaczna z próbą zmierzenia się z najtrudniejszą zagadką przed jaką może stanąć człowiek – „wszelkie bowiem rzeczy stają się według tego logosu”.[1] Jak pisze Heraklit: logos jest tym, co powszechne i wspólne wszystkim ludziom.[2] Niestety ta powszechna dla wszystkich własność wszechświata a zarazem i człowieka jest niedostępna większości ludzi, ponieważ ich wspólną cechą okazuje się nieświadomość – „wielu ludzi żyje, jakby miało swój własny rozsądek”[3]. Niewiedza ta jest aż taka, iż ludzie nie potrafią  dostrzec prawdy wykładanej im po raz pierwszy. Heraklit przedstawia ten stan rzeczy za pomocą metafory snu: „Przed innymi znów ludźmi ukryte jest to, co czynią na jawie, jak też zapominają o wszystkim, co śnili”.[4] Jest to bardzo wymowna myśl, w świetle której człowiek pozostaje w dwóch sferach tak samo nieświadomy: na jawie przebywa w stanie braku zrozumienia własnego życia, nie przenika go myślą, umysłem, nie poddaje go refleksji filozoficznej – „Nie rozmyśla bowiem wielu ludzi o tych rzeczach, z którymi się styka, ani też ucząc się ich nie rozpoznaje, zawierzając własnym mniemaniom”[5] i z tej właśnie przyczyny to, „co czynią na jawie jest przed nimi ukryte” – nikt inny nie wprawił ich w ten stan, nikt inny nie jest za to odpowiedzialny – owszem, natura (rozumiana tutaj szeroko jako zasada świata) skrywa się sama, gdyż taka jest jej istota, ale zarazem jest w pełni wyeksponowana i chętna udzielić prawdy o sobie. Dodatkową przewrotnością tego stanu niewiedzy jest również ulotność momentu snu, który jest „szybko zapominany”. Zatem to, co realne jest nieuświadomione, a to, co irracjonalne jest równie nietrwałe i vice versa – to, co zdaje się być jawą, faktycznie jest pryskającym snem, a nawet śmiercią, w śmierć zaś zapada się w nocy zasypiając[6], z kolei będąc żywym zmarłych spotyka się we śnie, a na jawie przebywa się ze śpiącymi[7] – ci ostatni są wytwórcami wszystkich zdarzeń w świecie[8] – pomiędzy tymi płynnymi zasadami w kompletnie absurdalnym zagubieniu własnej świadomości znajduje się człowiek miotany pomiędzy tajemnicą o świecie a własnymi onirycznymi iluzjami: „Tym samym jest żywy i zmarły, wzbudzony i uśpiony, młody i stary. Ci bowiem przemieniając się są tamtymi, a tamci znowu przemieniając się są tymi”[9].

                Innym źródłem potęgującym stan nieświadomego przebywania w świecie są impresje zmysłowe – „Od wszelkich danych ze wzroku, słuchu i percepcji, te <niejawne> ja bardziej cenię”[10]. Dowód znikomej wartości tak pozyskiwanej wiedzy jest następujący: „Gdyby wszystkie rzeczy dymem się stały, nozdrza by je rozpoznały”[11] – ta przepiękna, metaforyczna kontestacja empirycznej postawy badawczej krytycznie zwraca uwagę na inną możliwość zdobywania wiedzy, wskazuje na „niejawne” źródła poznania, co wcale nie jest równoznaczne z waloryzacją na korzyść misteriów – te również nie umknęły sarkastycznej krytyce Heraklita[12], jest to raczej umiejętne wplecenie w porządek racjonalności pierwiastka irracjonalnego polegającego na śmiałej negacji status quo wiedzy o świecie – wątpienie (u nowożytnego Kartezjusza jest to łaciński termin dubito) wcale nie oznacza rozstania się z racjonalnością, bynajmniej, jest, zapewne, największą troską człowieka o jakość myślenia, ponieważ poddaje weryfikacji poglądy przyjęte nierzadko za pewnik tylko z racji sędziwego wieku, powszechnej akceptacji, czy też wsparcia autorytetem niezręcznym do podważenia. Niewielki też jest pożytek z choćby najsprawniejszych zmysłów, jeśli zawiaduje nimi dusza barbarzyńcy[13] – stąd płynie prosty wniosek, iż to sfera moralna człowieka wpływająca na jego postawę wobec wszechświata jest kluczowa; ona to warunkuje wartość mądrości.

