Koncesja TVN24

Podobno we wrześniu wygasa koncesja TVN24. W sprawę zaangażowała się ambasada USA. Dziś mój ulubiony portal plotkarsko-informacyjno-tabloidowy, czyli gazeta.pl podał za ‘Rzeczpospolitą’ (artykuł tutaj) taką oto informację:

Ambasada USA chciała spotkania w KRRiT ws. koncesji dla TVN24. Do rozmów nie doszło.

Bardzo to ciekawe i to z wielu powodów oraz na wielu płaszczyznach. Pytania rodzą się same. TVN należy oczywiście do amerykańskiego koncernu Discovery – światowego giganta branży medialnej, który w Polsce zarabia robiąc własną telewizję. Bardzo ciekawa jest informacja o tym, że to przedstawiciel ambasady chciał rozmawiać z KRRiT o przedłużeniu koncesji dla amerykańskiej telewizji. Według doniesień prasowych, gdy KRRiT postawiła warunek nagrywania spotkania, to ambasada USA spłoszyła się i zrezygnowała ze spotkania – Bix Aliu, chargé d’affaires ambasady Stanów Zjednoczonych, usilnie zabiegał o to spotkanie. KRRiT była nieugięta w kwestii rejestracji rozmowy i finalnie do niej nie doszło.

Jak podaje Rzeczpospolita, właścicielem TVN SA jest spółka Polish Television Holding BV, zarejestrowana w Holandii…

Wielki świat, wielkie koncerny, wielkie pieniądze i zaangażowani w to politycy…

A zwykły obywatel dostanie produkt do spożycia. W menu mamy: informację, dezinformację i brak informacji.

Fake news! Historia tego hasła jest pasjonująca, ale nie o tym teraz. Do niedawna żyliśmy w schizofrenicznej wojnie medialnej pomiędzy tym, co było prawdziwą informacją, a jej zaprzeczeniem, czyli fake news’em. Metafora wojny jest jak najbardziej trafiona, ponieważ świetnie ilustruje problem. Oto schowani jak myszy pod miotłą obywatele, patrzą jak dookoła wydarza się kompletna pożoga o władzę i wpływy, a tu z nieba spadają na nich ulotki zrzucane z samolotów startujących po przeciwnych stronach frontu. Propaganda vs. propaganda. Co jest prawdą, a co jest kłamstwem? Która ulotka zrzucona z którego samolotu jest objawioną prawdą spadającą z nieba? Pytanie za milion dolarów. A może za miliardy? Brak ulotki, to też jest stanowisko!

Rozumiem, że ambasador USA reprezentuje interesy swojego kraju w Polsce i stara się umacniać wpływy USA. Nie ma w tym nic szokującego, to jest jego praca. Zastanawia mnie jednak skala tej kwestii, jej rozmiar. Jak mawia starożytne chińskie przysłowie – rozmiar ma znaczenie.

Czy z tą samą gorliwością ambasada USA zabiegałaby o wpływy jakiejś małej firmy zza oceanu, która postanowiła zarabiać również na rynku polskim? Śmiem wątpić.

– Czas to pieniądz! Woła do nas Benjamin Franklin wygrawerowany na studolarówce! Tu chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze. O nic innego. Na pewno nie chodzi o ‘wolne media’.

Ktoś mógłby powiedzieć, że właśnie o wolne media toczy się dziś prawdziwa walka. A ja przekornie zapytam: wolne od czego? Od politycznych wpływów? Może wolne od biznesu? A może wolne od etyki i przyzwoitości? Moja odpowiedź: wolne od prawdy.

Cóż to za ‘wolne media’, które mają być wolne od prawdy o sobie?

Aż się ciśnie na usta ks. Tishner i jego sentencja o trzech prawdach!

Solon, myśliciel ze starożytnej Grecji uznawany zresztą za jednego z ojców prawa, mawiał już ponad 2.5tyś lat temu, że ‘ludzie nie lubią słuchać prawdy o sobie’.

Adrian M. dodaje: ale o innych już tak!

Chciałbym poinformować, że napiszę pismo do KRRiT z moją opinią, a co tam, nazwijmy to dumnie ‘obywatelskim wnioskiem’, w którym będę przekonywał, że TVN24 nie powinien mieć przedłużonej koncesji na nadawanie w Polsce i będę to argumentował faktem zamiatania pod dywan niewygodnej dla TVN prawdy związanej z filmem, który współprodukowali – dla zysku, bo przecież dla niczego innego. Etyka dziennikarska powinna ich zobowiązać przynajmniej do nawiązania dialogu ze mną i wysłuchania mnie, a następnie do przedstawienia swojego stanowiska – jakiekolwiek by ono nie było. Tak się nie stało. Wybrali udawanie, że problemu nie ma. Uważam, że sprzeniewierzyli się etyce dziennikarskiej i tym samym wytrącili sobie z rąk mandat do uprawiania tego zawodu w Polsce.

TVN współprodukował film Jakuba Piątka, na który ja nie wyraziłem zgody, a który w brutalny sposób naruszył moje dobra osobiste. Tu nie chodzi o to, że jeszcze nie ma wyroku sądu w tej sprawie. Tu chodzi o to, że przed premierą filmu na polskim Netflix’ie pisałem do wszystkich współproducentów i dystrybutorów nagłaśniając poważną kontrowersję związaną z tą produkcją i nikt z grupy TVN, ani Discovery nie pofatygował się odezwać, wysłuchać, ani zająć stanowiska i o tym poinformować.

W mojej ocenie, stacja tv, która wybiera milczenie w takiej sprawie, traci moralną podstawę do posiadania koncesji na nadawanie w naszym kraju.

Dlaczego? Ponieważ misją mediów i dziennikarzy jest przede wszystkim informować. Cóż to za media, które pomijają milczeniem niewygodne dla nich fakty? To są te wolne media, które mają patrzyć poprzedniej, tej, czy następnej władzy na ręce?

Przypadek tego filmu i mojej osoby uruchamia bardzo istotne pytanie: skoro telewizja TVN (‘Gazeta Wyborcza’ również) przemilczała ten problem, to jakie inne problemy również postanowiła przemilczeć i nie podać do publicznej wiadomości?

Z punktu widzenia tak wielkiego koncernu mój przypadek jest absolutnie w skali mikro – kompletnie bez znaczenia. Zachodzi jednak uzasadnione podejrzenie, że skoro nie chcą informować o takim pryszczu, to i jakiejś poważnej sprawy też nie będą chcieli upubliczniać.

Jestem obywatelem RP, mam swoje prawa, szczególnie te zapisane w Konstytucji RP i TVN postanowił kompletnie mnie zignorować. Nabrał wody w usta (podobnie jak ‘Wyborcza’) i podejrzewam, że na moje maile reagowali tam z szyderczym grymasem: ‘przecież to jakiś wariat, czego on w ogóle chce, niech spada na drzewo’.

Nikt nie pofatygował się do mnie odpisać i zapytać, o co mi chodzi i co mi się w tym filmie nie podoba.

Być może w KRRiT znajdą się osoby, które merytorycznym okiem spojrzą na moją opinię w sprawie moralnej podstawy do przyznania TVN24 koncesji na dalsze nadawanie w Polsce.

Czy media, które boją się prawdy, są jej najlepszymi obrońcami?

Jeszcze raz dla przypomnienia materiał TVN o filmie Jakuba Piątka, w którym padają wyraźnie wygłoszone deklaracje inspiracji moim przypadkiem i jak bardzo im się spodobało w mojej historii, że nikt nigdy się nie dowiedział o co mi chodziło (główny motyw całego filmu):

https://dziendobry.tvn.pl/a/poplawska-bielenia-i-klak-razem-na-planie-filmu-historia-prime-time-oprze-sie-na-prawdziwych-wydarzeniach-z-lat-90

I jeszcze zrzut ekranu ze strony TVN vs. informacja z napisów końcowych produkcji Watchout Studio:

Najpierw TVN twierdził, że historia była oparta na faktach – żeby zachęcić widzów, ponieważ prawdziwe historie lepiej się przedają.

A później, że jednak fikcja…

To jest właśnie ta ‘gówno prawda’, o której mówił śp. ks. Józef Tischner.

Meritum.

Kłaniam się po małej przerwie i zapraszam do lektury kolejnego posta. Dziś będzie już konkretnie i na temat, czyli o tym co zostało wzięte z prawdziwej historii wbrew mojej woli, a także o tym, jak do tego doszło.

Po pierwsze: twórcy filmu powołują się na litanię podobnych przypadków na całym świecie, które stanowiły źródło ich inspiracji, a ustami Bartosza Bieleni rozpowszechniają kłamstwo, że z mojego przypadku wzięli jedynie ‘sam fakt, że ktoś wszedł do telewizji’ – to bezczelne kłamstwo Bartosz Bielenia wypowiedział już wielokrotnie po moim nagłośnieniu sprawy. W rozmowie z Szymonem Majewskim twierdził, że o mnie dowiedział się na bardzo późnym etapie pracy nad filmem i w ogóle nie mógł znaleźć żadnych informacji o tamtym incydencie.

