Wyjdzie Szydło z worka

O formacji politycznej Jarosława Kaczyńskiego można rozprawiać w nieskończoność, ale jedna reguła zdaje się dominować nad resztą prawd o ekipie dobrej zmiany – PiS nieustannie podnosi poprzeczkę w wybieraniu coraz gorszych ludzi na kluczowe stanowiska. Co za kosmiczny paradoks! Gdy wszystkim dookoła wydaje się, że gorzej już się nie da, że nikogo gorszego nie można znaleźć na miejsce poprzednika, który odszedł w niesławie i kompromitacji, to PiS udowadnia wszem i wobec, że owszem, jak najbardziej można! Niemożliwe nie istnieje!

Gdy wszyscy myśleli, że gorszego następcy Lecha Kaczyńskiego próżno szukać, proszę bardzo: z kapelusza wyskakuje Andrzej Duda, nikomu nieznany giermek poległego prezydenta, który chciał limuzyną szarżować sowieckie czołgi na gruzińskim pograniczu. Wyskakuje i wygrywa wybory za wyborami; podpisuje wszystkie kolejne pisowskie ustawy, które rozsadzają filary polskiej racji stanu; do spółki z Trybunałem Kucharki seryjnie i brutalnie gwałci Konstytucję RP. Ukończyłem w życiu różne uniwersytety, a na jednym z nich (studiowałem tam zupełnie mimowolnie) posługiwałem się językiem, w którym można tego giermka poległego rycerza dobrej zmiany nazwać “konstytucyjnym majciarzem”, kto tam nie był, to niech się zapyta profesora Google, co to znaczy “majciarz” i czy się takiemu rękę podaje. Jakby ktoś coś sugerował, to o gwałceniu Konstytucji wspominał Donald Tusk podczas ostatnich protestów w Warszawie, także nie do mnie pretensje o naturalne skojarzenia leksykalne i nazywanie rzeczy po imieniu.


Ta konstatacja prowadzi do oczywistej zagadki: kto może być jeszcze gorszy od Andrzeja Dudy?


W mgnieniu oka zza zakrętu tego pytania wyłania się gigantyczny peleton pretendentów. Gabinet ludzkich osobliwości całej Zjednoczonej Prawicy wprawia w osłupienie swoimi rozmiarami. Mamy tam pełne spektrum miernot owładniętych projekcją własnej wyjątkowości i misją naprawy Rzeczypospolitej. Praktycznie bez wyjątku są to okazy godne uwiecznienia w wielkich słojach z formaliną, gdzieś na półkach muzeum moralnych aberracji, bo historia nie zostawi na nich suchej nitki i nie będzie stawiać im pomników. Jak można pozwolić zapomnieć takiego Suskiego, lub Sasina? Skandal! Trzeba te ikony lepszych czasów gdzieś uwiecznić dla potomności.
Któż się znajdzie jeszcze gorszy od Dudy? Kto mógłby z jednej strony być jednocześnie bardziej użyteczny dla PiS i bardziej szkodliwy dla Polski?


Jest tylko jedno takie wyjątkowe ‘dasein’ i na imię mu Beata Szydło.


Jest to byt szczególny zarówno metafizycznie, jak i ontologicznie. Gdyby odwołać się do klasycznej definicji Arystotelesa i samoistności bytu, to od razu moglibyśmy zainicjować ciekawą dyskusję o bycie Szydło i przyczynach jej bytowania. Podobnie rzecz ma się w ujęciu ontologicznym i nadaniu sensu istnienia Dasein Szydło. Arystotelesowski Pierwszy Poruszyciel tego bytu, czyli Jarosław Kaczyński puścił w ruch maszynerię, której sens zaczyna się wyłaniać ludziom coraz jawniej i wyraźniej; wyłania się z ostrego cienia mgły, zza zasłony niedomówień, półsłówek, półprawdy, czyli gówno-prawdy, fałszu i bluźnierstwa.
Jeśli ktoś kiedyś zapytałby, co by się stało, gdybyśmy wsadzili do ogromnego akceleratora mikrocząstek teorie Arystotelesa i Heideggera, za konsoletą posadzili Jarosława z Żoliborza, który kręcąc pokrętłami i wciskając guziki rozpędziłby te dwie koncepcje bytu do prędkości światła zderzając je ze sobą w wielkim wybuchu, to odpowiem bez chwili namysłu – tak właśnie powstałoby Dasein Szydło.
To kandydat idealny dla PiS, lecz najgorszy dla Polski.
Dlaczego akurat Szydło? Trzeba zapytać jutrzenkę dobrej zmiany, czyli samego Lucyfera, który tak skutecznie rozświetla drogę tej formacji. Sam Diabeł musi pisać ten scenariusz zagłady. Zupełnie na poważnie teraz: konstytucyjnemu majciarzowi kończy się kadencja mniej więcej dokładnie wtedy, gdy Dasein Szydło skończy się kadencja w Europarlamencie. Przypadek? Wątpię, bo PiS i Putin niczego nie zostawiają przypadkowi, nie od 2015 roku. Co PiS zrobi z jej ogromną popularnością? Na pewno nie zrobią jej jakimś ministrem, ani szeregowym posłem, premierem też na pewno nie zostanie w najbliższej przyszłości. Jakiś szlachetny powód musi być, żeby mogła być wożona rządową limuzyną. Drugie pytanie brzmi: co ona zrobi ze swoją ambicją? Jest tylko jeden fotel, którym jest zainteresowana – fotel prezydenta.
To właśnie Szydło była reżyserem kampanii Dudy. To również pod skrzydełkiem Szydło schronił się wystraszony gniewem Jarka obecny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.
Wszyscy widzimy wyraźnie jaki kurs polskiej polityki zagranicznej wybrała Moskwa, dlatego nie zapominajmy kto po wygranych wyborach parlamentarnych wyprowadził z sejmowej sali konferencyjnej flagi Unii Europejskiej nazwane po tym bezczelnym akcie ‘szmatami’ przez również aktualną europosłankę ssącą z cycka Europy solidną pensję wypłacaną w Euro, którą Radek Sikorski nazwał kilka dni temu „zatłuszczonym łbem”. Ten tłuszcz, to chyba z tego znienawidzonego cycka został wyssany…
Beata Szydło, Zbigniew Ziobro, Andrzej Duda – oto święta trójca neoprawicy, która będzie grać pierwsze skrzypce w postpisowskiej rzeczywistości, gdy trzeba będzie marketingowo zastąpić PiS PiSem.
Sakralizacji dokona na nich sam Ojciec Założyciel z Torunia. Na antenach Radia Maryja i Telewizji Trwam będzie msza święta w intencji nowej partii i liderów lepszej dobrej zmiany. Jacek Kurski już na pewno pisze nowe scenariusze przekazu dla narodu. Wszystko jest gotowe. Czekają tylko na właściwy moment.
W polskiej wersji „Powrotu do przyszłości” Marty McFly mieszka w Oświęcimiu i jeździ seicento. Żeby to wszystko odkręcić, ten młody człowiek musiałby się swoim seicento cofnąć w czasie i przy pomocy szalonego dr Emmetta Browna rozproszyć mgłę w Smoleńsku. Szanse na to są dokładnie takie same, jak to, że Waszczykowski na emeryturze dożegluje kiedyś do San Escobar.
Beata Szydło wygra te wybory dokładnie tak samo, jak poprzednie „wygrał” dwa razy Andrzej Duda. Magiczne kilkaset tysięcy wystarczy odpowiednio przygotować i po sprawie.
Nikt się słowem nie zająknął, także chciałbym tylko nadmienić taką oto drobnostkę związaną z prezydenckimi wyborami 2015 i 2020:


Wybory 2015, druga tura:
Andrzej Duda: 8 630 627 głosów.
Bronisław Komorowski: 8 112 311 głosów.
Różnica: 518 316 głosów.


Wybory 2020, druga tura:
Andrzej Duda: 10 440 648 głosów.
Rafał Trzaskowski: 10 018 263 głosów.
Różnica: 422 385 głosów.


W wyborach 2020 przybyło ponad 3.6 milionów nowych wyborców i jakimś dziwnym trafem różnica wyniosła mniej więcej dokładnie tyle samo, co 5 lat wcześniej, jakieś marne kilkaset tysięcy. W skali kraju takie oszustwo jest niezwykle łatwo przeprowadzić, ale niezwykle trudno je udowodnić, to się rozcieńcza bez śladu, jak bąk puszczony na wietrze i de facto przeszło to u nas bez echa. Komentatorzy, bojąc się chyba oskarżeń o utratę zmysłów, nawet nie pisnęli, że to śmierdzi na kilometr…
Coś podobnego PiS może zrobić w 2025 tylko z kimś, kto już ma ogromną popularność, kogo wygrana ponownie różnicą kilkuset tysięcy głosów nie wzbudzi najmniejszych podejrzeń. Nie mogą znowu wyskoczyć z kandydatem znikąd, bez ogromnego poparcia i rozpoznawalności. Potrzebują nazwiska, na które Polacy już głosowali.
Potrzebują też kogoś, czyją sromotną porażkę w Brukseli będzie można w Polsce ogłosić spektakularnym zwycięstwem ze znienawidzoną Unią, która przecież prowokuje Trzecią Wojnę Światową.
Szydło jest twarzą programu 500+, to ona dała pieniądze dla matek na ich pociechy. Przed wyborami PiS jeszcze bardziej podkręci tę ofertę, mogą dojść do 1000+, są pomysły pensji dla matek, żeby siedziały w domach z dziećmi. To będzie wyborczy szach mat.
Trzymali to dasein w euro-zamrażarce, a teraz szybko podgrzeją je w mikrofali i podadzą cieplutkie i parujące prosto na stół politycznej karmy dla mas.
I to się sprzeda, ludzie to kupią.
Teraz już widzicie, że to sam Lucyfer oświetla im drogę…
Opozycjo, jakieś pomysły na przetrącenie kijem po plecach samego El Diablo?
Jedno jest pewne: gumofilce i świadkowie Hołowni raczej nie pomogą…

Szary Człowiek [*]

19.10 – kolejna rocznica desperackiego aktu Piotra Szczęsnego, który dokonał samospalenia w proteście przeciwko degradacji państwa pod rządami Prawa i Sprawiedliwości kierowanego przez Jarosława Kaczyńskiego.

Szary Człowiek umierał 10 dni w szpitalu…

Pan Piotr, to bohater. Przeczytałem jego manifest oraz list do mediów bardzo uważnie. Bije z nich wyjątkowo trafna i przejrzyście wyrażona analiza sytuacji w kraju. Szczególnie rezonuje we mnie wątek przyznania się do problemów z depresją oraz zdecydowanej deklaracji i nazwania siebie osobą chorą psychicznie – za to składam mu hołd, ponieważ jest to temat, który domaga się otwartej dyskusji, reformy, finansowego wsparcia, dogłębnej naprawy; to jest temat, którego nie wolno się bać poruszać i ja na pewno będę o tym jeszcze intensywnie pisał.

Okazuje się, że to właśnie Pan Piotr, człowiek chory psychicznie, widział wszystko jasno i przejrzyście, bez złudzeń i iluzji fałszującej rzeczywistość. Widział sprawy dokładnie takimi jakie były i jakie są. Pan Piotr napisał prawdę o tym kraju i niestety ma rację mówiąc, że politycy za ludzi nie wykonają tej roboty.
Serce roście patrząc na piękną oprawę rocznicy, ale to zdecydowanie za mało. Muszą ludzie wprowadzić przesłanie Szarego Człowieka w życie, muszą odebrać tej władzy to, co ona sama im zabrała. Każdy opozycjonista powinien zaczynać budowę swojego paradygmatu walki z PiS od intensywnego studiowania Manifestu Pana Piotra. Tam jest wszystko wyłożone na tacy, pora tę całą maszynerię puścić w ruch, żeby nabrała pędu. Im więcej ludzi wskoczy na pokład, im większa będzie masa, tym szybciej zrobi się porządek.
Mają ludzie dzisiaj szansę zdobyć piękna i honorową kartę w życiorysie, kartę opozycjonisty i opozycjonistki walczących z prorosyjskim reżimem, więc nie ma się co bać, to tylko przyniesie powody do dumy w przyszłości. Można protestować pokojowo i bardzo skutecznie – są tego bardzo dobre przykłady w historii, nic tylko czerpać, stosować i triumfować!

Od siebie chciałbym jeszcze na koniec dodać, że jestem głęboko poruszony trzeźwością i jasnością myśli Szarego Człowieka, który w stanie bardzo ciężkiej depresji i rozpaczy nad upadkiem naszego państwa przygotował dla potomności rzecz bezcenną.

Poniżej wklejam Manifest Piotra Szczęsnego, Szarego Człowieka, który opublikował portal OKO.press – PAMIĘTAMY!


„1. Protestuję przeciwko ograniczaniu przez władzę wolności obywatelskich.

2. Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji, w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów.

3. Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji RP. Protestuję przeciwko temu, aby ci, którzy są za to odpowiedzialni (m.in. Prezydent) podejmowali jakiekolwiek działania w kierunku zmian w obecnej konstytucji – najpierw niech przestrzegają tej, która obecnie obowiązuje.

4. Protestuję przeciwko takiemu sprawowaniu władzy, że osoby na najwyższych stanowiskach w państwie realizują polecenia wydawane przez bliżej nieokreślone centrum decyzyjne związane z Prezesem PiS, nieponoszące za swoje decyzje odpowiedzialności. Protestuję przeciwko takiej pracy w Sejmie, kiedy ustawy tworzone są w pośpiechu, bez dyskusji i odpowiednich konsultacji, często po nocach, a potem muszą być prawie od razu poprawiane.

5. Protestuje przeciwko marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej i ośmieszaniu naszego kraju.

6. Protestuję przeciwko niszczeniu przyrody, szczególnie przez tych, którzy mają ją chronić (wycinka Puszczy Białowieskiej i innych obszarów cennych przyrodniczo, forowanie lobby łowieckiego, promowanie energetyki opartej na węglu).

7. Protestuję przeciwko dzieleniu społeczeństwa, umacnianiu i pogłębianiu tych podziałów. W szczególności protestuję przeciwko budowaniu „religii smoleńskiej” i na tym tle dzieleniu ludzi. Protestuję przeciwko seansom nienawiści, jakimi stały się „miesięcznice smoleńskie” i przeciwko językowi nienawiści i ksenofobii wprowadzanemu przed władze do debaty publicznej.

8. Protestuję przeciwko obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowisk swoimi ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji.

9. Protestuję przeciwko pomniejszaniu dokonań, obrzucaniu błotem i niszczeniu autorytetów, takich jak np. Lech Wałęsa, czy byli prezesi TK.

10. Protestuję przeciwko nadmiernej centralizacji państwa i zmianom prawa dotyczącego samorządów i organizacji pozarządowych zgodnie z doraźnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii.

11. Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów oraz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych (i innych z LGBT), muzułmanów i innych.

12. Protestuję przeciwko całkowitemu ubezwłasnowolnieniu telewizji publicznej i niemal całego radia i zrobieniu z nich tub propagandowych władzy. Szczególnie boli mnie niszczenie (na szczęście jeszcze nie całkowite), Trójki – radia, którego słucham od czasów młodości.

13. Protestuję przeciwko wykorzystywaniu służb specjalnych, policji i prokuratury do realizacji swoich własnych (partyjnych bądź prywatnych) celów.

14. Protestuję przeciwko nieprzemyślanej, nieskonsultowanej i nieprzygotowanej reformie oświaty.

15. Protestuję przeciwko ignorowaniu ogromnych potrzeb służby zdrowia.

Protestów pod adresem obecnych władz mógłbym sformułować dużo więcej, ale skoncentrowałem się na tych, które są najbardziej istotne, godzące w istnienie i funkcjonowanie całego państwa i społeczeństwa.

Nie kieruję żadnych wezwań pod adresem obecnych władz, gdyż uważam, że nic by to nie dało.

