Sprzedawca oksymoronów

Każda epoka ma swoje znaki szczególne, zestaw cech, dzięki którym bardzo łatwo ją odróżnić od reszty jej młodszego i starszego rodzeństwa. Każda epoka ma swoje ikoniczne reprezentacje w postaci ludzi i ich wyjątkowych dokonań, ma swoje legendy, ma swój mit.

Rządy PiS i Zjednoczonej Prawicy nie zasługują na mówienie o nich przy pomocy tak szlachetnych terminów. PiS w ogóle nie zasługuje nawet na aptekarską porcję sympatii.

Niemniej jednak każdy kolejny dzień ‘nierządów’ tej ekipy jest tak bolesnym doświadczeniem, że całość ich parszywej działalności zdaje się rozciągać w nieskończoność i zaczyna przybierać rozmiary bardzo ciemnego rozdziału w historii naszego państwa. Dlatego należy zdefiniować główną stałą, która określa całość tego okresu.

PiS ma niespotykaną umiejętność wulgaryzowania wszystkiego, czego się dotknie. To jest nadrzędna charakterystyka kaczyzmu.

Nie chcę być kąśliwy i wypominać dziennikarzom „Gazety Wyborczej” peanów na cześć Kaczyńskiego, ale gdy oni prezentowali skandalicznych rozmiarów naiwność wobec jego intencji, wszyscy rozsądni ludzie mieli w swojej pamięci wcześniejszy, dwuletni epizod rządów PiS i nie mieli złudzeń, że Kaczyńscy są wyjątkowo groźnymi polityczno-społecznymi szkodnikami, a jedyne, co umieją robić skutecznie, to konsekwentnie niszczyć dokonania poprzedników. Chyba każdy z nas pamięta z przedszkola takiego małego skurwysynka, który z zawiści i dla własnej satysfakcji rozwalał zbudowany przez inne dzieci zamek z klocków. No właśnie…

Z zażenowaniem i niedowierzaniem czytało się i słuchało przed wyborami w 2015 i jeszcze długo po nich wypowiedzi, w których pozornie inteligentni ludzie gimnastykowali się prezentując jakieś wyjątkowe „osiągnięcia” Kaczora, albo jego geniusz stworzenia czegoś, co można pozytywnie opisywać.

Projekt 500+ pominę, bo to wcale nie jest dzieło PiS. Paweł Kowal biegał z tym pomysłem po wszystkich partiach, był z tym również u PO i PSL, gdy te partie rządziły i PO zwyczajnie uznała tę koncepcję za nierealną do zastosowania w Polsce.

Jedna rzecz natomiast Kaczyńskiemu wyszła, ale nie jestem w stanie dostrzec w tym nic konstruktywnego, wręcz odwrotnie…

Jarosławowi Kaczyńskiemu udało się bowiem dokonać kolosalnego „dzieła” – on nie tylko stworzył formację polityczną, zlepek kilku prawicowych partii namaszczonych przez Kościół Katolicki z bonusowym kaznodzieją z Torunia i jego medialną platformą około miliona odbiorców, nie, on zrobił coś znacznie gorszego – kompletnie zredefiniował czas, w którym żyjemy, czas w sensie wszystkich jego kluczowych manifestacji poprzez nieustannie zmieniającą się rzeczywistość; to właśnie Kaczyński zdominował te zmiany, które skaziły całe pozostałe uniwersum czasu i tego, co się w nim wydarza.

Doświadczony grzybiarz potwierdzi, że wystarczy mały ‘szatan’ nieumyślnie wrzucony do garnka i cała mizernie przygotowana potrawa przejdzie paskudną goryczą. Stosuję tę metaforę dosyć często, bo niestety ale jest trafna.

To jest czas Kaczyńskiego, dosłownie i w przenośni. W jak najbardziej realnym, ontologicznym znaczeniu słowa „czas”. To jest czas wulgaryzacji całego życia, to jest czas zatrutej przez Kaczyńskiego rzeczywistości.

Starożytność przekazała dzieciom przypowieść o królu Midasie, którego chciwość postanowił bardzo przebiegle ukarać Dionizos – zdecydowanie najciekawszy bóg greckiej mitologii, o którym pewien bazylejski profesor powiedział kiedyś: alternatywa dla Chrystusa. Przestrzegam jednocześnie przed trywializacją Dionizosa do poziomu hedonizmu i orgii zakrapianych winem. Dionizos, to coś znacznie więcej, niż bóstwo płodności, niż przypadkowe dzieci poczęte w namiocie po alkoholu podczas pielgrzymki do świętego obrazu na Jasnej Górze. Dionizos, to esencja antyku – tej dostojnej epoki, w której możemy oglądać człowieka takim, jakim jest on naprawdę i Dionizos przenika przez tę nieskończoną siatkę pojęć, symboli, archetypów myślenia, estetyki, filozofii i religii niczym sok z winogron wyciskany przy produkcji wina.

Dionizos pozwolił Midasowi ukarać się samemu, zadając mu przewrotne pytanie: czego pragniesz?

Chyba każde dziecko wie, jak skończył – zamienił się w złotego pokemona.

Po co te wycieczki w starożytność i kąśliwe parabole?

Mam nieodparte wrażenie, że czegokolwiek PiS się nie dotknie, to zamieni nie w złoto, ale w błoto. Czegokolwiek oni nie zrobią, to spaskudzą tak, jak jeszcze nikt nigdy wcześniej tego nie spaskudził. Każda z tych ciemnych postaci, karykatur moralnych, ma na koncie wstrętne grzechy.

Sam święty nie jestem, ale po przeczytaniu rewelacji Wirtualnej Polski o biznesie Łukasza Mejzy, mam ochotę napisać podanie do Watykanu z prośbą o moją beatyfikację jeszcze za życia, bo przy nim czuję się jak uosobienie dobra stąpające po tym łez padole.

Dziennikarze WP donoszą, że wiceminister sportu wyłudzał pieniądze m.in. od rodzin chorych dzieci oferując im NADZIEJĘ. Dorosłych też miał oszukiwać, ale wątek chorych dzieci jest szczególny.

Zaintrygowała mnie ta sprawa właśnie od strony tej nadziei i chyba muszę to zrzucić na karby mojego wyuczonego fachu. Marek Aureliusz nawoływał w duchu starożytnej filozofii – szukaj esencji, szukaj istoty problemu.

Istota procederu Łukasza Mejzy, to oszustwo polegające na oferowaniu ludziom ciężko dotkniętym przez los nadziei na poprawę życia pociech, które urodziły się z poważnymi przypadłościami, takimi jak: autyzm, porażenie mózgowe, choroby genetyczne.

Na to nie ma lekarstwa, ale na tym właśnie polegał cały pomysł Łukasza Mejzy – to jest istota tego procederu.

Oto cytat z artykuły dziennikarzy śledczych wp.pl:
“Firma reklamowała się hasłem “Leczymy nieuleczalne””.

Przyznam szczerze, że ten slogan reklamowy wpędził mnie w poważny dysonans eidetyczny, który polega na tym, że zostałem zapętlony w nieskończonym procesie logicznej sprzeczności tego hasła i nie mogę się z tej oksymoronicznej pułapki wydostać.

Leczymy nieuleczalne – ktokolwiek to przeczyta i poświęci choćby kwant czasu na refleksję nad sensem tej wypowiedzi, ten przepadnie bez reszty w szatańskim paradoksie, także absolutnie odradzam: niech nikogo ciekawość nie zgubi, nie zaglądajcie w czarną dziurę bezsensu tego sloganu, bo już nigdy z niej się nie wydostaniecie. Nie wskakujcie do tej króliczej norki, nie zrywajcie owocu z tego drzewa! Ze mną sprawa wygląda inaczej, ponieważ posiadam specjalny paszport, który umożliwia mi swobodną wędrówkę po uniwersum takich absurdów i mi nie grożą żadne konsekwencje tego typu eksperymentów myślowych. Jak mawiał jeden z moich wykładowców na studiach: filozofia, to jest taniec na ostrzu brzytwy, nie każdy się nadaje…

Leczymy nieuleczalne – sam Lucyfer lepiej nie zaświeci kagankiem (krużgankiem, psiakrew!) kusząc i nęcąc biednych ludzi, którym okrutny los nie dał żadnej szansy. Błogosławieni ci, którym trafiły się dobre geny i zdrowe potomstwo. Przyroda jednak ma swoje piękne i okrutne oblicze. Daje i odbiera, pozwala i zabrania, ożywia i uśmierca. Człowiekowi jak dotąd udało się rozszyfrować bardzo dużo jej mechanizmów i dzięki temu można dziś np. pojechać do Zabierzowa i kupić od pana z dużym brzuchem i szaszetką na pasku lewy certyfikat szczepień przeciwko Covid-19. Zamiast szczepionki dostaniemy plasterek na ramię i po godzinie nasze dane na rządowych serwerach radośnie potwierdzą światu, że już mamy chip od Billa Gates’a w krwioobiegu.

Od kilku dni chodzę, wyrywam sobie włosy z głowy i się zastanawiam: po cholerę naklejają ten plasterek??

Szczepionki nie dają, ale dają plasterek, żeby człowiek myślał, że jednak ją dostał –  to o to chodzi? Takie placebo, które nie jest placebo ale jednak trochę jest… Genialne! Kolejny kołowrotek myślowy, jak z tym „leczymy nieuleczalne”.

Patrzcie co PiS zrobił! Takich geniuszy powyciągali z niebytu ś.p. III RP. Gdy z kranu leciała ciepła woda, te piękne umysły, tygrysy biznesu i przedsiębiorczości były w kompletnej hibernacji, a dziś mogą przeżyć swój renesans i zaszczycić ludzkość darem swojej kreatywności, a to wszystko dzięki Pierwszemu Poruszycielowi, demiurgowi Dobrej Zmiany – Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Łukasz Mejza wpisuje się dokładnie w definicję znachorstwa. To jest ordynarny znachor żerujący na dotkniętych przez los ludziach, którym patrzenie na cierpienie ich własnych dzieci odbiera zdolność rozpoznawania takich hochsztaplerów na odległość.

Dzieje się tak, ponieważ jedyne co takim biednym ludziom zostało, to nadzieja na jakiś cud, na jakąś interwencję z nieba, chociaż na poziomie racjonalnym, gdzie reguły ustają nauka, empiria, umysł i inteligencja, wiedzą doskonale, że nic już nie może odmienić stanu zdrowia ich ukochanych dzieci.

Pozostaje ten element z pogranicza snu i jawy, zaklęcie, magia, cud, który musi się wydarzyć.

Na tym postanowił zbijać kapitał Łukasz Mejza. Na to zarzucił sieci perfidnie utkanego planu wzbogacenia się, wypchania sobie kieszeni forsą, żeby samemu wieść wygodne życie pełne luksusów i przyjemności. Wypłukać z oszczędności praktycznie bezbronne ofiary swojego oszustwa i za ich ciężko uciułane pieniądze żyć dostatnio – to jest cała konstrukcja tego procederu.

Czytelnicy, którzy są na moim blogu od początku jego powstania oraz najbliższe mi osoby wiedzą doskonale, że największe moje obrzydzenie prowokuje właśnie widok tak ordynarnej chciwości i żądzy posiadania forsy. To wzbudza u mnie ostateczną pogardę.

Ale przypominam po raz kolejny – on nie tyle wyłudzał pieniądze swoich ofiar, on kradł w pierwszej kolejności ich nadzieję.

W pewnym sensie PiS robi dokładnie to samo ze swoimi wyborcami – karmi ich nadzieją na coś, czego nie jest w stanie im podarować. Obiecuje im, że uleczy nieuleczalne. Mamy głosować i nie przeszkadzać – przecież to właśnie słowa szeregowego posła, inżyniera Dobrej Zmiany.

Przeczytałem wczoraj tekst Wojciecha Orlińskiego w „Gazecie Wyborczej”, w tytule którego autor przekonuje, że ma pomysł, jak odsunąć ich od władzy – „Orliński: Dzięki grom strategicznym wiem, jak odsunąć PiS od władzy”.

Tekst jest zręcznie i luźno napisaną refleksją na wspomniany problem, niestety boleśnie rozczarowuje sama recepta autora, ponieważ jego przepis na pokonanie PiS zamyka się w jednym zdaniu: Tak naprawdę jest tylko jeden sposób na odsunięcie PiS od władzy. To przedstawienie przeciętnemu wyborcy konkretnej oferty – „droga pani Kowalska, szanowny panie Nowak, jeśli dojdziemy do władzy, w waszym życiu poprawi się to i to”

Przy całym szacunku do autora, uważam, że ten pomysł jest niekomplenty. Oczywiście rozumiem cały kontekst artykułu pana Orlińskiego i to, co zawiera się w nim bezpośrednio wyłożone na stół oraz to, co jest między wierszami, ale pozwolę zadać pytanie:

– Czym niby dzisiaj opozycja może skusić wyborcę, skoro ogromna część elektoratu daje sobie wciskać tak tani i okrutny kit, jaki oferują PiS i taki karierowicz pod ich szyldem Łukasz Mejza?

PiS nie tyle zrozumiało wyborców oraz ich potrzeby, PiS stworzyło wyborców! Oni zredefiniowali myślenie milionów ludzi w Polsce, więc jaka niby oferta opozycji miałaby być atrakcyjna dla tak zmanipulowanych ludzi?

To jest realny problem. Nie tyle zawartość oferty jest istotna, tylko umysł, do którego ta oferta jest adresowana.

W dyskusjach w bliższym i dalszym gronie bardzo często podnoszę jedną kwestię: przeceniamy współczesnych ludzi i ich możliwości oceny aktualnej sytuacji, spodziewamy się po nich, że zobaczą to, czego nam nie trzeba tłumaczyć, ale tak nie jest, ponieważ oni widzą coś dokładnie odwrotnego.

Jaki jest sens uparcie częstować fistaszkami kogoś, kto konsekwentnie twierdzi, że jest na nie uczulony? Trzeba najpierw ustalić, czy jest naprawdę uczulony, jeśli nie, to trzeba się zastanowić, jak mu uświadomić prawdę, że może śmiało te orzeszki pałaszować, a dopiero na końcu podać je na tacy!

Skala procederu handlu lewymi certyfikatami szczepień w jednej tylko przychodni w Polsce może coś powiedzieć o rozmiarach tego zjawiska w całym kraju.

Mówimy być może o milionach ludzi, którzy za 450-900zł dają sobie przylepić plasterek na ramię po to tylko, żeby igrać ze śmiercią!

Do takiej osoby, Panie redaktorze Orliński, chce Pan żeby opozycja skierowała jakąś ofertę.

Można silić się na nie wiadomo jak przenikliwe i trafne analizy polskiego społeczeństwa i problemu PiS, ale mi wystarcza ta jedna prosta prawda o ludziach w Polsce, żeby zrozumieć, jak bardzo namieszała prawica w myśleniu Polek i Polaków. Wystarczyło dostać namaszczenie od sukienkowej mafii, przejąć publiczne media, rozdmuchać serię afer, nakręcić armię trolli internetowych i gotowe.

Cóż takiego ma opozycja zaoferować wyborcy, który od gwarancji na poziomie ok 80% szans łagodnego przebiegu zakażenia covidem i zupełnie darmowych szczepionek woli zapłacić sporą część miesięcznej pensji za ryzyko zakażenia się wirusem, który już zabił ponad 5mln ludzi na świecie i za sfałszowany certyfikat, którym według ich myślenia udaje im się zrobić wszystkich w konia?

Pielęgniarki i lekarze z oddziałów covidowych donoszą, że jest sporo pacjentów w ciężkim stanie, którzy proszą o szczepionkę, chociaż w rejestrze widnieją jako zaszczepieni…

Jestem zawodowym handlarzem dzieł sztuki, robię to już od bardzo dawna i nie jestem w stanie nawet oszacować ilości transakcji, które przeprowadziłem bezpośrednio z indywidualnymi klientami.

Jestem urodzonym sprzedawcą – słyszę to od moich klientów bardzo często, ale reputację zdobyłem uczciwością, bo stawiam jakość mojej oferty ponad wszystko, włączając w to mój własny zysk. Wolę sam utopić zysk na nietrafionych inwestycjach, niż ratować budżet cudzą stratą. Tak postępuje profesjonalista bez względu na swój zawód.

Całe moje doświadczenie w tej dziedzinie mówi mi, że niejeden potencjalny klient/wyborca wyśmieje dzisiaj każdą ofertę, z którą wystartuje opozycja.

Żeby taka transakcja mogła zajść, potrzeba znacznie więcej, niż tylko samej oferty. I dokładnie ten mechanizm zastosowało PiS – przed wystosowaniem oferty popracowali nad kupującym, przygotowali go do przyjęcia tej oferty, upewnili się, żeby jak największa liczba ludzi jej nie odrzuciła.