Pan Piątek, jak już wiemy z maila, którego do mnie wysłał w maju 2018 roku, był niezwykle zafascynowany moim przypadkiem i bardzo chciał, żebym z nim nawiązał współpracę, przypominam fragmenty listu Jakuba Piątka do mnie (pisownia oryginalna):

Kontakt z Panem jest dla mnie bardzo ważny, gdyż Pan przeszedł tą drogę. Przeżył coś, do czego bardzo mało osób ma dostęp. Zarówno Pana powody jak i reperkusje są dla mnie bardzo istotne.

(…)

Czytając i poznając szczątkowo Pana historię poczułem, że to bardzo mocno ze mną rezonuje.

(…)

Jestem bardzo ciekawy Pana. W równym stopniu interesuje mnie to co wydarzyło się przed i po samym przebiegiem w studio nr 7.

(…)

Uszanuję również odpowiedź odmowną, jednakże bardzo mi zależy na kontakcie i współpracy z Panem”

W tym mailu Piątek pisze wprost, że zapoznawał się z moją historią – po incydencie była medialna burza, powstało sporo artykułów na mój temat, podniosłem oglądalność wszystkich stacji tv o kilka procent – są na to dowody. Młodzi policjanci, którzy mnie wieźli drugiego dnia do szpitala na jakieś kolejne badanie, powiedzieli mi, że nawet BBC o tym wspomniało. Pozdrawiam tych panów policjantów – to byli młodzi ludzie, w cywilu, bardzo sympatyczni, normalni, cywilizowani – to byli jedyni policjanci, którzy mnie normalnie potraktowali wtedy, powiedziałbym, że wręcz życzliwie. Poczęstowali mnie fast food’em ale byłem tak pobity przez ich kolegów, że nawet tego nie mogłem zjeść.

Panie Bielenia, mam rozumieć, że Jakub Piątek nie wspomniał panu ani słowem o incydencie z 2003 roku i jakoś przypadkiem na późnym etapie prac dowiedział się pan o mnie i mojej sprawie? Niech tak zatem będzie.

Robi pan z siebie kompletnego łgarza i będzie musiał pan żyć z tą etykietką.

Gwoli ścisłości, był tylko jeden taki przypadek w Polsce i tylko jeden taki przypadek na całym świecie, gdy ktoś wtargnął do studia tv, wziął zakładnika, domagał się wejścia na wizję, nie chciał okupu, nie miał żadnych innych żądań i nikt nigdy nie dowiedział się, dlaczego sprawca to zrobił i przede wszystkim, co chciał powiedzieć. Nie ma drugiego takiego przypadku na świecie. Kropka. Nie jestem z tego absolutnie w żaden sposób dumny, bynajmniej, jest mi niezmiernie przykro, że wtedy to zrobiłem, chodzi mi tu tylko o zaznaczenie głównych cech samego incydentu, które nie występują razem w innych przypadkach. Nieważne jakich prawników zatrudnicie (zwracam się tu do producentów i dystrybutorów), nie znajdą oni drugiego takiego zdarzenia na świecie, które miało miejsce przed nakręceniem waszego filmu i miałoby dokładnie taki zbiór cech, które posiada wydarzenie z moim udziałem. Ponadto umieściliście akcję filmu właśnie w Polsce w bardzo zbliżonym czasie, to samo z siebie narzuca skojarzenia pomiędzy filmem i prawdziwą historią. A nawet gdyby było takich przypadków 10, to i tak musielibyście mieć zgodę na wykorzystanie historii tych ludzi, szczególnie, gdy w grę wchodzą dobra osobiste związane z chorobą psychiczną. Pogwałciliście to maksymalnie i z premedytacją, mając moją jasno wyrażoną niezgodę na wykorzystanie mojej historii.

Pan Piątek dostał obsesji na punkcie polskiego incydentu. W wielu wywiadach przyznawał, że to właśnie polski przypadek z motywem tajemnicy o tym, co sprawca chciał powiedzieć, został przez niego wykorzystany jako silnik dramaturgiczny całego filmu i postaci granej przez Bartosza Bielenię. Oto fragment z materiału TVN: (https://dziendobry.tvn.pl/a/poplawska-bielenia-i-klak-razem-na-planie-filmu-historia-prime-time-oprze-sie-na-prawdziwych-wydarzeniach-z-lat-90):

Marcin Sawicki: To jest dramatyczna sytuacja, do studia telewizyjnego wdziera się facet z pistoletem i takie coś rzeczywiście się zdarzyło w Polsce. Czy w ogóle nawiązujecie do tych prawdziwych wydarzeń?

Jakub Piątek: One były inspiracją. Zaczęliśmy od tego, że my trafiliśmy na taką historię ze Stanów Zjednoczonych z ’96 roku. Trafiliśmy też na taką historię holenderską, była też taka historia w Burkina Faso, no i też oczywiście była ta w Polsce. To, co w tej polskiej nam się strasznie spodobało to to, że nikt nigdy się nie dowiedział, o co chodziło napastnikowi.

Oto kolejny fragmencik z pana Jakuba Piątka, tym razem dla Onet (https://kultura.onet.pl/film/wywiady-i-artykuly/prime-time-o-czym-jest-film-magdalena-poplawska-i-bartosz-bielenia/1tjgqyf):

– Na przełomie XX i XXI w. doszło do wielu podobnych sytuacji na całym świecie. To było źródło naszej inspiracji – nie jest to jednak rekonstrukcja jednego zdarzenia, a fantazja na temat buntu i rebelii – podkreśla Jakub Piątek. – Od buntu w ogóle nasze poszukiwania się rozpoczęły. Dręczyło nas z Łukaszem poczucie, że przekroczyliśmy już 30-tkę i nie buntujemy się już tyle, co kiedyś ani nawet nie tyle, ile byśmy chcieli. I tak od słowa do słowa, od rozmowy do rozmowy trafiliśmy na historię z USA, gdzie dwóch chłopaków wdarło się do telewizji stanowej. Przejęli ją i zaczęli puszczać swoje ulubione teledyski. Pierwszą rzeczą, której zażądali od policyjnych negocjatorów była… pizza.

– Potem znaleźliśmy tego typu wydarzenia w Brazylii, Holandii, Burkina Faso, a także w Polsce. W tym rodzimym przypadku zaintrygowało nas to, że do dziś nie do końca wiadomo, o co chodziło desperatowi. Uznaliśmy, że to świetny dramaturgiczny motyw, a także szansa na stworzenie nietuzinkowego bohatera, który do dopełnienia się będzie potrzebował widza. Marzymy o tym, żeby z “Prime Time” każdy wyszedł z nieco innym przesłaniem, przetrawionym przez własny bunt i wątpliwości – dodaje Piątek.

To jak panie Bielenia? To był ten ‘późny’ moment, gdy się pan dowiedział o mojej sprawie? I wcześniej ani Piątek, Czapski, albo Razowski nie wspomnieli panu o moim przypadku i mojej osobie ani słowem?

Jak chce pan resztę życia spędzić z łatką bezczelnego łgarza, to niech pan dalej kolportuje to kłamstwo, albo udaje, że nic takiego nie miało miejsca. Tak naprawdę chroni pan tylko ich, nie siebie i to właśnie pan na tym najwięcej traci – wizerunkowo. Mógł pan zostać idolem młodzieży, ale cóż to za idol, który bezczelnie kłamie, bo każą mu tak prawnicy producentów? Nie tylko łgarz, ale i tchórz, a to cholernie daleko od bycia idolem, no chyba że dla kolejnych pokoleń tchórzliwych kłamców. Moje gratulacje, tak trzymać. Zdecydowanie wolę dalej żyć ze swoimi grzechami na sumieniu i etykietkami, na które zasłużyłem – nie jestem z nich dumny, ale wolę to, niż bycie kłamcą i tchórzem. Zresztą, przez wszystkie lata od wyjścia dorobiłem się już tylko bardzo pozytywnych opinii.

Akcja filmu została osadzona w Polsce i to w bardzo podobnym czasie. To chyba naturalne, że każdy, kto uczestniczył w tamtym zdarzeniu z 2003 roku w TVP dostrzeże uderzające podobieństwo i bezpośrednie odniesienie właśnie do tego przypadku. Nie tylko ja tam przecież byłem. Różni ludzie mogliby dostrzec podobieństwa z prawdziwym wydarzeniem w Polsce. Piątek opowiadał w kilku wywiadach, jak to po premierze na Sundance zadzwonił do niego prawdziwy negocjator, który ze mną negocjował w 2003r. i jak obaj się posikali z wrażenia i obdzwonili znajomych:

“That being said, a few days ago, I was contacted by the negotiator who was there when it really happened in Poland. I got so excited that I called up all my actors before I responded, and he said: “Me too – I just called up my friend who was there as well.”