Wiele osób mądrzejszych i bardziej znanych ode mnie, podobnie jak wiele instytucji polskich i europejskich wzywało już te władze do różnych działań i niezmiennie te apele były ignorowane, a wzywający obrzucani błotem. Najpewniej i ja za to, co zrobiłem też takim błotem zostanę obrzucony. Ale przynajmniej będę w dobrym towarzystwie.

Natomiast chciałbym żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach.

Wezwanie swoje kieruję do wszystkich Polek i Polaków, tych którzy decydują o tym kto rządzi w Polsce, aby przeciwstawili się temu, co robi obecna władza i przeciwko czemu ja protestuję.

I nie dajcie się zwieść temu, że co jakiś czas działalność władz uspokaja się i daje pozór normalności (jak choćby ostatnio) – za kilka dni, czy tygodni znowu będą kontynuować ofensywę, znowu będą łamać prawo. I nigdy nie cofną się i nie oddadzą tego, co już raz zdobyli.

Wprawdzie to już dość wyświechtane powiedzenie, ale bardzo tutaj pasuje: Jeśli nie my, to kto? Kto jak nie my, obywatele ma zrobić porządek w naszym kraju? Jeśli nie teraz, to kiedy?

Każda chwila zwłoki powoduje, że sytuacja w kraju staje się coraz trudniejsza i coraz trudniej będzie wszystko naprawić.

Przede wszystkim wzywam, aby przebudzili się ci, którzy popierają PiS – nawet jeśli podobają się wam postulaty PiS-u, to weźcie pod uwagę. że nie każdy sposób ich realizacji jest dopuszczalny. Realizujcie swoje pomysły w ramach demokratycznego państwa prawa, a nie w taki sposób jak obecnie.

Tych, którzy nie popierają PiS, bo polityka jest im obojętna albo mają inne preferencje, wzywam do działania – nie wystarczy czekać na to co czas przyniesie, nie wystarczy wyrażać niezadowolenia w gronie znajomych, trzeba działać. A form możliwości jest naprawdę dużo.

Proszę was jednak, pamiętajcie, że wyborcy PiS to nasze matki, bracia, sąsiedzi, przyjaciele i koledzy. Nie chodzi o to żeby toczyć z nimi wojnę (tego właśnie by chciał PiS) ani „nawrócić ich” (bo to naiwne), ale o to, aby swoje poglądy realizowali zgodnie z prawem i zasadami demokracji. Być może wystarczy zmiana kierownictwa partii.

Ja, zwykły, szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich – nie czekajcie dłużej. Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej, zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj; zanim całkowicie pozbawi nas wolności.

A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!

Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!”

Zapraszam do wejścia na stronę portalu OKO.press dedykowaną Szaremu Człowiekowi, na której oprócz Manifestu Pana Piotra Szczęsnego można znaleźć dodatkowo jego listy do mediów, zatem całość proszę czytać pod linkiem: https://oko.press/piotr-s-szary-czlowiek-zyje-czesc-pamieci/

źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Szczęsny

Ziemkiewicz do sądu.

Poniedziałek powitał mnie cudowną informacją – Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych zaciąga Rafała Ziemkiewicza do sądu za jego obraźliwe wypowiedzi wobec kobiet protestujących o swoje prawa i swoją godność.

Szybkimi krokami zbliżają się moje okrągłe urodziny, a ponieważ nie lubię dostawać prezentów od ludzi, więc zacząłem szukać czegoś wyjątkowego dla siebie. Może nowy zegarek? To takie banalne… Albo jakiś obraz do powieszenia na ścianie? Mam ich setki… Droga publikacja ze specjalistycznej dziedziny, którą się zajmuję? Nie, stwierdziłem, że próżność, choćby nawet motywowana inwestycją w siebie, jest mniej radosna, niż wsparcie słusznej idei, niż zrobienie czegoś dla kogoś.

Dlatego z okazji zbliżających się urodzin postanowiłem wpłacić okrągłego tysiaczka na dzielnych ludzi z OMZRiK, którzy bronią honoru, godności i przede wszystkim praw kobiet tak bezczelnie i konsekwentnie obrażanych przez Rafała Ziemkiewicza.

Mam ogromną nadzieję, że sprawiedliwości stanie się zadość i sąd zmusi Ziemkiewicza do wyszczekania przeprosin.

Ziemkiewicz to cyniczny siewca wulgarnych poglądów, które są zwyczajną mową nienawiści. Uważam, że robi to cynicznie i z premedytacją, ponieważ zauważył, że to się dobrze sprzedaje, że można na tej nienawiści zarabiać pieniążki. Skoro się dobrze sprzedaje, to znaczy, że jest na tę nienawiść popyt. Tym bardziej trzeba z tym walczyć i przeznaczać na to pieniądze. To jest inwestycja nie w siebie ale w przyszłość następnych pokoleń.

Tu nie chodzi o poglądy, ponieważ każda osoba ma pełne prawo nie zgadzać się z postulatami jakiejkolwiek grupy społecznej i poddawać je merytorycznej krytyce – to jest w pełni dopuszczalne, stanowi wręcz kwintesencję wolności słowa i wolności w ogóle.

Jest jednak taka stara definicja wolności, która mówi: prawo do wymachiwania pięścią kończy się tam, gdzie zaczyna się nos drugiego człowieka.

Kto świadomie krzywdzi innych ludzi, kierowany dodatkowo prymitywnymi pobudkami chęci zysku, powinien ponieść tego konsekwencje zgodnie z literą prawa.

Dlatego na swoje urodziny postanowiłem sobie sprawić prezent, który mam nadzieję sprowadzi na Ziemkiewicza prawne konsekwencje jego karygodnych działań.

Ziemkiewicz świadomie niszczy tkankę wspólnotowości naszego społeczeństwa, robi to z szyderczym uśmiechem na twarzy. Reprezentuje sobą wszystko to, czym gardzę i czego nie toleruję.

Nie tolerujmy nietolerancji. Nie pozawalajmy jej zarażać innych serc dziką nienawiścią i umysłów patologicznymi koncepcjami.

Budujmy świadomie społeczeństwo oparte na wzajemnym szacunku, na akceptacji innych ludzi, szczególnie tych, których prawa są instytucjonalnie łamane i wspierajmy tych, którzy poświęcają własne życia na walkę o normalność przestrzeni publicznej.

Zachęcam wszystkich do zrobienia sobie dobrze wpłatą dla tych dzielnych ludzi walczących o słuszną sprawę – po co marnować ciężko zarobione pieniądze na doczesne zbytki i chwilowe przyjemności? Zróbcie coś dobrego dla przyszłych pokoleń nie ruszając się sprzed biurek, z kanap i foteli. Spacerując z psem, lub głaszcząc kota można szybko zlecić przelew. Zachęcam gorąco!

Ta organizacja walczy dokładnie z tym, co śmiało można nazwać esencją zła nieustannie bulgoczącą w społeczeństwach, w ludziach i uważam, że koniecznie trzeba wpierać Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych

Jak pokonać PiS? Cz.I

Źle się dzieje w państwie polskim.

Dziesiątego października roku pańskiego dwa tysiące dwudziestego pierwszego na jedno ćwierknięcie Donalda Tuska odpowiedziało sto tysięcy obywateli i wypełniło Plac Zamkowy niebiesko-żółtym przesłaniem dla skorumpowanej władzy.

Nie jestem fanem Donalda. Uważam, że aktualna sytuacja, to niestety efekt jego krótkowzroczności, naiwności i przede wszystkim pychy. Tak, Donald myślał, że Bruksela to dobra opcja, że Polki i Polacy odetchną od Tuska, bo już się zwyczajnie przejadł wszystkim, tak sam mówił w wywiadzie przed wyjazdem do Brukseli. Myślał również zapewne, że nawet jeśli PiS dojdzie do władzy, to tak ludzi wkurwi, że on wróci z Brukseli i zrobi się powtórkę z 2007, i będzie pozamiatane.

Stało się inaczej, bo PiS owszem wielu ludzi wkurwił, ale wielu solidnie wygrubasił i przekupił.

To nie była tylko pycha Tuska – „pomogli” mu w tym ochoczo dziennikarze, przede wszystkim ze środowisk „Gazety Wyborczej” i TVN, których bezlitośnie krytykuję za niskie pobudki, za chciwość.

Monika Olejnik codziennie dawała im najlepszy czas antenowy. Siedziała obwieszona koralikami od Coco Chanel, w designerskich szpilkach i najdziwniejszych kreacjach na świecie, a formuła jej programu zamykała się w jednym zdaniu: niech się żrą na wizji, ile tylko wlezie, im więcej szczekania i plucia, tym lepiej, a im więcej pisiorów, tym więcej plucia i szczekania. No i wypluli i wyszczekali. Za moment Obajtek przejmie tę stację i Monice zostanie chyba tylko youtube…

W „Gazecie Wyborczej” czapki z głów przed prezesem zdejmowali i z pretensją wręcz ustawiali do pionu czytelników – dajcie im porządzić. No to ludzie dali porządzić, a oni porządzili właśnie i to jak porządzili!

Polska osiągnęła stadium kompletnego bagna.

Donald przyfrunął z Brukseli, ćwierknął w necie i zebrało się sto tysięcy ludzi, których nawet okoliczne ulice nie mogły pomieścić. To potencja, której nie można zmarnować.

Uważam, że trzeba Donaldowi pomóc.

Nadszedł dzień, żeby się jasno określić, po której stronie barykady chce się być. Od razu powiem, że nie da rady siedzieć na niej okrakiem, jak Czarzasty i Zandberg, pałaszując obajtkowe hot dogi z Orlenu. Tak się nie da, tak można się tylko zdyskredytować na wieki wieków.

Trzeba pomóc Donaldowi walczyć ze złem. Tusk spieprzył swoją pierwszą historyczną misję – nie dopuścić PiS do władzy i nie oddać społeczeństwa w ręce kleru, ale ta bitwa jest ostatnia i najważniejsza, i nie można go zostawić samego na polu tej walki. Trzeba walczyć ze złem jak tylko człowiek potrafi najlepiej i najskuteczniej. Każdy głos sprzeciwu się liczy i każdy głos jest ważny.

Niestety, sytuacja jest tragiczna. Imperium zła rządzi twardą ręką. Tak, to jest imperium zła namaszczone przez kapłanów fałszywego słowa. Powiedzmy to wyraźnie – Watykan pokropił i poświęcił IV Rozbiór Polski dokonywany przez sygnatariuszy projektu „dobrej zmiany” i IVRP. Kościół i Rosja po raz kolejny próbują zniewolić Polskę, zakuć ją w kajdany i uzależnić od dwugłowego ptaszydła z Kremla i katolickiej hydry, wielogłowego, jadowitego węża, którym jest kuria rzymska. Jak dwa łotry, rączka w rączkę w przestępczym pakcie, który nie wymaga żadnej zgody na piśmie, niemo, bez słowa, ale konsekwentnie i z premedytacją zaciskają na Polsce swoje wstrętne szpony i wbijają w nią toksyczne kły.

Metafora przesadzona? Wyobraźnia galopuje mi po kawie? Nic z tych rzeczy. Tak się sprawy polskie właśnie przedstawiają. Polska jest pożerana po raz kolejny przez dwa wielkie imperia, przez dwa obce państwa. Polska jest tutaj ofiarą. Wszystkie powstania wybuchały w przeszłości z tego samego powodu. Cała moja obowiązkowa edukacja w szkole, to lektury i lekcje historii głównie o jednym temacie – o utracie niepodległości Polski. Dziś na naszych oczach rozgrywa się ten sam dramat.

PiS, cała Zjednoczona Prawica, Konfederacja, ONR, narodowcy i przede wszystkim Kościół Katolicki, to są zdrajcy Polski, którzy zdradzają polską rację stanu, interesy Polek i Polaków i robią to dla własnych korzyści. Znamy to z historii bardzo dobrze.

Jaka jest ich metoda? Zatrzymywać postęp ograniczając dostęp do wiedzy i wulgaryzując prawdę.

Jak się z tego bagna wyczołgać?

Uważam, że trzeba do tego podejść dokładnie tak samo, jak do każdego innego problemu, czyli przede wszystkim skupić się wcale niekoniecznie na jego objawach, które manifestują nam się dookoła tak wyraźnie, ale na jego źródłach, na przyczynach i metodzie jego pogłębiania się. Trzeba zidentyfikować źródło problemu i z tym walczyć. Jak z nowotworem, którego trzeba najpierw zlokalizować, później zidentyfikować i zastosować sprawdzoną terapię: chemię, promieniowanie, immunoterapię, a jak trzeba, to amputację. Znając przyczyny choroby, jej naturę, środowisko jej rozwoju, możemy z nią skutecznie walczyć.

W dzień protestów robiłem w Londynie mały biznes. Nie jest tajemnicą, że zajmuję się sztuką już od ponad 20 lat (z małą przerwą na lot nad kukułczym gniazdem) i tak właśnie spędzam swój wolny czas poza pracą. Miałem tamtego dnia klientów, którzy zrobili u mnie drobne zakupy. To była starsza para Ukraińców. Tak, Ukrainka z mężem kupowali od Polaka antyki w Londynie. Sama ta sytuacja jest wymowna i jest wytrychem do zagadki polskiego problemu.

Gdy już pieniążki zadźwięczały w mojej sakiewce, zapytałem o sytuację w ich kraju. Miny im spoważniały, odpowiedzieli szczerze i dumnie: nie jest lekko, 8 lat już walczymy… Postanowiłem dalej już nie drążyć, dostałem od nich dokładnie to, co miałem nadzieję usłyszeć.

„NIE JEST LEKKO, OSIEM LAT JUŻ WALCZYMY”

Tak, Kochani, oni WALCZĄ.

Przewińmy taśmę, żeby przypomnieć sobie, jak to się u nich zaczęło. Wiktor Janukowycz, czyli kremlowska marionetka, na polecenie Moskwy zaczął hamować proeuropejskie tendencje Ukrainy. Gdy Europa zaczęła wyciągać dłoń Ukrainie i gdy Ukraina chciała tę dłoń złapać, Janukowycz stanął na jej drodze do wolności.

Ci wspaniali, dzielni ludzie mogli zrobić u mnie zakupy w Londynie, ponieważ postawili się Putinowi i jego wytrenowanemu pieskowi Janukowyczowi. Proputinowski kundel musiał podwinąć ogon i spierdalać pod osłoną nocy do swojego protektora pod skrzydełko, a na Ukrainę inwazji dokonały zielone ludziki. Co zrobił świat? Nic. Ukraińcy są zupełnie sami, walczą sami. I tego nikt im nie odbierze. Polacy też są tak naprawdę sami. Prawdziwi Polacy, nie te putinowskie szczekaczki Bąkiewicze i reszta tej faszystowskiej ferajny – oni są zdrajcami Polski.

Prowadzi to nas do oczywistego pytania: czy możliwa jest zmiana w Polsce bez Majdanu? Odpowiedź na to pytanie jest nie tyle trudna, bo nie jest, co niebezpieczna. Rozejrzyjcie się dookoła. Służbami kieruje człowiek skazany wyrokiem sądu na 3 lata więzienia. Ta jedna charakterystyka tego systemu mówi o nim wszystko. Zawiera się w niej również odpowiedź na powyższe pytanie. Trzeba być sprytnym i robić swoje w bardzo przemyślany sposób.

Donald Tusk sam nie da rady pokonać tej mafijnej patologii.

Uważam, że politycy nie zapewnią wolności obywatelom. Nigdy tego w historii nie dokonali. Spójrzcie proszę wstecz. Historia zawiera w sobie bardzo wyraźny opis nie tylko przeszłości, ale przede wszystkim projekcję przyszłości. Próżno szukać w historii przypadku podarowania przez polityków wolności zwykłym obywatelom. Jest za to nieskończona ilość opisów zniewolenia ludzi przez chciwych i żądnych władzy dyktatorów i zwykłych ludzi – Szarych Obywateli przelewających krew za swoje naturalne prawa. Wolność była, jest i zawsze będzie stanem, o który ludzie muszą sami walczyć, który muszą sami zapewnić sobie i przyszłym pokoleniom. Wolność nie spłynie na nas z nieba.