                Te rozważania deskrypcyjne prowadzone w ubolewającym tonie zawierają jednak krzepiącą dyrektywę – „Toteż podążyć należy za tym, co wspólne, czyli powszechne”[14] Jest to wyjątkowy moment w całej filozofii. Heraklit posiadający dar całościowego spojrzenia, na wzór antycznej techne dokonał stosownych obserwacji, a następnie niczym geodeta wskazał kluczowe punkty na mapie,  połączył je sznurkiem przewodniej idei i wyznaczył tym samym z nieskończonej płaszczyzny kosmosu terytorium równie ogromne, ale już wspólne każdemu człowiekowi z ściśle oznaczonymi granicami – wymierzył obszar dialogu i rozumności. Paralelnym obrazem jest biblijna przypowieść o wierzy Babel, która zaczyna się tuż za linią parceli Heraklita, gdzie pychą człowieka jest Feuerbachowski człowieko-bóg stwarzający kosmos, będący bogiem dla siebie i drugiego człowieka, lecz doprawdy śniący jedynie swój własny sen. Heraklit jako pierwszy z filozofów wskazał ludziom ich najwspanialszą koinonię, w której od tego momentu mogą wspólnie dzielić się wiedzą, porozumieniem, dialogiem, umysłową współpracą. Umiejętnie też pokazał, co znajduje się dookoła tego terytorium – poligon walczących ze sobą przeciwieństw. To właśnie ten mizantrop tak bardzo krytyczny wobec ludzi usankcjonował przestrzeń spotkania i dyskursu. Jest to niezmiernie istotne, ponieważ tak rozumiana wspólnotowość mieści w sobie znacznie więcej, niż zostało to nakreślone powyżej. Przede wszystkim korzysta z archaicznego rozumienia hybris, jako pychy wyzwania rzucanego bogom, którą równoważy gniew Dike – boskiej sprawiedliwości; ponadto przyswaja oczywiście obecną już w umysłowości greckiej za sprawą Anaksymandra tożsamość praw przyrody z boskim nomos; ale, i to stanowi novum, łączy te wątki w jednej idei prawa określającego zarówno zasady rządzące życiem pojedynczego człowieka w physis oraz reguły charakteryzujące zależności społeczne – te przemyślenia snuje Werner Jaeger w konkluzji przyznając Heraklitowi zaszczyt wprowadzenia do filozofii idei prawa.[15]

                Omawiana powyżej niewiedza nie była wyłączną domeną pospolitego ludu. Heraklit radykalnie gromi postawę poetów i innych myślicieli widząc w nich nauczycieli mających wpływ na ludzi, ale nie wypełniających należycie swej propedeutycznej funkcji. Są tak samo doświadczeni stanem nieświadomości, ale na nich spadają największe razy krytyki, gdyż to właśnie oni powinni być szczególnie wrażliwi na swoją społeczną rolę. Interesujący jest fakt, że Heraklit prześwietla całe społeczeństwo ówczesnego państwa-miasta i poddaje surowej ocenie zarówno „pieśniarzy ludowych”, którzy gromadzą dookoła siebie tłum – bezkrytyczną masę ludzi wyrażającą wspólny pogląd gwałcący indywidualizm[16]; wielkich poetów epoki – Homera, którego ośmieszyły dzieci zbyt trudną zagadką o wszach, poleca „wypędzić z agonów i obić laską”[17], gdyż rozwiązywanie zagadek stanowi domenę i zadanie filozofa[18]; podobnie wypomina ułomność myśli Hezjodowi, który przybliżał Grekom świat poprzez rozległą kosmogonię, lecz „dnia i nocy nie rozpoznał, które są przecież jednem”[19], wreszcie gani nadmierną uczoność Pitagorasa, którego zwał „przywódcą oszustów”[20], Hekatajosa – pioniera geografii, a także Ksenofanesa inicjatora etapu oświecenia w greckiej myśli teologicznej[21], które cechowało się wzniesieniem na poziom użycia abstrakcyjnych spekulacji i pojęć.[22]