Dlaczego tak jest? Ponieważ nie mamy do czynienia ze zdrową sytuacją, w której robimy biznes uczciwie z odwzajemnionym szacunkiem. W PiS zrozumieli że muszą najpierw zohydzić PO elektoratowi do tego stopnia, że zacznie sięgać po coś zupełnie innego – trochę a może przede wszystkim ze złości. PiS nie miałoby szans przekonać do siebie zbyt wielu wyborców, gdyby tylko wyszli ze swoją ówczesną ofertą bez tego całego zaplecza opluwania i dyskredytacji PO-PSL i historycznie SLD również, bo od tego przecież zaczynali.

Mejza jest znachorem, Kaczyński jest znachorem, całe PiS z przystawkami, to znachorzy oferujący coś, co nie istnieje i nigdy się nie wydarzy. I to się sprzedaje, bo kupujący zostali do tego wcześniej przygotowani.

Konsekwentnie – opozycja musi najpierw uformować wyborców, żeby kupili ich ofertę. Sama oferta, to ciągle zbyt mało.

Tak na koniec jeszcze mała refleksja o Mejzie. Ten fragment z artykułu Wirtualnej Polski o znachorskim biznesie pana wiceministra przykuł moją uwagę:

„Nowa metoda, na którą namawiają przedstawiciele firmy Mejzy, leczy szereg schorzeń powszechnie uważanych za śmiertelne lub nieuleczalne. Na liście są choroby neurologiczne, nowotwory, a nawet starość i problemy z erekcją. „

Szczególnie intryguje tu (oprócz oczywiście leczenia starości i problemów z erekcją) oferta dla ludzi zmagających się z chorobami nowotworowymi.

Chciałbym przypomnieć, że pan Mejza dostał się do Sejmu na początku tego roku na miejsce zmarłej na raka posłanki pani Jolanty Fedak (była minister pracy i polityki społecznej w rządzie Donalda Tuska). Mejza zajął w wyborach do Sejmu drugie miejsce po pani Jolancie. Startował z ostatniego miejsca listy PSL i zgodnie z przepisami w zaistniałej sytuacji to jemu przypadł mandat po Jolancie Fedak.

Człowiek, który wciskał kit ludziom chorym na nowotwory wszedł do sejmu tylko dlatego, że na raka zmarła pani Jolanta Fedak. To chyba mówi wszystko o perfidności całej sytuacji…

PiS oswaja ludzi ze skurwysyństwem, normatywizuje je, żeby udowodnić wszystkim, że opłaca się być takim łotrem i trzymać sztamę z innymi łotrami.

Oczywiście będzie wewnętrzny grill, ale taki delikatny, bez pokutnego worka i wylewnych żali. Nawet jeśli zrobią z niego chłopca do bicia, to identyczni mu koledzy będą go obracać na tym grillu.

Dostrzegam w tym jeszcze inne dno. Można powiedzieć, że PiS wyciąga samych najgorszych ludzi, ale równie dobrze można dziś twierdzić, że PiS wyciąga z ludzi wszystko co najgorsze i pielęgnuje te podłe cechy.

Takiego człowieka tworzy PiS. Muszę popracować nad nazwą dla tego gatunku, na razie przyjmiemy techniczną nazwę homo pisiorus.

Mejza jeszcze niedawno opowiadał dziennikarzom, że chce zostać premierem. Homo pisiorus o chorobliwej ambicji i starotestamentowej wręcz zachłanności wierzył, że może wymienić Pinokia na stołku premiera. Sam nie wiem, czy się śmiać, czy płakać…

Załgany sprzedawca oksymoronów chciał zostać premierem Polski i kto wie, może niewiele nawet brakowało? Przypomina mi się odpowiedź uczestnika teleturnieju “Koło Fortuny” sprzed chyba ponad 25 lat: Jeż był w ogródku, jeż witał się z gąską…

Agora i Wyborcza

Piękny prezent dostałem na 40te urodziny. “Gazeta Wyborcza” ujawnia hipokryzję Agory – coś o czym bębnię tu od początku tego bloga.

Proszę bardzo, oto linki do wylewnych żali “Gazety Wyborczej” na swoją własną spółkę-matkę:

https://wyborcza.pl/7,75968,27840072,oswiadczenie-kierownictwa-wyborczej-bedziemy-bronic-dobra.html

Oraz tekst z dzisiaj, podpisany przez Adama Michnika i Jarosława Kurskiego:

https://wyborcza.pl/7,75398,27841339,bronimy-i-bedziemy-bronic-gazety-wyborczej-oswiadczenie-w.html

Padają doniosłe słowa i deklaracje:

„Gazeta Wyborcza” jest Wasza, „Wyborcza” to Wy – i jako klubowicze, i jako prenumeratorzy, i jako nasi wierni Czytelnicy mają Państwo prawo wiedzieć, co się dzieje.

“We wtorek, 23 listopada, Bartosz Hojka – znowu znienacka – zwolnił dyscyplinarnie Jerzego Wójcika, naszego wydawcę. Znają Państwo te metody. Teraz to się robi z domu. Zdalnie. Po 30 latach pracy przychodzi e-mail, potem odłączają konto pocztowe, nie działa karta, zabierają telefon, komputer. I za drzwi. Żadnych praw. Tak wygląda „etyka” w spółce, której management ma pełne usta wzniosłych słów. A tu, proszę, podłe sponiewieranie pracownika.”

Od miesięcy piszę o jawnej hipokryzji Agory, a także redakcji “Wyborczej” i mam dziś bardzo gorzką satysfakcję, że sama “Wyborcza” potwierdza wszystkie moje zarzuty wobec Agory.

To ja pisałem o tym, że Agora gwałci ideały i wartości, którymi wymachuje na sztandarach i którymi także kusi swoich klientów, akcjonariuszy, inwestorów, etc.

Redakcja “Wyborczej” nie chciała o tym pisać, aż do teraz.

Oto kolejny fragment z tekstu Adama Michnika i Jarosława Kurskiego:

“Czy „Wyborcza” będzie nadal domem polskiej demokratycznej inteligencji? Czy ma być generatorem wyżyłowanego zysku dla spółki?”

A o czym ja pisałem kilka miesięcy temu? Że najważniejsze dla Agory są pieniądze, nie ludzie, nie wartości – hajs, ordynarny hajs – to takie brzydkie słowo, którym się brzydzę, jego paskudne brzmienie rezonuje niskimi pobudkami, tą niecną żądzą, która zaślepia szlachetność na rzecz wypchania sobie kieszeni desygnatem tej paskudnej nazwy.

Na koniec drobne oświadczenie:

Od początku założenia mojego bloga desperacko alarmuję, że dziennikarz “Gazety Wyborczej” uległ presji i nie opublikował tekstu, który ze mną konsultował. W tym tekście były zawarte brzydkie kłamstwa producentów filmu Jakuba Piątka, którego dystrybutorem była firma Next Film należąca do Agory. Był zatem jawny konflikt interesów. Wyborcza miałaby napisać o tym, jak to w brzydkim procederze wykorzystania ciężkiej i bolesnej historii chorego chłopaka i jego rodziny uczestniczyła firma należąca do spółki wydającej “Gazetę Wyborczą” – przepraszam, ale ten konflikt jest widoczny gołym okiem.

Finalnie tekst się nie ukazał i decyzja o niepublikowaniu tego teksu zapadła w bardzo niejasnych dla mnie okolicznościach. “Wyborcza” zrobiła mi świństwo, ale nigdy nie miałem wątpliwości, że to właśnie ktoś z Agory za tym stał i wywarł presję – ja mam wygraną w sądach w kieszeni, bo nie było mojej zgody na wykorzystanie mojej historii na potrzeby filmu Jakuba Piątka – tu nie ma żadnej dyskusji.

Zdecydowałem, że sam opublikuję ten tekst, którego “Wyborcza” ostatecznie nie zamieściła na swoich łamach. Są tam kłamstwa producentów odnośnie kontaktów z panem Piątkiem i ja te bezczelne kłamstwa prostuję w konfrontacji z prawdą.

Dzisiaj widać jak na dłoni, że mam rację, że moje oskarżenia są uzasadnione, że obawy co do presji Agory na redakcję “Gazety Wyborczej” są nawet poważniejsze, niż mi się wydawało wcześniej.
Kim jest prezes Agory pan Bartosz Hojka? Kim jest człowiek, który potrafi zgarnąć 1.3mln złotych pensji rocznie? Za 2020 nie dostanie premii, ale tę premię przesunięto na 2021, także pewnie przed Bożym Narodzeniem, pan Hojka zgarnie ponad bańkę, może i z 1.5mln tłustej pensji za rok, w którym na jaw wychodzą jego bardzo podejrzane intencje.

Kim jesteś, panie Hojko?
Jak się poczyta zestawienia finansowe zarządu Agory, to widać, że człowieka, który zarabia takie pieniądze raczej ciężko skusić forsą. Kto i co ma na tego człowieka, że nagle zaczyna wiercić dziury w fundamentach “Gazety Wyborczej”?
Metodologia PiS jest bardzo prosta, Kaczyński i Rosjanie mają jedną, bardzo skuteczną metodę – szantaż.
Czas pokaże, ja dziś nie mam wątpliwości, że w tle dzieją się bardzo nieciekawe rzeczy.

Czas pokaże, że wygram ze wszystkimi, włączając w to Next Film i Agorę, nie wspominając nawet o pasożytujących na ludzkich dramatach i zachłannych na kariery, nagrodę i sławę łotrach z Watchout Studio – z wami też się w sądzie rozliczę.

Niebawem puszczam tekst dziennikarza “Gazety Wyborczej”, którego publikacji najpewniej zakazał ktoś z zarządu Agory – z obawy o przegrany proces i finansowy ból dupy.

Szkoda mi “Gazety Wyborczej”, jestem czytelnikiem tego dziennika i uważam, że wewnętrzny konflikt w spółce, to bardzo poważna sytuacja, która może przynieść wiele szkód. Niestety, jestem żywym dowodem na to, że dziennikarze “Wyborczej” nie stanęli na wysokości zadania i zwyczajnie schowali głowę w piasek zamiast nagłaśniać problem i wyprowadzić “Wyborczą” z tego bagna. Zamiast pisać o poważnym problemie natury moralnej, publikowaliście teksty promujące ten koszmarny film, który wyrządził mi i mojej rodzinie same szkody – doczekam się momentu, gdy uderzycie się w pierś i przeprosicie za to. Sęk w tym, że jest już trochę za późno i teraz sami macie problem z Agorą…

Ironia losu – witajcie w klubie.


#agora
#hipokryzja
#hipokryci
#gazetawyborcza
#adammichnik
#konstytucja
#prawaczłowieka
#kasa
#zysk
#forsa
#cash
#profit
#money
#hajs

Wyjdzie Szydło z worka

O formacji politycznej Jarosława Kaczyńskiego można rozprawiać w nieskończoność, ale jedna reguła zdaje się dominować nad resztą prawd o ekipie dobrej zmiany – PiS nieustannie podnosi poprzeczkę w wybieraniu coraz gorszych ludzi na kluczowe stanowiska. Co za kosmiczny paradoks! Gdy wszystkim dookoła wydaje się, że gorzej już się nie da, że nikogo gorszego nie można znaleźć na miejsce poprzednika, który odszedł w niesławie i kompromitacji, to PiS udowadnia wszem i wobec, że owszem, jak najbardziej można! Niemożliwe nie istnieje!

Gdy wszyscy myśleli, że gorszego następcy Lecha Kaczyńskiego próżno szukać, proszę bardzo: z kapelusza wyskakuje Andrzej Duda, nikomu nieznany giermek poległego prezydenta, który chciał limuzyną szarżować sowieckie czołgi na gruzińskim pograniczu. Wyskakuje i wygrywa wybory za wyborami; podpisuje wszystkie kolejne pisowskie ustawy, które rozsadzają filary polskiej racji stanu; do spółki z Trybunałem Kucharki seryjnie i brutalnie gwałci Konstytucję RP. Ukończyłem w życiu różne uniwersytety, a na jednym z nich (studiowałem tam zupełnie mimowolnie) posługiwałem się językiem, w którym można tego giermka poległego rycerza dobrej zmiany nazwać “konstytucyjnym majciarzem”, kto tam nie był, to niech się zapyta profesora Google, co to znaczy “majciarz” i czy się takiemu rękę podaje. Jakby ktoś coś sugerował, to o gwałceniu Konstytucji wspominał Donald Tusk podczas ostatnich protestów w Warszawie, także nie do mnie pretensje o naturalne skojarzenia leksykalne i nazywanie rzeczy po imieniu.


Ta konstatacja prowadzi do oczywistej zagadki: kto może być jeszcze gorszy od Andrzeja Dudy?


W mgnieniu oka zza zakrętu tego pytania wyłania się gigantyczny peleton pretendentów. Gabinet ludzkich osobliwości całej Zjednoczonej Prawicy wprawia w osłupienie swoimi rozmiarami. Mamy tam pełne spektrum miernot owładniętych projekcją własnej wyjątkowości i misją naprawy Rzeczypospolitej. Praktycznie bez wyjątku są to okazy godne uwiecznienia w wielkich słojach z formaliną, gdzieś na półkach muzeum moralnych aberracji, bo historia nie zostawi na nich suchej nitki i nie będzie stawiać im pomników. Jak można pozwolić zapomnieć takiego Suskiego, lub Sasina? Skandal! Trzeba te ikony lepszych czasów gdzieś uwiecznić dla potomności.
Któż się znajdzie jeszcze gorszy od Dudy? Kto mógłby z jednej strony być jednocześnie bardziej użyteczny dla PiS i bardziej szkodliwy dla Polski?


Jest tylko jedno takie wyjątkowe ‘dasein’ i na imię mu Beata Szydło.


Jest to byt szczególny zarówno metafizycznie, jak i ontologicznie. Gdyby odwołać się do klasycznej definicji Arystotelesa i samoistności bytu, to od razu moglibyśmy zainicjować ciekawą dyskusję o bycie Szydło i przyczynach jej bytowania. Podobnie rzecz ma się w ujęciu ontologicznym i nadaniu sensu istnienia Dasein Szydło. Arystotelesowski Pierwszy Poruszyciel tego bytu, czyli Jarosław Kaczyński puścił w ruch maszynerię, której sens zaczyna się wyłaniać ludziom coraz jawniej i wyraźniej; wyłania się z ostrego cienia mgły, zza zasłony niedomówień, półsłówek, półprawdy, czyli gówno-prawdy, fałszu i bluźnierstwa.
Jeśli ktoś kiedyś zapytałby, co by się stało, gdybyśmy wsadzili do ogromnego akceleratora mikrocząstek teorie Arystotelesa i Heideggera, za konsoletą posadzili Jarosława z Żoliborza, który kręcąc pokrętłami i wciskając guziki rozpędziłby te dwie koncepcje bytu do prędkości światła zderzając je ze sobą w wielkim wybuchu, to odpowiem bez chwili namysłu – tak właśnie powstałoby Dasein Szydło.
To kandydat idealny dla PiS, lecz najgorszy dla Polski.
Dlaczego akurat Szydło? Trzeba zapytać jutrzenkę dobrej zmiany, czyli samego Lucyfera, który tak skutecznie rozświetla drogę tej formacji. Sam Diabeł musi pisać ten scenariusz zagłady. Zupełnie na poważnie teraz: konstytucyjnemu majciarzowi kończy się kadencja mniej więcej dokładnie wtedy, gdy Dasein Szydło skończy się kadencja w Europarlamencie. Przypadek? Wątpię, bo PiS i Putin niczego nie zostawiają przypadkowi, nie od 2015 roku. Co PiS zrobi z jej ogromną popularnością? Na pewno nie zrobią jej jakimś ministrem, ani szeregowym posłem, premierem też na pewno nie zostanie w najbliższej przyszłości. Jakiś szlachetny powód musi być, żeby mogła być wożona rządową limuzyną. Drugie pytanie brzmi: co ona zrobi ze swoją ambicją? Jest tylko jeden fotel, którym jest zainteresowana – fotel prezydenta.
To właśnie Szydło była reżyserem kampanii Dudy. To również pod skrzydełkiem Szydło schronił się wystraszony gniewem Jarka obecny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.
Wszyscy widzimy wyraźnie jaki kurs polskiej polityki zagranicznej wybrała Moskwa, dlatego nie zapominajmy kto po wygranych wyborach parlamentarnych wyprowadził z sejmowej sali konferencyjnej flagi Unii Europejskiej nazwane po tym bezczelnym akcie ‘szmatami’ przez również aktualną europosłankę ssącą z cycka Europy solidną pensję wypłacaną w Euro, którą Radek Sikorski nazwał kilka dni temu „zatłuszczonym łbem”. Ten tłuszcz, to chyba z tego znienawidzonego cycka został wyssany…
Beata Szydło, Zbigniew Ziobro, Andrzej Duda – oto święta trójca neoprawicy, która będzie grać pierwsze skrzypce w postpisowskiej rzeczywistości, gdy trzeba będzie marketingowo zastąpić PiS PiSem.
Sakralizacji dokona na nich sam Ojciec Założyciel z Torunia. Na antenach Radia Maryja i Telewizji Trwam będzie msza święta w intencji nowej partii i liderów lepszej dobrej zmiany. Jacek Kurski już na pewno pisze nowe scenariusze przekazu dla narodu. Wszystko jest gotowe. Czekają tylko na właściwy moment.
W polskiej wersji „Powrotu do przyszłości” Marty McFly mieszka w Oświęcimiu i jeździ seicento. Żeby to wszystko odkręcić, ten młody człowiek musiałby się swoim seicento cofnąć w czasie i przy pomocy szalonego dr Emmetta Browna rozproszyć mgłę w Smoleńsku. Szanse na to są dokładnie takie same, jak to, że Waszczykowski na emeryturze dożegluje kiedyś do San Escobar.
Beata Szydło wygra te wybory dokładnie tak samo, jak poprzednie „wygrał” dwa razy Andrzej Duda. Magiczne kilkaset tysięcy wystarczy odpowiednio przygotować i po sprawie.
Nikt się słowem nie zająknął, także chciałbym tylko nadmienić taką oto drobnostkę związaną z prezydenckimi wyborami 2015 i 2020:


Wybory 2015, druga tura:
Andrzej Duda: 8 630 627 głosów.
Bronisław Komorowski: 8 112 311 głosów.
Różnica: 518 316 głosów.