O wolności, jej smaku, zapachu i kolorach mogę kilka słów od siebie powiedzieć. Możemy się chyba zgodzić, że maksymalny stopień zabezpieczenia, to odwrotność stanu bycia wolnym. Ale z drugiej strony sama możliwość swobodnego przemieszczania się, brak murów, krat i strażnika, który co dwie minuty zagląda i sprawdza, wcale jeszcze nie jest równoznaczna z byciem wolną osobą.

Jest wiele rodzajów zniewolenia. Najgorszym ze wszystkich jest więzienie własnego umysłu. Aby osiągnąć wolność w jej najpełniejszym wymiarze, należy osiągnąć stan wolności własnego intelektu. Nic nie może tego stanu zakłócić. Czysty umysł jest gwarantem wolności promieniującej na pozostałe sfery życia. Jego najważniejszym warunkiem jest niedopuszczanie ingerencji z zewnątrz w postaci jasno przemyślanej inżynierii naszego myślenia, której jedynym celem jest ograniczenie naszej świadomości ciasnym paradygmatem specjalnie zaprojektowanym tylko do zawężania naszego horyzontu, skrępowania naszych swobód i kontrolowania naszego życia od chwili poczęcia aż do śmierci, a w przypadku ideologii dodatkowo ściśniętych gorsetem religii, ta kontrola wychodzi nawet poza ramy życia i śmierci.

W dniu manifestacji oglądaliśmy wieczorem z żoną relacje z protestów. Warszawa dopisała, inne duże miasta niestety nie, wyraźnie zawiodły struktury lokalne – PO RAZ KOLEJNY. Tak opozycja nie wygra nigdy. Jesteście skazani na porażkę, jeśli dalej będziecie popełniać takie błędy. Ale to była interesująca obserwacja i lekcja do odrobienia. Wielu młodych ludzi mówiło do kamery: mam na imię Łukasz, Agnieszka, Wojtek, mam 21, 20, 19 lat, etc. Było tam też sporo młodych ludzi w wieku przedmaturalnym, czyli młodzieży, która urodziła się już w Unii Europejskiej, daleko od PRL i generała zamiast Teleranka.

I tu dochodzimy do ścisłego meritum, tu jest esencja i istota problemu. Młodzież – to jest właśnie to, co uzasadnia tę walkę i to jest jednocześnie prawdziwy poligon tej batalii.

Umysły naszej młodzieży, to jest klucz do sukcesu. Jeśli starsze pokolenia nie są w stanie tej walki wygrać, to trzeba zrobić wszystko, co tylko możemy, żeby młodzieży nie stracić, żeby młodzież tę walkę wygrała dla siebie i swojej przyszłości.

PiS do spółki z Putinem i Kościołem Katolickim przede wszystkim formatują umysły młodych ludzi. Pokazują młodym ludziom, że warto z nimi trzymać, uczą ich zwulgaryzowanych definicji sprawiedliwości, godności, patriotyzmu, wolności. Deprawują umysły młodych ludzi, redefiniują rzeczywistość, która ich otacza.

Kreują posłusznego obywatela, który ma „głosować i nie przeszkadzać”.

Posłuszeństwo bierze się z niewiedzy, że można być nieposłusznym, że czasami trzeba wręcz być nieposłusznym.

Kaczyński tylko wtedy mówi prawdę, gdy puszczą mu nerwy i straci na chwilę nad sobą kontrolę. Wycedził w tym zdaniu dokładnie to, czym jego plan naprawdę jest – chcą kreować posłusznych obywateli, którzy nie przeszkadzają.

Dzisiejsi licealiści, będą za dwa lata mieli prawo głosu. Tego nie wolno zlekceważyć. Ubędzie dziadersów przekupionych 13tą i 14tą emeryturą, ale przybędzie młodego elektoratu.

Macie prosto na tacy podane, co należy Kaczyńskiemu odpowiedzieć: będziemy właśnie przeszkadzać.

Jak przeszkadzać? Pracą u podstaw. Znajomi nazywali mnie romantykiem, ale ja jestem pozytywistą i najpilniej studiowałem właśnie pozytywizm. To była nie tylko szlachetna, ale bardzo trafiona idea walki z okupantami poprzez edukację kompletnie zaniedbanych grup społecznych.

Ta idea nigdy nie doczekała się swojej realizacji. Po jednej wielkiej wojnie przyszła kolejna.

Pora tę ideę wprowadzić w życie właśnie teraz – zacznijmy edukować młodych ludzi w tym jednym wymiarze, w tej jednej sferze – wolności ich własnego myślenia.

Uważam, że w tym momencie nie uda się pokonać pisowskiego nowotworu na stole operacyjnym. Nie, ponieważ odrośnie jeszcze silniejszy i jeszcze bardziej złośliwy. Sprawy zaszły zbyt daleko i nowotwór jest już na tyle zaawansowany, że należy zaaplikować mu precyzyjne lekarstwo i silną dawkę immunoterapii, żeby nie mógł już znaleźć gleby dla swoich wulgarnych idei.

Uważam, że to młodzi ludzie muszą wyjebać PiS z orbity politycznej sceny. Na zawsze posprzątać ten syf.

Młodzi ludzie są dziś bezczelnie indoktrynowani i poddawani tresurze światopoglądowej. Mają iluzję wolności w smartfonie, ale nie w szkołach, księgarniach, już nie na półkach z gazetami, ani też na ulicy. Zostały im też resztki wolności własnych umysłów. Wasze piękne młode umysły nie będą nigdy w pełni wolne, jeśli taki pan Czarnek będzie zmuszał Was do czytania encyklik pisanych przez niespełnionego aktora, który został papieżem.

Z jednej strony PiS ogranicza Wasze umysły, a z drugiej strony faszyści z ONR, na czele z takim  chamem i polską kanalią Bąkiewiczem, ograniczają Wasze ciała. Tak, dokładnie tak. To współczesny faszysta Bąkiewicz definiuje dziś ulicę i mówi, jak należy się zachowywać na ulicy, to on decyduje, co jest dopuszczalne na ulicy, a co absolutnie nie mieści się w ich definicji „normalności”. To oni mają marsz niepodległości, nie Wy!

Niedawno spacerowałem ulicami francuskiego miasta, z którego pochodzą prezydent Emmanuel Macron i jego małżonka. Życie kwitło dookoła pełnią barw i swobody. Na ławce przytulały się dziewczyny, wszędzie widać było mieszane pary i ich kolorowe dzieci różnych ras grające ze sobą w piłkę na skwerach i placach, za rękę szła para młodych chłopaków – bez obawy, że zaraz napadnie ich jakiś faszysta z bąkiewiczowską nienawiścią wygrawerowaną na parszywym ryju dziedzica genów szmalcownika i kolaboranta. Takie chamstwo, to tylko w Polsce i na Wschodzie. Ja w takim bagnie nie jestem w stanie oddychać. Mój świat, w którym czuję się dobrze, to właśnie takie obrazki, jak z francuskiego Amiens, jak z Londynu, gdzie nie mają wstępu kompletnie nawiedzony fanatyk eks-ksiądz Międlar albo cyniczny cham Ziemkiewicz, którego skandaliczne wypowiedzi nadają się na wieczne potępienie.

Mam ogromną satysfakcję, że mnie do UK wpuszczają z uśmiechem na ustach, że sobie z celnikami zawsze miło rozmawiamy o mojej pracy i moim hobby, że płacę podatki i wszystko jest na swoim miejscu. Kiedyś nawet wracając z wyjazdu do Francji wjechałem do UK bez żadnych dokumentów, bo zapomniałem ich zabrać ze sobą w podróż.

A takiemu Ziemkiewiczowi kazali ściągać pasek, sznurówki i zamknęli go do celi przed odesłaniem z misiem w paszporcie na Wschód.

Ja jestem obywatelem Zachodu, obywatelem świata, dla nich pozostaje głęboki Wschód.

Młodzi ludzie muszą sobie sami odpowiedzieć na pytania: kim chcą być i gdzie chcą żyć, czy chcą kreować przestrzeń swoich miast, miasteczek, wsi, metropolii, czy chcą potulnie oddać je faszystom i głosicielom nienawiści?

Chcecie ulic wypełnionych nienawiścią i przemocą, czy wolnością i miłością?

Zacznijmy od umysłów i pana Czarnka zmuszającego do czytania JP2.

To jest pierwsza ostrzegawcza flaga. Dawno temu w trawie na lekcji polskiego dostałem pałę, ponieważ wstałem i powiedziałem, że nie przeczytam „Pana Tadeusza”, bo to słaby poemat i szkoda mojego czasu na takiego gniota (naprawdę próbowałem z całych sił przeczytać, ale po dwóch stronach skapitulowałem, to nie była moja parafia). Do dziś nie przeczytałem „Pana Tadeusza”, ale wtedy zamiast Mickiewicza przeczytałem bardzo uważnie „Imię róży” Umberto Eco.

Eco mówi w swojej fantastycznie napisanej powieści, że wolnością jest wiedza; wolnością jest prawda, którą często chce się przed człowiekiem ukryć, zabronić do niej dostępu.

Do niedawna skutecznie chroniono dostępu do prawdy o ‘papieżu Polaku’.

Jaka prawda z kolei kryje się w pismach ultrakonserwatysty Wojtyły? Cóż o życiu ma mi do powiedzenia w swoich pisemkach koleś, o którym dziś wiemy, że oprócz pożerania kremówek w Wadowicach i spacerów z ciupagą po pagórkach, lubił również ukrywać najwyższej rangi kościelnych pedofili – zezwierzęcone maszyny do gwałcenia dzieci?

To ma być autorytet dla Was, kochana młodzieży? Kogoś takiego chcecie dopuszczać do swoich umysłów? Przecież to jest trucizna dla Waszego indywidualizmu, dla Waszej wolności.

Jakiś pan Czarnek, polityczny oportunista, wspinacz, karierowicz, który bez mecenatu i wparcia kościelnych środowisk sam nie osiągnąłby w życiu nic, on ma mówić Wam, jakie macie czytać książki, jakie lektury macie przerabiać na lekcjach polskiego?

Zabrali Wam już gimnazjum, bo Jarek nie miał gimnazjum, więc Wy też go nie potrzebujecie… I teraz tak Was Czarnek przeczołga przez podstawówkę, liceum, a na koniec zmusi Was do zapasów w kisielu z Wojtyłą na maturze, że na koniec nie pozostanie nic z tego, kim naprawdę jesteście, co jest dla Was cenne i ważne. On z Was to wszystko wypłucze i nakarmi Was pustymi frazesami zdyskredytowanego kapłana.

Przecież to jest obrzydliwe, rzygać mi się chce na samą myśl.

Miejcie do siebie trochę elementarnego szacunku i nie dajcie się wychowywać takim intelektualnym oszustom, dewiantom w przebraniu pedagogów.

Jesteście przyszłością tego kraju i świata – świat będzie zaraz Wasz, ale najpierw musicie go sobie wywalczyć. Wolności nikt Wam nie da, wolność będziecie mieli taką, jakiej zapragniecie. A pragnienia, to wszystko, czego potrzebujecie, to Wam w zupełności wystarczy. Nie dajcie sobie odebrać Waszych pragnień.

Wojtyła pozwalał swoim kolegom gwałcić Waszych rówieśników. Jeśli nie chcecie się solidaryzować z politykami, którym nie ufacie (i słusznie, bo nie wolno im nigdy ufać do końca), to solidaryzujcie się z Waszymi rówieśnikami, których ta maszyna zła tak okrutnie skrzywdziła i krzywdzi nadal. Wyjdźcie z tego i nigdy tam nie wracajcie.

To jest zadanie dla młodych i starych. Młodzi muszą wiedzieć, że wolność, to świat bez obowiązkowego Wojtyły na liście lektur w szkole, ale także świat z pełną prawdą o Wojtyle – protektorze pedofili.

Wojtyła czerpał pełnymi garściami z konkretnych nazwisk i konkretnych filozoficznych koncepcji. Nic sam świeżego i nowego nie stworzył. Można go zupełnie olać i sięgnąć do samego źródła koncepcji człowieka, które sobie przywłaszczał.

Młodzi muszą wiedzieć, że JP2 nie był święty. Starzy muszą wiedzieć, że Wojtyła nie zasługuje na bycie edukatorem młodych.

To punkt pierwszy planu pokonania PiS. To jest praca u podstaw, to jest ta inwestycja w preparat immunologiczny i żeby ją wykonać dobrze, trzeba jasno zidentyfikować kluczowe miejsca, gdzie tę pracę trzeba w ogóle zacząć.

Sprzeciw musi zacząć się od młodego pokolenia, to ono musi udźwignąć to brzemię, tak jak dzielny Frodo w trylogii Tolkiena – tym pierścieniem zła do kontroli ludzi i ich umysłów jest dzisiaj w Polsce Jan Paweł II. Trzeba wykonać ciężką misję i odesłać go tam, skąd pochodzi – prosto do Mordoru. To jest zadanie dla Młodych, a Starzy muszą im w tym pomóc.

Poczytajcie sobie notkę biograficzną Czarnka – cała jego kariera, to silny związek z Kościołem Katolickim i koniunkturalna wspinaczka po linach, które wciąga do góry potężna, niewidzialna siła.

Cała kariera Czarna jakby krzyczała wręcz, że jego życiową misją jest zniewolenie młodych umysłów. To widać gołym okiem, poczytajcie sobie sami, tam jest czarno na białym, kim on naprawdę jest.

Rewolucja i zmiana muszą zacząć się w szkołach, nie na ulicach. Ulice odzyskamy za moment. Nie oczekujmy od biednych nauczycieli, żeby odmawiali prowadzenia takich lekcji, które narzucają im kuratorium i ministerstwo. Można przecież powiedzieć młodym, że nie muszą w takiej lekcji uczestniczyć. Nauczyciela można wyrzucić z pracy na zbity pysk. A dzieci, młodzież? Im mogą wszyscy nagwizdać.

Niech młodzież zacznie się domagać w szkole mówienia prawdy o Karolu Wojtyle, ultrakonserwatyście, który został papieżem. Jeśli cokolwiek dzisiaj trzeba mówić o Wojtyle, to właśnie pełną prawdę o jego śmiertelnych grzechach przeciwko człowieczeństwu i krzywdzie niezliczonej ilości dzieci, których nie ratował, które pomagał dalej krzywdzić. Epidemia AIDS na świecie, to też jedno z jego wielkich dokonań.

To właśnie młodzież może i powinna pokazać tej władzy środkowy palec i powiedzieć Czarnkowi, żeby w dupę sobie wsadził Wojtyłę, żeby sobie zwinął w rulonik jego encyklikę i wsadził sobie to głęboko w dupę. Mi absolutnie nie wypada takich poglądów wygłaszać, ale oczywiście z pozycji człowieka wykształconego okazałbym młodzieży głoszącej takie postulaty bardzo dużo zrozumienia. Młodością rządzą inne prawa, nieprawdaż? Młodzieży wolno więcej. Z tą młodzieżą to władza już ma trochę przechlapane. Skoro Jacek Kurski i jego TVP przyjęli milcząco lirycznego ale jednak chuja w dziąsło, to pewnie i doczekamy się Czarnka przyjmującego Wojtyłę wiadomo gdzie. To taki test dla ojca Maty – też jawnego katolika. „Chuj w dziąsło Kurskiemu i TVP” był najwyraźniej prawnie dopuszczalny. Ciekaw jestem opinii prawnej Pana mecenasa Matczaka, bo może kiedyś nadejdzie taki dzień, gdy jakiś młody raper postanowi nagrać kawałek zatytułowany np. „Katointeligencja” i w swojej twórczości lirycznej zarapuje na przykład coś w stylu:

Do ministra: zwiń w rulonik ulubione pisma i je sobie w dupę wciskaj.