„Kilka dni temu skontaktował się ze mną negocjator, który tam był, gdy to się naprawdę wydarzyło w Polsce. Tak się podnieciłem, że obdzwoniłem wszystkich aktorów zanim mu odpowiedziałem, a on mi powiedział: ja też zadzwoniłem do znajomego, który tam był.

https://cineuropa.org/en/interview/397188/
Jakub Piątek • Director of Prime Time 04/02/2021

Zatem nawet prawdziwy negocjator podniósł się gdzieś tam z niebytu przeszłości i pomachał ręką – hello, ja tam też byłem!

To ja mam udawać, że mnie tam nie było?! Jak wy sobie to wyobrażacie? Co to za chore, pozbawione jakiejkolwiek empatii myślenie? Wykorzystaliście mnie w bezczelny sposób. Wykorzystaliście moją chorobę, która to całe zdarzenie spowodowała. I ja mam teraz siedzieć cicho? Mam udawać, że mi się to może jeszcze podoba?

Po moim trupie.

To jeszcze raz panie Bielenia – może to był ten moment, gdy podniecony Piątek do pana zadzwonił i powiedział o negocjatorze, który ze mną wtedy prowadził rozmowy? Naprawdę winszuję bezdennej głupoty w brnięciu w to kłamstwo.

W tym miejscu należy wszystko zgrabnie uporządkować i przedstawić to w miarę przejrzyście, chociaż sprawa jest brzydka i nieobojętna dla moich emocji. Twórcy filmu ‘Prime Time’ wykorzystali na potrzeby ich ‘dzieła’ cały kręgosłup wydarzenia z TVP z moim udziałem, cała struktura tamtego incydentu została przeniesiona na ekran. Dotarli do akt sprawy z 2003 roku (co nie jest żadną sztuką), uważam również, że udało im się zdobyć kasetę z nagraniem całego incydentu, który trwał ponad 3 godziny. Wzięli, co mogli, co było dla nich atrakcyjne, a resztę wypełnili prymitywnymi fantazmatami (fantazmat jest słowem kluczem, do rozłożenia intencji Jakuba Piątka i dopełnienia prawdy, o tym, czym ten film naprawdę jest).

Twórcy filmu wykorzystali absolutnie wszystko, co tylko mogli zdobyć na temat tamtej sprawy i mojej osoby, zatem sięgnęli do licznych publikacji o tamtym wydarzeniu, a jest tego, panie Bielenia, bardzo dużo w internecie i nie trzeba się zbytnio natrudzić, żeby to znaleźć. To też jest dowód na pańskie dziecinnie głupie kłamstwo.

Jedziemy po kolei z wyliczanką wszystkiego, co sobie wykorzystali:
– Już wspomniany główny motyw z tajemnicą o tym, co chciałem powiedzieć na wizji (do tego nawet się wielokrotnie Piątek przyznawał).

– Miejsce i czas.

– Cechy fizyczne postaci: blondyn, niebieskie oczy. Jeśli chodzi o wygląd, to moja szefowa (całe szefostwo i HR wiedzą o mnie wszystko i o całym incydencie z 2003 roku) powiedziała mi, że gdy zobaczyła pana Bielenię, jako Sebastiana w filmie, to cytuję: ‘I was blown away by how similar you both look like’ (‘byłam powalona tym jak uderzające jest między wami podobieństwo), także gdy się spotkamy na sali rozpraw z panem Bielenią i twórcami filmu, to jestem bardzo spokojny o reakcję Wysokiego Sądu odnośnie fizycznego podobieństwa – Bielenia po prostu wygląda jakby był moim rodzonym bratem, podobieństwo jest uderzające i to nie ja tak twierdzę, to mówią ludzie, którzy znają mnie a pana Bieleni nigdy wcześniej nie widzieli. Takiego aktora wybrał pan Jakub Piątek z ponad 160, którzy przyszli na casting. Przypadek? Jeśli tak, to szatańsko trafiony.

– A propos szatana i jego sztuczek – Dawid, niestety ale to też nie jest fantazja twórców filmu. Dawid jest jak najbardziej z krwi i kości. To jest człowiek, od którego wziąłem pistolet. Nie, nie dzwoniłem do niego ze studia, ale tuż przed wejściem do TVP wysłałem do niego smsa o treści: ‘włącz telewizor, oglądaj tv’. Robi się interesująco, nieprawdaż? Piątek zamienił smsa na rozmowę telefoniczną. Dał Dawidowi głos. Prawdziwy Dawid przechwalał się tym smsem wśród znajomych. On również ściągał dziennikarzy do naszego miasta i próbował dorabiać mi niechcianą legendę buntownika z systemem. Moje intencje były zupełnie inne, a odnośnie buntu, to śmiem twierdzić, że 20-latek, który nie jest kontestatorem wszystkiego, co go otacza, powinien iść do specjalisty i się zapytać, co z nim jest nie tak. Ktoś mógłby słusznie zapytać: to jak Jakub Piątek odnalazł się z Prawdziwym Dawidem? Bardzo prosto. Prawdziwy Dawid ma dużo negatywnych cech charakteru, a jedną z nich jest potrzeba manipulacji ludźmi i manifestacji swojej osoby – dla jego chorej satysfakcji. To był mój serdeczny kolega od czasów przedszkola, z którym zerwałem definitywnie kontakt kilka miesięcy po wyjściu na wolność, dokładnie w momencie, w którym zrozumiałem, że aby zająć się swoim życiem na poważnie, muszę totalnie zniknąć z radaru, najlepiej dla wszystkich z całej mojej przeszłości. O tym jegomościu będzie dużo więcej w mojej książce. Moja żona uświadomiła mi fakt, że on był całkiem aktywny na pewnym portalu społecznościowym, gdzie co kilka lat odżywał tam również temat mojej sprawy – ludzie sobie tam wymieniali luźne komentarze na mój temat: co się ze mną stało, czemu tam poszedłem, etc. Nie miałem o tym kompletnie pojęcia, aż do momentu tego filmu. Wtedy też odnalazłem na tym portalu stare wpisy Prawdziwego Dawida sprzed lat, w których jasno deklarował, że mnie zna, w jednym wpisie potwierdził fakt, że zerwałem z nim kontakt bardzo dawno temu. Co ciekawe, chełpił się też kontaktami z mediami w 2003 roku, pozdrawiał nawet jakąś tajemniczą panią dziennikarkę, która miała mu powiedzieć, że popełniłem wtedy błąd idąc do TVP, bo gdzie indziej na pewno nie ryzykowaliby życiem postronnych ludzi i pozwoliliby mi wejść na żywo. Ten motyw też jest w filmie wykorzystany – to ta rozmowa telefoniczna Miry z koleżanką z konkurencji, która oferuje Sebastianowi wywiad na żywo.

Nie mam wątpliwości, że Jakub Piątek właśnie na tym portalu odnalazł mojego dawnego kolegę, który się publicznie chwalił znajomością ze mną. Prawdziwy Dawid znalazł się nawet na zdjęciu w artykule ‘Gazety Wyborczej’ w 2003 roku. Oczywiste jest, że nakarmił on Piątka jakimiś opowieściami o mnie i mojej rodzinie, być może podsunął mu również pomysł toksycznego ojca? Podejrzewam, że to właśnie jego sprawka. Moi rodzice widzieli jak staczam się w otchłań narkotyków i choroby, a mój ukochany ojciec walczył o mnie jak lew – wtedy niestety nie umiałem tego dostrzec, jak bardzo starał się ratować mnie z bagna, w które wdepnąłem i które wciągało mnie coraz bardziej. Prawdziwy Dawid na pewno nienawidził mojego ojca, właśnie za tę jego troskę o mnie. Prawda o Dawidzie i o mnie jest taka, że byłem wtedy zmanipulowany przez tego człowieka, który potrzebował mnie do realizacji swoich planów, które, powiedzmy to szczerze, nie miały zbyt wiele wspólnego z literą prawa. On wiedział, że jestem idealistą i że mam swoje własne zasady i że nigdy go nie wydam w przypadku poważnych problemów, tylko z uwagi na naszą przyjaźń. Pomimo moich kłopotów byłem silny i wysportowany, on był chudy, słaby i beze mnie tak naprawdę bezbronny. Gdy wylądowałem w więzieniu pewnego dnia odwiedził mnie ktoś, kto podzielił się ze mną pewną informacją – wtedy dowiedziałem się bardzo nieprzyjemnej prawdy o Dawidzie. Ale o tym nie teraz i nie tutaj. Pobłądziłem wtedy w swoim życiu naprawdę poważnie; pewne decyzje podejmowałem świadomie i niezależnie, inne już nie, ale też ufałem temu człowiekowi, a on żerował na mojej koleżeńskiej lojalności. Cała reszta w mojej książce, którą piszę bez grama satysfakcji, ale z powinności wobec prawdy, bo mam już dosyć tego całego zakłamania. Dziś mogę powiedzieć tylko tyle: nie poszedłem do TVP buntować się przeciwko systemowi, tak jak próbował to przedstawiać wtedy dziennikarzom Prawdziwy Dawid – to była jego projekcja, jego zasłona dymna, w której chciał schować prawdę, a jednocześnie z której chciał sam skorzystać na swój pokraczny sposób. Gdyby nie moja choroba, nigdy bym tam się nie pojawił. Znalazłbym najlepsze rozwiązanie najgorszej sytuacji, w jakiej się wtedy znalazłem.