Wybory 2020, druga tura:
Andrzej Duda: 10 440 648 głosów.
Rafał Trzaskowski: 10 018 263 głosów.
Różnica: 422 385 głosów.


W wyborach 2020 przybyło ponad 3.6 milionów nowych wyborców i jakimś dziwnym trafem różnica wyniosła mniej więcej dokładnie tyle samo, co 5 lat wcześniej, jakieś marne kilkaset tysięcy. W skali kraju takie oszustwo jest niezwykle łatwo przeprowadzić, ale niezwykle trudno je udowodnić, to się rozcieńcza bez śladu, jak bąk puszczony na wietrze i de facto przeszło to u nas bez echa. Komentatorzy, bojąc się chyba oskarżeń o utratę zmysłów, nawet nie pisnęli, że to śmierdzi na kilometr…
Coś podobnego PiS może zrobić w 2025 tylko z kimś, kto już ma ogromną popularność, kogo wygrana ponownie różnicą kilkuset tysięcy głosów nie wzbudzi najmniejszych podejrzeń. Nie mogą znowu wyskoczyć z kandydatem znikąd, bez ogromnego poparcia i rozpoznawalności. Potrzebują nazwiska, na które Polacy już głosowali.
Potrzebują też kogoś, czyją sromotną porażkę w Brukseli będzie można w Polsce ogłosić spektakularnym zwycięstwem ze znienawidzoną Unią, która przecież prowokuje Trzecią Wojnę Światową.
Szydło jest twarzą programu 500+, to ona dała pieniądze dla matek na ich pociechy. Przed wyborami PiS jeszcze bardziej podkręci tę ofertę, mogą dojść do 1000+, są pomysły pensji dla matek, żeby siedziały w domach z dziećmi. To będzie wyborczy szach mat.
Trzymali to dasein w euro-zamrażarce, a teraz szybko podgrzeją je w mikrofali i podadzą cieplutkie i parujące prosto na stół politycznej karmy dla mas.
I to się sprzeda, ludzie to kupią.
Teraz już widzicie, że to sam Lucyfer oświetla im drogę…
Opozycjo, jakieś pomysły na przetrącenie kijem po plecach samego El Diablo?
Jedno jest pewne: gumofilce i świadkowie Hołowni raczej nie pomogą…

Szary Człowiek [*]

19.10 – kolejna rocznica desperackiego aktu Piotra Szczęsnego, który dokonał samospalenia w proteście przeciwko degradacji państwa pod rządami Prawa i Sprawiedliwości kierowanego przez Jarosława Kaczyńskiego.

Szary Człowiek umierał 10 dni w szpitalu…

Pan Piotr, to bohater. Przeczytałem jego manifest oraz list do mediów bardzo uważnie. Bije z nich wyjątkowo trafna i przejrzyście wyrażona analiza sytuacji w kraju. Szczególnie rezonuje we mnie wątek przyznania się do problemów z depresją oraz zdecydowanej deklaracji i nazwania siebie osobą chorą psychicznie – za to składam mu hołd, ponieważ jest to temat, który domaga się otwartej dyskusji, reformy, finansowego wsparcia, dogłębnej naprawy; to jest temat, którego nie wolno się bać poruszać i ja na pewno będę o tym jeszcze intensywnie pisał.

Okazuje się, że to właśnie Pan Piotr, człowiek chory psychicznie, widział wszystko jasno i przejrzyście, bez złudzeń i iluzji fałszującej rzeczywistość. Widział sprawy dokładnie takimi jakie były i jakie są. Pan Piotr napisał prawdę o tym kraju i niestety ma rację mówiąc, że politycy za ludzi nie wykonają tej roboty.
Serce roście patrząc na piękną oprawę rocznicy, ale to zdecydowanie za mało. Muszą ludzie wprowadzić przesłanie Szarego Człowieka w życie, muszą odebrać tej władzy to, co ona sama im zabrała. Każdy opozycjonista powinien zaczynać budowę swojego paradygmatu walki z PiS od intensywnego studiowania Manifestu Pana Piotra. Tam jest wszystko wyłożone na tacy, pora tę całą maszynerię puścić w ruch, żeby nabrała pędu. Im więcej ludzi wskoczy na pokład, im większa będzie masa, tym szybciej zrobi się porządek.
Mają ludzie dzisiaj szansę zdobyć piękna i honorową kartę w życiorysie, kartę opozycjonisty i opozycjonistki walczących z prorosyjskim reżimem, więc nie ma się co bać, to tylko przyniesie powody do dumy w przyszłości. Można protestować pokojowo i bardzo skutecznie – są tego bardzo dobre przykłady w historii, nic tylko czerpać, stosować i triumfować!

Od siebie chciałbym jeszcze na koniec dodać, że jestem głęboko poruszony trzeźwością i jasnością myśli Szarego Człowieka, który w stanie bardzo ciężkiej depresji i rozpaczy nad upadkiem naszego państwa przygotował dla potomności rzecz bezcenną.

Poniżej wklejam Manifest Piotra Szczęsnego, Szarego Człowieka, który opublikował portal OKO.press – PAMIĘTAMY!


„1. Protestuję przeciwko ograniczaniu przez władzę wolności obywatelskich.

2. Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji, w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów.

3. Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji RP. Protestuję przeciwko temu, aby ci, którzy są za to odpowiedzialni (m.in. Prezydent) podejmowali jakiekolwiek działania w kierunku zmian w obecnej konstytucji – najpierw niech przestrzegają tej, która obecnie obowiązuje.

4. Protestuję przeciwko takiemu sprawowaniu władzy, że osoby na najwyższych stanowiskach w państwie realizują polecenia wydawane przez bliżej nieokreślone centrum decyzyjne związane z Prezesem PiS, nieponoszące za swoje decyzje odpowiedzialności. Protestuję przeciwko takiej pracy w Sejmie, kiedy ustawy tworzone są w pośpiechu, bez dyskusji i odpowiednich konsultacji, często po nocach, a potem muszą być prawie od razu poprawiane.

5. Protestuje przeciwko marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej i ośmieszaniu naszego kraju.

6. Protestuję przeciwko niszczeniu przyrody, szczególnie przez tych, którzy mają ją chronić (wycinka Puszczy Białowieskiej i innych obszarów cennych przyrodniczo, forowanie lobby łowieckiego, promowanie energetyki opartej na węglu).

7. Protestuję przeciwko dzieleniu społeczeństwa, umacnianiu i pogłębianiu tych podziałów. W szczególności protestuję przeciwko budowaniu „religii smoleńskiej” i na tym tle dzieleniu ludzi. Protestuję przeciwko seansom nienawiści, jakimi stały się „miesięcznice smoleńskie” i przeciwko językowi nienawiści i ksenofobii wprowadzanemu przed władze do debaty publicznej.

8. Protestuję przeciwko obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowisk swoimi ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji.

9. Protestuję przeciwko pomniejszaniu dokonań, obrzucaniu błotem i niszczeniu autorytetów, takich jak np. Lech Wałęsa, czy byli prezesi TK.

10. Protestuję przeciwko nadmiernej centralizacji państwa i zmianom prawa dotyczącego samorządów i organizacji pozarządowych zgodnie z doraźnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii.

11. Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów oraz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych (i innych z LGBT), muzułmanów i innych.

12. Protestuję przeciwko całkowitemu ubezwłasnowolnieniu telewizji publicznej i niemal całego radia i zrobieniu z nich tub propagandowych władzy. Szczególnie boli mnie niszczenie (na szczęście jeszcze nie całkowite), Trójki – radia, którego słucham od czasów młodości.

13. Protestuję przeciwko wykorzystywaniu służb specjalnych, policji i prokuratury do realizacji swoich własnych (partyjnych bądź prywatnych) celów.

14. Protestuję przeciwko nieprzemyślanej, nieskonsultowanej i nieprzygotowanej reformie oświaty.

15. Protestuję przeciwko ignorowaniu ogromnych potrzeb służby zdrowia.

Protestów pod adresem obecnych władz mógłbym sformułować dużo więcej, ale skoncentrowałem się na tych, które są najbardziej istotne, godzące w istnienie i funkcjonowanie całego państwa i społeczeństwa.

Nie kieruję żadnych wezwań pod adresem obecnych władz, gdyż uważam, że nic by to nie dało.

Wiele osób mądrzejszych i bardziej znanych ode mnie, podobnie jak wiele instytucji polskich i europejskich wzywało już te władze do różnych działań i niezmiennie te apele były ignorowane, a wzywający obrzucani błotem. Najpewniej i ja za to, co zrobiłem też takim błotem zostanę obrzucony. Ale przynajmniej będę w dobrym towarzystwie.

Natomiast chciałbym żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach.

Wezwanie swoje kieruję do wszystkich Polek i Polaków, tych którzy decydują o tym kto rządzi w Polsce, aby przeciwstawili się temu, co robi obecna władza i przeciwko czemu ja protestuję.

I nie dajcie się zwieść temu, że co jakiś czas działalność władz uspokaja się i daje pozór normalności (jak choćby ostatnio) – za kilka dni, czy tygodni znowu będą kontynuować ofensywę, znowu będą łamać prawo. I nigdy nie cofną się i nie oddadzą tego, co już raz zdobyli.

Wprawdzie to już dość wyświechtane powiedzenie, ale bardzo tutaj pasuje: Jeśli nie my, to kto? Kto jak nie my, obywatele ma zrobić porządek w naszym kraju? Jeśli nie teraz, to kiedy?

Każda chwila zwłoki powoduje, że sytuacja w kraju staje się coraz trudniejsza i coraz trudniej będzie wszystko naprawić.

Przede wszystkim wzywam, aby przebudzili się ci, którzy popierają PiS – nawet jeśli podobają się wam postulaty PiS-u, to weźcie pod uwagę. że nie każdy sposób ich realizacji jest dopuszczalny. Realizujcie swoje pomysły w ramach demokratycznego państwa prawa, a nie w taki sposób jak obecnie.

Tych, którzy nie popierają PiS, bo polityka jest im obojętna albo mają inne preferencje, wzywam do działania – nie wystarczy czekać na to co czas przyniesie, nie wystarczy wyrażać niezadowolenia w gronie znajomych, trzeba działać. A form możliwości jest naprawdę dużo.

Proszę was jednak, pamiętajcie, że wyborcy PiS to nasze matki, bracia, sąsiedzi, przyjaciele i koledzy. Nie chodzi o to żeby toczyć z nimi wojnę (tego właśnie by chciał PiS) ani „nawrócić ich” (bo to naiwne), ale o to, aby swoje poglądy realizowali zgodnie z prawem i zasadami demokracji. Być może wystarczy zmiana kierownictwa partii.

Ja, zwykły, szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich – nie czekajcie dłużej. Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej, zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj; zanim całkowicie pozbawi nas wolności.

A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!

Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!”

Zapraszam do wejścia na stronę portalu OKO.press dedykowaną Szaremu Człowiekowi, na której oprócz Manifestu Pana Piotra Szczęsnego można znaleźć dodatkowo jego listy do mediów, zatem całość proszę czytać pod linkiem: https://oko.press/piotr-s-szary-czlowiek-zyje-czesc-pamieci/

źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Szczęsny

Ziemkiewicz do sądu.

Poniedziałek powitał mnie cudowną informacją – Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych zaciąga Rafała Ziemkiewicza do sądu za jego obraźliwe wypowiedzi wobec kobiet protestujących o swoje prawa i swoją godność.

Szybkimi krokami zbliżają się moje okrągłe urodziny, a ponieważ nie lubię dostawać prezentów od ludzi, więc zacząłem szukać czegoś wyjątkowego dla siebie. Może nowy zegarek? To takie banalne… Albo jakiś obraz do powieszenia na ścianie? Mam ich setki… Droga publikacja ze specjalistycznej dziedziny, którą się zajmuję? Nie, stwierdziłem, że próżność, choćby nawet motywowana inwestycją w siebie, jest mniej radosna, niż wsparcie słusznej idei, niż zrobienie czegoś dla kogoś.

Dlatego z okazji zbliżających się urodzin postanowiłem wpłacić okrągłego tysiaczka na dzielnych ludzi z OMZRiK, którzy bronią honoru, godności i przede wszystkim praw kobiet tak bezczelnie i konsekwentnie obrażanych przez Rafała Ziemkiewicza.

Mam ogromną nadzieję, że sprawiedliwości stanie się zadość i sąd zmusi Ziemkiewicza do wyszczekania przeprosin.

Ziemkiewicz to cyniczny siewca wulgarnych poglądów, które są zwyczajną mową nienawiści. Uważam, że robi to cynicznie i z premedytacją, ponieważ zauważył, że to się dobrze sprzedaje, że można na tej nienawiści zarabiać pieniążki. Skoro się dobrze sprzedaje, to znaczy, że jest na tę nienawiść popyt. Tym bardziej trzeba z tym walczyć i przeznaczać na to pieniądze. To jest inwestycja nie w siebie ale w przyszłość następnych pokoleń.

Tu nie chodzi o poglądy, ponieważ każda osoba ma pełne prawo nie zgadzać się z postulatami jakiejkolwiek grupy społecznej i poddawać je merytorycznej krytyce – to jest w pełni dopuszczalne, stanowi wręcz kwintesencję wolności słowa i wolności w ogóle.

Jest jednak taka stara definicja wolności, która mówi: prawo do wymachiwania pięścią kończy się tam, gdzie zaczyna się nos drugiego człowieka.

Kto świadomie krzywdzi innych ludzi, kierowany dodatkowo prymitywnymi pobudkami chęci zysku, powinien ponieść tego konsekwencje zgodnie z literą prawa.

Dlatego na swoje urodziny postanowiłem sobie sprawić prezent, który mam nadzieję sprowadzi na Ziemkiewicza prawne konsekwencje jego karygodnych działań.

Ziemkiewicz świadomie niszczy tkankę wspólnotowości naszego społeczeństwa, robi to z szyderczym uśmiechem na twarzy. Reprezentuje sobą wszystko to, czym gardzę i czego nie toleruję.

Nie tolerujmy nietolerancji. Nie pozawalajmy jej zarażać innych serc dziką nienawiścią i umysłów patologicznymi koncepcjami.

Budujmy świadomie społeczeństwo oparte na wzajemnym szacunku, na akceptacji innych ludzi, szczególnie tych, których prawa są instytucjonalnie łamane i wspierajmy tych, którzy poświęcają własne życia na walkę o normalność przestrzeni publicznej.

Zachęcam wszystkich do zrobienia sobie dobrze wpłatą dla tych dzielnych ludzi walczących o słuszną sprawę – po co marnować ciężko zarobione pieniądze na doczesne zbytki i chwilowe przyjemności? Zróbcie coś dobrego dla przyszłych pokoleń nie ruszając się sprzed biurek, z kanap i foteli. Spacerując z psem, lub głaszcząc kota można szybko zlecić przelew. Zachęcam gorąco!

Ta organizacja walczy dokładnie z tym, co śmiało można nazwać esencją zła nieustannie bulgoczącą w społeczeństwach, w ludziach i uważam, że koniecznie trzeba wpierać Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych

Jak pokonać PiS? Cz.I

Źle się dzieje w państwie polskim.

Dziesiątego października roku pańskiego dwa tysiące dwudziestego pierwszego na jedno ćwierknięcie Donalda Tuska odpowiedziało sto tysięcy obywateli i wypełniło Plac Zamkowy niebiesko-żółtym przesłaniem dla skorumpowanej władzy.

Nie jestem fanem Donalda. Uważam, że aktualna sytuacja, to niestety efekt jego krótkowzroczności, naiwności i przede wszystkim pychy. Tak, Donald myślał, że Bruksela to dobra opcja, że Polki i Polacy odetchną od Tuska, bo już się zwyczajnie przejadł wszystkim, tak sam mówił w wywiadzie przed wyjazdem do Brukseli. Myślał również zapewne, że nawet jeśli PiS dojdzie do władzy, to tak ludzi wkurwi, że on wróci z Brukseli i zrobi się powtórkę z 2007, i będzie pozamiatane.