Bardzo dobrze by było, gdyby taki młody twórca wiedział, czy wolno mu tak rapować, jeśli jego ojciec nie jest akurat bardzo znanym i wpływowym prawnikiem i że Czarnek po niego nie wyśle kulsonów na sygnale, którzy go zakatują gdzieś na komisariacie i że pisowski prokurator nie będzie mu niszczył zdrowia i życia wyręczając sąd i za sąd wydając wyroki i postanowienia np. o zajmowaniu mienia na rzecz jakiegoś pisowskiego aparatczyka, który dobrze, bo posłusznie lizał dudę. Dobrze, żeby taki młody człowiek wiedział od takiego eksperta w swojej dziedzinie i jednocześnie autorytetu, jakim jest Pan mecenas Matczak, że wolno mu taką twórczość uprawiać. Ja tego nie wiem, więc jestem ostrożny, ale ten „chuj w dziąsło Jacka Kurskiego i TVP” dumnie się pręży i powiewa jak sztandar drobnego, ale ważnego zwycięstwa z imperium zła. Skoro można zadedykować chuja w dziąsło Jackowi Kurskiemu, to czy można zadedykować encyklikę Wojtyły w dudę Czarnka? Może Pan mecenas Matczak podzieliłby się poradą prawniczą pro bono z jakimś potencjalnym raperem? Nie ironizuję, tu nie ma sarkazmu. Pan Matczak napisał ostatnio poradnik dla rodziców i uważam, że ze swoim synem są świadomi aktualnych problemów młodych ludzi, dlatego interesuje mnie bardzo, czy młody człowiek mógłby dzisiaj takie poglądy o Wojtyle wygłaszać bez obawy o represje władzy, której delikatne uczucia religijne mogłyby zostać zranione? To jest zupełnie poważne pytanie. Prokuratorzy w całej Polsce ścigają młodych za trywialne wpisy w Internecie – to jest właśnie dzisiejsza rzeczywistość młodych ludzi.

Mi absolutnie nie wypada propagować takich rzeczy. Ja tylko namawiam do niezaśmiecania własnego umysłu koncepcjami zdyskredytowanych pseudointelektualistów z Podkarpacia, a przede wszystkim tego jednego, który krył w swojej organizacji przed sprawiedliwością i karą obrzydliwych i seryjnych pedofili. Namawiam do dbania o higienę intelektu i jakość treści, którymi się go karmi. Namawiam gorąco do wolności myślenia i testowania systemu, do zdobywania swobód a nie ich oddawania – a już na pewno nie takim ludziom, jak pan Czarnek. Świadomie propaguję ideę wolnego umysłu, który nie poddaje się formatowaniu według wzorców, które podobają się partyjnym aparatczykom.

Moje hasło: Sokrates zamiast Wojtyły!

Niech się Watykan zajmie modelowaniem myślenia i urządzaniem życia dorosłym mnichom i zakonnicom w zakonach, którzy świadomie wybrali sobie taką drogę życia. Ręce precz od szkoły, od dzieci i młodzieży, ręce precz od ich wolności.

To punkt pierwszy programu, to jest podstawa całej walki.

Punkt drugi pracy u podstaw? Źródło i metoda rozprzestrzeniania się nowotworu.

Trzeba pomóc Donaldowi Tuskowi posprzątać tę mafię.

Szkoda mi się zrobiło Tuska, jak zobaczyłem ten moment, gdy zamilkł na chwilę, bo z głośników obok darł ryja ten wstrętny faszysta. Założę się, że Donald miał w głowie jedną myśl wtedy: do czego to doszło…

To jest kropla, która przelewa czarę. Bąkiewicz jest wystarczającą inspiracją do walki ze skorumpowanym systemem o normalność przestrzeni publicznej. Każdy za swoje przestępstwa powinien odpowiedzieć zgodnie z literą prawa.

Najlepiej pomogą pozostali liderzy opozycji – zgadzając się na wspólną listę wyborczą i to musi się stać jak najszybciej.

Kabaret starszych panów

Ciekawe nieciekawe rzeczy dzieją się w Polszy. Z odległości tysiąca mil cały ten koszmarny spektakl ogląda się z zażenowaniem ale jednocześnie z jakąś perwersyjną i kompulsywną ciekawością. Z jednej strony tej śmieszno-strasznej gry siedzi Jarosław Polskę-Zbaw Kaczyński, z drugiej dosiadł się właśnie do stolika Donald zwany ‘Słońcem Peru’ Tusk. Dwa zwaśnione plemiona kontynuują w tle wymianę ognia, ciskając w siebie brudem wszelkiego rodzaju i pochodzenia. USA w Wietnamie zrzucały hurtowo bomby z napalmem – na wszystkich, nawet na siebie. W polskiej wojnie domowej ulubioną bronią obu stron jest gówno. Każda historia musi jednak mieć swoją księgę genesis, dlatego nie zapominajmy, kto pierwszy cisnął słoikiem z fekaliami! Sam Banksy nie namalowałby lepszego obrazu, ponieważ ta tablica obryzgana kałem zawiera w sobie kilka poziomów absurdu. To taka incepcja incepcji w incepcji. Obrońca krzyża wyraził swoją dezaprobatę wobec tablicy upamiętniającej ofiary lądowania w smoleńskim lesie do góry podwoziem dobre 200 metrów obok drogi startowej. A oglądający to przedstawienie widz nadal nie wie, czyj sen śni: swój, jednej, czy drugiej strony? Tym bardziej, że za moment wyprowadzą ten krzyż ponownie na Przedmieście Krakowskie, a na gwiazdkę pod choinką na Placu Zamkowym Polki i Polacy dostaną od “przyjaciół Moskali” pięknie zapakowany w świąteczny papier i przewiązany czerwoną kokardką wrak.

Ponad dekadę zastanawiam się, po co Putinowi w ogóle ta relikwia? To taki as w rękawie, który każdy szuler musi mieć, żeby jednym zwinnym ruchem porażkę zaczarować w niewiarygodne ale jednak zwycięstwo.

Putin rzuci tym asem na stół, gdy zrobi się w Polszy ciepło, a już bulgocze w tym naszym kociołku z polskim bigosem.

Słońce Peru wezwało naród do zademonstrowania na Placu Zamkowym w niedzielę kolektywnego sprzeciwu wobec aktualnych decyzji Trybunału Kucharki (nie mylić z Konstytucyjnym, bo tamten to był kiedyś, ale już go dawno nie ma). Na pewno dużo ludzi przyjedzie z różnych zakątków kraju, będą też zapewne pielgrzymi z ziemi obcej do Wolski.

Donald i Jarek zaczęli grę vabank. Obawiam się tylko dwóch rzeczy: tego, że jeden gra na serio w warcaby, a drugi blefuje w pokera oraz daty, bo 10ty i do tego jeszcze niedziela… Nie wiem, czy to dobra koniunkcja planet na niebie i znaków na ziemi.

Czy to będzie ta ostatnia niedziela? Ostatnia dla kogo? Czy koniec będzie początkiem, czy początek końcem?

Według chińskiego kalendarza Donald to kogut (mamy coś wspólnego ze Słońcem Peru, już wiem, dlaczego on taki przemądrzały jest), z kolei Jarosław to wół, co mnie zupełnie nie dziwi, bynajmniej, to sporo wyjaśnia. Może Katarzyna Kozyra zrobi instalację z wypchanym kogutem na wole? Proszę nie zapominać, że rok 2021, to właśnie rok wołu, ale nie oznacza to wcale dla niego samych uśmiechów losu, może być wręcz odwrotnie, bo jeśli taki wół obraził bóstwo Tai Sui (na przykład niesmaczną potrawą przyrządzoną przez niechlujną kucharkę!), to może się okazać, że dobra wróżba zamieni się w rok niepowodzeń i klęski! Legenda głosi, że można to odkręcić przywdziewając szaty w kolorze czerwieni, no ale w takim outficie na pewno Jarka publicznie nikt nigdy nie zobaczy. Może czerwona piżama z czerwoną szlafmycą pomoże? Intryguje mnie również to, że wg chińskiego horoskopu najlepszym partnerem dla koguta jest właśnie wół!

Inni znani ludzie urodzeni pod znakiem wołu, to Barrack Obama i George Clooney.

Z kolei koguty dumnie reprezentują: Kate Middleton, Britney Spears i nieskromnie ja.

Koguty słyną z próżności, wybuchowości, nieustannie pragną atencji i nie lubią, gdy się ich ludzie nie słuchają. Wyliczam tylko pożyteczne cechy, bo tych ‘dobrych’ i tak nikt nie pamięta i nie zwraca na nie uwagi. Wszystko może potwierdzić moja żona. Najlepsze zawody dla kogutów to: kelner, sprzedawca (potwierdzam), farmer, fryzjerka, policjant, strażak, dziennikarz. Woły natomiast słyną z patriotyczności i pomysłów na państwo (skąd my to znamy???), a dobre profesje dla wołów są w: polityce, nieruchomościach, wystroju wnętrz i, według znawców tematu, również w wydobyciu minerałów, np. węgla…

Bez wątpienia najbardziej harmonijny związek tworzą właśnie wół z kogutem.

Może to jest lekarstwo na dolegliwości polskie? Z Jarkiem, jak sprawa się przedstawia, to wiadomo. Donek, dasz radę? Dla dobra przyszłych pokoleń. Powtarzaj za Wałęsą: nie chcem ale muszem! Alleluja i do przodu.

W niedzielę będzie się działo. Muszę nastawić satelitę na dachu na Wschód i podkręcić uralskie częstotliwości na wypadek ostrego cienia mgły, która może zakłócić to doniosłe wydarzenie z pogranicza farsy, onirycznych legend i rzeczywistości umazganej fekaliami.

Polexit.

A teraz coś z zupełnie innej beczki… Jak mawiał jeden z moich ukochanych profesorów: tylko krowa na pastwisku nie ma poglądów politycznych. Wyniki frekwencji podczas kolejnych wyborów pokazują, że tych krów mielących trawę przed telewizorami jest całkiem sporo. Druga strona medalu, o której profesor nie wspomniał, to fakt, że są też wśród nas bardzo aktywni politycznie ludzie, którzy większą przysługę wyrządziliby potomności zwyczajnie nie idąc na wybory, nie angażując się politycznie… Na tym właśnie polega krzywy psikus demokracji.

Popularnym ostatnio zaklęciem politycznym stał się “Polexit”, dlatego postanowiłem wziąć to zjawisko na warsztat i dorzucić moje własne 3gr w tym temacie.

Uważam, że jest to bardzo ciekawe zjawisko i powinniśmy poświęcić mu nie tyle więcej uwagi, co precyzji. Mówić można dużo o byle czym i nic z tego nigdy nie wynika. Liczy się precyzja i umiejętność dostrzeżenia istoty problemu. W przeciwnym razie będziemy jedynie produkować kolejne komunały, które nie wniosą nic nowego do dyskusji.

W czym zatem tkwi problem z Polexitem?

Przede wszystkim kolporterami tego okropnego słowa nie są ludzie z rządzącej ekipy, tylko media nazywające się “niezależnymi”. W takiej “Gazecie Wyborczej” straszą Polexitem już od bardzo dawna. Według ich przekazu mamy oto sytuację, w której rząd robi wszystko co tylko może, żeby konsekwentnie Polska utraciła członkostwo w Unii Europejskiej. Są do tego dwie drogi: wyprowadzenie Polski z UE, lub też sprowokowanie takiej sytuacji, w której Unia weźmie rozwód z Polską, czyli zwyczajnie wykopie nas daleko na Wschód z wielkim hukiem – trochę jak pijaka, który nie miał czym zapłacić w restauracji, rozpiął rozporek i na środku knajpy zaczął sikać na pozostałych gości dookoła.

Otóż tak się nie stanie, proszę Państwa. Oby…

Sytuacja jest o tyle kuriozalna, że to właśnie środowisko “Gazety Wyborczej” i TVN dystrybuuje tę koncepcję utracenia przez Polskę członkostwa w Unii Europejskiej. Innymi słowy te media właśnie straszą Polki i Polaków czarnym scenariuszem. To jest bardzo interesujące zagadnienie, które w mojej ocenie sięga głęboko do magicznego myślenia, czyli takiego w którym wypowiadane słowo wpływa na rzeczywistość.

Polexit to zaklęcie. To zaklinanie świata, który nas otacza, który “wolne media” powinny opisywać, a nie zaklinać!

Stawiam śmiałą tezę, że naczelny szaman “Wyborczej”, czyli Adam Michnik, tak samo źle zdiagnozwał antualną sytuację, jak prawie 2 dekady temu, gdy odwiedził go Lew Rywin z tamtą kuriozalną, komiczną i może nie do końca trzeźwą propozycją wykupienia Agory.

Michnik popełnia dokładnie ten sam błąd. Tak samo jak 19 lat temu, tak również i dziś powinien milczeć. Zdecydowanie więcej przyniosłoby to pożytku, ponieważ nie spowodowałoby koszmarnych szkód. Taka śmieszna prawda: brak szkód, to też jakiś pożytek!

Uważam, że Michnik celowo gra w swoją grę, ponieważ jego gra polega ciągle na tym samym: premierzy, ministrowie i gabinety zmieniają się, a on ciągle musi sprzedawać swoją gazetę – to jest naczelny imperatyw “Wyborczej” i niech nikt nie próbuje wmówić mi, że jest inaczej. Sprzedaż musi być!

“Afera Rywina”, którą bezmyślnie rozdmuchał Michnik do rangi polskiej Watergate, stała się podstawą mitu założycielskiego Prawa i Sprawiedliwości. To dzięki kraczącemu Michnikowi, czarodziejowi złej zmiany, przez długie lata furorę zrobiły inne słowa-zaklęcia: “układ” oraz “grupa trzymająca władzę”. Reszta była historią.

Gdyby nie Czarodziej Adaś owładnięty misją py-py-py-py-praaawdy i jego dyktafon w szufladzie, nie byłoby tego całego bałaganu, który nastąpił później. To jest bardzo prosty związek przyczynowo-skutkowy, o którym nie wolno zapominać!

Dziś, 19 lat później, Czarodziej Adaś ma nowe zaklęcie, którym chce naprawiać (zbawiać?) Chrystusa Narodów, Polskę. Tym zaklęciem jest właśnie “Polexit”. Nie będę się rozpisywał o najlepszym narzędziu do sterowania masami, czyli o STRACHU, ponieważ powstała o tym już niejedna książka. Straszenie najzwyczajniej w świecie działa, jest skuteczne i powoduje konkretne reakcje. Inżynieria społecznego strachu, to tak naprawdę klucz do osiągania nieosiagalnych inaczej celów.

Całe myślenie Adama Michnika i wiernych jego koncepcjom apologetów zamyka się właśnie w tym naiwnym przekonaniu, że gdy kogoś czymś przestraszymy, to ta osoba będzie przed tym uciekać i podążać za nami w bezpieczne miejsce.

Tak właśnie w pigułce wygląda cała koncepcja Adama Michnika – nastraszyć Polki i Polaków tym potwornym lękiem przed “Polexitem” w wykonaniu PiS, żeby ludzie uciekli przerażeni od PiS’u i tego koszmarnego widma.

Mój trzeci ulubiony filozof (zaraz po Sokratesie i Heraklicie) Fryderyk Nietzsche przestrzegał w “Poza dobrem i złem”: kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy na ciebie… To jest bardzo interesujące dzieło, warte przeczytania w tym właśnie kontekście. Tak działa legenda o babie jadze mieszkającej w ciemnym lesie w domku na kurzej nóżce. Próżno szukać babci na świecie, która nie straszyła tą fantasmagorią swoich ukochanych wnucząt tuląc je do snu bajeczką zakończoną morałem o konieczności jakżeby inaczej – bycia posłusznym! Kryje się w tym całym straszeniu pułapka oswojenia lęku. Czy ktoś kiedyś znalazł w ciemnym lesie ten pieprzony domek na kurzej nóżce?? Ja nie.

Ile spaliliśmy “czarownic” na stosach i jaki z tego wyniknął pożytek dla ludzkości?

Ile broni masowego rażenia znaleźli w Iraku panowie Bush Junior i Tony Blair?

Ilu terrorstów mieszkało w Afganistanie, zanim wpieprzył się tam kulejący Związek Radziecki do spółki z nabierającą wiatru w żagle CIA?