Piątek odszukał mojego dawnego kolegę na tym portalu. Uważam, że zepsuta natura pierwowzoru Dawida kazała mu podzielić się z Piątkiem jego wizją mnie, a przede wszystkim chciał się zwyczajnie na mnie odegrać i zaznaczyć swoją obecność w tej całej historii. Gdy zerwałem z nim kontakt w 2006 roku musiał poczuć się upokorzony. O ironio, nie wiedział do końca o co tak naprawdę mi chodziło, mógł się domyślać i mógł się tego obawiać. Prawda o nim jest bolesna, ale nie dla mnie, dla niego. Ja wolałem milczeć. Jak to się mówi – kto pod kim dołki kopie… Słuchaj ‘Dawidzie’, teraz tylko parę słów do ciebie: ta zaśnieżona ulica – ja znam Londyn jak własną kieszeń, przejeździłem tu dziesiątki tysięcy mil. Milczałem prawie dwie dekady. Gdyby było odwrotnie, gdybyśmy zamienili się miejscami i gdyby do mnie taki Piątek napisał z prośbą o kontakt, to bym miał dla niego jedno pytanie: ‘czy Adrian wyraził zgodę na ten film? Nie? To żegnam’. No ale nie byłbyś sobą, gdybyś nie zrobił dokładnie odwrotnie. Nawet na tym głupim portalu przechwalałeś się dziwnymi skłonnościami do wyrównywania rachunków. Czekaj sobie teraz na rozwój wydarzeń, a przede wszystkim na moją książkę, tam sportretuję ciebie na wieki wieków amen. Szukałeś ze mną kontaktu, gdy głośno się zrobiło o premierze w Sundance – pewnie chciałeś wybadać, jak ja do całej sprawy podejdę, ale my już od bardzo dawna nie mamy o czym rozmawiać. Pomimo całego zła, które wyrządziłeś, nic o tobie nikomu nie powiedziałem, a mogłem, choćby po to, żeby poprawić swoją, jakże niewygodną sytuację. Teraz będziesz już naprawdę uwieczniony, skoro tak bardzo tego chciałeś, uwiecznię twoją naturę, istotę tego, czym jesteś. Jak mawia stare porzekadło – niech się dzieje wola boska.

– Dialogi. Wszystkie rozmowy filmowego Sebastiana z osobami w reżyserce, są żywcem inspirowane moimi rozmowami, które najpierw toczyłem z pracownikami telewizji, a później z policyjnymi negocjatorami. Moje ostatnie słowa do Pana Tomasza, mojego zakładnika i ochroniarza z TVP, brzmiały: wracaj do domu, do żony i dzieci. To zostało żywcem przeniesione do filmu. Jak również fakt, że Tomasz bardzo sprytnie mnie okłamał, żeby wzbudzić moje współczucie: faktycznie był żonaty, jednak nie miał dzieci, ale mi powiedział, gdy się go o to zapytałem, że tak, ma żonę i dzieci. Pisały o tym gazety, nawet policja chwaliła Pana Tomasza za jego zachowanie. To były moje ostatnie słowa do Pana Tomasza, gdy postanowiłem się poddać. Pamiętam również doskonale moment zawahania Pana Tomasza – jak z filmowym Grzegorzem, który nie dowierzał, że może już iść. Ten sam blef o żonie i dzieciach również wykonał filmowy Grzegorz – to nie była twórcza fantazja Piątka i Czapskiego, oni to zwyczajnie przenieśli z prawdziwego wydarzenia na ekran! Skąd oni to mogli wiedzieć? Możliwości jest kilka. Uważam za najbardziej prawdopodobną opcję, że wiedzieli o wszystkim, co się wydarzyło w tamtym pomieszczeniu, ponieważ mieli dostęp do kasety z nagraniem całego incydentu. W filmie jest scena, w której Piątek wręcz to sugeruje – pani z reżyserki wyciąga kasetę z nagraniem i chowa ją do torebki. To bardzo krzywy żart Jakuba Piątka. Jak mieliby taką kasetę zdobyć? Tego jeszcze nie wiem, ale się dowiem. Wiem teraz tylko tyle, że np. w polskim oddziale Netflix, który jest dystrybutorem tego filmu są ludzie, którzy pracowali w przeszłości dla TVP i to na wysokich stanowiskach – długo nie trzeba szukać. To nagranie na pewno wyciekło na zewnątrz. Zatem panie Bielenia, gdy Czapski-Piątek wkładali pańskiemu bohaterowi w usta słowa: ‘wracaj do domu, do żony i dzieci’, to nie miał pan świadomości, że to jest wzięte z prawdziwego wydarzenia z moim udziałem, tak? Jakub Piątek nigdy tego panu nie powiedział? Czy może powiedział, ale producenci kazali później kłamać?

Chciałbym jasno zaznaczyć, że jeśli nawet Pan Tomasz zechciał podzielić się swoimi przeżyciami z tamtego wydarzenia z twórcami filmu, w co zresztą wątpię, to jest to jego prywatna sprawa i ja w to absolutnie nie wnikam, ani nie mam o to najmniejszych pretensji. Panie Tomaszu, jeśli Pan to czyta: jeszcze raz z całego serca najmocniej Pana przepraszam za tę krzywdę, którą Panu wyrządziłem – zapewniam, mój żal jest szczery i to poczucie winy nigdy mnie nie opuściło. Czasami zadręcza mnie to i wpędza w bardzo ponury nastrój. Świadomość, że byłem zdolny do czegoś takiego, nie jest łatwa do zaakceptowania i nie żyje się z tym lekko. Bardzo dziękuję za to, że powiedział Pan prawdę w prokuraturze. Wszyscy inni bezczelnie kłamali, dla nagród, pieniędzy i w trosce o własne cztery litery, a tylko Pan wtedy mówił prawdę o przebiegu wydarzeń. Podziwiam Pana za wszystko dozgonnie i jeszcze raz najmocniej przepraszam za ten koszmar, który Panu wtedy zgotowałem. Przepraszam Pana jednocześnie za tę całą aferę, którą tu właśnie uskuteczniam. Mam również tę świadomość, że cały raban, który podnoszę, zapewne dostarcza Panu kolejnych przykrości. Niestety, ale będę do końca swoich dni twierdził, że ten film bez mojej zgody nie miał prawa powstać i nie mogę tego ot tak zostawić. Ja nie popełniłem tamtego przestępstwa z chęci zysku lub sławy. Ja i moja wspaniała rodzina, robiliśmy wszystko co było w naszej mocy, żeby powstrzymywać jakiekolwiek produkcje na temat tamtej sprawy. Oni jednak okazali się zbyt głupi i zbyt łakomi sukcesu, żeby pojąć prawdziwy ciężar tej historii. Pogwałcili wszelkie standardy przyzwoitości i nie będę siedział biernie patrząc jak ludzie tego pokroju kreują normy i ustalają sobie sami, co im wolno, a czego nie, zasłaniając się formułką o wolności artystów. To nie ma nic wspólnego z robieniem sztuki, to jest zaprzeczenie procesu twórczego.

– Scena z filmowym Grzegorzem stojącym na przystanku autobusowym, który został kompletnie zignorowany po całym zdarzeniu. To też twórcy wykorzystali – wspominały o tym media, że Panem Tomaszem nikt się nie zajął po całym incydencie – nikt go nie odwiózł i musiał późno w nocy po tym traumatycznym zdarzeniu wracać do domu na własną rękę. Zatem to też tylko bezczelne ksero jednego z faktów z 2003r. a nie twórcza kreacja ‘utalentowanych’ scenopisarzy, panów Czapskiego i Piątka. Oni tej sceny nie wymyślili, oni ją mieli podaną na tacy. Gdzie tu jest twórczość? To jest sztuka? Tak ma wyglądać tworzenie sztuki?

– Konkurs audio-tele, tego też nie wymyślił duet Czapski-Piątek. Wzięli to z prawdziwego zdarzenia – pisał o tym Superexpress, że gdy ja wtargnąłem do studia nr. 7 w studio nad nami odbywał się program na żywo:

Na miejscu jest prezes telewizji Robert Kwiatkowski. Szefowie mają problem, co zrobić z programem. W ramówce za chwilę ma być audio-tele nadawane na żywo ze studia mieszczącego się nad tym, w którym jest terrorysta z zakładnikiem – mówił jeden z pracowników.” [Super Express z dn. 2003-09-22 (numer 221 )]

– Wyłączone kamery i brak chętnych ludzi do wejścia do studia i obsługi kamer, to jest dokładnie wzięte z prawdziwego wydarzenia, negocjatorzy grali na czas, mówili mi najpierw, że ludzie się boją i nikt ze strachu nie wejdzie do studia, później, że już ktoś jedzie – jota w jotę, jak w filmie.