                Zarzuty Heraklita z perspektywy czasu wydają się zasadne, a te odnoszące się bezpośrednio do postawy naukowego zbieractwa wiedzy przeżywały niejedną rezurekcję w trakcie rozwoju refleksji epistemologicznej – można je umieścić pod szyldem walki z niebezpiecznym zapatrzeniem w możliwości skądinąd fascynujących i przynoszących praktyczne skutki nauk szczegółowych, gubiących jednak po drodze filozoficzną czujność na to, co stanowi samo sedno filozofii – pytanie o to jaka jest istota badanego zjawiska, jak wpływa ono na życie człowieka i jego moralne problemy, a nie o jego przyczyny, przebieg i pragmatyczne konsekwencje.

                Podsumowując tę część rekonstrukcji poglądów Heraklita, która skupiła się na logosie i jego antytetycznej nieświadomości można uzupełnić model życia o postawę krytyczną wobec świata, kontestację przyjmowanych za powszechnie uznane poglądów „uczonych” i poetów oraz dążenia do wypracowania w sobie umiejętności syntetycznego patrzenia na kosmos poprzez wgląd we własną duszę. Ten ostatni element mieści się w słowach „Badałem samego siebie”[23], które w świetle powyższych rozważań zyskują sens niespotykanej przed Heraklitem nobilitacji człowieka. Do czasów wypowiedzenia tej myśli starożytni Grecy nagradzali uznaniem obywateli za wybitne dokonania w konkretnych dziedzinach – w sztuce układania wierszy, w agonach na olimpiadach, w rozstrzyganiu sporów, czy też w walce na polu bitwy – podobnie filozofowie cieszyli się szacunkiem za dostojność myśli. Heraklit dekonstruuje ten stan dokonując swego rodzaju ontologicznego dowartościowania człowieka. Myśl Heraklita, historycznie młodsza od potocznie zwanych „przyrodniczymi” filozofów z Miletu sama w sobie stanowi nową jakość w filozofii. Do tej pory Jończycy zgłębiali naturę kosmosu poszukując pierwotnego tworzywa, jak również pangenezy zdolnej uchwycić i wyrazić zasadę narodzin oraz trwania świata, jednakże ich pomysłowe odkrycia nie artykułowały donośnie związku człowieka ze światem tak, jakby był on uznany za oczywisty mieszcząc się tym samym w powszechnym światopoglądzie starożytnego Greka. Tales, Anaksymander oraz Anaksymenes tłumaczyli rzeczywistość według wspólnego paradygmatu poddając jednocześnie myśl grecką stałej ewolucji sukcesywnie ją modernizując. Mimo tych starań nie dostrzegli tego, co tak mocno uderzyło Heraklita – mianowicie to mędrzec z Efezu zachwycił się związkiem człowieka ze światem, który polega już nie tylko na podporządkowaniu człowieka tym samym prawom rządzącym kosmosem i przyrodą ale zwróceniu uwagi na wspólną istotę tych dwóch bytów: człowieka i świata – istotę, którą jest logos. Odkrycie to można śmiało porównać do kroku naprzód jaki wykonał Kant, jednakże nie ma ona w swej pozie nic z samozachwytu królewieckiego geniusza, który własną koncepcję transcendentalności okrzyknął hucznie „przewrotem Kopernikańskim”; posiada natomiast znamiona wyraźnie teologicznego przejęcia zależnością człowiek-świat.


[1] M. Wesoły, Heraklit w świetle najnowszych badań, Studia Filozoficzne, Warszawa 1989, NR 7-8 (284-285), str. 40, Sekstus Empiryk, Adv. Math. VII 132 (B 1 DK)

[2] Sekstus Empiryk, Adv. Math. VII 133 (B 2 DK), podobnie mówią fragmenty B 113 DK oraz B 116 DK

[3] Ibid.

[4] Sekstus Empiryk, Adv. Math. VII 132 (B 1 DK)

[5] Klemens z Aleksandrii, Strom. II 24, 4 (B 17 DK)

[6] Klemens z Aleksandrii, Strom. III 21, 1 (B 21 DK): Śmiercią jest to wszystko, co na jawie widzimy, a co w uśpieniu jest snem.