Stało się inaczej, bo PiS owszem wielu ludzi wkurwił, ale wielu solidnie wygrubasił i przekupił.

To nie była tylko pycha Tuska – „pomogli” mu w tym ochoczo dziennikarze, przede wszystkim ze środowisk „Gazety Wyborczej” i TVN, których bezlitośnie krytykuję za niskie pobudki, za chciwość.

Monika Olejnik codziennie dawała im najlepszy czas antenowy. Siedziała obwieszona koralikami od Coco Chanel, w designerskich szpilkach i najdziwniejszych kreacjach na świecie, a formuła jej programu zamykała się w jednym zdaniu: niech się żrą na wizji, ile tylko wlezie, im więcej szczekania i plucia, tym lepiej, a im więcej pisiorów, tym więcej plucia i szczekania. No i wypluli i wyszczekali. Za moment Obajtek przejmie tę stację i Monice zostanie chyba tylko youtube…

W „Gazecie Wyborczej” czapki z głów przed prezesem zdejmowali i z pretensją wręcz ustawiali do pionu czytelników – dajcie im porządzić. No to ludzie dali porządzić, a oni porządzili właśnie i to jak porządzili!

Polska osiągnęła stadium kompletnego bagna.

Donald przyfrunął z Brukseli, ćwierknął w necie i zebrało się sto tysięcy ludzi, których nawet okoliczne ulice nie mogły pomieścić. To potencja, której nie można zmarnować.

Uważam, że trzeba Donaldowi pomóc.

Nadszedł dzień, żeby się jasno określić, po której stronie barykady chce się być. Od razu powiem, że nie da rady siedzieć na niej okrakiem, jak Czarzasty i Zandberg, pałaszując obajtkowe hot dogi z Orlenu. Tak się nie da, tak można się tylko zdyskredytować na wieki wieków.

Trzeba pomóc Donaldowi walczyć ze złem. Tusk spieprzył swoją pierwszą historyczną misję – nie dopuścić PiS do władzy i nie oddać społeczeństwa w ręce kleru, ale ta bitwa jest ostatnia i najważniejsza, i nie można go zostawić samego na polu tej walki. Trzeba walczyć ze złem jak tylko człowiek potrafi najlepiej i najskuteczniej. Każdy głos sprzeciwu się liczy i każdy głos jest ważny.

Niestety, sytuacja jest tragiczna. Imperium zła rządzi twardą ręką. Tak, to jest imperium zła namaszczone przez kapłanów fałszywego słowa. Powiedzmy to wyraźnie – Watykan pokropił i poświęcił IV Rozbiór Polski dokonywany przez sygnatariuszy projektu „dobrej zmiany” i IVRP. Kościół i Rosja po raz kolejny próbują zniewolić Polskę, zakuć ją w kajdany i uzależnić od dwugłowego ptaszydła z Kremla i katolickiej hydry, wielogłowego, jadowitego węża, którym jest kuria rzymska. Jak dwa łotry, rączka w rączkę w przestępczym pakcie, który nie wymaga żadnej zgody na piśmie, niemo, bez słowa, ale konsekwentnie i z premedytacją zaciskają na Polsce swoje wstrętne szpony i wbijają w nią toksyczne kły.

Metafora przesadzona? Wyobraźnia galopuje mi po kawie? Nic z tych rzeczy. Tak się sprawy polskie właśnie przedstawiają. Polska jest pożerana po raz kolejny przez dwa wielkie imperia, przez dwa obce państwa. Polska jest tutaj ofiarą. Wszystkie powstania wybuchały w przeszłości z tego samego powodu. Cała moja obowiązkowa edukacja w szkole, to lektury i lekcje historii głównie o jednym temacie – o utracie niepodległości Polski. Dziś na naszych oczach rozgrywa się ten sam dramat.

PiS, cała Zjednoczona Prawica, Konfederacja, ONR, narodowcy i przede wszystkim Kościół Katolicki, to są zdrajcy Polski, którzy zdradzają polską rację stanu, interesy Polek i Polaków i robią to dla własnych korzyści. Znamy to z historii bardzo dobrze.

Jaka jest ich metoda? Zatrzymywać postęp ograniczając dostęp do wiedzy i wulgaryzując prawdę.

Jak się z tego bagna wyczołgać?

Uważam, że trzeba do tego podejść dokładnie tak samo, jak do każdego innego problemu, czyli przede wszystkim skupić się wcale niekoniecznie na jego objawach, które manifestują nam się dookoła tak wyraźnie, ale na jego źródłach, na przyczynach i metodzie jego pogłębiania się. Trzeba zidentyfikować źródło problemu i z tym walczyć. Jak z nowotworem, którego trzeba najpierw zlokalizować, później zidentyfikować i zastosować sprawdzoną terapię: chemię, promieniowanie, immunoterapię, a jak trzeba, to amputację. Znając przyczyny choroby, jej naturę, środowisko jej rozwoju, możemy z nią skutecznie walczyć.

W dzień protestów robiłem w Londynie mały biznes. Nie jest tajemnicą, że zajmuję się sztuką już od ponad 20 lat (z małą przerwą na lot nad kukułczym gniazdem) i tak właśnie spędzam swój wolny czas poza pracą. Miałem tamtego dnia klientów, którzy zrobili u mnie drobne zakupy. To była starsza para Ukraińców. Tak, Ukrainka z mężem kupowali od Polaka antyki w Londynie. Sama ta sytuacja jest wymowna i jest wytrychem do zagadki polskiego problemu.

Gdy już pieniążki zadźwięczały w mojej sakiewce, zapytałem o sytuację w ich kraju. Miny im spoważniały, odpowiedzieli szczerze i dumnie: nie jest lekko, 8 lat już walczymy… Postanowiłem dalej już nie drążyć, dostałem od nich dokładnie to, co miałem nadzieję usłyszeć.

„NIE JEST LEKKO, OSIEM LAT JUŻ WALCZYMY”

Tak, Kochani, oni WALCZĄ.

Przewińmy taśmę, żeby przypomnieć sobie, jak to się u nich zaczęło. Wiktor Janukowycz, czyli kremlowska marionetka, na polecenie Moskwy zaczął hamować proeuropejskie tendencje Ukrainy. Gdy Europa zaczęła wyciągać dłoń Ukrainie i gdy Ukraina chciała tę dłoń złapać, Janukowycz stanął na jej drodze do wolności.

Ci wspaniali, dzielni ludzie mogli zrobić u mnie zakupy w Londynie, ponieważ postawili się Putinowi i jego wytrenowanemu pieskowi Janukowyczowi. Proputinowski kundel musiał podwinąć ogon i spierdalać pod osłoną nocy do swojego protektora pod skrzydełko, a na Ukrainę inwazji dokonały zielone ludziki. Co zrobił świat? Nic. Ukraińcy są zupełnie sami, walczą sami. I tego nikt im nie odbierze. Polacy też są tak naprawdę sami. Prawdziwi Polacy, nie te putinowskie szczekaczki Bąkiewicze i reszta tej faszystowskiej ferajny – oni są zdrajcami Polski.

Prowadzi to nas do oczywistego pytania: czy możliwa jest zmiana w Polsce bez Majdanu? Odpowiedź na to pytanie jest nie tyle trudna, bo nie jest, co niebezpieczna. Rozejrzyjcie się dookoła. Służbami kieruje człowiek skazany wyrokiem sądu na 3 lata więzienia. Ta jedna charakterystyka tego systemu mówi o nim wszystko. Zawiera się w niej również odpowiedź na powyższe pytanie. Trzeba być sprytnym i robić swoje w bardzo przemyślany sposób.

Donald Tusk sam nie da rady pokonać tej mafijnej patologii.

Uważam, że politycy nie zapewnią wolności obywatelom. Nigdy tego w historii nie dokonali. Spójrzcie proszę wstecz. Historia zawiera w sobie bardzo wyraźny opis nie tylko przeszłości, ale przede wszystkim projekcję przyszłości. Próżno szukać w historii przypadku podarowania przez polityków wolności zwykłym obywatelom. Jest za to nieskończona ilość opisów zniewolenia ludzi przez chciwych i żądnych władzy dyktatorów i zwykłych ludzi – Szarych Obywateli przelewających krew za swoje naturalne prawa. Wolność była, jest i zawsze będzie stanem, o który ludzie muszą sami walczyć, który muszą sami zapewnić sobie i przyszłym pokoleniom. Wolność nie spłynie na nas z nieba.

O wolności, jej smaku, zapachu i kolorach mogę kilka słów od siebie powiedzieć. Możemy się chyba zgodzić, że maksymalny stopień zabezpieczenia, to odwrotność stanu bycia wolnym. Ale z drugiej strony sama możliwość swobodnego przemieszczania się, brak murów, krat i strażnika, który co dwie minuty zagląda i sprawdza, wcale jeszcze nie jest równoznaczna z byciem wolną osobą.

Jest wiele rodzajów zniewolenia. Najgorszym ze wszystkich jest więzienie własnego umysłu. Aby osiągnąć wolność w jej najpełniejszym wymiarze, należy osiągnąć stan wolności własnego intelektu. Nic nie może tego stanu zakłócić. Czysty umysł jest gwarantem wolności promieniującej na pozostałe sfery życia. Jego najważniejszym warunkiem jest niedopuszczanie ingerencji z zewnątrz w postaci jasno przemyślanej inżynierii naszego myślenia, której jedynym celem jest ograniczenie naszej świadomości ciasnym paradygmatem specjalnie zaprojektowanym tylko do zawężania naszego horyzontu, skrępowania naszych swobód i kontrolowania naszego życia od chwili poczęcia aż do śmierci, a w przypadku ideologii dodatkowo ściśniętych gorsetem religii, ta kontrola wychodzi nawet poza ramy życia i śmierci.

W dniu manifestacji oglądaliśmy wieczorem z żoną relacje z protestów. Warszawa dopisała, inne duże miasta niestety nie, wyraźnie zawiodły struktury lokalne – PO RAZ KOLEJNY. Tak opozycja nie wygra nigdy. Jesteście skazani na porażkę, jeśli dalej będziecie popełniać takie błędy. Ale to była interesująca obserwacja i lekcja do odrobienia. Wielu młodych ludzi mówiło do kamery: mam na imię Łukasz, Agnieszka, Wojtek, mam 21, 20, 19 lat, etc. Było tam też sporo młodych ludzi w wieku przedmaturalnym, czyli młodzieży, która urodziła się już w Unii Europejskiej, daleko od PRL i generała zamiast Teleranka.

I tu dochodzimy do ścisłego meritum, tu jest esencja i istota problemu. Młodzież – to jest właśnie to, co uzasadnia tę walkę i to jest jednocześnie prawdziwy poligon tej batalii.

Umysły naszej młodzieży, to jest klucz do sukcesu. Jeśli starsze pokolenia nie są w stanie tej walki wygrać, to trzeba zrobić wszystko, co tylko możemy, żeby młodzieży nie stracić, żeby młodzież tę walkę wygrała dla siebie i swojej przyszłości.

PiS do spółki z Putinem i Kościołem Katolickim przede wszystkim formatują umysły młodych ludzi. Pokazują młodym ludziom, że warto z nimi trzymać, uczą ich zwulgaryzowanych definicji sprawiedliwości, godności, patriotyzmu, wolności. Deprawują umysły młodych ludzi, redefiniują rzeczywistość, która ich otacza.

Kreują posłusznego obywatela, który ma „głosować i nie przeszkadzać”.

Posłuszeństwo bierze się z niewiedzy, że można być nieposłusznym, że czasami trzeba wręcz być nieposłusznym.

Kaczyński tylko wtedy mówi prawdę, gdy puszczą mu nerwy i straci na chwilę nad sobą kontrolę. Wycedził w tym zdaniu dokładnie to, czym jego plan naprawdę jest – chcą kreować posłusznych obywateli, którzy nie przeszkadzają.

Dzisiejsi licealiści, będą za dwa lata mieli prawo głosu. Tego nie wolno zlekceważyć. Ubędzie dziadersów przekupionych 13tą i 14tą emeryturą, ale przybędzie młodego elektoratu.

Macie prosto na tacy podane, co należy Kaczyńskiemu odpowiedzieć: będziemy właśnie przeszkadzać.

Jak przeszkadzać? Pracą u podstaw. Znajomi nazywali mnie romantykiem, ale ja jestem pozytywistą i najpilniej studiowałem właśnie pozytywizm. To była nie tylko szlachetna, ale bardzo trafiona idea walki z okupantami poprzez edukację kompletnie zaniedbanych grup społecznych.

Ta idea nigdy nie doczekała się swojej realizacji. Po jednej wielkiej wojnie przyszła kolejna.

Pora tę ideę wprowadzić w życie właśnie teraz – zacznijmy edukować młodych ludzi w tym jednym wymiarze, w tej jednej sferze – wolności ich własnego myślenia.

Uważam, że w tym momencie nie uda się pokonać pisowskiego nowotworu na stole operacyjnym. Nie, ponieważ odrośnie jeszcze silniejszy i jeszcze bardziej złośliwy. Sprawy zaszły zbyt daleko i nowotwór jest już na tyle zaawansowany, że należy zaaplikować mu precyzyjne lekarstwo i silną dawkę immunoterapii, żeby nie mógł już znaleźć gleby dla swoich wulgarnych idei.

Uważam, że to młodzi ludzie muszą wyjebać PiS z orbity politycznej sceny. Na zawsze posprzątać ten syf.

Młodzi ludzie są dziś bezczelnie indoktrynowani i poddawani tresurze światopoglądowej. Mają iluzję wolności w smartfonie, ale nie w szkołach, księgarniach, już nie na półkach z gazetami, ani też na ulicy. Zostały im też resztki wolności własnych umysłów. Wasze piękne młode umysły nie będą nigdy w pełni wolne, jeśli taki pan Czarnek będzie zmuszał Was do czytania encyklik pisanych przez niespełnionego aktora, który został papieżem.

Z jednej strony PiS ogranicza Wasze umysły, a z drugiej strony faszyści z ONR, na czele z takim  chamem i polską kanalią Bąkiewiczem, ograniczają Wasze ciała. Tak, dokładnie tak. To współczesny faszysta Bąkiewicz definiuje dziś ulicę i mówi, jak należy się zachowywać na ulicy, to on decyduje, co jest dopuszczalne na ulicy, a co absolutnie nie mieści się w ich definicji „normalności”. To oni mają marsz niepodległości, nie Wy!

Niedawno spacerowałem ulicami francuskiego miasta, z którego pochodzą prezydent Emmanuel Macron i jego małżonka. Życie kwitło dookoła pełnią barw i swobody. Na ławce przytulały się dziewczyny, wszędzie widać było mieszane pary i ich kolorowe dzieci różnych ras grające ze sobą w piłkę na skwerach i placach, za rękę szła para młodych chłopaków – bez obawy, że zaraz napadnie ich jakiś faszysta z bąkiewiczowską nienawiścią wygrawerowaną na parszywym ryju dziedzica genów szmalcownika i kolaboranta. Takie chamstwo, to tylko w Polsce i na Wschodzie. Ja w takim bagnie nie jestem w stanie oddychać. Mój świat, w którym czuję się dobrze, to właśnie takie obrazki, jak z francuskiego Amiens, jak z Londynu, gdzie nie mają wstępu kompletnie nawiedzony fanatyk eks-ksiądz Międlar albo cyniczny cham Ziemkiewicz, którego skandaliczne wypowiedzi nadają się na wieczne potępienie.

Mam ogromną satysfakcję, że mnie do UK wpuszczają z uśmiechem na ustach, że sobie z celnikami zawsze miło rozmawiamy o mojej pracy i moim hobby, że płacę podatki i wszystko jest na swoim miejscu. Kiedyś nawet wracając z wyjazdu do Francji wjechałem do UK bez żadnych dokumentów, bo zapomniałem ich zabrać ze sobą w podróż.

A takiemu Ziemkiewiczowi kazali ściągać pasek, sznurówki i zamknęli go do celi przed odesłaniem z misiem w paszporcie na Wschód.

Ja jestem obywatelem Zachodu, obywatelem świata, dla nich pozostaje głęboki Wschód.

Młodzi ludzie muszą sobie sami odpowiedzieć na pytania: kim chcą być i gdzie chcą żyć, czy chcą kreować przestrzeń swoich miast, miasteczek, wsi, metropolii, czy chcą potulnie oddać je faszystom i głosicielom nienawiści?

Chcecie ulic wypełnionych nienawiścią i przemocą, czy wolnością i miłością?

Zacznijmy od umysłów i pana Czarnka zmuszającego do czytania JP2.