– Scena z negocjatorem, który mówi do Sebastiana: ‘artykuł 252 Kodeksu Karnego paragraf 4ty, kto odstąpi od zamiaru wymuszenia i zwolni zakładnika nie podlega karze.’ Dokładnie ten artykuł cytował po samym incydencie mój obrońca, jest to w Gazecie Wyborczej [7 października 2003, https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,1696463.html]

– Niepoczytalność, w filmie jest to wspomniane, policjantka sugeruje Sebastianowi, że może być uznany za niepoczytalnego. Cóż za przypadek! Tak się właśnie stało ze mną – ta kwestia jest również w przytoczonym powyżej artykule.

– Konsekwentnie sprawa zamknięcia w szpitalu psychiatrycznym – i znowuż kosmiczny przypadek, bo tak ostatecznie było właśnie ze mną.

– Wstawki z rozmowami z pracownikami tv są imitacją prawdziwych rozmów z pracownikami TVP z materiału, który został wyemitowany po zdarzeniu przez TVP i jest powszechnie dostępny na YT. Tutaj zatem kreatywny duet Czapski-Piątek poszedł już kompletnie po linii najmniejszego oporu – ksero w skali 1:1.

– Sceny z odliczaniem i scena z Sebastianem, który przystawia pistolet sobie do głowy – żywcem wzięte z mojego incydentu.

– Scena z wejściem do studia policji i zakryciem kamery – tutaj ten sam poziom inwencji twórczej Piątka i Czapskiego, bo wręcz skopiowali ten fragment z prawdziwego zdarzenia – jest to dostępne na YT, proszę sobie porównać – ponownie wierna kopia.

– Była torba zamiast plecaka, była też ewakuacja budynku.

– Sprzątaczki zmywające krew – to też jest wzięte z mojego zdarzenia, panie sprzątaczki pojawiają się w aktach sprawy i również w artykułach kwestionujących wersję pobicia prezentowaną przez policję.

To tak naprawdę nie jest jeszcze wszystko, ale chyba powinno wystarczyć, żeby widzowie mogli sobie rozmawiać teraz o tym, jak bardzo autorski jest ten film.

Sebastian, to oczywiście nie jestem ja, on nie jest mną i to jest banalny fakt. Oni jednak wykorzystali mnie, moją chorobę i wydarzenie z moim udziałem, jako wehikuł do opowiedzenia historii, w którą wpletli swoje własne problemy. Jakub Piątek sam to przyznał, może nie do końca jednoznacznie, ale nie trudno się domyśleć, że właśnie to się wydarzyło w tej całej koszmarnej hybrydzie prawdy z ich własną potrzebą przeżycia czegoś, czego nigdy nie byliby w stanie sami zrobić. Jeśli pan Jakub Piątek cierpi z powodu jąkania, albo jeśli pan Czapski miał jakieś problemy tożsamościowe, a pan Bielenia z kolei boryka się z niezidentyfikowaną jeszcze duchowością, to skoro chcieli o tym opowiadać, mogli przecież zrobić film na podstawie nie prawdziwego wydarzenia z moim udziałem, ale na bazie czystej fantazji – mogli np. opowiedzieć to w klasycznej formule filmu drogi z finalną sceną, gdy razem śpiewają piosenkę Dancing Queen zespołu Abba jadąc samochodem, który rozpuszcza się na tle zachodzącego słońca gdzieś na ulicach San Francisco. Ja im przekazałem jasną wiadomość, żeby nie grzebali w mojej historii i to zostało okrutnie i z premedytacją zignorowane. Moim dramatem, który ściągnął takie nieszczęście na nieznanych mi wcześniej ludzi i na moją najbliższą rodzinę (pomijam już siebie samego), była moja choroba, a oni pożywili się właśnie tym, co ta choroba spowodowała. Dumni jesteście z siebie?

Nie było mojej zgody na takie fantazje z wykorzystaniem tego wszystkiego, co sobie tak bezczelnie wzięliście.

Do zobaczenia w sądzie. Może niekoniecznie w Polsce, może w Salt Lake City, kto wie?

P.S.
Panie Bielenia, ten post z pańskiego fb zaczynający się od słów ‘jestem sprawcą przemocy’, to też jest tania ściema zasługująca na pogardę, ponieważ wyskoczył pan z tym publicznie tylko ze strachu o to, że na fali skandalu w świecie teatralno-filmowym ktoś się odezwie, komu dał pan klapsa na goły tyłek podczas tych nieszczęsnych ‘fuksówek’. Chciał pan więc ubiec potencjalnych oskarżycieli przywdziewając szaty pokutnika, tylko żeby uniknąć skazy na wizerunku i zbierać oklaski. Za to należy się panu Oskar, bo wielu się nabrało. Czekam na post zaczynający się od słów: ‘jestem rzecznikiem kłamstwa…’, to wtedy może panu przyklasnę.

Bartosz Bielenia rzecznikiem kłamstwa

Polecam do obejrzenia rozmowę Bartosza Bieleni z Szymonem Majewskim:
https://youtu.be/VWmsXI1x46U?t=2174

Poniżej wklejam mój komentarz zamieszczony również pod samą rozmową na YT.

Bardzo dziękuję panu Bieleni za to bezczelne kłamstwo o tym, że z polskiego przypadku wzięli z Piątkiem i Czapskim tylko sam fakt, że ktoś wtargnął do telewizji, a później, to już sobie tylko fantazjowali. Bardzo dziękuję, ponieważ po wyrażeniu takiego stanowiska ludzie będą mogli skonfrontować to ze wszystkimi szczegółami, które niebawem będą już publicznie dostępne. Panie Szymonie – Pan z kolei się dowie, jeśli jeszcze tego nie wie, że etyka dziennikarska powinna zobowiązywać bardziej niż ta prezentowa przez twórców tego koszmarnego filmu, zatem z Pańskiej strony, będę oczekiwał komentarza i sprostowania, bo w pytaniu, w którym zaznacza Pan, że pamięta moją historię, sugeruje Pan, że film jest ‘luźno oparty’ na mojej historii. To, sam Pan przyzna, może wzbudzać wątpliwości, czy aby przypadkiem ten fragment rozmowy nie był ustalany wcześniej z producentami i twórcami filmu. Bielenia brnie dalej i stwierdza, że na późnym etapie pracy nad filmem dowiedział się o mnie i że nie mógł nic znaleźć w internecie na temat mojej sprawy, bo on w ogóle o mojej historii nie słyszał – a Pan tylko kiwa głową i przytakuje w momencie jasno wyrażonego stanowiska Bieleni o sprowadzeniu całej inspiracji do samego faktu wtargnięcia do tv. Oczywiście, nigdy się Pan do czegoś takiego (jeśli to byłaby prawda) nie przyzna – to by wymagało wspięcia się na wyżyny człowieczeństwa i śmiem wątpić, czy ma Pan odwagę na taką wspinaczkę. Byłbym skłonny to wybaczyć, tak na płaszczyźnie zwykłych, bo ludzkich zachowań – wszyscy popełniamy różne błędy w życiu. Proszę tylko pamiętać, że ja udowodnię jak bardzo oni wszyscy ciągle kłamią. Na razie ludzie jeszcze dokładnie nie wiedzą jak dużo zostało wzięte z mojej historii, ale jak się dowiedzą, to cała sprawa ‘Prime Time’ ukarze się w zupełnie innym świetle. Przypomnę Panu, Panie Szymonie, stare powiedzenie mistrza zen Kōdō Sawaki (1880-1965)ciemność cienia sosny zależy od jasności księżyca. Nie będzie zbyt komfortowo przebywać niebawem w ponurym mroku, który spłynie na ten film, także niebawem poproszę Pana, Panie Szymonie, o komentarz. Gazeta Wyborcza, która wysłała mi tekst do autoryzacji i poprawek finalnie wystraszyła się i nie puściła tekstu, ponieważ już po ustaleniu poprawek odważyłem się podać dziennikarzowi GW bardzo istotne szczegóły, które twórcy sobie wzięli – nabrali wody w usta w redakcji GW, bo sprawa jest brzydka, bardzo brzydka i w GW wiedzą jak źle to wszystko wokół tego filmu wygląda – mam to w mailach z Wyborczą. Wybrali milczenie, bo Agora jest właścicielem dystrybutora. I słusznie, lepiej milczeć, niż wygłaszać takie rzeczy, jak Bielenia. Proszę cierpliwie czekać, szczegóły niebawem na moim blogu – link w bio. Pozdrawiam i dziękuję za rozmowę, w której zawarte jest to wstrętne kłamstwo – bardzo mi to tak naprawdę pomaga, chociaż sam film jest potworną krzywdą i nigdy nie powinien powstać.