[7] Klemens z Aleksandrii, Strom. IV 141, 2 (B 26 DK): Człowiek w nocy światło sobie zapala umierając, gdy oczy mu gasną; żywy zaś styka się ze zmarłym we śnie, a na jawie styka się ze śpiącymi.

[8] Marek Aureliusz, VI 42 (B 75 DK): Śpiący są wytwórcami i współtwórcami wszystkich zdarzeń w świecie.

[9] Plutarch, Consol. ad. Apoll. 100 E (B 88 DK)

[10] Hipolit, Haer. IX 9, 5 (B 55 DK)

[11] Arystoteles, Sens. 5, 443a23 (B 7 DK)

[12] B 5, B 14, B 15 DK

[13] Sekstus Empiryk, Adv. Math. VII 126 (B 107 DK)

[14] Sekstus Empiryk, Adv. Math. VII 133 (B 2 DK)

[15] W. Jaeger, Teologia wczesnych filozofów greckich, Kraków 2007, str. 181

[16] M. Wesoły, Heraklit w świetle najnowszych badań, Studia Filozoficzne, Warszawa 1989, NR 7-8 (284-285), str. 40, Proklos, Comm. In Alcib. I p. 117n(B 104 DK) cyt.: „Zawierzają pieśniarzom ludowym i tłum biorą za nauczyciela”

[17] Diogenes Laertios, IX 1 (B 41 DK)

[18] Hipolit, Haer. IX 9, 6 (B 56 DK), a także: W. Jaeger, Teologia wczesnych filozofów greckich, Kraków 2007, str. 190: Jeager przywołuje tu wspomnianą anegdotę, jak również podaje inny koherentny fragment: „Natura rzeczy (physis) lubi być ukryta.” (B 123 DK tłum. M. Wesoły) i wyjaśnia cyt: „Mamy tu autentyczną zagadkę, która symbolizuje naszą sytuacje wobec rzeczywistości właściwej. Dla Heraklita jest to największa zagadka ze wszystkich. W jego przekonaniu filozof ani nie jest tym, kto przedstawia istotę świata fizycznego, ani odkrywca nowej rzeczywistości poza sferą zjawisk zmysłowych, lecz jest tym, kto rozwiązuje zagadki, kto tłumaczy ukryte znaczenie wszystkiego, co spotyka zarówno nas, jak i świat jako całość”.

[19] Hipolit, Haer. IX 10, 2 (B 57 DK)

[20] Filodemos, Rhet. I col. LVII; LXII (B 81 DK)

[21] Klemens z Aleksandrii, Strom. V 140, 5 (B 35 DK)

[22] W. Jaeger, Teologia wczesnych filozofów greckich, Kraków 2007, str. 173

[23] M. Wesoły, Heraklit w świetle najnowszych badań, Studia Filozoficzne, Warszawa 1989, NR 7-8 (284-285), str. 42, Plutarch, Adv. Col. 20, 1118 C (B 101 DK)

Niezawodny Diogenes Leartios

Przerwa trwa, ale prawdziwy ronin zawsze śpi z jednym okiem otwartym.

Nieśmiertelne dzieło Diogenesa Laertiosa dostałem od naszego ojca jeszcze na długo przed studiami.

Czytajcie Diogenesa ludzie, czytajcie i chłońcie jak kwiaty słońce!

Krótki fragmencik mojej pracy mgr dedykuję twórcom “Prime Time”:

1.7. Dobra materialne

                Zbytki natury doczesnej mędrcy mieli w zdecydowanej pogardzie i wszyscy wypowiadali się zgodnym tonem. Reprezentatywną dla ich postawy niech będzie anegdota o Talesie, który specjalnie zainwestował w dzierżawę tłoczni oleju przewidując obfite plony, a uczynił tak tylko dla przykładu ukrócenia docinków o braku wymiernych korzyści z filozoficznego trwonienia czasu. Ponadto filozof z Miletu udzielił bardzo cennej porady mówiąc: „Nie bogać się w nieuczciwy sposób, żebyś nie ściągnął na siebie złej sławy obrazą tych, którzy ci zaufali”.[1] Z kolei Solon przestrzegał, że: „Bogactwo rodzi przesyt, z przesytu zaś bierze początek pycha i zuchwalstwo”.[2] W bardzo podobny ton uderzał Chilon, gdy zalecał: „Wybierz raczej stratę, niż haniebny zysk, tamta bowiem raz cię zaboli, ten zaś boleć będzie zawsze”.[3] Na koniec warto przytoczyć równie podobne stwierdzenie Biasa, który uczulał: „Niegodnego męża nie chwal dla jego bogactwa”[4], z kolei w swoim poemacie napisanym dla Jonii zauważył, że: „Wielu ludziom wielkie bogactwa przypadły w udziale tylko przez czysty przypadek”.[5]