I przede wszystki: jak naprawdę wstrętna i niebezpieczna baba jaga wreszcie wyszła z tego ciemnego lasu? Bo to, że wyszła, widać wszędzie dookoła bardzo wyraźnie, ale sama się do życia przecież nie powołała. Ktoś tego Golema ulepił. Ktoś tę puszkę Pandory otworzył… Jakby mało było barwnych przypowieści o grzechach ciekawości, pychy i pożądania.

Coż, jeśli największym grzechem jest chęć czynienia dobra na siłę? Jak rozpoznać fałszywego proroka od mesjasza niosącego dobrą nowinę? To pytanie jest tak naprawdę bezzasadne, ponieważ sęk w tym, żeby wystrzegać się wszelkich samozwańczych szamanów. Po co nam w ogóle zaklęcia i prawdy objawione? Po co nam strach i konsekwentnie ciekawość tego, czym się nas straszy? Ciekawość, która może zrodzić fascynację przedmiotem naszego lęku – po co nam to? Kto chce fascynować się lękami? Do czego potrzebne jest nam w ogóle drzewo poznania dobra i zła? Człowieku myślący, po co Tobie w ogóle taki dylemat? Nie potrzebujesz wcale tego dysonansu. Możesz pozostać wobec tego w stanie ignorancji tej krowy z pastwiska, albo możesz wybrać suchą analizę, która nie zostawia miejsca dla emocji, dla strachu albo ekscytacji. Czemu bać się czegoś, lub podniecać czymś, co nie zasługuje na żadne z tych uniesień?

Dlaczego przejmować się lub fascynować czymś, co może się nigdy nie wydarzyć?

Zlecę Państwu takie oto zadanie: proszę wejść na stronę “Gazety Wyborczej” i w okienku ‘szukaj’ wpisać zaklęcie Adama Michnika “Polexit” i przeczytać nagłówki artykułów, które wsypią się jak grzyby po deszczu. Ułatwię Państwu tę robotę, oto krótka próbka:

  • “PiS proponuje zbiorowe, symboliczne samobójstwo Polski”
  • “PiS nie chce Polski w UE, ponieważ Unia jest przeszkodą w budowaniu partyjnego państwa autorytarnego”
  • “Chodź tu miła, będziesz z Unii wychodziła, będziesz wychodziła”
  • “PiS gra polexitem. Oficjalnie zapewnia: “Nigdzie się nie wybieramy””
  • “Polexit to nie widmo, to rzeczywistość”

I tak jest dzień w dzień już od bardzo dawna. Michnik lepi Golema Polexitu tak samo, jak ulepił “układ” i “grupę trzymającą władzę”. Ulepi w końcu i Polexit, a to będzie bardzo brzydki Golem, taki paskudny, nieładny, straszny, bo… bezmyślny.

Tak, paradoksalnie to może być właśnie kolejna niedźwiedzia przysługa, którą Czarodziej Adaś podaruje Jezusowi Narodów. Dzięki niemu naprawdę za chwilę zostaniemy przybici do krzyża, kto wie, może tym razem na wieki wieków amen?

A teraz fakty, ale prawdziwe fakty, nie “fakty” z TVN.

Otóż tej ekipie rządzącej Polexit się zwyczajnie nie opłaca. Co im się opłaca? Straszenie Polexitem, to im się bardzo opłaca, ale nie sam Polexit. Na tym właśnie ta partia zbija kapitał polityczny, na sianiu strachu i dzisiaj sama już nie musi nikogo straszyć. Pomaga jej w tym niestrudzony Adam Michnik.

Polexit oznacza dla wierchuszki PiS polityczne sepuku. Czy ktoś w ogóle zadaje pytanie, co się stanie, gdy wreszcie dopadnie nas ta baba jaga? Zapytajcie się sami siebie: co się stanie, gdy Polska w taki lub inny sposób przestanie być krajem członkowskim UE? Najwyraźniej według teorii kolportowanej przez “GW” zapewniłoby to PiS’owi władzę absolutną. W mojej ocenie byłoby dokładnie odwrotnie. To nie PiS i ZP rządzi, tylko ludzie, którzy rządzą PiS’em i ZP rządzą Polską. A to wielka różnica. Nie zapominajmy o autorze tego “scenariusza pisanego obcym alfabetem” – carze Rosji, Wladimirze. Przecież to on pociąga za sznurki w tej koncepcji. Ok, niech tak będzie. Po co Putinowi te wszystkie marionetki, które wreszcie wykonałyby swoje dzieło i wyprowadziły Polskę z UE? Do czego jeszcze oni mu będą potrzebni, skoro wydarzy się ostatni akt opery? Z perspektywy Putina najlepiej byłoby pozbyć się ich wszystkich w jeden dzień i zastąpić ich jakąś kolejną maskaradą, kolejną protezą rządu udającego demokratyczny i niezależny organ. Oczywiste jest, że w przypadku takiego scenariusza natychmiast spadnie na PiS z każdej strony odpowiedzialność za Polexit. Po co Putinowi taki balast? Jednym ruchem zdejmie ich ze sceny i zastąpi kolejnymi aktorami, żeby zamienić pogrzeb w iluzję karnawału. Co się stanie z balastem? Pozornie nic strasznego – Janukowycz zyska szerokie grono nowych sąsiadów w swojej podmoskiewskiej willi. Widział ktoś Janukowycza gdzieś? Otóż to. Żyje, ma się i dobrze i niedobrze, nie brakuje mu luksusów ale tak naprawdę siedzi w pięciogwiazdkowym więzieniu pod Moskwą, gdzie zdechnie w niesławie i zapomnieniu jako totalny nikt.

O tym wiedzą bardzo dobrze wszyscy w kierownictwie PiS i ZP. Są tak przerażeni tą wizją, że nie posługują się nawet wewnętrznymi kanałami komunikacji, ponieważ są one ściśle monitorowane przez Wielkiego Brata. Boją się własnych służb, które powinny ich chronić, ale tak naprawdę nie są ich! Ta cała afera mailowa i publikacja korespondencji na rosyjskich serwerach to wiadomość z Moskwy: “i tak wiemy, o czym rozmawiacie, nie ukryjecie się przed nami, więc po co to robicie?”.

Czy samemu Putinowi opłaca się w ogóle wyprowadzać Polskę z UE? Oczywiście, że tak, to jest z pewnością jego cel, pytanie, czy będzie w stanie w ogóle go zrealizować i kiedy? Polska w UE oznacza dla niego siatkę szpicli i kontaktów w strukturach samej Unii. Oczywiście, ma to nie tylko dzięki Polsce, ale Polska jest całkiem sporym krajem i przede wszystkim bardzo dobrym kamuflarzem. Łatwo dzięki takiej Polsce instalować agentów na całym kontynencie. Czy utrata tego dzisiaj opłaca się Putinowi? Wątpię. Czy Putin w ogóle jest w stanie wykręcić Polsce i Unii taki numer? Również wątpię. Stara się bardzo, ale czym jest Rosja przy takich Chinach? Chiny miałyby pozwolić Putinowi aż tak wzmocnić swoją pozycję na świecie i jednocześnie tak znacznie stracić na kontaktach handlowych z UE? Polexit oznacza ogromny rozrost terytorium Putina na kontynencie i utratę ogromnych pieniędzy przez Chiny w długofalowej perspektywie.

Stałoby się tak, ponieważ Polexit uruchomiłby efekt domina. Wzrosłyby najconalistyczne i separatysnyczne tendencje w krajach takich jak Francja i Włochy. O ile Unia potrzebuje Polski strategicznie, o tyle bez choćby takiej Francji sama przestaje fizycznie istnieć. Rozpad Unii, to ogromna strata przede wszystkim dla Chin. Ciężko byłoby nawet oszacować jak wiele cennych konraktów nigdy nie miałoby szans na realizację. Pekin nigdy nie pozwoli Moskwie na taki ruch. W interesie Chin jest trzymać Wladimira zdala od realizacji pomysłu rozpadu UE. Chińczycy robią wszystko po swojemu, konsekwentnie i szybko ale umieją patrzeć daleko do przodu, dwie-trzy dekady do przodu i wiedzą, czym to się może dla nich skończyć.

Cóż na Polexit sama Unia mogłaby powiedzieć? To zaklęcie strachu często jest wypowiadane następująco: “Unia sama nas wykopie”. W mojej ocenie jest dokładnie odwrotnie. Unia nie może sobie pozwolić na Polexit. Brexit był spokojnie do przełknięcia dla Unii, ale Brexit na Zachodzie i Polexit na Wschodzie Unii, to już byłoby za dużo – dla Unii. Sama idea wspólnoty narodów zostałaby poważnie zakwestionowana, ba, być może nieodwracalnie zniszczona! Na tym właśnie polegał plan wchłonięcia tych dodatkowych krajów, żeby wzmocnić Europę i uczynić z niej poważnego gracza na arenie międzynarodowej. Czym są Francja, Niemcy, Hiszpania bez Unii? Już nie są takie mocne w pojedynkę. Unia musiała się powiększyć i musi tak nadal trwać, inaczej traci rację bytu właśnie na poziomie idei, a to jest serce tej wspólnoty. To nie była łatwa i bezbolesna adopcja, ale była niezbędna, była konieczna. Europa wykorzystała bardzo sprytnie historyczną szansę zmarginalizowania Rosji i nie pozwoli jej zniweczyć tego sukcesu. Unia nigdy nie “wykopie” Polski, ani nie pozwoli jej samej lub przy pomocy Rosji wykopać się na Wschód. Na szczęście jest to powszechnie podzielane stanowisko we władzach Unii.

Nikt w Brukseli lub Strasburgu nie mówi do Polski tego, co mówiono Wielkiej Brytanii kilka lat temu: jak wam się nie podoba, to wyjdźcie. O nie! Nie ma tam miejsca na takie głosy. To jest furtka, której w Unii strzeże się bardzo czujnie. Tu nikt nogi w drzwi nie wsadzi i nikomu się też szeroko tych drzwi nie otworzy.

To nie jest tak, że Unia pozwala PiS robić krecią robotę i szykować Polexit; nikt w Unii nie przymyka oka na poczynania PiS w Polsce ignorując zagrożenia i konsekwencje. Unia gra na czas, bo czas nie służy PiS’owi. Nie może też zbyt głęboko ingerować, żeby nie podniecać ekstremistów i nie dawać im paliwa do bicia piany.

Paradoksalnie właśnie tę pianę bije za nich każdy, kto straszy Polexitem, czyli m.in. “Gazeta Wyborcza”.

Dzieje się tak, ponieważ z jednej strony daje to PiS’owi możliwość nasmarowania jakiegoś glejtu nazwanego dumnie “uchwałą”, która ma być deklaracją sojuszu z Unią ale jednocześnie daje im okazję uderzenia w akordy suwerenności i niepodległości, którymi karmią uszy swojego umiarkowanego elektoratu.

Skrajny elektorat dostaje mrugnięcie oczkiem, które mówi im więcej: nikt nie będzie Polakom narzucał niczego i jak się nam coś nie spodoba, to spakujemy im walizeczki i wystawimy za drzwi, bo tu jest Polska, a nie Unia Europejska!

W ten sposób każdy woborca PiS dostaje dokładnie to czego chce, a cała opozycja ze swoimi “wolnymi mediami” wychodzi na idiotów, podrzegaczy i kłamczuchów – tak, kłamczuchów, bo oto proszę bardzo: jest uchwała, zostajemy w Unii, a wy kłamiecie, że z niej chcemy wyjść i zrobić ludziom krzywdę!

Przepraszam bardzo, ale tak to właśnie wygląda – kiwają was wszystkich, jak banda wyrostków ogrywa w piłkę dzieci na boisku. Rosną im słupki, a wam kończą się pomysły na skuteczną walkę.

PiS’u nie interesuje przejmowanie elektoratu opozycji. Mają swoje 43% i chcą je odzyskać po festiwalu afer, pandemii z obostrzeniami, kulejącą gospodarką i galopującą inflacją. Ogromna większość ludzi w Polsce nie chce wyjścia z Unii Europejskiej – to są realne dane. Ponad 80% pytanych nie chce wyjścia z UE, to po cholerę ich tym straszycie?

Umówmy się, że cała opozycja i jej “wolne media” nie są specjalistami od analizy sondaży i przekuwania tych danych w konkretne działania. W tej kwestii PiS przerósł was już bardzo dawno temu. To PiS wyciągnął lekcję z maratonu swoich porażek i nauczył się wykorzystywać takie właśnie dane i dzięki nim wzmacniać swoją pozycję. Ktoś mi chce wmówić, że totalnie zignorują sondaż podający jak na dłoni 80% za pozostaniem w UE? Nigdy nie uwierzę, że nagle zaczęliby popełniać takie błędy. Raptem cztery dni temu dostali taki wynik (na zlecienie TVN!) i proszę, oto uchwała o pozsotaniu w UE. I kto wyszedł na idiotów, którym nie można ufać? Kto tu woła o Polexicie? Przecież nie oni, wy! Tak właśnie to widzi statystyczny widz oglądający ten spektakl i dramatem Polski, jako państwa i narodu, jest to, że opozycja i jej “wolne media” ciągle nie potrafią zrozumieć tego prostego faktu, tego banalnego mechanizmu. To o tego widza toczy się całe to zamieszanie i o to, co on sobie pomyśli, co poczuje.

Jeśli ta polexitowa baba jaga jest waszym najlepszym pomysłem na walkę z PiS, to wiedzcie, że jest to wasz najgorszy pomysł, który przyniesie odwrotny skutek od spodziewanego. Im dłużej i silniej będziecie ludziom wmawiać, że Polexit jest możliwy, tym więcej ludzi do niego przekonacie, zachęcicie. Wielu ludzi zacznie myśleć o Polexicie, jako metodzie zrobienia na złość wam i drugiej połowie rodziny, ulicy, osiedla, wsi, miasta. Na zasadzie: skoro tak bardzo chciecie, to macie. I stanie się, to przed czym niepotrzebnie straszycie. To będzie wasza “zasługa”, wcale nie PiS’u. Bo to nie PiS zagłosuje w referendum za 5 lub 10 lat. Zagłosują miliony, które do tego pobudzicie. I wszyscy będą patrzeć na te kilkaset tysięcy głosów różnicy wyrywając sobie włosy z głów, że tak niewiele wystarczyło, tak niewiele brakowało…

To będzie wasza wina, lejecie pod to fundamenty dzisiaj.

Słowo stało się ciałem – chyba gdzieś już to słyszałem, hmm? !

W taki sposób kreujecie człowieka wystraszonego. A jak trwoga, to… I historia kołem się toczy. Dzięki Czarodziejowi Adasiowi i “Gazecie Wyborczej”…

Łukasz, Dmytro, Bartosz [*]

Na przestrzeni jednego tygodnia trzech ludzi straciło życie po interwencjach dolnośląskich policjantów… To byli Łukasz, Dmytro i Bartosz.

Na własnej skórze przekonałem się, czym jest i jak wygląda brutalność polskiej policji, zatem jak najbardziej czuję się upoważniony do skomentowania tej potwornej tragedii.

Przede wszystkim chciałbym złożyć kondolencje rodzinom tych trzech chłopaków. Szczególnie rezonuje we mnie sprawa Łukasza, o której dowiedziałem się dzisiaj. Jest mi niezmiernie przykro i mogę się jedynie domyślać, co przeżywają jego bliscy, a zwłaszcza jego biedny ojciec, który zadzwonił po pomoc dla swojego syna, ale zamiast wybawców przyjechali oprawcy… Nigdy nie będzie mógł sobie tego wybaczyć, ale prawda jest taka, że nie zrobił nic złego, działał w dobrej wierze i nie ma na nim cienia odpowiedzialności za tę tragedię. Jeśli mogę coś doradzić, to przekuć ten gniew w siłę do walki z tym całym zakłamanym skurwysyństwem polskiej policji. Ja akurat mogę sobie pozwolić na takie epitety wobec tych drani i przestępców w mundurach. Ja nie jestem Frasyniukiem albo Stonogą, ja ich mogę besztać z błotem po wieczność i taka pozycja mi bardzo odpowiada. Przestępcom w policyjnych mundurach przypominam – przestępstwo popełnione przez funcjonariusza na służbie nie ulega przedawnieniu, także w tym wymiarze nie znaznacie spokoju nigdy, każdego dnia mogą po was przyjechać koledzy i zabrać na przesłuchanie.