Jeszcze kilka słów ode mnie – to będzie tu wisiało po wieki. Nikt mnie nigdy ani nie zastraszył, ani nie przekupił. Teraz też nie chodzi o pieniądze, brzydziłbym się wziąć od was choćby złotówkę. Mi chodzi tylko i wyłącznie o prawdę. Także to i znacznie więcej moich materiałów + książka, która się pisze, będą dostępne już na zawsze. I będą tłumaczone. Zrobiliście z Bieleni rzecznika podłego kłamstwa, no ale to przecież jest dorosły już człowiek i powinien sam wiedzieć, co robi. Jeszcze raz dziękuję za to kłamstwo wypowiedziane z szyderczym uśmiechem, panie Bielenia i zapraszam pana do lektury bloga – niebawem wszyscy sobie będą mogli przeczytać i dowiedzieć się ile naprawdę wzięliście z tamtego wydarzenia, czyli z mojej historii spowodowanej chorobą psychiczną i wbrew mojej woli. Karty na stół.

Dwa słowa do ‘Dawida’, bo wiem, że to śledzisz – o tak, będzie też o tobie, tak bardzo chciałeś zaistnieć i zainstalować się w tamtym wydarzeniu, to teraz wreszcie ‘zabłyśniesz’, w książce będzie absolutnie wszystko. Nie umiałeś uszanować mojego milczenia, nie doceniłeś faktu, że będąc przesłuchiwanym przez prokuratora po zmasakrowaniu przez ekipę kominiarzy, ciągle pod wpływem koktajlu leków i narkotyków, w epicentrum epizodu mojej choroby, z poważnymi zarzutami za ciężkie przestępstwo, z których jeden opiewał na 10 lat w puszce, w takich okolicznościach nie powiedziałem nikomu nic na twój temat; na przykład tego, skąd miałem pistolet (nie szkodzi, że nienabita gazówka, za posiadanie broni palnej bez zezwolenia też był zarzut). W perspektywie miałem długą odsiadkę, a ty dnia nie przesiedziałeś w więzieniu. Moje milczenie było wygodne dla wszystkich, oprócz mnie. Ale po tym filmie dłużej milczał nie będę i się wszyscy dowiedzą najważniejszego – po co ja tam w ogóle poszedłem. Na razie wie to tylko moja żona, której bezgranicznie ufam. W książce będzie wszystko. Mój zapas tolerancji na kłamstwo i skurwysyństwo właśnie się wyczerpał. Jak mawiał nasz ś.p. dziadek – prawda was wszystkich wyzwoli.

Pisałem w moim liście otwartym, że twórcy filmu zmiksowali prawdę z fikcją. Jestem jedyną osobą, która może to rozłożyć na czynniki pierwsze i pokazać, co i kto jest czym i kim w tej całej wstrętnej fantasmagorii.

Z beczki pt. “Agora”

Oto poziom ‘dziennikarstwa’ w spółce Agora SA.

https://next.gazeta.pl/next/7,151243,27050227,cd-projekt-traci-kluczowa-postac-w-tle-powazne-oskarzenia-o.html#s=BoxOpMT

Według gazeta.pl ‘szorwanie po dnie’ to kurs na poziomie 164,70 PLN.

Jeśli cokolwiek szoruje po dnie GPW, to są to akcje Agory SA z kursem… 7,96 PLN. Dwa tygodnie temu było coś ledwo powyżej 6zł. Nie mieszkam w PL, więc wybaczcie, nie znam cen produktów niezbędnych do życia, ale zdaje się butelka napoju gazowanego z cukrem w cukrze kosztuje więcej niż akcja Agory SA, prawda?

Gwoli przypomnienia prostych faktów: CD Projekt ma Wiedźmina, tymczasem Agora SA ma Michnika.

SMALL UPDATE:
Ooo widzę, że pozmieniali i już kurs nie szoruje po dnie… Cóż dodać? Ogólnie tekst z gazeta.pl oparty jest na informacjach podanych w tym artykule na Bloomberg.com Szkoda tylko, że gazeta.pl przemilczała taką oto wzmiankę z teksu Jasona Schreiera:

Zresztą, w takim pośpiechu zmieniali to ‘szorowanie po dnie’, że kurs stał się kurem i teraz jest ‘kur mocno w dół’…

Kur kojarzy mi się tylko ze św. Piotrem, który wstydził się przyznać ludziom, że zna Jezusa, jak się zrobiło gorąco. W Agorze też się wstydzą teraz i to mocno. Wymyśliłem nowy termin, który bardzo dobrze określa działania Gazety Wyborczej, ale o tym więcej w mojej książce.

#agorasa #prawda #dziennikarstwo #michnik

Kintsugi (金継ぎ)

Mama uczyła małego Foresta Gumpa, że życie jest jak pudełko czekoladek, ponieważ nigdy nie wiadomo, co się dostanie. Według mnie życie jest jak filiżanka z pięknej ale kruchej porcelany.  Wystarczy jeden nieostrożny ruch i taka filiżanka roztrzaska się o bezlitośnie twardą podłogę na milion kawałków. Dla wielu taki upadek oznacza koniec. Resztki filiżanki są zamiecione i lądują na śmietniku. Inni będą jednak próbować ratować stratę. Pozbierają wszystkie kawałki od największych po te najdrobniejsze i zaczną benedyktyńsko sklejać je ze sobą. To tylko pierwszy etap naprawy. Tak zrekonstruowana filiżanka ma widoczne blizny i ubytki, na tle innych filiżanek wygląda źle. Pozostaje teraz najważniejsza decyzja odnośnie następnego kroku. Są dwie szkoły podpowiadające zupełnie inne rozwiązania. Pierwsza, najbardziej intuicyjna mówi: wypełnić ubytki, zamaskować łączenia i domalować brakujące dekoracje. Innymi słowy – przykryć blizny makijażem. Tak naprawioną filiżankę można postawić na półce z innymi i mało kto dostrzeże różnicę. Ale jest też inna tradycja – to japońska technika kintsugi, której filozofia zamyka się w zgoła innym podejściu – wszystkie braki, widoczne pęknięcia i łączenia są wypełniane specjalnym spoiwem z domieszką złotego lub srebrnego pyłu. Kintsugi nie ukrywa przeszłości przedmiotu, wydobywa ją na wierzch, celowo eksponuje mówiąc – tak, ten upadek, który naruszył jej integralność i pierwotną postać, te wszystkie zniszczenia, to wszystko wydarzyło się naprawdę i stanowi istotny element życia tej filiżanki. Ta filiżanka i jej blizny stanowią teraz jedność. Teraz jest ona właśnie tym – jest sobą ze swoją przeszłością. Raz zniszczone szczęście nie musi wcale wylądować na śmietniku, a rany i blizny nie muszą być chowane przed wzrokiem innych, przed samym sobą. Można być kintsugi.

Ten post jest skierowany do Ciebie – może jesteś mną z 2003 roku, milionem kawałków na podłodze. Powiem Tobie jedno – bądź kintsugi i nie pozwól innym ani wyrzucić Ciebie na śmietnik, ani ukryć prawdy o sobie samej/o sobie samym – bądź sobą za wszelką cenę i za wszelką cenę bądź. Mozolnie sklejając siebie wyciągnij wnioski ze swojego upadku – przydadzą się na przyszłość, to będzie Twoja najcenniejsza wiedza. Nie musisz się podobać innym. Musisz zaakceptować siebie. Cały świat nie musi Ciebie akceptować – cały świat nie będzie przy Tobie, żeby Ci pomóc, gdy będziesz w potrzebie, będą tylko nieliczni. Kochaj siebie, ponieważ ktoś Ciebie pokocha właśnie taką/właśnie takim – z tymi bliznami i ranami. Kintsugi to filozofia odbudowy szczęścia z bycia sobą bez fałszu i milczenia. Bądź i trwaj, żyj i walcz o słuszną sprawę – o siebie.

Z kawałka Black Pumas – Colours:

With all my favorite colors, yes, sir
All my favorite colors, right on
My sisters and my brothers
See ’em like no other
All my favorite colors

Wolne media = wolny wybór

Taki dzisiaj post niby nie o sprawie, ale…

Ironia jest surową nauczycielką życia – uczy karcąc kpiną. Pamiętam moje dyskusje ze znajomymi, w których broniłem “Gazety Wyborczej”, nazywaną “Wybiórczą”. Zaciekle broniłem czci i godności redakcji, wierząc naiwnie w jej misję i wartości. Przypomnijmy ze strony Agory SA:

źródło: https://www.agora.pl/wartosci-i-zasady

Nie pierwszy raz zrobiłem z siebie głupca, ale ja nie mam z tym problemu. Prawdziwym głupcem jest ten, kto wmawia sobie i innym, że nim nie jest.

“Wyborcza” nie tylko nabrała wody w usta, de facto promuje ten film powiększając krzywdę. Oto jest człowiek w potrzebie, który mówi, że nie szanuje się jego praw i chce prawdy, a “Gazeta Wyborcza” chowa głowę w piasek. Sami najpierw pisali do mnie, że film korzysta z tej historii i jest ‘wątpliwy moralnie’, a później cisza o problemie, czyli tak naprawdę o tym, że sami w tym uczestniczą, a z drugiej strony promocja filmu. I jakieś artykuły o strojach.