To jest pierwsza ostrzegawcza flaga. Dawno temu w trawie na lekcji polskiego dostałem pałę, ponieważ wstałem i powiedziałem, że nie przeczytam „Pana Tadeusza”, bo to słaby poemat i szkoda mojego czasu na takiego gniota (naprawdę próbowałem z całych sił przeczytać, ale po dwóch stronach skapitulowałem, to nie była moja parafia). Do dziś nie przeczytałem „Pana Tadeusza”, ale wtedy zamiast Mickiewicza przeczytałem bardzo uważnie „Imię róży” Umberto Eco.

Eco mówi w swojej fantastycznie napisanej powieści, że wolnością jest wiedza; wolnością jest prawda, którą często chce się przed człowiekiem ukryć, zabronić do niej dostępu.

Do niedawna skutecznie chroniono dostępu do prawdy o ‘papieżu Polaku’.

Jaka prawda z kolei kryje się w pismach ultrakonserwatysty Wojtyły? Cóż o życiu ma mi do powiedzenia w swoich pisemkach koleś, o którym dziś wiemy, że oprócz pożerania kremówek w Wadowicach i spacerów z ciupagą po pagórkach, lubił również ukrywać najwyższej rangi kościelnych pedofili – zezwierzęcone maszyny do gwałcenia dzieci?

To ma być autorytet dla Was, kochana młodzieży? Kogoś takiego chcecie dopuszczać do swoich umysłów? Przecież to jest trucizna dla Waszego indywidualizmu, dla Waszej wolności.

Jakiś pan Czarnek, polityczny oportunista, wspinacz, karierowicz, który bez mecenatu i wparcia kościelnych środowisk sam nie osiągnąłby w życiu nic, on ma mówić Wam, jakie macie czytać książki, jakie lektury macie przerabiać na lekcjach polskiego?

Zabrali Wam już gimnazjum, bo Jarek nie miał gimnazjum, więc Wy też go nie potrzebujecie… I teraz tak Was Czarnek przeczołga przez podstawówkę, liceum, a na koniec zmusi Was do zapasów w kisielu z Wojtyłą na maturze, że na koniec nie pozostanie nic z tego, kim naprawdę jesteście, co jest dla Was cenne i ważne. On z Was to wszystko wypłucze i nakarmi Was pustymi frazesami zdyskredytowanego kapłana.

Przecież to jest obrzydliwe, rzygać mi się chce na samą myśl.

Miejcie do siebie trochę elementarnego szacunku i nie dajcie się wychowywać takim intelektualnym oszustom, dewiantom w przebraniu pedagogów.

Jesteście przyszłością tego kraju i świata – świat będzie zaraz Wasz, ale najpierw musicie go sobie wywalczyć. Wolności nikt Wam nie da, wolność będziecie mieli taką, jakiej zapragniecie. A pragnienia, to wszystko, czego potrzebujecie, to Wam w zupełności wystarczy. Nie dajcie sobie odebrać Waszych pragnień.

Wojtyła pozwalał swoim kolegom gwałcić Waszych rówieśników. Jeśli nie chcecie się solidaryzować z politykami, którym nie ufacie (i słusznie, bo nie wolno im nigdy ufać do końca), to solidaryzujcie się z Waszymi rówieśnikami, których ta maszyna zła tak okrutnie skrzywdziła i krzywdzi nadal. Wyjdźcie z tego i nigdy tam nie wracajcie.

To jest zadanie dla młodych i starych. Młodzi muszą wiedzieć, że wolność, to świat bez obowiązkowego Wojtyły na liście lektur w szkole, ale także świat z pełną prawdą o Wojtyle – protektorze pedofili.

Wojtyła czerpał pełnymi garściami z konkretnych nazwisk i konkretnych filozoficznych koncepcji. Nic sam świeżego i nowego nie stworzył. Można go zupełnie olać i sięgnąć do samego źródła koncepcji człowieka, które sobie przywłaszczał.

Młodzi muszą wiedzieć, że JP2 nie był święty. Starzy muszą wiedzieć, że Wojtyła nie zasługuje na bycie edukatorem młodych.

To punkt pierwszy planu pokonania PiS. To jest praca u podstaw, to jest ta inwestycja w preparat immunologiczny i żeby ją wykonać dobrze, trzeba jasno zidentyfikować kluczowe miejsca, gdzie tę pracę trzeba w ogóle zacząć.

Sprzeciw musi zacząć się od młodego pokolenia, to ono musi udźwignąć to brzemię, tak jak dzielny Frodo w trylogii Tolkiena – tym pierścieniem zła do kontroli ludzi i ich umysłów jest dzisiaj w Polsce Jan Paweł II. Trzeba wykonać ciężką misję i odesłać go tam, skąd pochodzi – prosto do Mordoru. To jest zadanie dla Młodych, a Starzy muszą im w tym pomóc.

Poczytajcie sobie notkę biograficzną Czarnka – cała jego kariera, to silny związek z Kościołem Katolickim i koniunkturalna wspinaczka po linach, które wciąga do góry potężna, niewidzialna siła.

Cała kariera Czarna jakby krzyczała wręcz, że jego życiową misją jest zniewolenie młodych umysłów. To widać gołym okiem, poczytajcie sobie sami, tam jest czarno na białym, kim on naprawdę jest.

Rewolucja i zmiana muszą zacząć się w szkołach, nie na ulicach. Ulice odzyskamy za moment. Nie oczekujmy od biednych nauczycieli, żeby odmawiali prowadzenia takich lekcji, które narzucają im kuratorium i ministerstwo. Można przecież powiedzieć młodym, że nie muszą w takiej lekcji uczestniczyć. Nauczyciela można wyrzucić z pracy na zbity pysk. A dzieci, młodzież? Im mogą wszyscy nagwizdać.

Niech młodzież zacznie się domagać w szkole mówienia prawdy o Karolu Wojtyle, ultrakonserwatyście, który został papieżem. Jeśli cokolwiek dzisiaj trzeba mówić o Wojtyle, to właśnie pełną prawdę o jego śmiertelnych grzechach przeciwko człowieczeństwu i krzywdzie niezliczonej ilości dzieci, których nie ratował, które pomagał dalej krzywdzić. Epidemia AIDS na świecie, to też jedno z jego wielkich dokonań.

To właśnie młodzież może i powinna pokazać tej władzy środkowy palec i powiedzieć Czarnkowi, żeby w dupę sobie wsadził Wojtyłę, żeby sobie zwinął w rulonik jego encyklikę i wsadził sobie to głęboko w dupę. Mi absolutnie nie wypada takich poglądów wygłaszać, ale oczywiście z pozycji człowieka wykształconego okazałbym młodzieży głoszącej takie postulaty bardzo dużo zrozumienia. Młodością rządzą inne prawa, nieprawdaż? Młodzieży wolno więcej. Z tą młodzieżą to władza już ma trochę przechlapane. Skoro Jacek Kurski i jego TVP przyjęli milcząco lirycznego ale jednak chuja w dziąsło, to pewnie i doczekamy się Czarnka przyjmującego Wojtyłę wiadomo gdzie. To taki test dla ojca Maty – też jawnego katolika. „Chuj w dziąsło Kurskiemu i TVP” był najwyraźniej prawnie dopuszczalny. Ciekaw jestem opinii prawnej Pana mecenasa Matczaka, bo może kiedyś nadejdzie taki dzień, gdy jakiś młody raper postanowi nagrać kawałek zatytułowany np. „Katointeligencja” i w swojej twórczości lirycznej zarapuje na przykład coś w stylu:

Do ministra: zwiń w rulonik ulubione pisma i je sobie w dupę wciskaj.

Bardzo dobrze by było, gdyby taki młody twórca wiedział, czy wolno mu tak rapować, jeśli jego ojciec nie jest akurat bardzo znanym i wpływowym prawnikiem i że Czarnek po niego nie wyśle kulsonów na sygnale, którzy go zakatują gdzieś na komisariacie i że pisowski prokurator nie będzie mu niszczył zdrowia i życia wyręczając sąd i za sąd wydając wyroki i postanowienia np. o zajmowaniu mienia na rzecz jakiegoś pisowskiego aparatczyka, który dobrze, bo posłusznie lizał dudę. Dobrze, żeby taki młody człowiek wiedział od takiego eksperta w swojej dziedzinie i jednocześnie autorytetu, jakim jest Pan mecenas Matczak, że wolno mu taką twórczość uprawiać. Ja tego nie wiem, więc jestem ostrożny, ale ten „chuj w dziąsło Jacka Kurskiego i TVP” dumnie się pręży i powiewa jak sztandar drobnego, ale ważnego zwycięstwa z imperium zła. Skoro można zadedykować chuja w dziąsło Jackowi Kurskiemu, to czy można zadedykować encyklikę Wojtyły w dudę Czarnka? Może Pan mecenas Matczak podzieliłby się poradą prawniczą pro bono z jakimś potencjalnym raperem? Nie ironizuję, tu nie ma sarkazmu. Pan Matczak napisał ostatnio poradnik dla rodziców i uważam, że ze swoim synem są świadomi aktualnych problemów młodych ludzi, dlatego interesuje mnie bardzo, czy młody człowiek mógłby dzisiaj takie poglądy o Wojtyle wygłaszać bez obawy o represje władzy, której delikatne uczucia religijne mogłyby zostać zranione? To jest zupełnie poważne pytanie. Prokuratorzy w całej Polsce ścigają młodych za trywialne wpisy w Internecie – to jest właśnie dzisiejsza rzeczywistość młodych ludzi.

Mi absolutnie nie wypada propagować takich rzeczy. Ja tylko namawiam do niezaśmiecania własnego umysłu koncepcjami zdyskredytowanych pseudointelektualistów z Podkarpacia, a przede wszystkim tego jednego, który krył w swojej organizacji przed sprawiedliwością i karą obrzydliwych i seryjnych pedofili. Namawiam do dbania o higienę intelektu i jakość treści, którymi się go karmi. Namawiam gorąco do wolności myślenia i testowania systemu, do zdobywania swobód a nie ich oddawania – a już na pewno nie takim ludziom, jak pan Czarnek. Świadomie propaguję ideę wolnego umysłu, który nie poddaje się formatowaniu według wzorców, które podobają się partyjnym aparatczykom.

Moje hasło: Sokrates zamiast Wojtyły!

Niech się Watykan zajmie modelowaniem myślenia i urządzaniem życia dorosłym mnichom i zakonnicom w zakonach, którzy świadomie wybrali sobie taką drogę życia. Ręce precz od szkoły, od dzieci i młodzieży, ręce precz od ich wolności.

To punkt pierwszy programu, to jest podstawa całej walki.

Punkt drugi pracy u podstaw? Źródło i metoda rozprzestrzeniania się nowotworu.

Trzeba pomóc Donaldowi Tuskowi posprzątać tę mafię.

Szkoda mi się zrobiło Tuska, jak zobaczyłem ten moment, gdy zamilkł na chwilę, bo z głośników obok darł ryja ten wstrętny faszysta. Założę się, że Donald miał w głowie jedną myśl wtedy: do czego to doszło…

To jest kropla, która przelewa czarę. Bąkiewicz jest wystarczającą inspiracją do walki ze skorumpowanym systemem o normalność przestrzeni publicznej. Każdy za swoje przestępstwa powinien odpowiedzieć zgodnie z literą prawa.

Najlepiej pomogą pozostali liderzy opozycji – zgadzając się na wspólną listę wyborczą i to musi się stać jak najszybciej.

Kabaret starszych panów

Ciekawe nieciekawe rzeczy dzieją się w Polszy. Z odległości tysiąca mil cały ten koszmarny spektakl ogląda się z zażenowaniem ale jednocześnie z jakąś perwersyjną i kompulsywną ciekawością. Z jednej strony tej śmieszno-strasznej gry siedzi Jarosław Polskę-Zbaw Kaczyński, z drugiej dosiadł się właśnie do stolika Donald zwany ‘Słońcem Peru’ Tusk. Dwa zwaśnione plemiona kontynuują w tle wymianę ognia, ciskając w siebie brudem wszelkiego rodzaju i pochodzenia. USA w Wietnamie zrzucały hurtowo bomby z napalmem – na wszystkich, nawet na siebie. W polskiej wojnie domowej ulubioną bronią obu stron jest gówno. Każda historia musi jednak mieć swoją księgę genesis, dlatego nie zapominajmy, kto pierwszy cisnął słoikiem z fekaliami! Sam Banksy nie namalowałby lepszego obrazu, ponieważ ta tablica obryzgana kałem zawiera w sobie kilka poziomów absurdu. To taka incepcja incepcji w incepcji. Obrońca krzyża wyraził swoją dezaprobatę wobec tablicy upamiętniającej ofiary lądowania w smoleńskim lesie do góry podwoziem dobre 200 metrów obok drogi startowej. A oglądający to przedstawienie widz nadal nie wie, czyj sen śni: swój, jednej, czy drugiej strony? Tym bardziej, że za moment wyprowadzą ten krzyż ponownie na Przedmieście Krakowskie, a na gwiazdkę pod choinką na Placu Zamkowym Polki i Polacy dostaną od “przyjaciół Moskali” pięknie zapakowany w świąteczny papier i przewiązany czerwoną kokardką wrak.

Ponad dekadę zastanawiam się, po co Putinowi w ogóle ta relikwia? To taki as w rękawie, który każdy szuler musi mieć, żeby jednym zwinnym ruchem porażkę zaczarować w niewiarygodne ale jednak zwycięstwo.

Putin rzuci tym asem na stół, gdy zrobi się w Polszy ciepło, a już bulgocze w tym naszym kociołku z polskim bigosem.

Słońce Peru wezwało naród do zademonstrowania na Placu Zamkowym w niedzielę kolektywnego sprzeciwu wobec aktualnych decyzji Trybunału Kucharki (nie mylić z Konstytucyjnym, bo tamten to był kiedyś, ale już go dawno nie ma). Na pewno dużo ludzi przyjedzie z różnych zakątków kraju, będą też zapewne pielgrzymi z ziemi obcej do Wolski.

Donald i Jarek zaczęli grę vabank. Obawiam się tylko dwóch rzeczy: tego, że jeden gra na serio w warcaby, a drugi blefuje w pokera oraz daty, bo 10ty i do tego jeszcze niedziela… Nie wiem, czy to dobra koniunkcja planet na niebie i znaków na ziemi.

Czy to będzie ta ostatnia niedziela? Ostatnia dla kogo? Czy koniec będzie początkiem, czy początek końcem?

Według chińskiego kalendarza Donald to kogut (mamy coś wspólnego ze Słońcem Peru, już wiem, dlaczego on taki przemądrzały jest), z kolei Jarosław to wół, co mnie zupełnie nie dziwi, bynajmniej, to sporo wyjaśnia. Może Katarzyna Kozyra zrobi instalację z wypchanym kogutem na wole? Proszę nie zapominać, że rok 2021, to właśnie rok wołu, ale nie oznacza to wcale dla niego samych uśmiechów losu, może być wręcz odwrotnie, bo jeśli taki wół obraził bóstwo Tai Sui (na przykład niesmaczną potrawą przyrządzoną przez niechlujną kucharkę!), to może się okazać, że dobra wróżba zamieni się w rok niepowodzeń i klęski! Legenda głosi, że można to odkręcić przywdziewając szaty w kolorze czerwieni, no ale w takim outficie na pewno Jarka publicznie nikt nigdy nie zobaczy. Może czerwona piżama z czerwoną szlafmycą pomoże? Intryguje mnie również to, że wg chińskiego horoskopu najlepszym partnerem dla koguta jest właśnie wół!

Inni znani ludzie urodzeni pod znakiem wołu, to Barrack Obama i George Clooney.

Z kolei koguty dumnie reprezentują: Kate Middleton, Britney Spears i nieskromnie ja.

Koguty słyną z próżności, wybuchowości, nieustannie pragną atencji i nie lubią, gdy się ich ludzie nie słuchają. Wyliczam tylko pożyteczne cechy, bo tych ‘dobrych’ i tak nikt nie pamięta i nie zwraca na nie uwagi. Wszystko może potwierdzić moja żona. Najlepsze zawody dla kogutów to: kelner, sprzedawca (potwierdzam), farmer, fryzjerka, policjant, strażak, dziennikarz. Woły natomiast słyną z patriotyczności i pomysłów na państwo (skąd my to znamy???), a dobre profesje dla wołów są w: polityce, nieruchomościach, wystroju wnętrz i, według znawców tematu, również w wydobyciu minerałów, np. węgla…

Bez wątpienia najbardziej harmonijny związek tworzą właśnie wół z kogutem.

Może to jest lekarstwo na dolegliwości polskie? Z Jarkiem, jak sprawa się przedstawia, to wiadomo. Donek, dasz radę? Dla dobra przyszłych pokoleń. Powtarzaj za Wałęsą: nie chcem ale muszem! Alleluja i do przodu.

W niedzielę będzie się działo. Muszę nastawić satelitę na dachu na Wschód i podkręcić uralskie częstotliwości na wypadek ostrego cienia mgły, która może zakłócić to doniosłe wydarzenie z pogranicza farsy, onirycznych legend i rzeczywistości umazganej fekaliami.

Polexit.