[1]Diogenes Laertios „Żywoty i poglądy słynnych filozofów” PWN 1984 str. 29

[2]Ibid., str. 40

[3]Ibid., str. 46

[4]Ibid., str. 55

[5]Ibid., str. 54

Przerwa

Z uwagi na ciężki stan zdrowia rodziców zmuszony jestem zawiesić na razie publikowanie na blogu. Trzeba złapać oddech, poczytać, potrenować i zebrać siły na później.

Rodzice bardzo źle znoszą premierę filmu. Nie mogę ignorować ryzyka powtórnego udaru ojca i problemów kardiologicznych matki. Naiwnie sądziłem, że moim listem otwartym uda mi się dotrzeć do jakiś ludzkich instynktów producentów i twórców tego niechcianego filmu jeszcze przed jego premierą – nikt z ich strony nie zareagował. Wydarzenie z 2003 roku było i nadal jest dla całej rodziny traumatycznym przeżyciem, nieszczęściem wywołanym chorobą i naszym jedynym życzeniem było, aby do niego nie wracać, a już na pewno nie w wersji komercyjnego produktu. Pan Piątek był proszony tylko o jedno – niekorzystanie z mojej historii, przecież sami teraz twierdzą, że inspiracji było multum. Nie uszanował naszej prośby.

Z niesmakiem patrzę na:

  • kolejne artykuły promujące film w Gazecie Wyborczej należącej do Agory SA, w skład której wchodzi dystrybutor filmu Next-Film;
    ‘Prawda, tolerancja, poszanowanie praw człowieka, pomoc potrzebującym’ (https://www.agora.pl/wartosci-i-zasady)
  • kodeks etyki TVN (koproducenta), w którym deklarują, że naczelną zasadą w ich firmie, jest: “Postępuj właściwie” (w wersji Discovery “Do the right thing”);
  • telekonkurs Netflix’a, który z poważnej sprawy robi groteskową zabawę.

Ostatni bastion ludzkiej prywatności – jego psyche jest już na sprzedaż, można tam wejść i się tym bawić, zrobić sobie “ćwiczenie z empatii”, jak chce Piątek.

Oświadczam zatem, że zamiast publikowania kolejnych postów zaczynam pracować nad książką o całej sprawie i nie tylko.

Jakby ktoś chciał poznać intencje Jakuba Piątka i dowiedzieć się, czym ten film naprawdę jest, to proszę podążać za białym królikiem w artykule Terrorysta na kozetce – “Prime Time” w Sundance na stronie magazynu Culture.pl, poczytać o prześnionej rewolucji, Lacanowskiej kategorii transpasywności i fantazmatycznych scenariuszach.

Zbieram materiały: na książkę i na pozew.

Dziękuję za słowa wsparcia i wszystkie oferty pomocy prawnej.

Życzę wszystkim dużo zdrowia i radości z życia.

Adrian

_____________________________________

“Nie słuchałem nigdy ojca,
Choć przestrzegał: ‘zgnoją cię!’
Z naiwności w oczach chłopca
Dziś już wielu śmieje się
Ale jedno wiem po latach
Prawdę musisz znać i ty
zawsze warto być człowiekiem
choć tak łatwo zejść na psy”
Autsajder, Dżem

Akrtykuł na Onet Film

Bardzo dziękuję redakcji Onet Film i zespołowi autorów, którzy opracowali i opublikowali artykuł o mojej sprawie. Uważam, że wybraliście bardzo istotne elementy z mojego listu i sądzę, że ogólnie zrobiliście dobrą robotę. Dziękuję.