No i ta legendarna czapeczka Nike… Trochę jak broszka Coco Chanel Kolendy-Zaleskiej:

Taki ‘product-placement’…

A pamiętacie Panią Katarzynę Dowbor, którą uwielbiała cała Polska? To nie była dziennikarka, która biegała z mikrofonem po sejmowych korytarzach odpytując polityków z tego, jak pożytkują pieniądze podatników. Nie, Pani Dowbor była prezenterką zapowiadającą programy. Wystąpiła w reklamie wędlin i TVP podziękowała Pani Katarzynie za współpracę – tak na wszelki wypadek, w trosce o to, co jest zapisane w etyce dziennikarskiej. A tu boom. Pani Kolenda-Zaleska reklamuje ‘exclusive jewellery’ prosto z Sejmu w głównym wydaniu ‘Faktów’. Były też torby Louis Vuitton – to się często powtarza. To samo Monika Olejnik w swoim programie w TVN ‘Kropka nad i’ – też były drogie broszki CC, Gucci, designerskie szpilki, do których wzdycha niejedna kobieta, etc.

https://kobieta.wp.pl/broszka-moniki-olejnik-modowa-kropka-nad-i-6106925571950721g/5

Ktoś tu zajrzy do etyki dziennikarskiej i wyciągnie konsekwencje? Wątpię. Wyboru musicie dokonać Wy.

A TVN też produkuje filmy…

Po co sponsorować media, które robią z ludzi idiotów, wmawiając im, że troszczą się o prawdę dla nich, a tak naprawdę troszczą się o własny zysk?

Można o tym rozprawiać godzinami i ja już to robię – właśnie o tym piszę książkę.

Teraz powiem tylko tyle: nie dajmy z siebie robić głupców, nie sponsorujmy takich gazet i takich firm, które zasłaniając się sztandarami o obronie prawdy, tolerancji i praw człowieka, tak naprawdę wykorzystują człowieka i żerują na jego krzywdzie, na jego nieszczęściu i chorobie.

Można poszukać tej prawdy gdzie indziej. Jest wybór i można z niego skorzystać.

Są alternatywy dla Netflix’a. Jest tego już naprawdę sporo.

Wybór należy do Was.

Heraklit dobry na wszystko.

 

Kochani, najlepszym balsamem dla duszy i ciała jest bez wątpienia filozofia. Poniżej taki fragmencik ode mnie o Heraklicie. Tak naprawdę, to tylko filozofia ma nieśmiertelne piękno i wartość, reszta ‘to słoma’ (jak mawiał o swoich dziełach pod koniec krótkiego życia św. Tomasz). Całą pracę zamieszczę za jakiś czas. Gdyby ktoś się zastanawiał, co się ze mną działo ‘po’, to takie rzeczy się działy:

2.1. Osiąganie logosu a brak wiedzy

               Pierwszą, już ledwie wspomnianą, cechą charakterystyczną człowieka w ujęciu Efezjanina jest jego nieświadomość. Kwestia, którą próbnie w tym momencie można nazwać umysłowością, wyłania się na pierwszy plan w rozważaniach Heraklita z prostej przyczyny – jak już było powiedziane, wszechświatem rządzi jedno prawidło – Logos, to on jest praprzyczyną wszystkiego co się dzieje i skrywa w naturze każdego aktu zachodzącego w skali makro i mikrokosmosu. Wyłania się stąd obraz natury poszukującej swego własnego początku, tego co Werner Jaeger etymologicznie dostrzega na linii tożsamości greckich pojęć genesis oraz physis stapiających się w pojęcie źródła wszechrzeczy i jego odkrywania. Konkludując, chodzi o sytuację, w której człowiek, odkrywszy swoją istotową tożsamość ze światem, zaczyna szukać jego i zarazem swojej własnej natury zwracając wzrok w stronę prapoczątku i pierwotnego tworzywa, z którego powstało wszystko. Dla Heraklita taka postawa jest równoznaczna z próbą zmierzenia się z najtrudniejszą zagadką przed jaką może stanąć człowiek – „wszelkie bowiem rzeczy stają się według tego logosu”.[1] Jak pisze Heraklit: logos jest tym, co powszechne i wspólne wszystkim ludziom.[2] Niestety ta powszechna dla wszystkich własność wszechświata a zarazem i człowieka jest niedostępna większości ludzi, ponieważ ich wspólną cechą okazuje się nieświadomość – „wielu ludzi żyje, jakby miało swój własny rozsądek”[3]. Niewiedza ta jest aż taka, iż ludzie nie potrafią  dostrzec prawdy wykładanej im po raz pierwszy. Heraklit przedstawia ten stan rzeczy za pomocą metafory snu: „Przed innymi znów ludźmi ukryte jest to, co czynią na jawie, jak też zapominają o wszystkim, co śnili”.[4] Jest to bardzo wymowna myśl, w świetle której człowiek pozostaje w dwóch sferach tak samo nieświadomy: na jawie przebywa w stanie braku zrozumienia własnego życia, nie przenika go myślą, umysłem, nie poddaje go refleksji filozoficznej – „Nie rozmyśla bowiem wielu ludzi o tych rzeczach, z którymi się styka, ani też ucząc się ich nie rozpoznaje, zawierzając własnym mniemaniom”[5] i z tej właśnie przyczyny to, „co czynią na jawie jest przed nimi ukryte” – nikt inny nie wprawił ich w ten stan, nikt inny nie jest za to odpowiedzialny – owszem, natura (rozumiana tutaj szeroko jako zasada świata) skrywa się sama, gdyż taka jest jej istota, ale zarazem jest w pełni wyeksponowana i chętna udzielić prawdy o sobie. Dodatkową przewrotnością tego stanu niewiedzy jest również ulotność momentu snu, który jest „szybko zapominany”. Zatem to, co realne jest nieuświadomione, a to, co irracjonalne jest równie nietrwałe i vice versa – to, co zdaje się być jawą, faktycznie jest pryskającym snem, a nawet śmiercią, w śmierć zaś zapada się w nocy zasypiając[6], z kolei będąc żywym zmarłych spotyka się we śnie, a na jawie przebywa się ze śpiącymi[7] – ci ostatni są wytwórcami wszystkich zdarzeń w świecie[8] – pomiędzy tymi płynnymi zasadami w kompletnie absurdalnym zagubieniu własnej świadomości znajduje się człowiek miotany pomiędzy tajemnicą o świecie a własnymi onirycznymi iluzjami: „Tym samym jest żywy i zmarły, wzbudzony i uśpiony, młody i stary. Ci bowiem przemieniając się są tamtymi, a tamci znowu przemieniając się są tymi”[9].

                Innym źródłem potęgującym stan nieświadomego przebywania w świecie są impresje zmysłowe – „Od wszelkich danych ze wzroku, słuchu i percepcji, te <niejawne> ja bardziej cenię”[10]. Dowód znikomej wartości tak pozyskiwanej wiedzy jest następujący: „Gdyby wszystkie rzeczy dymem się stały, nozdrza by je rozpoznały”[11] – ta przepiękna, metaforyczna kontestacja empirycznej postawy badawczej krytycznie zwraca uwagę na inną możliwość zdobywania wiedzy, wskazuje na „niejawne” źródła poznania, co wcale nie jest równoznaczne z waloryzacją na korzyść misteriów – te również nie umknęły sarkastycznej krytyce Heraklita[12], jest to raczej umiejętne wplecenie w porządek racjonalności pierwiastka irracjonalnego polegającego na śmiałej negacji status quo wiedzy o świecie – wątpienie (u nowożytnego Kartezjusza jest to łaciński termin dubito) wcale nie oznacza rozstania się z racjonalnością, bynajmniej, jest, zapewne, największą troską człowieka o jakość myślenia, ponieważ poddaje weryfikacji poglądy przyjęte nierzadko za pewnik tylko z racji sędziwego wieku, powszechnej akceptacji, czy też wsparcia autorytetem niezręcznym do podważenia. Niewielki też jest pożytek z choćby najsprawniejszych zmysłów, jeśli zawiaduje nimi dusza barbarzyńcy[13] – stąd płynie prosty wniosek, iż to sfera moralna człowieka wpływająca na jego postawę wobec wszechświata jest kluczowa; ona to warunkuje wartość mądrości.