Wszystkie te brutalne i bezsensowne śmierci wstrząsnęły mną mocno, ale sprawa Łukasza szczególnie. To jest potworna trauma, która dotyczy całego społeczeństwa, każdy ma prawo powiedzieć co myśli i wyrazić gniew, swoje odczucia, ponieważ jutro każdy z nas może być następny. Tak, dokładnie tak. Zwykła kłótnia w rodzinie przy wspólnym obiedzie może się zakończyć taką właśnie tragedią. Wystarczy żeby ktoś zadzwonił po policję – ojciec, matka, wujek, albo sąsiad. Do tragedii potrzeba dziś najwyraźniej między innymi, a może przede wszystkim obecności policji…

Stało się najgorsze i nieodwracalne, nic już nie przywróci życia młodego chłopaka, który miał całe życie przed sobą i najgorsze jest w tym wszystkim to, że z pewnością wyszedłby na prostą, pokonałby swoje problemy, jakiekolwiek były i zwyczajnie żyłby ciesząc się dalej życiem. Wiem to bardzo dobrze, bo sam przeszedłem totalną przemianę i żyję dzisiaj nie tylko zdrowo, ale godnie i bardzo produktywnie, codziennie robię coś pożytecznego dla wielu nieznanych mi ludzi i wiem, że jak najbardziej można pokonać swoje słabości, choroby, uzależnienia, wszystko, co potrafi człowiekowi choćby na chwilę odebrać trzeźwość myślenia i oceny sytuacji. Można pokonać wszystko, co często zmusza ludzi do ostateczności, do samobójstwa…

Każdy człowiek zasługuje na drugą szansę, ale przede wszystkim każdy CHORY człowiek zasługuje na profesjonalną POMOC, na RATUNEK, a nie na TORTURY i ŚMIERĆ!

Piszę to celowo i świadomie, nie żeby pogłębiać ból bliskich Łukasza, ale żeby wstrząsnąć sumieniem wszystkich bezpośrednio i pośrednio odpowiedzialnych za tę tragedię – wy wszyscy winowajcy musicie sobie to uświadomić, co naprawdę zrobiliście. Najbardziej chodzi mi tu o tych pośrednich winowajców, bo na nich tak naprawdę spoczywa największy ciężar winy, a ta wina pnie się wysoko, bardzo wysoko do góry!

Łukasz wraz z całą rodziną płacili podatki, z których utrzymywana jest m.in. właśnie policja oraz inne służby ratunkowe. Taką mamy umowę społeczną w tym kraju – wszyscy łożą na służby, które mają nas chronić – nawet przed nami samymi. Wszyscy płacimy na służby, które mają nam nieść pomoc w tych raptem kilku sytuacjach w życiu, gdy naprawdę tej pomocy potrzebujemy. Bez względu na wszystko.

Chciałbym to bardzo mocno podkreślić – większość z nas przechodzi przez życie bezkonfliktowo i bezkolizyjnie z innymi ludzi, z państwem, z systemem i raptem kilka razy realnie potrzebuje pomocy profesjonalistów w jakiś wypadkach losowych.

Całe życie łożymy grubą kasę na służby, których możemy potrzebować raptem kilka razy w życiu, jeśli w ogóle.

I to jest zadanie tych służb – wykonać swoje obowiązki godnie i profesjonalnie, bo za to mają płacone, za to idą wcześniej na emerytury, do tego powinni być odpowiednio szkoleni, etc.

Dziennikarze donoszą, że Łukasz borykał się z depresją. Niedawno stracił pieska, swoją ukochaną suczkę, z którą byli nierozłączni, co wpędziło Łukasza w jeszcze gorszy stan. Nikt już nigdy nie dowie się z czym jeszcze borykał się Łukasz, z jakimi problemami się zmagał i dlaczego cierpiał. Nikt nie pozna już nigdy prawdy, dlaczego życie było dla Łukasza trudne i bolesne, dlaczego zabarykadował się w domu, czego się bał i dlaczego był w takim stanie…

Zdrowy człowiek, który ma pełną kontrolę nad swoim życiem, może w jeden dzień stracić to wszystko na skutek najróżniejszych powodów i odnaleźć siebie w zupełnie innym stanie. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i każdy z nas ma jakiś słaby punkt. Każdy z nas ma prawo w ogóle mieć taki punkt, właśnie dlatego, że jesteśmy ludźmi, żywymi, czującymi istotami.

Nie ma takich ludzi, którzy zawsze z podniesionym czołem godnie i odważnie radzą sobie z całym spektrum okrutności i niewdzięczności losu i nic nie jest w stanie wytrącić ich z takiego stanu. Niektórzy udają, że tacy są, ale nawet najwieksi twardziele potrafią złamać się i płakać jak dzieci. Dobrze jest próbować być właśnie tak dzielnym człowiekiem, ale chcieć a móc, to są dwie różne rzeczy…

Aż ciśnie się na usta cytat z filozofa Blaisé’a Pascala:

“Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą.”

Bardzo mało jest ludzi, którzy potrafią samodzielnie rozwiązywać poważne problemy życiowe. Większość z nas w sytuacji kryzysowej zwyczajnie potrzebuje pomocy i wparcia.

Jest dla mnie oczywiste, że Łukasz przechodził poważny kryzys. Kryzysy jednak mają to do siebie, że nie trwają wiecznie, przychodzą i odchodzą. Łukasz miał 29 lat. Kim byłby pięć lat później? Albo dziesięć lat później? Zapewne zwyczajnym facetem starającym się realizować swoje pasje i marzenia. Może mężem, partnerem, ojcem, właścicielem firmy, dobrym pracownikiem, kolekcjonerem fajnych dni i miłych chwil? Nie ważne kim byłby i co robiłby. Byłby, żyłby…

Celowo to piszę, żeby pokazać właśnie tę stronę medalu – ochrona tej przyszłości, tej potencji, tych wszystkich możliwości – to był właśnie obowiązek tych policjantów, bo na to sam Łukasz, cała jego rodzina i reszta podatników w Polsce łożyli i łożą codziennie grube pieniądze!

Konsekwentnie należy zapytać, gdzie te pieniądze idą i na co są przeznaczane, skoro nie widać żadnej poprawy wewnętrznej sytuacji policji?

Bardzo źle to wszystko wygląda… To jest choroba, która drąży to państwo od środka i od bardzo dawna. Nigdy nie doczekaliśmy się porządków po PRL. Instytucje państwowe nie przeszły gruntownych reform, ale przede wszystkim kolejne rządy nigdy nie kwapiły się do poszerzenia świadomości społeczeństwa w kwestii praw człowieka i jego godności, a szczególnie w wymiarze obywatelskim. Wszystkie kolejne ekipy rządzące Polską zignorowały potrzebę budowania tkanki obywatelskiej w naszym społeczeństwie, a zatem wspólnoty opartej na rozumieniu dzielonych potrzeb przede wszystkim w skali mikro-społeczności. Żadna partia w Polsce nie była zainteresowana tworzeniem świadomego wyborcy, który mógłby aktywnie i krytycznie poddawać ocenie polską scenę polityczną tworząc ją jednocześnie i formując tak, aby służyła właśnie zwykłemu człowiekowi, a nie sobie samej. Jak mawiał Pascal – jesteśmy słabi i wątli, ale naszą siłą jest myślenie!

Czytamy dzisiaj o śmierci Łukasza, jesteśmy zasmuceni i źli, ale nic nie możemy z tym zrobić, ponieważ wszystkie kolejne rządy wmówiły nam, że jesteśmy słabi i nie mamy żadnych możliwości egzekwowania swoich praw. Udało im się nam wmówić, że każdy z nas jest zdany na siebie, że może co najwyżej indywidualnie dociekać sprawiedliwości przed sądem i to nam wszystkim przez dekady tej naszej młodej demokracji zwyczajnie wystarczało. To niestety ale genetyczne obciążenie komunizmu zmusiło nas do zaakceptowania takiego status quo. Sprawiedliwość? Owszem, proszę bardzo, ale indywidualnie, w sądzie, gdzie tasiemiec spraw wypłucze oszczędności i udzieli bolesnej lekcji pokory akceptacji tego, co jest, bo tak jest, będzie i koniec.

Z homo sovieticus wyewoluowaliśmy do homo individualis – człowieka jednostki z wypłukanym pojęciem wspólnoty. Mamy świadomość, że mamy jakieś prawa – indywidualne, ale brakuje nam świadomości, że te prawa przysługują nam wszystkim i tak skrajne ich pogwałcenie pogłębia naszą izolację od pojęcia wspólnoty, od siły, która drzemie w nas, jako grupie znajomych, sąsiadów, studentów, pracowników, mieszkańców osiedla, powiatu, wsi, metropolii, całego społeczeństwa.

Silni są biznesmen i polityk, ale nie obywatel. Obywatel jest słaby, jest nikim.

Na przestrzeni tygodnia dowiedzieliśmy się bolesnej prawdy o 3 okrutnych przypadkach interwencji policji, które zakończyły się śmiercią trzech młodych ludzi. Oto ich imiona i nazwiska:

  • Bartosz Sokołowski – trwa śledztwo, nikt nie usłyszał zarzutów;
  • Dmytro Nikiforenko – cztery zawieszenia i dwie dyscyplinarki;
  • Łukasz Łągiewka – trwa śledztwo, nikt nie usłyszał jeszcze zarzutów;

O ilu się nie dowiedzieliśmy???!!!

Obwiniam dowódców i dowódców dowódców, czyli wszystkich powyżej tych niedoświadczonych funkcjonariuszy, którzy byli bezpośrednimi sprawcami okrutnych śmierci. Bezpośredni sprawcy powinni zostać aresztowani i w aresztach śledczych czekać na sprawy w sądach. To są tylko pionki i w gruncie rzeczy też nieszczęśliwi ludzie, którzy nie mają pojęcia, że sami są ofiarami tej patologii. Powinni czekać w więzieniach na sprawiedliość. Dokładnie tak samo, jak każdy, kto spowodował czyjąś śmierć, umyślnie, lub nie.

Dariusz K., znany producent muzyczny, pod wpływem kokainy przejechał na pasach kobietę, która zmarła na skutek odniesionych obrażeń. To był człowiek z kokainą w krwioobiegu jeżdzący szybkim samochodem. Matematyczna kombinatoryka raczej podpowiadała jaki może być finał takiego połączenia tych dwóch składowych, nie ma co wnikać w szczegóły. Dariusz K. został aresztowany i czekał do sprawy w więzieniu, finalnie dostał wyrok. On nie był na służbie, nie jechał na ratunek tej kobiety.

Ktoś może mi zarzucić: porównanie jest od czapy, bo policjanci nie byli naćpani. Nie byli? Może byli, może nie byli? Skąd mamy wiedzieć, jakie oni wszyscy mieli substancje w swoich systemach w chwili popełnienia tych przestępstw? Ktoś im pobrał krew w dniu każdej z tych śmierci, albo dzień po? Ktoś to zbadał, albo dopiero zbada?

I podstawowe pytanie: czy ktoś to zlecił zbadać?!

Ja absolutnie nie sugeryję tutaj, że oni byli pod wpływem jakiś substancji. Ja tylko stanowczo chcę zwrócić uwagę, że nie zastosowano procedur, nie zastosowano prawa!

Obywatele i obywatelki mają dziś mniejsze prawa, niż obywatele i obywatelki policjanci, bo tych drugich to prawo jakoś szczególnie chroni, a tych pierwszych upadla, upokarza i zmusza do akceptacji jawnej niesprawiedliwości.

W USA po śmierci z rąk policjana, który przekroczył swoje uprawnienia, wybuchają zamieszki, policjant zazwyczaj idzie do paki, a rodzina ofiary dostaje od stanu wielomilionowe odszkodowania. I też nic się nie zmienia. Po chwili spokoju słychać tam o jakimś kolejnym brutalnym zabójstwie w wykonaniu policji, dlatego warto poszukać cech wspólnych i jedna rzuca się od razu w oczy i to jest dokładnie to, o czym pisałem powyżej – dowódcy dowódców. Morderca Geroga Floyda, który udusił go kolanem przyciśniętym do krtani, miał na swoim koncie KILKANAŚCIE (!) incydentów, z których każdy mógł bardzo prosto prowadzić do dyscyplinarnego zwolnienia i wydalenia ze służby. George Floyd żyłby dalej, nie byłoby zamieszek, stan nie straciłby cennych milionów, media i politycy wszelkiej maści nie żerowaliby na tej tragedii, a ex-policjant może nigdy nie skończyłby w więzieniu jako morderca.

Znam doskonale metody policji. Na mojej krtani zaciskał swojego buciora policjant elitarnej jednostki antyterrorystycznej tuż po tym, jak dobrowolnie poddałem się i zwolniłem zakładnika. Zostałem brutalnie pobity z rękoma skutymi kajdankami za plecami, czyli bez szans na obronę przed tymi kryminalistami w mundurach. Ja do TVP poszedłem z atrapą pistoletu, nikomu nie chiałem zrobić krzywdy. Nawet Pan Tomasz, mój zakładnik zeznał dzień po incydencie:

Nie próbuję się wybielić, nigdy tego nie robiłem, ale ze wszystkich, którzy tamtego wieczoru byli w tym studio w TVP, tylko ja byłem niepoczytalny i chory, a jedynego przestępstwa popełnionego z premedytacją dopuścili się policjanci i ich dowódzcy, nie ja.

Sęk w tym, że tu wcale nie chodzi o mnie, tylko o policję i brak norm. Tak naprawdę, to być może żyję tylko i wyłącznie dzięki mojemu zakładnikowi, dzięki Panu Tomaszowi, ktory jako jedyny z nas wszytkich zachował się profesjonalnie, rozmawiał ze mną, nie eskalował sytuacji i starał się zachować spokój. Nie mam wątpliwości, że źle by się to zakończyło, gdyby nie zimna krew najbardziej zestresowanego i wystraszonego człowieka w tamtej sytuacji. Ochroniarz z portierni na Woronicza zachował się jak profesjonalista w porównaniu do członków elitarnej jednostki z Pałacu Mostowskich w Warszawie, którzy zaprezentowali totalne amatorstwo i skrajną patologię, włączając w to również dowództwo KGP, które bezczelnie kłamało po całym wydarzeniu. To jest prawda o polskiej policji i pomimo upływu 18 lat niewiele się zmieniło.

Pisałem w kwietniu w moim poście “Superplan”:

“Jesteście naprawdę z kimś śmiertelnie groźnym. Macie nadzieję, że jedzie już do was ekipa na ratunek. Nikt Wam nie pomoże, tylko oni. Chcielibyście, żeby jechali do Was na sygnale profesjonaliści, wyszkoleni przez specjalistów, panujący nad stresem i emocjami, którzy wiedzą, że tylko studiując błędy uniknie się ich w przyszłości, czy wolelibyście, żeby jechała do Was na ratunek ekipa sfrustrowanych koksów, niekompetentnych socjopatów, którzy muszą po nieudanej akcji ulżyć sobie masakrując kogoś, kto może zamiast pobicia powinien dostać zastrzyk na uspokojenie? Która z tych dwóch ekip bardziej Wam pomoże? To są Wasze pieniądze przecież. Ja się z tym dawno temu pogodziłem, to pobicie trochę mi się należało. Ale takiej policji chcecie? Bezkarnej?”

Tak pisałem w kwietniu. Dziś wygląda to jeszcze gorzej, bo aż brak już słów…

Po tamtej akcji śmietanka policji kłamała przed kamerami w żywe oczy o przebiegu incydentu, były awanse i nagrody, również pieniężne.