A teraz coś z zupełnie innej beczki… Jak mawiał jeden z moich ukochanych profesorów: tylko krowa na pastwisku nie ma poglądów politycznych. Wyniki frekwencji podczas kolejnych wyborów pokazują, że tych krów mielących trawę przed telewizorami jest całkiem sporo. Druga strona medalu, o której profesor nie wspomniał, to fakt, że są też wśród nas bardzo aktywni politycznie ludzie, którzy większą przysługę wyrządziliby potomności zwyczajnie nie idąc na wybory, nie angażując się politycznie… Na tym właśnie polega krzywy psikus demokracji.

Popularnym ostatnio zaklęciem politycznym stał się “Polexit”, dlatego postanowiłem wziąć to zjawisko na warsztat i dorzucić moje własne 3gr w tym temacie.

Uważam, że jest to bardzo ciekawe zjawisko i powinniśmy poświęcić mu nie tyle więcej uwagi, co precyzji. Mówić można dużo o byle czym i nic z tego nigdy nie wynika. Liczy się precyzja i umiejętność dostrzeżenia istoty problemu. W przeciwnym razie będziemy jedynie produkować kolejne komunały, które nie wniosą nic nowego do dyskusji.

W czym zatem tkwi problem z Polexitem?

Przede wszystkim kolporterami tego okropnego słowa nie są ludzie z rządzącej ekipy, tylko media nazywające się “niezależnymi”. W takiej “Gazecie Wyborczej” straszą Polexitem już od bardzo dawna. Według ich przekazu mamy oto sytuację, w której rząd robi wszystko co tylko może, żeby konsekwentnie Polska utraciła członkostwo w Unii Europejskiej. Są do tego dwie drogi: wyprowadzenie Polski z UE, lub też sprowokowanie takiej sytuacji, w której Unia weźmie rozwód z Polską, czyli zwyczajnie wykopie nas daleko na Wschód z wielkim hukiem – trochę jak pijaka, który nie miał czym zapłacić w restauracji, rozpiął rozporek i na środku knajpy zaczął sikać na pozostałych gości dookoła.

Otóż tak się nie stanie, proszę Państwa. Oby…

Sytuacja jest o tyle kuriozalna, że to właśnie środowisko “Gazety Wyborczej” i TVN dystrybuuje tę koncepcję utracenia przez Polskę członkostwa w Unii Europejskiej. Innymi słowy te media właśnie straszą Polki i Polaków czarnym scenariuszem. To jest bardzo interesujące zagadnienie, które w mojej ocenie sięga głęboko do magicznego myślenia, czyli takiego w którym wypowiadane słowo wpływa na rzeczywistość.

Polexit to zaklęcie. To zaklinanie świata, który nas otacza, który “wolne media” powinny opisywać, a nie zaklinać!

Stawiam śmiałą tezę, że naczelny szaman “Wyborczej”, czyli Adam Michnik, tak samo źle zdiagnozwał antualną sytuację, jak prawie 2 dekady temu, gdy odwiedził go Lew Rywin z tamtą kuriozalną, komiczną i może nie do końca trzeźwą propozycją wykupienia Agory.

Michnik popełnia dokładnie ten sam błąd. Tak samo jak 19 lat temu, tak również i dziś powinien milczeć. Zdecydowanie więcej przyniosłoby to pożytku, ponieważ nie spowodowałoby koszmarnych szkód. Taka śmieszna prawda: brak szkód, to też jakiś pożytek!

Uważam, że Michnik celowo gra w swoją grę, ponieważ jego gra polega ciągle na tym samym: premierzy, ministrowie i gabinety zmieniają się, a on ciągle musi sprzedawać swoją gazetę – to jest naczelny imperatyw “Wyborczej” i niech nikt nie próbuje wmówić mi, że jest inaczej. Sprzedaż musi być!

“Afera Rywina”, którą bezmyślnie rozdmuchał Michnik do rangi polskiej Watergate, stała się podstawą mitu założycielskiego Prawa i Sprawiedliwości. To dzięki kraczącemu Michnikowi, czarodziejowi złej zmiany, przez długie lata furorę zrobiły inne słowa-zaklęcia: “układ” oraz “grupa trzymająca władzę”. Reszta była historią.

Gdyby nie Czarodziej Adaś owładnięty misją py-py-py-py-praaawdy i jego dyktafon w szufladzie, nie byłoby tego całego bałaganu, który nastąpił później. To jest bardzo prosty związek przyczynowo-skutkowy, o którym nie wolno zapominać!

Dziś, 19 lat później, Czarodziej Adaś ma nowe zaklęcie, którym chce naprawiać (zbawiać?) Chrystusa Narodów, Polskę. Tym zaklęciem jest właśnie “Polexit”. Nie będę się rozpisywał o najlepszym narzędziu do sterowania masami, czyli o STRACHU, ponieważ powstała o tym już niejedna książka. Straszenie najzwyczajniej w świecie działa, jest skuteczne i powoduje konkretne reakcje. Inżynieria społecznego strachu, to tak naprawdę klucz do osiągania nieosiagalnych inaczej celów.

Całe myślenie Adama Michnika i wiernych jego koncepcjom apologetów zamyka się właśnie w tym naiwnym przekonaniu, że gdy kogoś czymś przestraszymy, to ta osoba będzie przed tym uciekać i podążać za nami w bezpieczne miejsce.

Tak właśnie w pigułce wygląda cała koncepcja Adama Michnika – nastraszyć Polki i Polaków tym potwornym lękiem przed “Polexitem” w wykonaniu PiS, żeby ludzie uciekli przerażeni od PiS’u i tego koszmarnego widma.

Mój trzeci ulubiony filozof (zaraz po Sokratesie i Heraklicie) Fryderyk Nietzsche przestrzegał w “Poza dobrem i złem”: kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy na ciebie… To jest bardzo interesujące dzieło, warte przeczytania w tym właśnie kontekście. Tak działa legenda o babie jadze mieszkającej w ciemnym lesie w domku na kurzej nóżce. Próżno szukać babci na świecie, która nie straszyła tą fantasmagorią swoich ukochanych wnucząt tuląc je do snu bajeczką zakończoną morałem o konieczności jakżeby inaczej – bycia posłusznym! Kryje się w tym całym straszeniu pułapka oswojenia lęku. Czy ktoś kiedyś znalazł w ciemnym lesie ten pieprzony domek na kurzej nóżce?? Ja nie.

Ile spaliliśmy “czarownic” na stosach i jaki z tego wyniknął pożytek dla ludzkości?

Ile broni masowego rażenia znaleźli w Iraku panowie Bush Junior i Tony Blair?

Ilu terrorstów mieszkało w Afganistanie, zanim wpieprzył się tam kulejący Związek Radziecki do spółki z nabierającą wiatru w żagle CIA?

I przede wszystki: jak naprawdę wstrętna i niebezpieczna baba jaga wreszcie wyszła z tego ciemnego lasu? Bo to, że wyszła, widać wszędzie dookoła bardzo wyraźnie, ale sama się do życia przecież nie powołała. Ktoś tego Golema ulepił. Ktoś tę puszkę Pandory otworzył… Jakby mało było barwnych przypowieści o grzechach ciekawości, pychy i pożądania.

Coż, jeśli największym grzechem jest chęć czynienia dobra na siłę? Jak rozpoznać fałszywego proroka od mesjasza niosącego dobrą nowinę? To pytanie jest tak naprawdę bezzasadne, ponieważ sęk w tym, żeby wystrzegać się wszelkich samozwańczych szamanów. Po co nam w ogóle zaklęcia i prawdy objawione? Po co nam strach i konsekwentnie ciekawość tego, czym się nas straszy? Ciekawość, która może zrodzić fascynację przedmiotem naszego lęku – po co nam to? Kto chce fascynować się lękami? Do czego potrzebne jest nam w ogóle drzewo poznania dobra i zła? Człowieku myślący, po co Tobie w ogóle taki dylemat? Nie potrzebujesz wcale tego dysonansu. Możesz pozostać wobec tego w stanie ignorancji tej krowy z pastwiska, albo możesz wybrać suchą analizę, która nie zostawia miejsca dla emocji, dla strachu albo ekscytacji. Czemu bać się czegoś, lub podniecać czymś, co nie zasługuje na żadne z tych uniesień?

Dlaczego przejmować się lub fascynować czymś, co może się nigdy nie wydarzyć?

Zlecę Państwu takie oto zadanie: proszę wejść na stronę “Gazety Wyborczej” i w okienku ‘szukaj’ wpisać zaklęcie Adama Michnika “Polexit” i przeczytać nagłówki artykułów, które wsypią się jak grzyby po deszczu. Ułatwię Państwu tę robotę, oto krótka próbka:

  • “PiS proponuje zbiorowe, symboliczne samobójstwo Polski”
  • “PiS nie chce Polski w UE, ponieważ Unia jest przeszkodą w budowaniu partyjnego państwa autorytarnego”
  • “Chodź tu miła, będziesz z Unii wychodziła, będziesz wychodziła”
  • “PiS gra polexitem. Oficjalnie zapewnia: “Nigdzie się nie wybieramy””
  • “Polexit to nie widmo, to rzeczywistość”

I tak jest dzień w dzień już od bardzo dawna. Michnik lepi Golema Polexitu tak samo, jak ulepił “układ” i “grupę trzymającą władzę”. Ulepi w końcu i Polexit, a to będzie bardzo brzydki Golem, taki paskudny, nieładny, straszny, bo… bezmyślny.

Tak, paradoksalnie to może być właśnie kolejna niedźwiedzia przysługa, którą Czarodziej Adaś podaruje Jezusowi Narodów. Dzięki niemu naprawdę za chwilę zostaniemy przybici do krzyża, kto wie, może tym razem na wieki wieków amen?

A teraz fakty, ale prawdziwe fakty, nie “fakty” z TVN.

Otóż tej ekipie rządzącej Polexit się zwyczajnie nie opłaca. Co im się opłaca? Straszenie Polexitem, to im się bardzo opłaca, ale nie sam Polexit. Na tym właśnie ta partia zbija kapitał polityczny, na sianiu strachu i dzisiaj sama już nie musi nikogo straszyć. Pomaga jej w tym niestrudzony Adam Michnik.

Polexit oznacza dla wierchuszki PiS polityczne sepuku. Czy ktoś w ogóle zadaje pytanie, co się stanie, gdy wreszcie dopadnie nas ta baba jaga? Zapytajcie się sami siebie: co się stanie, gdy Polska w taki lub inny sposób przestanie być krajem członkowskim UE? Najwyraźniej według teorii kolportowanej przez “GW” zapewniłoby to PiS’owi władzę absolutną. W mojej ocenie byłoby dokładnie odwrotnie. To nie PiS i ZP rządzi, tylko ludzie, którzy rządzą PiS’em i ZP rządzą Polską. A to wielka różnica. Nie zapominajmy o autorze tego “scenariusza pisanego obcym alfabetem” – carze Rosji, Wladimirze. Przecież to on pociąga za sznurki w tej koncepcji. Ok, niech tak będzie. Po co Putinowi te wszystkie marionetki, które wreszcie wykonałyby swoje dzieło i wyprowadziły Polskę z UE? Do czego jeszcze oni mu będą potrzebni, skoro wydarzy się ostatni akt opery? Z perspektywy Putina najlepiej byłoby pozbyć się ich wszystkich w jeden dzień i zastąpić ich jakąś kolejną maskaradą, kolejną protezą rządu udającego demokratyczny i niezależny organ. Oczywiste jest, że w przypadku takiego scenariusza natychmiast spadnie na PiS z każdej strony odpowiedzialność za Polexit. Po co Putinowi taki balast? Jednym ruchem zdejmie ich ze sceny i zastąpi kolejnymi aktorami, żeby zamienić pogrzeb w iluzję karnawału. Co się stanie z balastem? Pozornie nic strasznego – Janukowycz zyska szerokie grono nowych sąsiadów w swojej podmoskiewskiej willi. Widział ktoś Janukowycza gdzieś? Otóż to. Żyje, ma się i dobrze i niedobrze, nie brakuje mu luksusów ale tak naprawdę siedzi w pięciogwiazdkowym więzieniu pod Moskwą, gdzie zdechnie w niesławie i zapomnieniu jako totalny nikt.

O tym wiedzą bardzo dobrze wszyscy w kierownictwie PiS i ZP. Są tak przerażeni tą wizją, że nie posługują się nawet wewnętrznymi kanałami komunikacji, ponieważ są one ściśle monitorowane przez Wielkiego Brata. Boją się własnych służb, które powinny ich chronić, ale tak naprawdę nie są ich! Ta cała afera mailowa i publikacja korespondencji na rosyjskich serwerach to wiadomość z Moskwy: “i tak wiemy, o czym rozmawiacie, nie ukryjecie się przed nami, więc po co to robicie?”.

Czy samemu Putinowi opłaca się w ogóle wyprowadzać Polskę z UE? Oczywiście, że tak, to jest z pewnością jego cel, pytanie, czy będzie w stanie w ogóle go zrealizować i kiedy? Polska w UE oznacza dla niego siatkę szpicli i kontaktów w strukturach samej Unii. Oczywiście, ma to nie tylko dzięki Polsce, ale Polska jest całkiem sporym krajem i przede wszystkim bardzo dobrym kamuflarzem. Łatwo dzięki takiej Polsce instalować agentów na całym kontynencie. Czy utrata tego dzisiaj opłaca się Putinowi? Wątpię. Czy Putin w ogóle jest w stanie wykręcić Polsce i Unii taki numer? Również wątpię. Stara się bardzo, ale czym jest Rosja przy takich Chinach? Chiny miałyby pozwolić Putinowi aż tak wzmocnić swoją pozycję na świecie i jednocześnie tak znacznie stracić na kontaktach handlowych z UE? Polexit oznacza ogromny rozrost terytorium Putina na kontynencie i utratę ogromnych pieniędzy przez Chiny w długofalowej perspektywie.

Stałoby się tak, ponieważ Polexit uruchomiłby efekt domina. Wzrosłyby najconalistyczne i separatysnyczne tendencje w krajach takich jak Francja i Włochy. O ile Unia potrzebuje Polski strategicznie, o tyle bez choćby takiej Francji sama przestaje fizycznie istnieć. Rozpad Unii, to ogromna strata przede wszystkim dla Chin. Ciężko byłoby nawet oszacować jak wiele cennych konraktów nigdy nie miałoby szans na realizację. Pekin nigdy nie pozwoli Moskwie na taki ruch. W interesie Chin jest trzymać Wladimira zdala od realizacji pomysłu rozpadu UE. Chińczycy robią wszystko po swojemu, konsekwentnie i szybko ale umieją patrzeć daleko do przodu, dwie-trzy dekady do przodu i wiedzą, czym to się może dla nich skończyć.

Cóż na Polexit sama Unia mogłaby powiedzieć? To zaklęcie strachu często jest wypowiadane następująco: “Unia sama nas wykopie”. W mojej ocenie jest dokładnie odwrotnie. Unia nie może sobie pozwolić na Polexit. Brexit był spokojnie do przełknięcia dla Unii, ale Brexit na Zachodzie i Polexit na Wschodzie Unii, to już byłoby za dużo – dla Unii. Sama idea wspólnoty narodów zostałaby poważnie zakwestionowana, ba, być może nieodwracalnie zniszczona! Na tym właśnie polegał plan wchłonięcia tych dodatkowych krajów, żeby wzmocnić Europę i uczynić z niej poważnego gracza na arenie międzynarodowej. Czym są Francja, Niemcy, Hiszpania bez Unii? Już nie są takie mocne w pojedynkę. Unia musiała się powiększyć i musi tak nadal trwać, inaczej traci rację bytu właśnie na poziomie idei, a to jest serce tej wspólnoty. To nie była łatwa i bezbolesna adopcja, ale była niezbędna, była konieczna. Europa wykorzystała bardzo sprytnie historyczną szansę zmarginalizowania Rosji i nie pozwoli jej zniweczyć tego sukcesu. Unia nigdy nie “wykopie” Polski, ani nie pozwoli jej samej lub przy pomocy Rosji wykopać się na Wschód. Na szczęście jest to powszechnie podzielane stanowisko we władzach Unii.

Nikt w Brukseli lub Strasburgu nie mówi do Polski tego, co mówiono Wielkiej Brytanii kilka lat temu: jak wam się nie podoba, to wyjdźcie. O nie! Nie ma tam miejsca na takie głosy. To jest furtka, której w Unii strzeże się bardzo czujnie. Tu nikt nogi w drzwi nie wsadzi i nikomu się też szeroko tych drzwi nie otworzy.

To nie jest tak, że Unia pozwala PiS robić krecią robotę i szykować Polexit; nikt w Unii nie przymyka oka na poczynania PiS w Polsce ignorując zagrożenia i konsekwencje. Unia gra na czas, bo czas nie służy PiS’owi. Nie może też zbyt głęboko ingerować, żeby nie podniecać ekstremistów i nie dawać im paliwa do bicia piany.

Paradoksalnie właśnie tę pianę bije za nich każdy, kto straszy Polexitem, czyli m.in. “Gazeta Wyborcza”.