Odnośnie pożal się Boże oświadczenia Watchout Studio: 80% treści to zwykłe lanie wody bez związku ze sprawą, i tak naprawdę tylko 3 zdania do niej nawiązują.

Widzę kalkę tej żałosnej konferencji Policji z 2003 r., która dokładnie w taki sam sposób próbowała zwulgaryzować prawdę, zwyczajnie kłamiąc. Piszę o tym w poście Superplan

Watchout Studio twierdzi teraz, co nastęuje:

Pierwszym ziarnem, które w autorach scenariusza zaczęło kiełkować, jako potencjalny pomysł na film o szeroko wyrażonym buncie dzięki siłowemu wykorzystaniu tuby telewizyjnej, było m.in. wtargnięcie do studia TV w Amsterdamie w 2015 r. Potem twórcy szukając dalszych inspiracji, zaczęli dokumentować i śledzić podobne przypadki na świecie: w Brazylii w 2004 r. i 2008 r., w USA w 1974 r., 2016 r. i 2018r. , w Burkina Faso w 2014 r. oraz w Polsce.

A Pan Piątek tak pisał do mnie w 2018 roku (pisownia oryginalna):

“Ten list jest pokłosiem moich poszukiwań – na sprawę z 2003 roku, w których brał Pan udział, trafiłem dokumentując podobne przypadki: z lat 90tych w Stanach Zjednoczonych i z 2015 roku w Holandii, dopiero potem dowiedziałem się o Panu”.

Zatem w liście do mnie Piątek wymienia tylko dwa, a teraz oficjalnie dostajemy całą litanię przypadków, z moim na końcu, o których Piątek nie wspominał, dodatkowo wymieniony jest jakiś inny przypadek z USA z 1974, a nie jak w liście Piątka z 1996.

Tak na marginesie: czy Pan Piątek również tak kompulsywnie poszukiwał kontaktu ze sprawcami tych wszystkich innych incydentów, jak ze mną, moją rodziną i ludźmi, którzy mnie znali?

A to więcej fragmentów Pana Piątka z listu, którego nie traktuję jako prywatnej korespondencji, raczej jak niechcianą ulotkę wciśniętą przez szparę w drzwiach, a to dlatego, że była ona kolportowana do wielu ludzi w nadziei na znalezienie właściwego adresata (pisownia oryginalna):

Kontakt z Panem jest dla mnie bardzo ważny, gdyż Pan przeszedł tą drogę. Przeżył coś, do czego bardzo mało osób ma dostęp. Zarówno Pana powody jak i reperkusje są dla mnie bardzo istotne.

(…)

Czytając i poznając szczątkowo Pana historię poczułem, że to bardzo mocno ze mną rezonuje.

(…)

Jestem bardzo ciekawy Pana. W równym stopniu interesuje mnie to co wydarzyło się przed i po samym przebiegiem w studio nr 7.

(…)

Uszanuję również odpowiedź odmowną, jednakże bardzo mi zależy na kontakcie i współpracy z Panem”

Ponieważ Piątek dostał odpowiedź odmowną, którą postanowił z premedytacją zignorować, jedyne co mu zostało w obliczu braku dostępu do głównego źródła jego inspiracji i fascynacji, było wykorzystanie wszystkich dostępnych materiałów i doniesień medialnych o moim przypadku i stworzenie jakiejś repliki mnie, protezy, która wypełni ten brak i będzie stanowić backstory – Piątek napisał pamiętnik Sebastiana, zbudował jego pokój, w którym Bielenia mógł sobie pomieszkać i poszukać tego, czego nie dostali bezpośrednio ode mnie, a przede wszystkim napisał jego manifest, z którym przyszedł do TVP. Swoje manifesty napisali obaj: Piątek i Bielenia, a później spalili je na planie w jakimś przedziwnym rytuale, a Piątek chwalił się w wywiadzie, że do dziś (może od dziś już nie?) nosi jakiś niedopałek tego manifestu w portfelu na pamiątkę – przepraszam, ale nie będę tego komentował… Piątek w wielu wywiadach przyznawał, że właśnie to, że nikt nie wiedział, co chciałem powiedzieć w TVP, stanowiło “silnik dramaturgiczny do stworzenia nietuzinkowego bohatera”.