Najgorsze jednak było to, że powstały niezliczone publikacje i podręczniki dla kolejnych adeptów szkoły policyjnej w Szczytnie zawierające totlanie zakłamany opis tamtego wydarzenia, zatem zamiast wyciągnąć naukę z popełnionych błędów powielano je działając na szkodę kadetów policji i finalnie społeczeństwa, które przez takich niedouczonych funcjonariuszy jest dziś “chronione”.

Tak było w komunie, po niej, tak jest teraz i tak będzie już zawsze, dopóki ludzie nie zrozumieją, że to nie jest tak, że policja ma nadrzędne prawa wobec obywateli, tylko ich nadrzędnym obowiązkiem jest chronić obywateli i ich prawa. Policja ma tylko i aż obowiązek ochrony KAŻDEGO obywata, jeśli trzeba to przed nim samym.

Policja ma chronić nas wszystkich, a nie zabijać potrzebujących.

Profesjonalna policja ma obowiązek w cywilizowany sposób zabezpieczyć nawet pozornie najniebezpieczniejszego człowieka na świecie, również dla jego własnego dobra, ale przede wszystkim dla dobra ogółu społeczeństwa, żeby wszyscy mieli pewność, że wykonuje swoje obowiązki należycie i tak jak się tego od niej oczekuje.

Póki co, mamy w policji totalnych amatorów i profesjonalnych zatajaczy jej łajdactw i nadużyć.

Moje głębokie wyrazy współczucia dla wszystkich bliskich ofiar brutalności policji. Spodziewajcie się tylko jednego ze strony policji – festiwalu kłamstw, tuszowania prawdy i jednej wielkiej niesprawiedliwości.


Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą.

Blaise Pascal

Uchodźcy przynętą Michnika

Dawno temu “Gazeta Wyborcza” była typową gazetą, periodykiem, który czytało się, żeby dowiedzieć się, co takiego wydarzyło się na świecie i w Polsce. Z czasem zaczęła aspirować do miana opiniotwórczego środowiska skupiającego inteligentów różnych środowisk i zapleczy światopoglądowych. Dziś jest to biznes proszę państwa, ordynarny, chamski biznes, który chce zarabiać. Jak każdy inny, żeby trwać musi zarabiać i walczyć, musi być ekspansywny, a to niestety niesie potężne ryzyko przekroczenia bariery tego, co etyczne i słuszne na rzecz tego, co daje zysk. Podobno najlepszy biznes robi się w czasach kryzysu i tę właśnie zasadę z podręcznika cwanego przedsiębiorcy “Wyborcza” właśnie postanowiła wprowadzić w życie.

Proszę zobaczyć:

https://wyborcza.pl/7,75968,27497530,na-ratunek-uchodzcom-akcja-wyborczej.html#S.Poradniki-K.C-B.1-L.1.dzial

Oczywiście możemy doczytać w tekście promocyjnym Aleksandry Sobczak, że:

Cały przychód z tej prenumeraty zostanie przekazany konsorcjum 10 fundacji. Oto ich lista:

  • Fundacja Nasz Wybór 
  • Amnesty International Polska 
  • Fundacja Polska Gościnność 
  • Grupa nieformalna Chlebem i Solą
  • Fundacja Polskie Forum Migracyjne 
  • Helsińska Fundacja Praw Człowieka 
  • Migrant Info Point (Fundacja – Centrum Badań Migracyjnych) 
  • Stowarzyszenie Homo Faber 
  • Stowarzyszenie Interwencji Prawnej 
  • Stowarzyszenie NOMADA”

Powtórzymy to jeszcze raz: cały przychód. Cóż to oznacza “cały przychód”? Czy to oznacza, że przez np. 40 lat prenumerowania “Wyborczej” czytelnik będzie dostawał produkt i całość opłat przez 40 lat będzie przekazywana na te fundację i uchodźców? Czy jeśli “Wyborcza” złowi tą akcją powiedzmy tak hipotetycznie 20tyś. nowych prenumeratorów, to każda ich comiesięczna opłata będzie przekazywana na ten szczytny cel?

Czy możemy liczyć na aż taką szczodrość i dobroduszność Agory?

Obym się mylił, oby naprawdę byli tak hojni, ale coś mi mówi, że tak niestety nie jest.

A cóż z aktualnymi posiadaczami prenumeraty? Czy oni mogą przejść na taki system, żeby ich wpłaty za dostęp do treści “GW” był przekazywany tym fundacjom, a nie Agorze? I ponawiam to samo pytanie: jak długo ta akcja charytatywna potrwa? Do końca życia klienta i jego wykupionej usługi?

Pytania rodzą się jedno po drugim. Cóż jeśli wszyscy by chcieli przejść na układ: dostaję gazetę, a wpłacam na fundacje i uchodźców? Chyba biznes by padł, nieprawdaż?

Próżno szukać detali tej “oferty” – cholera wie tak naprawdę, coż to takiego jest? Mechanizm jest prosty – kliknij i płać. Nigdzie nie mogę znaleźć konkretnej informacji odnośnie finansowania tej akcji charytatywnej.

Diabeł tkwi w szczegółach, jak mawiali starożytni Chińczycy, ale mnie bardziej od diabła i jego zakichanych szczegółów interesują ogólne problemy, bo tam się właśnie rozgrywa cała mechanika wartości i ideałów.

Bez względu na to, jak ta cała akcja jest dopracowana, to niestety ale jest wyjątkowo nieetyczna.

Pozyskiwanie nowych klientów na bazie ludzkiego dramatu i to jeszcze z politycznym motywem w tle jest skandalicznie niemoralne, haniebne wręcz.

Czy ktoś z wydawców “Gazety Wyborczej” zapytał się tych uchodźców, czy oni w ogóle życzą sobie, żeby robić z nich element takiej akcji promocyjnej?

Tak naprawdę tym właśnie jest ta cała sprawa z prenumeratą “Wyborczej” – jest ordynarną akcją promocyjną!

Rodzi się pytanie: jaką czytelnik ma pewność, że bierze do ręki produkt, który zawiera obiektywnie podaną prawdę, skoro wydawcy i redaktorzy angażują się w takie projekty?

Skoro tak bardzo chcą pomagać turystom Łukaszenki, to dlaczego nie założą jakiejś zbiórki dedykowanej specjalnie tej grupie ludzi?

Odwrócona logika tego problemu pokazuje jak na dłoni niegodziwość pomysłu “Wyborczej”: gdyby nie dramat uchodźców wykorzystanych w pokerze kilku łobuzów od historii, “Wyborcza” nie zobaczyłaby szansy na nowych prenumeratorów.

To jest zwyczajnie i bez ogródek: ŚWIŃSTWO!

Tylko pieniądze interesują właścicieli Agory i “Gazety Wyborczej”.

Wysyłam maila do redakcji “Wyborczej” i p.Sobczak z prośbą o detale tej akcji i przede wszystkim z filozoficznym pytaniem, czy uważają, że pozyskiwanie nowych klientów ich komercyjnego produktu na bazie dramatycznej historii prawdziwych ludzi uwikłanych w polityczną rozgrywkę kilku państw jest zgodne z etyką i poszanowaniem ludzkiej godności. Zapytam również, czy otrzymali zgodę od tych ludzi na wykorzystanie ich do tej akcji promocyjnej?

Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Pani Sobczak arbitralnie stwierdza, że obserwatorzy wydarzeń z białoruskiej granicy dzielą się na dwie grupy:

Pierwszą rozśmiesza poseł Franciszek Sterczewski biegający z siatką jedzenia i leków. W dyskusji o pomocy migrantom komentatorzy z tej grupy odsuwają wątek humanitarny na rzecz dyskusji o koniecznej obronie granic lub odpowiedzialności Aleksandra Łukaszenki.

(…)

Druga grupa to ludzie, którzy nie potrafią patrzeć z obojętnością na cierpienie i okrucieństwo. To ci, którzy wstydzą się za Polskę, widząc działania zamaskowanych pograniczników lub czytając wypowiedzi polskich ministrów. To ci, którzy patrząc na posła biegającego z siatką, nieco odzyskują nadzieję, że nie wszyscy jesteśmy bezduszni.”

Bardzo mnie ten podział zastanawia. Jedna grupa to bezduszni prześmiewcy przejęci tylko kwestią bezpieczeństwa granic. Druga grupa, to egalitarni humaniści zatroskani losem ludzi.

Ot i zostaliśmy posegregowani przez redaktor Sobczak do tych dwóch przegródek i każdy dostał swoją etykietkę.

Mnie nie śmieszy poseł biegający z torbą ikei na ramieniu pomiędzy strażnikami. Nie znam jego motywów. Może pracował na swoją reelekcję? Skąd mam to niby wiedzieć? Chyba oczywiste było, że nic nie wskura i nie dotrze do tej grupki ludzi. Robił show, happening, polityczny performance ze sobą w roli głównej. O nim się mówiło, nie o uchodźcach, nieprawdaż? Więc kto zyskał po tym biegu? Tylko on tak naprawdę.

Mnie ten bieg nie śmieszy, nie należę więc do pierwszej grupy urojonej w umyśle redaktor Sobczak.

Jeśli chodzi o drugą grupę, to zdecydowanie podpisuję się pod pierwszym i drugim zdaniem: nie jest mi obojętne cierpienie tych ludzi i wstydzę się za Polskę “widząc działania zamaskowanych pograniczników lub czytając wypowiedzi polskich ministrów.” Ale nie odzyskuję nadziei, patrząc na wybryk posła, że nie wszyscy jesteśmy bezduszni.

To ostatnie stwierdzenie z opisu drugiej grupy pani Sobczak bardzo mnie intryguje. Jest w nim zawarta sugestia, że tylko ludzie z tej grupy nie są bezduszni.

A to już jest świństwo, pani Sobczak, tak ludzi apriorycznie oceniać i przypisywać im bezduszność wedle pani widzimisię i tylko na podstawie jakiegoś wygłupu posła, który chciał zrobic medialny szum, być może tylko po to, żeby nabić sobie trochę wyborców i zbić na tym kapitał polityczny – tak samo, jak wy chcecie na tym powiększyć grono własnych prenumeratorów!

Nie należę do żadnej z grup, na które pani Sobczak podzieliła lekką rączką całe społeczeństwo. Nie, pani radaktor, mnie nie znajdzie pani ani w jednej, ani w drugiej. Ja należę do ludzi, którzy korzystają z własnego umysłu i mówią ‘nie’ głupocie i komercji wielkich koncernów. Należę do ludzi, którzy myślą samodzielnie i nie pozwalają takim redaktorom jak pani narzucać sobie interpretacji zdarzeń i ich znaczeń.

Komentarze pod tą waszą promocyjną akcją były niezbyt przychylne, więc zgodnie z ideą troski o wolność słowa wyłączyliście ludziom możliwość wyrażania głośno opinii o tym chorym pomyśle. Brawo! Jesteście hipokrytami.

Z logiki zaprezentowanej przez redaktor Sobczak wynika, że jeśli nie wykupisz prentumeraty “Gazety Wyborczej”, to z automatu trafisz do grupy bezdusznych prześmiewców obojętnych na cierpienie ludzi, czyli jesteś jakimś zwyrodnialcem, który potrafi tylko szydzić z czyjegoś losu. Mam pełne prawo wysnuć taki wniosek, ponieważ tak właśnie cała sprawa jest przedstawiona przez panią Sobczak – nie daje mi innej możliwości zadkelarowania siebie, jako człowieka, który zwyczajnie ma pytania, a nie nastawiony jest na bezrefleksyjny odbiór interpretacji kawałka rzeczywistości podanej na tacy przez redakcję jakiejś gazety.

Nie kupujcie “Gazety Wyborczej”, nie kupujcie prenumeraty i nie wspierajcie hipokryzji, drodzy czytelnicy.

Gdyby “Wyborcza” i Agora, miały dobre intencje, to najzwyczajniej w świecie zrobiliby zbiórkę na tych biednych ludzi, albo podali konta bankowe tych organizacji charytatywnych i zachęcili do indywidualnej pomocy wedle własnych możliwości i w zakresie własnego sumienia. Mogli postąpić tak, wybrali niestety ochydną autopromocję na ludzkim dramacie.

Skąd ja to znam? Nie jestem zdziwiony i wiem, że jeszcze nie raz “Wyborcza” niemile nas zaskoczy.


#hipokryzja
#hipokryci
#gazetawyborcza
#adammichnik
#frasyniuk
#sobczak
#lextvn
#tvn
#konstytucjarp
#konstytucja
#prawaczłowieka
#kasa
#zysk
#forsa
#cash
#profit
#money

Podróże z Łukaszenką

Kolejny dzień kryzysu na granicy białoruskiej przynosi nowe wiadomości. Dzisiaj możemy przeczytać (jakżeby inaczej) w “Gazecie Wyborczej” bardzo interesujący artykuł:

Skąd się wzięli imigranci na granicy z Białorusią? Łukaszenka dał zgodę na operację “Śluza”

Autor tekstu Michał Kokot opisuje za białoruskim dziennikarzem Tadeuszem Giczanem kulisy transportu ludzi z Iraku na granicę Unii Europejskiej zorganizowanego przez służby specjalne Białorusi.

Czytamy, co następuje:

“Przemytem i kierowaniem migrantów na granicę z Litwą i Polską zajmuje się zaś OSAM, elitarna białoruska jednostka, którą można porównać do rosyjskiego specnazu.”

(…)

“Z przedstawionych przez Giczana informacji wynika, że sprowadzaniem Irakijczyków na Białoruś zajmuje się państwowe biuro turystyczne Centrkurort. Imigranci oficjalnie przyjeżdżają do kraju jako turyści, płacąc za to od 600 do tysiąca dolarów. Później są kierowani przez przemytników pod granicę z Unią Europejską. Za opłatę wahającą się od tysiąca do 1,5 tys. dolarów przemytnicy obiecują ich przerzucić do Wilna lub Suwałk.”

Cóż pozostaje dodać? Jestem ostatni na liście do obrony państwowych organów represji i w temacie “służb ochroniarskich” w pełni podzielam opinię klasyka Internetu pana Jana Kreczmana znanego pod pseudonimem “Cygan z Torunia”.

Niemniej jednak faktem jest, że oto mamy do czynienia z tarciem pomiędzy dwoma państwami i ci zbluzgani przez Frasyniuka żołnierze wykonują robotę, którą ktoś niestety ale musi wykonać.

Koneserzy win owocowych delektujący się nektarem Dionizosa na łonie natury lokalnych skwerów i zarośli podczas swoich bachanaliów posługują się wytworniejszą polszczyzną, niż trzeźwy pan Frasyniuk udzielający wywiadu na antenie TVN24.

W pełni podzielam zdanie pani Dominiki Wielowieyskiej, które przedstawiła w swoim tekście: Władysław Frasyniuk niechcący realizuje plan Jarosława Kaczyńskiego

Zgadzam się w 100% z tą opinią, z każdym jej słowem.

Ponadto dla miłośnika myśli starożytnych mędrców nie ma nic dostojnego w widoku starości, której nie towarzyszy mądrość powściągliwości. Nie mylić ze spolegliwością!

Jeśli prawdą jest to, o czym pisze Kokot za Giczanem, to mamy tutaj klasyczną sytuację z cwaną kukułką, która próbuje podrzucić innym jajo do wychowania.

Kukułka przyleciała z Mińska na polecenie ptasiego radia nadającego prosto z Moskwy.

Co się z takiego jaja wykluwa i co się dalej w takim gnieździe dzieje, wszyscy wiemy doskonale i o to właśnie chodzi dwugłowemu ptaszydłu z Kremla.

Rozwiązanie tego problemu jest bardzo proste, ale najwyraźniej trzeba posiadać żółte papiery, żeby móc je dostrzec. Ja takowe posiadam, więc mi wolno 😉

Gdyby ptasi rodzice podrzuconego jaja wiedzieli kto im ten ‘prezent’ zostawił oraz skąd to jajo do nich przywędrowało, mogliby je przecież oddać prawowitemu opiekunowi.

My już chyba wiemy kto i skąd dostarczył nam to jajo. Niech sobie Łukaszenka je wysiaduje.