Dzieje się tak, ponieważ z jednej strony daje to PiS’owi możliwość nasmarowania jakiegoś glejtu nazwanego dumnie “uchwałą”, która ma być deklaracją sojuszu z Unią ale jednocześnie daje im okazję uderzenia w akordy suwerenności i niepodległości, którymi karmią uszy swojego umiarkowanego elektoratu.

Skrajny elektorat dostaje mrugnięcie oczkiem, które mówi im więcej: nikt nie będzie Polakom narzucał niczego i jak się nam coś nie spodoba, to spakujemy im walizeczki i wystawimy za drzwi, bo tu jest Polska, a nie Unia Europejska!

W ten sposób każdy woborca PiS dostaje dokładnie to czego chce, a cała opozycja ze swoimi “wolnymi mediami” wychodzi na idiotów, podrzegaczy i kłamczuchów – tak, kłamczuchów, bo oto proszę bardzo: jest uchwała, zostajemy w Unii, a wy kłamiecie, że z niej chcemy wyjść i zrobić ludziom krzywdę!

Przepraszam bardzo, ale tak to właśnie wygląda – kiwają was wszystkich, jak banda wyrostków ogrywa w piłkę dzieci na boisku. Rosną im słupki, a wam kończą się pomysły na skuteczną walkę.

PiS’u nie interesuje przejmowanie elektoratu opozycji. Mają swoje 43% i chcą je odzyskać po festiwalu afer, pandemii z obostrzeniami, kulejącą gospodarką i galopującą inflacją. Ogromna większość ludzi w Polsce nie chce wyjścia z Unii Europejskiej – to są realne dane. Ponad 80% pytanych nie chce wyjścia z UE, to po cholerę ich tym straszycie?

Umówmy się, że cała opozycja i jej “wolne media” nie są specjalistami od analizy sondaży i przekuwania tych danych w konkretne działania. W tej kwestii PiS przerósł was już bardzo dawno temu. To PiS wyciągnął lekcję z maratonu swoich porażek i nauczył się wykorzystywać takie właśnie dane i dzięki nim wzmacniać swoją pozycję. Ktoś mi chce wmówić, że totalnie zignorują sondaż podający jak na dłoni 80% za pozostaniem w UE? Nigdy nie uwierzę, że nagle zaczęliby popełniać takie błędy. Raptem cztery dni temu dostali taki wynik (na zlecienie TVN!) i proszę, oto uchwała o pozsotaniu w UE. I kto wyszedł na idiotów, którym nie można ufać? Kto tu woła o Polexicie? Przecież nie oni, wy! Tak właśnie to widzi statystyczny widz oglądający ten spektakl i dramatem Polski, jako państwa i narodu, jest to, że opozycja i jej “wolne media” ciągle nie potrafią zrozumieć tego prostego faktu, tego banalnego mechanizmu. To o tego widza toczy się całe to zamieszanie i o to, co on sobie pomyśli, co poczuje.

Jeśli ta polexitowa baba jaga jest waszym najlepszym pomysłem na walkę z PiS, to wiedzcie, że jest to wasz najgorszy pomysł, który przyniesie odwrotny skutek od spodziewanego. Im dłużej i silniej będziecie ludziom wmawiać, że Polexit jest możliwy, tym więcej ludzi do niego przekonacie, zachęcicie. Wielu ludzi zacznie myśleć o Polexicie, jako metodzie zrobienia na złość wam i drugiej połowie rodziny, ulicy, osiedla, wsi, miasta. Na zasadzie: skoro tak bardzo chciecie, to macie. I stanie się, to przed czym niepotrzebnie straszycie. To będzie wasza “zasługa”, wcale nie PiS’u. Bo to nie PiS zagłosuje w referendum za 5 lub 10 lat. Zagłosują miliony, które do tego pobudzicie. I wszyscy będą patrzeć na te kilkaset tysięcy głosów różnicy wyrywając sobie włosy z głów, że tak niewiele wystarczyło, tak niewiele brakowało…

To będzie wasza wina, lejecie pod to fundamenty dzisiaj.

Słowo stało się ciałem – chyba gdzieś już to słyszałem, hmm? !

W taki sposób kreujecie człowieka wystraszonego. A jak trwoga, to… I historia kołem się toczy. Dzięki Czarodziejowi Adasiowi i “Gazecie Wyborczej”…

Łukasz, Dmytro, Bartosz [*]

Na przestrzeni jednego tygodnia trzech ludzi straciło życie po interwencjach dolnośląskich policjantów… To byli Łukasz, Dmytro i Bartosz.

Na własnej skórze przekonałem się, czym jest i jak wygląda brutalność polskiej policji, zatem jak najbardziej czuję się upoważniony do skomentowania tej potwornej tragedii.

Przede wszystkim chciałbym złożyć kondolencje rodzinom tych trzech chłopaków. Szczególnie rezonuje we mnie sprawa Łukasza, o której dowiedziałem się dzisiaj. Jest mi niezmiernie przykro i mogę się jedynie domyślać, co przeżywają jego bliscy, a zwłaszcza jego biedny ojciec, który zadzwonił po pomoc dla swojego syna, ale zamiast wybawców przyjechali oprawcy… Nigdy nie będzie mógł sobie tego wybaczyć, ale prawda jest taka, że nie zrobił nic złego, działał w dobrej wierze i nie ma na nim cienia odpowiedzialności za tę tragedię. Jeśli mogę coś doradzić, to przekuć ten gniew w siłę do walki z tym całym zakłamanym skurwysyństwem polskiej policji. Ja akurat mogę sobie pozwolić na takie epitety wobec tych drani i przestępców w mundurach. Ja nie jestem Frasyniukiem albo Stonogą, ja ich mogę besztać z błotem po wieczność i taka pozycja mi bardzo odpowiada. Przestępcom w policyjnych mundurach przypominam – przestępstwo popełnione przez funcjonariusza na służbie nie ulega przedawnieniu, także w tym wymiarze nie znaznacie spokoju nigdy, każdego dnia mogą po was przyjechać koledzy i zabrać na przesłuchanie.

Wszystkie te brutalne i bezsensowne śmierci wstrząsnęły mną mocno, ale sprawa Łukasza szczególnie. To jest potworna trauma, która dotyczy całego społeczeństwa, każdy ma prawo powiedzieć co myśli i wyrazić gniew, swoje odczucia, ponieważ jutro każdy z nas może być następny. Tak, dokładnie tak. Zwykła kłótnia w rodzinie przy wspólnym obiedzie może się zakończyć taką właśnie tragedią. Wystarczy żeby ktoś zadzwonił po policję – ojciec, matka, wujek, albo sąsiad. Do tragedii potrzeba dziś najwyraźniej między innymi, a może przede wszystkim obecności policji…

Stało się najgorsze i nieodwracalne, nic już nie przywróci życia młodego chłopaka, który miał całe życie przed sobą i najgorsze jest w tym wszystkim to, że z pewnością wyszedłby na prostą, pokonałby swoje problemy, jakiekolwiek były i zwyczajnie żyłby ciesząc się dalej życiem. Wiem to bardzo dobrze, bo sam przeszedłem totalną przemianę i żyję dzisiaj nie tylko zdrowo, ale godnie i bardzo produktywnie, codziennie robię coś pożytecznego dla wielu nieznanych mi ludzi i wiem, że jak najbardziej można pokonać swoje słabości, choroby, uzależnienia, wszystko, co potrafi człowiekowi choćby na chwilę odebrać trzeźwość myślenia i oceny sytuacji. Można pokonać wszystko, co często zmusza ludzi do ostateczności, do samobójstwa…

Każdy człowiek zasługuje na drugą szansę, ale przede wszystkim każdy CHORY człowiek zasługuje na profesjonalną POMOC, na RATUNEK, a nie na TORTURY i ŚMIERĆ!

Piszę to celowo i świadomie, nie żeby pogłębiać ból bliskich Łukasza, ale żeby wstrząsnąć sumieniem wszystkich bezpośrednio i pośrednio odpowiedzialnych za tę tragedię – wy wszyscy winowajcy musicie sobie to uświadomić, co naprawdę zrobiliście. Najbardziej chodzi mi tu o tych pośrednich winowajców, bo na nich tak naprawdę spoczywa największy ciężar winy, a ta wina pnie się wysoko, bardzo wysoko do góry!

Łukasz wraz z całą rodziną płacili podatki, z których utrzymywana jest m.in. właśnie policja oraz inne służby ratunkowe. Taką mamy umowę społeczną w tym kraju – wszyscy łożą na służby, które mają nas chronić – nawet przed nami samymi. Wszyscy płacimy na służby, które mają nam nieść pomoc w tych raptem kilku sytuacjach w życiu, gdy naprawdę tej pomocy potrzebujemy. Bez względu na wszystko.

Chciałbym to bardzo mocno podkreślić – większość z nas przechodzi przez życie bezkonfliktowo i bezkolizyjnie z innymi ludzi, z państwem, z systemem i raptem kilka razy realnie potrzebuje pomocy profesjonalistów w jakiś wypadkach losowych.

Całe życie łożymy grubą kasę na służby, których możemy potrzebować raptem kilka razy w życiu, jeśli w ogóle.

I to jest zadanie tych służb – wykonać swoje obowiązki godnie i profesjonalnie, bo za to mają płacone, za to idą wcześniej na emerytury, do tego powinni być odpowiednio szkoleni, etc.

Dziennikarze donoszą, że Łukasz borykał się z depresją. Niedawno stracił pieska, swoją ukochaną suczkę, z którą byli nierozłączni, co wpędziło Łukasza w jeszcze gorszy stan. Nikt już nigdy nie dowie się z czym jeszcze borykał się Łukasz, z jakimi problemami się zmagał i dlaczego cierpiał. Nikt nie pozna już nigdy prawdy, dlaczego życie było dla Łukasza trudne i bolesne, dlaczego zabarykadował się w domu, czego się bał i dlaczego był w takim stanie…

Zdrowy człowiek, który ma pełną kontrolę nad swoim życiem, może w jeden dzień stracić to wszystko na skutek najróżniejszych powodów i odnaleźć siebie w zupełnie innym stanie. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i każdy z nas ma jakiś słaby punkt. Każdy z nas ma prawo w ogóle mieć taki punkt, właśnie dlatego, że jesteśmy ludźmi, żywymi, czującymi istotami.

Nie ma takich ludzi, którzy zawsze z podniesionym czołem godnie i odważnie radzą sobie z całym spektrum okrutności i niewdzięczności losu i nic nie jest w stanie wytrącić ich z takiego stanu. Niektórzy udają, że tacy są, ale nawet najwieksi twardziele potrafią złamać się i płakać jak dzieci. Dobrze jest próbować być właśnie tak dzielnym człowiekiem, ale chcieć a móc, to są dwie różne rzeczy…

Aż ciśnie się na usta cytat z filozofa Blaisé’a Pascala:

“Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą.”

Bardzo mało jest ludzi, którzy potrafią samodzielnie rozwiązywać poważne problemy życiowe. Większość z nas w sytuacji kryzysowej zwyczajnie potrzebuje pomocy i wparcia.

Jest dla mnie oczywiste, że Łukasz przechodził poważny kryzys. Kryzysy jednak mają to do siebie, że nie trwają wiecznie, przychodzą i odchodzą. Łukasz miał 29 lat. Kim byłby pięć lat później? Albo dziesięć lat później? Zapewne zwyczajnym facetem starającym się realizować swoje pasje i marzenia. Może mężem, partnerem, ojcem, właścicielem firmy, dobrym pracownikiem, kolekcjonerem fajnych dni i miłych chwil? Nie ważne kim byłby i co robiłby. Byłby, żyłby…

Celowo to piszę, żeby pokazać właśnie tę stronę medalu – ochrona tej przyszłości, tej potencji, tych wszystkich możliwości – to był właśnie obowiązek tych policjantów, bo na to sam Łukasz, cała jego rodzina i reszta podatników w Polsce łożyli i łożą codziennie grube pieniądze!

Konsekwentnie należy zapytać, gdzie te pieniądze idą i na co są przeznaczane, skoro nie widać żadnej poprawy wewnętrznej sytuacji policji?

Bardzo źle to wszystko wygląda… To jest choroba, która drąży to państwo od środka i od bardzo dawna. Nigdy nie doczekaliśmy się porządków po PRL. Instytucje państwowe nie przeszły gruntownych reform, ale przede wszystkim kolejne rządy nigdy nie kwapiły się do poszerzenia świadomości społeczeństwa w kwestii praw człowieka i jego godności, a szczególnie w wymiarze obywatelskim. Wszystkie kolejne ekipy rządzące Polską zignorowały potrzebę budowania tkanki obywatelskiej w naszym społeczeństwie, a zatem wspólnoty opartej na rozumieniu dzielonych potrzeb przede wszystkim w skali mikro-społeczności. Żadna partia w Polsce nie była zainteresowana tworzeniem świadomego wyborcy, który mógłby aktywnie i krytycznie poddawać ocenie polską scenę polityczną tworząc ją jednocześnie i formując tak, aby służyła właśnie zwykłemu człowiekowi, a nie sobie samej. Jak mawiał Pascal – jesteśmy słabi i wątli, ale naszą siłą jest myślenie!

Czytamy dzisiaj o śmierci Łukasza, jesteśmy zasmuceni i źli, ale nic nie możemy z tym zrobić, ponieważ wszystkie kolejne rządy wmówiły nam, że jesteśmy słabi i nie mamy żadnych możliwości egzekwowania swoich praw. Udało im się nam wmówić, że każdy z nas jest zdany na siebie, że może co najwyżej indywidualnie dociekać sprawiedliwości przed sądem i to nam wszystkim przez dekady tej naszej młodej demokracji zwyczajnie wystarczało. To niestety ale genetyczne obciążenie komunizmu zmusiło nas do zaakceptowania takiego status quo. Sprawiedliwość? Owszem, proszę bardzo, ale indywidualnie, w sądzie, gdzie tasiemiec spraw wypłucze oszczędności i udzieli bolesnej lekcji pokory akceptacji tego, co jest, bo tak jest, będzie i koniec.

Z homo sovieticus wyewoluowaliśmy do homo individualis – człowieka jednostki z wypłukanym pojęciem wspólnoty. Mamy świadomość, że mamy jakieś prawa – indywidualne, ale brakuje nam świadomości, że te prawa przysługują nam wszystkim i tak skrajne ich pogwałcenie pogłębia naszą izolację od pojęcia wspólnoty, od siły, która drzemie w nas, jako grupie znajomych, sąsiadów, studentów, pracowników, mieszkańców osiedla, powiatu, wsi, metropolii, całego społeczeństwa.

Silni są biznesmen i polityk, ale nie obywatel. Obywatel jest słaby, jest nikim.

Na przestrzeni tygodnia dowiedzieliśmy się bolesnej prawdy o 3 okrutnych przypadkach interwencji policji, które zakończyły się śmiercią trzech młodych ludzi. Oto ich imiona i nazwiska:

  • Bartosz Sokołowski – trwa śledztwo, nikt nie usłyszał zarzutów;
  • Dmytro Nikiforenko – cztery zawieszenia i dwie dyscyplinarki;
  • Łukasz Łągiewka – trwa śledztwo, nikt nie usłyszał jeszcze zarzutów;

O ilu się nie dowiedzieliśmy???!!!

Obwiniam dowódców i dowódców dowódców, czyli wszystkich powyżej tych niedoświadczonych funkcjonariuszy, którzy byli bezpośrednimi sprawcami okrutnych śmierci. Bezpośredni sprawcy powinni zostać aresztowani i w aresztach śledczych czekać na sprawy w sądach. To są tylko pionki i w gruncie rzeczy też nieszczęśliwi ludzie, którzy nie mają pojęcia, że sami są ofiarami tej patologii. Powinni czekać w więzieniach na sprawiedliość. Dokładnie tak samo, jak każdy, kto spowodował czyjąś śmierć, umyślnie, lub nie.

Dariusz K., znany producent muzyczny, pod wpływem kokainy przejechał na pasach kobietę, która zmarła na skutek odniesionych obrażeń. To był człowiek z kokainą w krwioobiegu jeżdzący szybkim samochodem. Matematyczna kombinatoryka raczej podpowiadała jaki może być finał takiego połączenia tych dwóch składowych, nie ma co wnikać w szczegóły. Dariusz K. został aresztowany i czekał do sprawy w więzieniu, finalnie dostał wyrok. On nie był na służbie, nie jechał na ratunek tej kobiety.

Ktoś może mi zarzucić: porównanie jest od czapy, bo policjanci nie byli naćpani. Nie byli? Może byli, może nie byli? Skąd mamy wiedzieć, jakie oni wszyscy mieli substancje w swoich systemach w chwili popełnienia tych przestępstw? Ktoś im pobrał krew w dniu każdej z tych śmierci, albo dzień po? Ktoś to zbadał, albo dopiero zbada?

I podstawowe pytanie: czy ktoś to zlecił zbadać?!