Logika podsuwa następujące pytanie: czy w tych wszystkich wymienionych przez Watchout Studio przypadkach również nie wiemy, o co chodziło napastnikowi? Czy tam też jest ta tajemnica? Czy tam też przewija się motyw nigdy niewygłoszonego przemówienia? Brak innych żądań z mojej strony, niż tylko wejście na antenę – ten silnik dramaturgiczny filmu? Niech Watchout Studio i Pan Piątek pokażą te inspiracje bliżej i wtedy zobaczymy ile z tamtych przypadków jest w Sebastianie. Ponieważ akcja filmu dzieje się w Polsce, to zapytam: czy był jakiś inny podobny przypadek w jakiejś telewizji w naszym kraju, tak podobny do mojego, żeby ktoś inny mógł dziś wyjść i powiedzieć: ale to ja jestem pierwowzorem Sebastiana?

Konsekwentnie – czy w krajach i rodzinnych miejscowościach sprawców tamtych przypadków również pojawiały się artykuły z krzykliwymi nagłówkami ogłaszającymi premierę filmu Pana Piątka na podstawie incydentów z udziałem tych ludzi? I czy do nich też pisali ich znajomi sprzed prawie dwóch dekad(!), że powstał film Piątka inspirowany ich historią z premierą w Sundance? Czy pod takimi, jeśli w ogóle były, artykułami były komentarze ludzi z ich miast o treści: “znałem go!”, “znam go od lat”, “byłem jego sąsiadem”, “studiował informatykę” etc? Lokalna gazeta, jeszcze przed premierą w Sundance wskazała mnie i moją rodzinę dosłownie palcem łącząc sprawy.

Nie ja zobaczyłem siebie pierwszy w tym filmie. Zrobili to za mnie obcy mi ludzie (ogólnokrajowi i lokalni dziennikarze) a także społeczność, z której pochodzę. Od nich się dowiedziałem o tym filmie i całej sprawie. Taka jest naturalna i logiczna chronologia inspiracji i wydarzeń.

Jak Watchout Studio, koproducenci, twórcy i dystrybutorzy chcą uciec od tych faktów?

Przed i po premierze w Sundance powstawały artykuły o filmie łączące moją osobę z głównym bohaterem. Wtedy twórcy i producenci nie apelowali do dziennikarzy i publiczności, żeby nie kojarzyć ich filmu z rzeczywistością i autentycznymi wydarzeniami, próbowali jedynie rozszerzyć źródła inspiracji na inne przypadki.

Drugie z trzech zdań, które są realnym odniesieniem producentów do problemu, jest:

To nie jest i nigdy nie miała być historia czy rekonstrukcja jakichkolwiek polskich wydarzeń.”

To jest rekonstrukcja polskiego incydentu. Bardzo istotne (konstrukcyjne) elementy filmowej fabuły są bezpośrednio zaczerpnięte z wydarzeń z 21.09.2003. Oczywiście, że były wypełniacze i fantazje autorów, musiały być, ponieważ odmówiłem współpracy, ale kluczowe i bardzo atrakcyjne dla filmu elementy zostały przeniesione BEZPOŚREDNIO z incydentu z moim udziałem.

Jest tego tego naprawdę sporo. Chociażby ta jedna scena z wejściem AT do studia i zakryciem kamery – czy to też jest inwencja twórcza duetu Piątek-Czapski, czy rekonstrukcja? Można sobie samemu poszukać materiału w necie o tamtym wydarzeniu i zobaczyć – Piątek zwyczajnie skopiował to na użytek filmu.

Ostatnie zdanie z tego wodolejstwa Watchout Studio dotyczące problemu brzmi:

“…historia opowiedziana w “Prime Time” nie jest historią polskiego bohatera podobnych wydarzeń i jest oparta na fikcji.