Nie zapominajmy, że to są żywi ludzie, nic nie szkodzi że potraktowani instrumentalnie i najzwyczajniej w świecie oszukani przez biuro podróży “Sasza sp. z o.o” z siedzibą w Mińsku. Bezdyskusyjnie należy się tym ludziom podstawowa opieka.

Gdybyśmy mieli w Polsce prawdziwego wodza z cojones wielkości piłek do tenisa, to mógłby on tych ludzi przyjąć serdecznie do ośrodka dla uchodźców, zapewnić im pełną opiekę medyczną, psychologiczną, etc., służby miałby czas prześwietlić tych przybyszy z Iraku i sprawdzić kim dokładnie są, poczekać aż wydobrzeją, odzyskają stracone kilogramy i wiarę w drugiego człowieka, następnie wsadzić ich w autokar, na lotnisko, do rejsowego samolotu linii Warszawa-Mińsk i po sprawie panie Łukaszenka, wysiaduj sobie swoje jajo sam.

Skoro wolno Łukaszence zmuszać zagraniczne samoloty do ładowania na jego lotnisku i wyciągać z nich pasażerów wedle własnego uznania, to proszę bardzo, oto twoi turyści Sasza, których bezczelnie wykorzystałeś i okradleś z ich oszczędności obiecując Unię Europejską, a tak naprawdę zostawiłeś ich z kwitkiem na granicy.

Gwarantuję, że tych “kilkaset afgańskich uchodźców zmierzających w stronę Polski”, którymi nas niesforny Sasza terroryzuje, nigdy na naszą granicę nie dotarłoby po takiej akcji.

Jesteśmy o krok od nowej żelaznej kurtyny. Najgorsze jest jednak to, że Internet nie wie, co to takiego żelazna kurtyna i propaganda leci w najlepsze i podnieca ludzi o frasyniukowych temperamentach i rozpala ich nastroje ku uciesze dwugłowego ptaszydła z Kremla.

Jeszcze jedną dobrą rzecz znalazłem w “Wyborczej” – tak, stać mnie na obiektywizm. Jest to nie tyle sama rozmowa redaktorki Wysockiej-Schnepf z Maciejem Maleńczukiem, co wypowiedzi Maleńczuka. Wysocka-Schnepf wyraźnie próbuje manipulować tą rozmową i naprowadzać M.Maleńczuka na drażliwe tematy i uderzać w te akordy, które tak wyraźnie brzmią w całym przekazie “Gazety Wyborczej”. Na szczęście Maleńczuk jest zbyt szczery i inteligentny, żeby bić w ten bęben i mówić to, co redaktorka chce usłyszeć.

Maleńczuka mogę słuchać i czytać o każdej porze dnia, na pusty lub pełny żołądek i zawsze mi ta strawa dobrze robi dla duszy, dlatego Maleńczuka polecam gorąco do refleksji nad kilkoma problemami: pod tym linkiem. Z redaktorką Wielowieyską mam ten problem, że jej bagaż katolickiej inteligencji dawał mocno o sobie znać wtedy, gdy akurat potrzeba było czegoś odwrotnego. Niemniej jednak głos rozsądku i mądrej oceny sytuacji jest bardzo cenny, bo niestety dzisiaj niezbyt powszechnie spotykany.

Ciekawe rzeczy dzieją się też w komentarzach pod tymi dwoma tekstami. Najwyraźniej czytelnicy “Wyborczej” radykalizują się i to ostro – takie małe frasyniuczki nam dorastają w Internecie – z motyką, panie, na słońce! Powodzenia 🙂

Maleńczuk kończy rozmowę interesującą uwagą o Donaldzie Tusku, że odkąd wrócił, to jakby wszyscy mieli trochę więcej odwagi do kąsania, ironii, etc. I że dowodzi to potrzeby wodza, bo taka jest ta nasza demokracja właśnie wg Maleńczuka. I prawdę powiada pan Maleńczuk. Taka to jest demokracja właśnie. Problem z wodzem Słońce Peru jest taki tylko, że w chwili jego historycznego testu na integralność charakteru i wartości nasz Donald czmychnął do Brukseli, a teraz chce, żeby witano go jak zbawcę na białym koniu, który uratuje demokrację w Polsce. Dalej nie będę się w to zagłębiał, bo temat jest zakręcony i niebezpieczny jak system kanalizacji miejskiej.

Odeślijcie jajo Łukaszence, ewentualnie można by zrobić niespodziankę tym turystom z Bagdadu i wysłać ich do Ziemi Obiecanej, czyli US&A. Amerykański rząd ciągle wysyła swoich żołnierzy po całym świecie. W Iraku spowodowali totalny “mayhem”, to w sumie USA powinny przygarniać takich uchodźców z Iraku, Syrii lub Afganistanu. To jest ich problem, nie Polski i UE, a finalnie my za to płacimy cenę, za bójkę dwóch łotrów ligi światowego chuligaństwa.

Niech lecą do USA, razem z ich amerykańską stacją TVN. Why not?

W jednym z następnych postów opiszę precyzyjnie, czym ten amerykański “mayhem” w Iraku jest, jak USA wyhodowały prawdziwych terrorystów siejących destrukcję na całym świecie oraz jak dokonały strasznych i być może nieodwracalnych szkód dla reszty świata.

Stay tuned 😉

UPDATE:

Słońce Peru przemówiło i podało swoją receptę rozwiązania problemu. Według Donalda Tuska potrzeba zgody narodowej…

Idę poszukać najwyższej górki w okolicy, żeby się sturlać z niej ze śmiechu i popłakać na dole w kałuży błota. A tak na poważnie już: na to stać właśnie erudytę z Twittera, to jest szczyt jego analizy sytuacji. Zgoda narodowa nas uratuje według Donalda Tuska. No i tyle zostało z nadziei Maleńczuka…


#hipokryzja
#hipokryci
#gazetawyborcza
#adammichnik
#frasyniuk
#lextvn
#tvn
#konstytucjarp
#konstytucja
#prawaczłowieka
#kasa
#zysk
#forsa
#cash
#profit
#money
#usa
#irak
#afganistan

Lincz “Wyborczej” na żołnierzach.

Trwa w najlepsze nagonka “Gazety Wyborczej” na żołnierzy oddelegowanych do sytuacji z afgańskimi uchodźcami na granicy z Białorusią.

Możemy dzisiaj śmiało zaryzykować stwierdzenie, że są to uchodźcy podrzuceni Polsce w prezencie od Łukaszenki, jako wyraz podziękowania za solidaryzowanie się z białoruską opozycją.

Taki koń trojański wystrugany na polecenie Kremla…

Ale o tym próżno szukać jakichkolwiek dziennikarskich analiz na lamach “Wyborczej” – jeśli takowe rozważania gdzieś były publikowane, to uprzejmie proszę o podesłanie linka, z przyjemnością wezmę to na warsztat i przebadam.

Jak na razie mamy do poczytania np. takie kwiatki, jak ten z wczoraj (23.08.21) autorstwa redaktora Bartosza T. Wielińskiego, który już w tytule grzmi i rozstrzyga, że:
Żołnierze i strażnicy graniczni powinni byli odmówić wykonywania przestępczych rozkazów

Źródło: https://wyborcza.pl/7,75968,27486831,zolnierze-i-straznicy-graniczni-powinni-byli-odmowic-wykonywania.html#S.DT-K.C-B.1-L.1.duzy:undefined

Wieliński stwierdza, że żołnierze wcale nie musieli bezwzględnie wykonywać rozkazów i powołuje się na “Obowiązujący w naszych siłach zbrojnych regulamin ogólny”, według którego żołnierz ma prawo wystąpić o wydanie rozkazu na piśmie i odmówić jego wykonania, jeśli skutkowałby on przestępstwem.

To jak najbardziej słuszne, aczkolwiek jest to bardzo ogólne sformułowanie, które stanowi bardzo generalny bezpiecznik chroniący dwie strony w takiej sytuacji. Tak jest skonstruowane całe prawo, przynajmniej ja, laik po filozofii, tak prawo postrzega – mamy przepisy formułowane w taki sposób, aby zostawiać pole do interpretacji, a jednocześnie żeby wyczerpywały największy zbiór przypadków, czyli obejmowały opisem najbardziej ogólną sytuację. Inaczej kodeksy prawa ciągnęłyby się w nieskończoność.

Dalej redaktor Wieliński wymienia ile lat grozi żołnierzom za naruszenie praw uchodźców, ich godności, nieudzielenie pomocy, etc. I jednocześnie wyrokuje na koniec, że:

“Kiedyś wraz z przełożonymi i członkami rządu PiS odpowiedzą za to, co robili.”

Istnieje również druga strona medalu, ale o tym pan redaktor Wieliński już nie wspomniał, są to oczywiście konsekwencje prawne niewykonania rozkazu.

Akcentuję to bardzo wyraźnie, ponieważ jest to zupełnie przemilczany składnik tego problemu, którego “dziennikarze” (zapis celowy) “Wyborczej” najwyraźniej celowo nie chcą w ogóle poruszać.

A zasada obiektywizmu zawodu dziennikarza powinna obligować do napisania również o tym, panowie Czuchnowski i Wieliński. Stąd właśnie cudzysłów – za świadome i upolitycznione pismactwo dalekie od rzetelnie wykonanej pracy dziennikarza.

Pan Wieliński wylicza: 3 lata więzienia dla żołnierzy za to, inny paragraf za tamto, etc. Lekką rączką wydaje wyroki i wysyła do więzienia ludzi, którym grożą poważne konsekwencje niewykonania rozkazu. Jakie? Identyczne, do tych wymienionych przez Wielińskiego:

Przestępstwa przeciwko zasadom dyscypliny wojskowej – Kodeks karny.

Art.  343.  [Odmowa wykonania rozkazu]§  1. Żołnierz, który nie wykonuje lub odmawia wykonania rozkazu albo wykonuje rozkaz niezgodnie z jego treścią,

podlega karze aresztu wojskowego albo pozbawienia wolności do lat 3.

Mamy oczywiście następujący zapis:

Art.  344.  [Niewykonanie rozkazu polecającego popełnienie przestępstwa]§  1. Nie popełnia przestępstwa określonego w art. 343 żołnierz, który odmawia wykonania rozkazu polecającego popełnienie przestępstwa albo nie wykonuje go.

Ale i tu jest to ale, które na pewno pan Wieliński sam znalazł i którego był świadom publikując swój tekst:

§  4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 3 następuje na wniosek dowódcy jednostki.

Panom Wielińskiemu i Czuchnowskiemu chciałbym uprzejmie przypomnieć – waszą rolą nie jest wydawanie wyroków, ba, nawet nie jest wydawanie opinii, waszą rolą jest relacjonowanie zdarzeń i sugerowanie czytelnikom możliwych konsekwencji, a nie wpychanie im do głów waszych prywatnych ocen wedle waszego własnego widzimisię, które dodatkowo jest tak naprawdę zabarwione politycznie.

To nie jest dziennikarstwo, to jest propaganda, to inżynieria myślenia odbiorców waszych treści. Kolokwialnie mówiąc: wciskacie ludziom do głów łopatą interpretację tego wydarzenia, które można odczytywać na wiele sposobów – jak zresztą każde wydarzenie w naszym piękno-strasznym świecie.

Nie do was należy ocena i waloryzacja faktów. Gdzie się podziało stare dziennikarstwo, w którym dziennikarz relacjonował i prosił ekspertów z danej dziedziny, o której pisał, o ich profesjonalną ocenę?

Teraz każdy z was jest samozwańczym ekspertem w dziedzinie prawa i etyki.

To jest standard kultywowany przez Adama Michnika w jego “Gazecie Wyborczej”, bo na to właśnie pozwala naczelny.

Ja byłbym bardzo daleki od wydawania sądów nad tymi żołnierzami. Świadomość posiadania przeze mnie logosu zmusza mnie do odpowiedniej rezerwy i powściągliwości w ferowaniu oskarżeń odnośnie uczestników sytuacji, którą znam z ekranu monitora, w którą sam nie jestem bezpośrednio zaangażowany i o której wiem, że nic nie wiem. Rozum nakazuje mi zadawanie pytań, a nie stawianie odpowiedzi.

Moment, w którym “dziennikarze” wzięli się za wyręczanie sądów, to sygnał, że mamy bardzo poważny kryzys na poziomie naszej świadomości. To jest poważna choroba logosu właśnie, nad którym górę biorą emocje, tak jak to widzieliśmy w przypadku kierowcy Frasyniuka dającego upust swojej adrenalinie rodem z kanałów CB Radia panów tirowców.

Sytuacja jest tak naprawdę klarowna i wiadomo dokładnie o co chodzi. Rządząca ekipa realizuje swoją politykę pod własnych wyborców, a całe środowisko opozycyjne, z uwzględnieniem “Gazety Wyborczej” i jej “dziennikarzy” bezradnie próbuje uskuteczniać własną grę polityczną, tracąc przy tym zupełnie jasną ocenę sytuacji, nerwy i jednocześnie świadomość powinności ról, które pełnią.

Kto na tym skorzysta? Pytanie retoryczne.

A odnośnie oskarżeń kierowanych w stronę armii i żołnierzy, to powiem coś, co przypomniała mi moja mądra żona (mój domowy consigliere) – gdy PiS przejmował władzę, gdy za Misiewiczem chodził z parasolką żołnierz w galowym mundurze na oficjalnych uroczystościach w pełnym blasku fleszy i kamer, gdy skandowano mu ‘czołem panie ministrze’, to dowództwo naszej armii, czyli generałowie uciekali w popłochu, porzucając stanowiska i swoich podwładnych właśnie.

Oczekujecie heroizmu od najniższej rangi żołnierzy, gdy tymczasem ich najwyższe dowództwo pokazało im jaka zmiana nastąpiła i jak mają postępować.

Panie Czuchnowski, Wieliński i reszta “dziennikarzy” – nie udawajcie, że jest inaczej.

Zza ekranu monitora i waląc w klawiaturę popijając kawkę przegryzaną ciasteczkami bardzo łatwo jest rzucać frywolnie oskarżenia, wydawać wyroki i mówić kto i na ile pójdzie siedzieć. Dla was to jest takie łatwe i oczywiste. Czuchnowski napisał mi w mailu, że najważniejsze jest zachowanie ‘czystego sumienia’.

Wasze sumienia są czyste? Dziennikarze “Wyborczej” mają czyste sumienia? Zachęcam do lektury mojego bloga, to poznacie drodzy czytelnicy trochę inny obraz sumienia redaktorów “Wyborczej”. Dlatego mogę śmiało nazywać tych ludzi hipokrytami, bo mam do tego empiryczne podstawy.

Na koniec moich dywagacji taka uwaga – jestem daleki od rzucania oskarżeń wobec tych konkretnych żołnierzy. Widzę tam raczej poważny dylemat do rozważań dla etyków i filozofów (ale nie takich filozofów kanapowych, jak np. bardzo kulturalny zresztą Żakowski, albo Czuchnowski prezentujący maniery drwala), dla konkretnych autorytetów w tych dziedzinach, które poruszają problemy moralne ludzi pełniących trudne zawody. Wykonać niegodny rozkaz, czy odmówić i liczyć się z nieuchronnymi konsekwencjami? To grecka tragedia i śmiem twierdzić, że są wśród tych żołnierzy faceci, którzy tak właśnie to widzą.

Tak samo jak widzę w uchodźcach ludzi, dostrzegam ich również w tych żołnierzach.

Rozum mnie do tego nie tyle upoważnia, co wręcz zmusza.

Nie kupujcie “Gazety Wyborczej” drodzy czytelnicy. Myślcie samodzielnie, myślcie krytycznie i oceniajcie wszystko na chłodno, bez ‘frasyniukowych’ emocji, bo to jest tak naprawdę niskie i niegodne człowieka, który stara się korzystać z podarowanego przez ewolucję umysłu.



#hipokryzja
#hipokryci
#gazetawyborcza
#adammichnik
#frasyniuk
#czuchnowski
#lextvn
#tvn
#konstytucjarp
#konstytucja
#prawaczłowieka
#kasa
#zysk
#forsa
#cash
#profit
#money