Ja absolutnie nie sugeryję tutaj, że oni byli pod wpływem jakiś substancji. Ja tylko stanowczo chcę zwrócić uwagę, że nie zastosowano procedur, nie zastosowano prawa!

Obywatele i obywatelki mają dziś mniejsze prawa, niż obywatele i obywatelki policjanci, bo tych drugich to prawo jakoś szczególnie chroni, a tych pierwszych upadla, upokarza i zmusza do akceptacji jawnej niesprawiedliwości.

W USA po śmierci z rąk policjana, który przekroczył swoje uprawnienia, wybuchają zamieszki, policjant zazwyczaj idzie do paki, a rodzina ofiary dostaje od stanu wielomilionowe odszkodowania. I też nic się nie zmienia. Po chwili spokoju słychać tam o jakimś kolejnym brutalnym zabójstwie w wykonaniu policji, dlatego warto poszukać cech wspólnych i jedna rzuca się od razu w oczy i to jest dokładnie to, o czym pisałem powyżej – dowódcy dowódców. Morderca Geroga Floyda, który udusił go kolanem przyciśniętym do krtani, miał na swoim koncie KILKANAŚCIE (!) incydentów, z których każdy mógł bardzo prosto prowadzić do dyscyplinarnego zwolnienia i wydalenia ze służby. George Floyd żyłby dalej, nie byłoby zamieszek, stan nie straciłby cennych milionów, media i politycy wszelkiej maści nie żerowaliby na tej tragedii, a ex-policjant może nigdy nie skończyłby w więzieniu jako morderca.

Znam doskonale metody policji. Na mojej krtani zaciskał swojego buciora policjant elitarnej jednostki antyterrorystycznej tuż po tym, jak dobrowolnie poddałem się i zwolniłem zakładnika. Zostałem brutalnie pobity z rękoma skutymi kajdankami za plecami, czyli bez szans na obronę przed tymi kryminalistami w mundurach. Ja do TVP poszedłem z atrapą pistoletu, nikomu nie chiałem zrobić krzywdy. Nawet Pan Tomasz, mój zakładnik zeznał dzień po incydencie:

Nie próbuję się wybielić, nigdy tego nie robiłem, ale ze wszystkich, którzy tamtego wieczoru byli w tym studio w TVP, tylko ja byłem niepoczytalny i chory, a jedynego przestępstwa popełnionego z premedytacją dopuścili się policjanci i ich dowódzcy, nie ja.

Sęk w tym, że tu wcale nie chodzi o mnie, tylko o policję i brak norm. Tak naprawdę, to być może żyję tylko i wyłącznie dzięki mojemu zakładnikowi, dzięki Panu Tomaszowi, ktory jako jedyny z nas wszytkich zachował się profesjonalnie, rozmawiał ze mną, nie eskalował sytuacji i starał się zachować spokój. Nie mam wątpliwości, że źle by się to zakończyło, gdyby nie zimna krew najbardziej zestresowanego i wystraszonego człowieka w tamtej sytuacji. Ochroniarz z portierni na Woronicza zachował się jak profesjonalista w porównaniu do członków elitarnej jednostki z Pałacu Mostowskich w Warszawie, którzy zaprezentowali totalne amatorstwo i skrajną patologię, włączając w to również dowództwo KGP, które bezczelnie kłamało po całym wydarzeniu. To jest prawda o polskiej policji i pomimo upływu 18 lat niewiele się zmieniło.

Pisałem w kwietniu w moim poście “Superplan”:

“Jesteście naprawdę z kimś śmiertelnie groźnym. Macie nadzieję, że jedzie już do was ekipa na ratunek. Nikt Wam nie pomoże, tylko oni. Chcielibyście, żeby jechali do Was na sygnale profesjonaliści, wyszkoleni przez specjalistów, panujący nad stresem i emocjami, którzy wiedzą, że tylko studiując błędy uniknie się ich w przyszłości, czy wolelibyście, żeby jechała do Was na ratunek ekipa sfrustrowanych koksów, niekompetentnych socjopatów, którzy muszą po nieudanej akcji ulżyć sobie masakrując kogoś, kto może zamiast pobicia powinien dostać zastrzyk na uspokojenie? Która z tych dwóch ekip bardziej Wam pomoże? To są Wasze pieniądze przecież. Ja się z tym dawno temu pogodziłem, to pobicie trochę mi się należało. Ale takiej policji chcecie? Bezkarnej?”

Tak pisałem w kwietniu. Dziś wygląda to jeszcze gorzej, bo aż brak już słów…

Po tamtej akcji śmietanka policji kłamała przed kamerami w żywe oczy o przebiegu incydentu, były awanse i nagrody, również pieniężne.

Najgorsze jednak było to, że powstały niezliczone publikacje i podręczniki dla kolejnych adeptów szkoły policyjnej w Szczytnie zawierające totlanie zakłamany opis tamtego wydarzenia, zatem zamiast wyciągnąć naukę z popełnionych błędów powielano je działając na szkodę kadetów policji i finalnie społeczeństwa, które przez takich niedouczonych funcjonariuszy jest dziś “chronione”.

Tak było w komunie, po niej, tak jest teraz i tak będzie już zawsze, dopóki ludzie nie zrozumieją, że to nie jest tak, że policja ma nadrzędne prawa wobec obywateli, tylko ich nadrzędnym obowiązkiem jest chronić obywateli i ich prawa. Policja ma tylko i aż obowiązek ochrony KAŻDEGO obywata, jeśli trzeba to przed nim samym.

Policja ma chronić nas wszystkich, a nie zabijać potrzebujących.

Profesjonalna policja ma obowiązek w cywilizowany sposób zabezpieczyć nawet pozornie najniebezpieczniejszego człowieka na świecie, również dla jego własnego dobra, ale przede wszystkim dla dobra ogółu społeczeństwa, żeby wszyscy mieli pewność, że wykonuje swoje obowiązki należycie i tak jak się tego od niej oczekuje.

Póki co, mamy w policji totalnych amatorów i profesjonalnych zatajaczy jej łajdactw i nadużyć.

Moje głębokie wyrazy współczucia dla wszystkich bliskich ofiar brutalności policji. Spodziewajcie się tylko jednego ze strony policji – festiwalu kłamstw, tuszowania prawdy i jednej wielkiej niesprawiedliwości.


Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą.

Blaise Pascal

Uchodźcy przynętą Michnika

Dawno temu “Gazeta Wyborcza” była typową gazetą, periodykiem, który czytało się, żeby dowiedzieć się, co takiego wydarzyło się na świecie i w Polsce. Z czasem zaczęła aspirować do miana opiniotwórczego środowiska skupiającego inteligentów różnych środowisk i zapleczy światopoglądowych. Dziś jest to biznes proszę państwa, ordynarny, chamski biznes, który chce zarabiać. Jak każdy inny, żeby trwać musi zarabiać i walczyć, musi być ekspansywny, a to niestety niesie potężne ryzyko przekroczenia bariery tego, co etyczne i słuszne na rzecz tego, co daje zysk. Podobno najlepszy biznes robi się w czasach kryzysu i tę właśnie zasadę z podręcznika cwanego przedsiębiorcy “Wyborcza” właśnie postanowiła wprowadzić w życie.

Proszę zobaczyć:

https://wyborcza.pl/7,75968,27497530,na-ratunek-uchodzcom-akcja-wyborczej.html#S.Poradniki-K.C-B.1-L.1.dzial

Oczywiście możemy doczytać w tekście promocyjnym Aleksandry Sobczak, że:

Cały przychód z tej prenumeraty zostanie przekazany konsorcjum 10 fundacji. Oto ich lista:

  • Fundacja Nasz Wybór 
  • Amnesty International Polska 
  • Fundacja Polska Gościnność 
  • Grupa nieformalna Chlebem i Solą
  • Fundacja Polskie Forum Migracyjne 
  • Helsińska Fundacja Praw Człowieka 
  • Migrant Info Point (Fundacja – Centrum Badań Migracyjnych) 
  • Stowarzyszenie Homo Faber 
  • Stowarzyszenie Interwencji Prawnej 
  • Stowarzyszenie NOMADA”

Powtórzymy to jeszcze raz: cały przychód. Cóż to oznacza “cały przychód”? Czy to oznacza, że przez np. 40 lat prenumerowania “Wyborczej” czytelnik będzie dostawał produkt i całość opłat przez 40 lat będzie przekazywana na te fundację i uchodźców? Czy jeśli “Wyborcza” złowi tą akcją powiedzmy tak hipotetycznie 20tyś. nowych prenumeratorów, to każda ich comiesięczna opłata będzie przekazywana na ten szczytny cel?

Czy możemy liczyć na aż taką szczodrość i dobroduszność Agory?

Obym się mylił, oby naprawdę byli tak hojni, ale coś mi mówi, że tak niestety nie jest.

A cóż z aktualnymi posiadaczami prenumeraty? Czy oni mogą przejść na taki system, żeby ich wpłaty za dostęp do treści “GW” był przekazywany tym fundacjom, a nie Agorze? I ponawiam to samo pytanie: jak długo ta akcja charytatywna potrwa? Do końca życia klienta i jego wykupionej usługi?

Pytania rodzą się jedno po drugim. Cóż jeśli wszyscy by chcieli przejść na układ: dostaję gazetę, a wpłacam na fundacje i uchodźców? Chyba biznes by padł, nieprawdaż?

Próżno szukać detali tej “oferty” – cholera wie tak naprawdę, coż to takiego jest? Mechanizm jest prosty – kliknij i płać. Nigdzie nie mogę znaleźć konkretnej informacji odnośnie finansowania tej akcji charytatywnej.

Diabeł tkwi w szczegółach, jak mawiali starożytni Chińczycy, ale mnie bardziej od diabła i jego zakichanych szczegółów interesują ogólne problemy, bo tam się właśnie rozgrywa cała mechanika wartości i ideałów.

Bez względu na to, jak ta cała akcja jest dopracowana, to niestety ale jest wyjątkowo nieetyczna.

Pozyskiwanie nowych klientów na bazie ludzkiego dramatu i to jeszcze z politycznym motywem w tle jest skandalicznie niemoralne, haniebne wręcz.

Czy ktoś z wydawców “Gazety Wyborczej” zapytał się tych uchodźców, czy oni w ogóle życzą sobie, żeby robić z nich element takiej akcji promocyjnej?

Tak naprawdę tym właśnie jest ta cała sprawa z prenumeratą “Wyborczej” – jest ordynarną akcją promocyjną!

Rodzi się pytanie: jaką czytelnik ma pewność, że bierze do ręki produkt, który zawiera obiektywnie podaną prawdę, skoro wydawcy i redaktorzy angażują się w takie projekty?

Skoro tak bardzo chcą pomagać turystom Łukaszenki, to dlaczego nie założą jakiejś zbiórki dedykowanej specjalnie tej grupie ludzi?

Odwrócona logika tego problemu pokazuje jak na dłoni niegodziwość pomysłu “Wyborczej”: gdyby nie dramat uchodźców wykorzystanych w pokerze kilku łobuzów od historii, “Wyborcza” nie zobaczyłaby szansy na nowych prenumeratorów.

To jest zwyczajnie i bez ogródek: ŚWIŃSTWO!

Tylko pieniądze interesują właścicieli Agory i “Gazety Wyborczej”.

Wysyłam maila do redakcji “Wyborczej” i p.Sobczak z prośbą o detale tej akcji i przede wszystkim z filozoficznym pytaniem, czy uważają, że pozyskiwanie nowych klientów ich komercyjnego produktu na bazie dramatycznej historii prawdziwych ludzi uwikłanych w polityczną rozgrywkę kilku państw jest zgodne z etyką i poszanowaniem ludzkiej godności. Zapytam również, czy otrzymali zgodę od tych ludzi na wykorzystanie ich do tej akcji promocyjnej?

Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Pani Sobczak arbitralnie stwierdza, że obserwatorzy wydarzeń z białoruskiej granicy dzielą się na dwie grupy:

Pierwszą rozśmiesza poseł Franciszek Sterczewski biegający z siatką jedzenia i leków. W dyskusji o pomocy migrantom komentatorzy z tej grupy odsuwają wątek humanitarny na rzecz dyskusji o koniecznej obronie granic lub odpowiedzialności Aleksandra Łukaszenki.

(…)

Druga grupa to ludzie, którzy nie potrafią patrzeć z obojętnością na cierpienie i okrucieństwo. To ci, którzy wstydzą się za Polskę, widząc działania zamaskowanych pograniczników lub czytając wypowiedzi polskich ministrów. To ci, którzy patrząc na posła biegającego z siatką, nieco odzyskują nadzieję, że nie wszyscy jesteśmy bezduszni.”

Bardzo mnie ten podział zastanawia. Jedna grupa to bezduszni prześmiewcy przejęci tylko kwestią bezpieczeństwa granic. Druga grupa, to egalitarni humaniści zatroskani losem ludzi.

Ot i zostaliśmy posegregowani przez redaktor Sobczak do tych dwóch przegródek i każdy dostał swoją etykietkę.

Mnie nie śmieszy poseł biegający z torbą ikei na ramieniu pomiędzy strażnikami. Nie znam jego motywów. Może pracował na swoją reelekcję? Skąd mam to niby wiedzieć? Chyba oczywiste było, że nic nie wskura i nie dotrze do tej grupki ludzi. Robił show, happening, polityczny performance ze sobą w roli głównej. O nim się mówiło, nie o uchodźcach, nieprawdaż? Więc kto zyskał po tym biegu? Tylko on tak naprawdę.

Mnie ten bieg nie śmieszy, nie należę więc do pierwszej grupy urojonej w umyśle redaktor Sobczak.

Jeśli chodzi o drugą grupę, to zdecydowanie podpisuję się pod pierwszym i drugim zdaniem: nie jest mi obojętne cierpienie tych ludzi i wstydzę się za Polskę “widząc działania zamaskowanych pograniczników lub czytając wypowiedzi polskich ministrów.” Ale nie odzyskuję nadziei, patrząc na wybryk posła, że nie wszyscy jesteśmy bezduszni.

To ostatnie stwierdzenie z opisu drugiej grupy pani Sobczak bardzo mnie intryguje. Jest w nim zawarta sugestia, że tylko ludzie z tej grupy nie są bezduszni.

A to już jest świństwo, pani Sobczak, tak ludzi apriorycznie oceniać i przypisywać im bezduszność wedle pani widzimisię i tylko na podstawie jakiegoś wygłupu posła, który chciał zrobic medialny szum, być może tylko po to, żeby nabić sobie trochę wyborców i zbić na tym kapitał polityczny – tak samo, jak wy chcecie na tym powiększyć grono własnych prenumeratorów!

Nie należę do żadnej z grup, na które pani Sobczak podzieliła lekką rączką całe społeczeństwo. Nie, pani radaktor, mnie nie znajdzie pani ani w jednej, ani w drugiej. Ja należę do ludzi, którzy korzystają z własnego umysłu i mówią ‘nie’ głupocie i komercji wielkich koncernów. Należę do ludzi, którzy myślą samodzielnie i nie pozwalają takim redaktorom jak pani narzucać sobie interpretacji zdarzeń i ich znaczeń.

Komentarze pod tą waszą promocyjną akcją były niezbyt przychylne, więc zgodnie z ideą troski o wolność słowa wyłączyliście ludziom możliwość wyrażania głośno opinii o tym chorym pomyśle. Brawo! Jesteście hipokrytami.

Z logiki zaprezentowanej przez redaktor Sobczak wynika, że jeśli nie wykupisz prentumeraty “Gazety Wyborczej”, to z automatu trafisz do grupy bezdusznych prześmiewców obojętnych na cierpienie ludzi, czyli jesteś jakimś zwyrodnialcem, który potrafi tylko szydzić z czyjegoś losu. Mam pełne prawo wysnuć taki wniosek, ponieważ tak właśnie cała sprawa jest przedstawiona przez panią Sobczak – nie daje mi innej możliwości zadkelarowania siebie, jako człowieka, który zwyczajnie ma pytania, a nie nastawiony jest na bezrefleksyjny odbiór interpretacji kawałka rzeczywistości podanej na tacy przez redakcję jakiejś gazety.

Nie kupujcie “Gazety Wyborczej”, nie kupujcie prenumeraty i nie wspierajcie hipokryzji, drodzy czytelnicy.

Gdyby “Wyborcza” i Agora, miały dobre intencje, to najzwyczajniej w świecie zrobiliby zbiórkę na tych biednych ludzi, albo podali konta bankowe tych organizacji charytatywnych i zachęcili do indywidualnej pomocy wedle własnych możliwości i w zakresie własnego sumienia. Mogli postąpić tak, wybrali niestety ochydną autopromocję na ludzkim dramacie.

Skąd ja to znam? Nie jestem zdziwiony i wiem, że jeszcze nie raz “Wyborcza” niemile nas zaskoczy.


#hipokryzja
#hipokryci
#gazetawyborcza
#adammichnik
#frasyniuk
#sobczak
#lextvn
#tvn
#konstytucjarp
#konstytucja
#prawaczłowieka
#kasa
#zysk
#forsa
#cash
#profit
#money