Proszę uważnie przeczytać to pokrętne zdanie. Sugeruje ono, że incydent z moim udziałem jest jedynie PODOBNY do wydarzeń pokazanych w filmie, które oparte są na fikcji! Twierdzą tu, że wydarzenia z moim udziałem jedynie ‘przypominają’ te z filmu Piątka. No ale nawet w tej litanii przypadków, którymi inspirował się Piątek, jest wymieniony incydent z moim udziałem. Watchout Studio w tym ostatnim zdaniu samo sobie przeczy, ponieważ najpierw mówi o inspiracjach prawdziwymi wydarzeniami, a teraz, że film jest oparty na fikcji! Zdecydujcie się w końcu, czy film jest oparty na faktach, inspirowany nimi, czy jednak na fikcji autorstwa Piątka i Czapskiego?

W ogóle – ‘historia opowiedziana w filmie jest oparta na fikcji’! Film oparty na fikcji – takiej planszy jeszcze przed żadnym filmem nie widziałem!

Aaaaaa! Już wiem, co chcecie wszystkim powiedzieć! Haaaa!
Że wasz film jest inspirowany prawdziwymi wydarzeniami, które są oparte na fikcji! 😀
To w sądzie nie przejdzie.

Zobaczmy katalog z Polish Days na festiwalu Nowe Horyzonty, na którym wygrali konkurs na najlepszy pitching – tam nie mówią, że jest to film oparty na fikcji, jak twierdzą dzisiaj, mówią, że był “inspirowany prawdziwymi wydarzeniami”, ale już poniżej Pan Piątek mówi wprost: INSPIRACJĄ BYŁO PRAWDZIWE WYDARZENIE! Proszę, oto katalog:

https://www.nowehoryzonty.pl/pliki/polishdays/PolishDaysCatalogue2020.pdf

I tak właśnie ten film prezentowaliście: agentom, producentom, dystrybutorom, programerom festiwali, etc.

Co na to Pan Radosław Śmigulski, dyrektor Państwowego Instytutu Filmowego? Przypomnijmy, PISF wyłożył 40% budżetu na tę produkcję…

Kalka z konferencji prasowej policji z 2003 roku…

Głos Tomasza Raczka

Szanowny Panie Tomaszu,

z całego serca dziękuję. Wychowałem się na Perłach z lamusa i na Pana duecie z niepowtarzalnym Zygmuntem Kałużyńskim. Abstrahując od aktualnej sprawy, to dzięki Waszemu duetowi kształtował się mój i wielu młodych ludzi gust filmowy. Nie zapomnę nigdy tych momentów, gdy np. przy okazji filmu ‘Piąty element’ Luca Bessona razem z Panem Zygmuntem prezentowaliście stare francuskie komiksy przybliżając genezę estetyki i pokazując ewolucję stylu. Coś fantastycznego!
Odnośnie tej gorzkiej sprawy, mam głęboką nadzieję, że spowoduje to ogólną dyskusję na temat szerszy, niż moje osobiste pretensje. Mleko się rozlało. Teraz trzeba chyba zastanowić się nad standardami. Okazuje się, że podobnych kontrowersji jest znacznie więcej. Rozumiem wolność artystyczną, ale muszą być jakieś granice wchodzenia w czyjąś intymność i prywatność. Taka dyskusja jest chyba wszystkim potrzebna?

Doprawdy, nie wiem gdzie i w którą stronę wędruje dzisiaj nasza kultura i czy to jeszcze można nazwać kulturą?

Dzięki takim ludziom jak Pan, jestem spokojniejszy – o kulturę. Dziękuję serdecznie.

P.S. Pańska recenzja filmu jest jak zwykle trafiona w dziesiątkę! Dzień premiery był dla mnie koszmarem i tak naprawdę tylko ta wzmianka o ‘przemowie do ludzkości’ rozbawiła mnie tamtego dnia. Za to szczególnie dziękuję – takie drobiazgi są najcenniejsze. Opowieść o kocie też była fantastyczna!

Komentarze

Szanowni Państwo – bardzo dziękuję za komentarze. Proszę nie denerwować się na długie opóźnienia w zatwierdzaniu ich pod postami – mam bardzo dużo pracy (włączając sob. i niedz.), więc niestety ale będę moderował z poważnym opóźnieniem. Nie mogę ustawić automatycznego dopuszczenia wszystkich treści z wiadomych względów.
Pozdrawiam, dziękuję za zainteresowanie, krytykę i wszelkie wątpliwości – wszystko to jest bardzo cenne. Życzę miłego i zdrowego weekendu.

Adrian