                Te rozważania deskrypcyjne prowadzone w ubolewającym tonie zawierają jednak krzepiącą dyrektywę – „Toteż podążyć należy za tym, co wspólne, czyli powszechne”[14] Jest to wyjątkowy moment w całej filozofii. Heraklit posiadający dar całościowego spojrzenia, na wzór antycznej techne dokonał stosownych obserwacji, a następnie niczym geodeta wskazał kluczowe punkty na mapie,  połączył je sznurkiem przewodniej idei i wyznaczył tym samym z nieskończonej płaszczyzny kosmosu terytorium równie ogromne, ale już wspólne każdemu człowiekowi z ściśle oznaczonymi granicami – wymierzył obszar dialogu i rozumności. Paralelnym obrazem jest biblijna przypowieść o wierzy Babel, która zaczyna się tuż za linią parceli Heraklita, gdzie pychą człowieka jest Feuerbachowski człowieko-bóg stwarzający kosmos, będący bogiem dla siebie i drugiego człowieka, lecz doprawdy śniący jedynie swój własny sen. Heraklit jako pierwszy z filozofów wskazał ludziom ich najwspanialszą koinonię, w której od tego momentu mogą wspólnie dzielić się wiedzą, porozumieniem, dialogiem, umysłową współpracą. Umiejętnie też pokazał, co znajduje się dookoła tego terytorium – poligon walczących ze sobą przeciwieństw. To właśnie ten mizantrop tak bardzo krytyczny wobec ludzi usankcjonował przestrzeń spotkania i dyskursu. Jest to niezmiernie istotne, ponieważ tak rozumiana wspólnotowość mieści w sobie znacznie więcej, niż zostało to nakreślone powyżej. Przede wszystkim korzysta z archaicznego rozumienia hybris, jako pychy wyzwania rzucanego bogom, którą równoważy gniew Dike – boskiej sprawiedliwości; ponadto przyswaja oczywiście obecną już w umysłowości greckiej za sprawą Anaksymandra tożsamość praw przyrody z boskim nomos; ale, i to stanowi novum, łączy te wątki w jednej idei prawa określającego zarówno zasady rządzące życiem pojedynczego człowieka w physis oraz reguły charakteryzujące zależności społeczne – te przemyślenia snuje Werner Jaeger w konkluzji przyznając Heraklitowi zaszczyt wprowadzenia do filozofii idei prawa.[15]

                Omawiana powyżej niewiedza nie była wyłączną domeną pospolitego ludu. Heraklit radykalnie gromi postawę poetów i innych myślicieli widząc w nich nauczycieli mających wpływ na ludzi, ale nie wypełniających należycie swej propedeutycznej funkcji. Są tak samo doświadczeni stanem nieświadomości, ale na nich spadają największe razy krytyki, gdyż to właśnie oni powinni być szczególnie wrażliwi na swoją społeczną rolę. Interesujący jest fakt, że Heraklit prześwietla całe społeczeństwo ówczesnego państwa-miasta i poddaje surowej ocenie zarówno „pieśniarzy ludowych”, którzy gromadzą dookoła siebie tłum – bezkrytyczną masę ludzi wyrażającą wspólny pogląd gwałcący indywidualizm[16]; wielkich poetów epoki – Homera, którego ośmieszyły dzieci zbyt trudną zagadką o wszach, poleca „wypędzić z agonów i obić laską”[17], gdyż rozwiązywanie zagadek stanowi domenę i zadanie filozofa[18]; podobnie wypomina ułomność myśli Hezjodowi, który przybliżał Grekom świat poprzez rozległą kosmogonię, lecz „dnia i nocy nie rozpoznał, które są przecież jednem”[19], wreszcie gani nadmierną uczoność Pitagorasa, którego zwał „przywódcą oszustów”[20], Hekatajosa – pioniera geografii, a także Ksenofanesa inicjatora etapu oświecenia w greckiej myśli teologicznej[21], które cechowało się wzniesieniem na poziom użycia abstrakcyjnych spekulacji i pojęć.[22]

                Zarzuty Heraklita z perspektywy czasu wydają się zasadne, a te odnoszące się bezpośrednio do postawy naukowego zbieractwa wiedzy przeżywały niejedną rezurekcję w trakcie rozwoju refleksji epistemologicznej – można je umieścić pod szyldem walki z niebezpiecznym zapatrzeniem w możliwości skądinąd fascynujących i przynoszących praktyczne skutki nauk szczegółowych, gubiących jednak po drodze filozoficzną czujność na to, co stanowi samo sedno filozofii – pytanie o to jaka jest istota badanego zjawiska, jak wpływa ono na życie człowieka i jego moralne problemy, a nie o jego przyczyny, przebieg i pragmatyczne konsekwencje.

                Podsumowując tę część rekonstrukcji poglądów Heraklita, która skupiła się na logosie i jego antytetycznej nieświadomości można uzupełnić model życia o postawę krytyczną wobec świata, kontestację przyjmowanych za powszechnie uznane poglądów „uczonych” i poetów oraz dążenia do wypracowania w sobie umiejętności syntetycznego patrzenia na kosmos poprzez wgląd we własną duszę. Ten ostatni element mieści się w słowach „Badałem samego siebie”[23], które w świetle powyższych rozważań zyskują sens niespotykanej przed Heraklitem nobilitacji człowieka. Do czasów wypowiedzenia tej myśli starożytni Grecy nagradzali uznaniem obywateli za wybitne dokonania w konkretnych dziedzinach – w sztuce układania wierszy, w agonach na olimpiadach, w rozstrzyganiu sporów, czy też w walce na polu bitwy – podobnie filozofowie cieszyli się szacunkiem za dostojność myśli. Heraklit dekonstruuje ten stan dokonując swego rodzaju ontologicznego dowartościowania człowieka. Myśl Heraklita, historycznie młodsza od potocznie zwanych „przyrodniczymi” filozofów z Miletu sama w sobie stanowi nową jakość w filozofii. Do tej pory Jończycy zgłębiali naturę kosmosu poszukując pierwotnego tworzywa, jak również pangenezy zdolnej uchwycić i wyrazić zasadę narodzin oraz trwania świata, jednakże ich pomysłowe odkrycia nie artykułowały donośnie związku człowieka ze światem tak, jakby był on uznany za oczywisty mieszcząc się tym samym w powszechnym światopoglądzie starożytnego Greka. Tales, Anaksymander oraz Anaksymenes tłumaczyli rzeczywistość według wspólnego paradygmatu poddając jednocześnie myśl grecką stałej ewolucji sukcesywnie ją modernizując. Mimo tych starań nie dostrzegli tego, co tak mocno uderzyło Heraklita – mianowicie to mędrzec z Efezu zachwycił się związkiem człowieka ze światem, który polega już nie tylko na podporządkowaniu człowieka tym samym prawom rządzącym kosmosem i przyrodą ale zwróceniu uwagi na wspólną istotę tych dwóch bytów: człowieka i świata – istotę, którą jest logos. Odkrycie to można śmiało porównać do kroku naprzód jaki wykonał Kant, jednakże nie ma ona w swej pozie nic z samozachwytu królewieckiego geniusza, który własną koncepcję transcendentalności okrzyknął hucznie „przewrotem Kopernikańskim”; posiada natomiast znamiona wyraźnie teologicznego przejęcia zależnością człowiek-świat.


[1] M. Wesoły, Heraklit w świetle najnowszych badań, Studia Filozoficzne, Warszawa 1989, NR 7-8 (284-285), str. 40, Sekstus Empiryk, Adv. Math. VII 132 (B 1 DK)

[2] Sekstus Empiryk, Adv. Math. VII 133 (B 2 DK), podobnie mówią fragmenty B 113 DK oraz B 116 DK

[3] Ibid.

[4] Sekstus Empiryk, Adv. Math. VII 132 (B 1 DK)

[5] Klemens z Aleksandrii, Strom. II 24, 4 (B 17 DK)

[6] Klemens z Aleksandrii, Strom. III 21, 1 (B 21 DK): Śmiercią jest to wszystko, co na jawie widzimy, a co w uśpieniu jest snem.

[7] Klemens z Aleksandrii, Strom. IV 141, 2 (B 26 DK): Człowiek w nocy światło sobie zapala umierając, gdy oczy mu gasną; żywy zaś styka się ze zmarłym we śnie, a na jawie styka się ze śpiącymi.

[8] Marek Aureliusz, VI 42 (B 75 DK): Śpiący są wytwórcami i współtwórcami wszystkich zdarzeń w świecie.

[9] Plutarch, Consol. ad. Apoll. 100 E (B 88 DK)

[10] Hipolit, Haer. IX 9, 5 (B 55 DK)

[11] Arystoteles, Sens. 5, 443a23 (B 7 DK)

[12] B 5, B 14, B 15 DK

[13] Sekstus Empiryk, Adv. Math. VII 126 (B 107 DK)

[14] Sekstus Empiryk, Adv. Math. VII 133 (B 2 DK)

[15] W. Jaeger, Teologia wczesnych filozofów greckich, Kraków 2007, str. 181

[16] M. Wesoły, Heraklit w świetle najnowszych badań, Studia Filozoficzne, Warszawa 1989, NR 7-8 (284-285), str. 40, Proklos, Comm. In Alcib. I p. 117n(B 104 DK) cyt.: „Zawierzają pieśniarzom ludowym i tłum biorą za nauczyciela”

[17] Diogenes Laertios, IX 1 (B 41 DK)

[18] Hipolit, Haer. IX 9, 6 (B 56 DK), a także: W. Jaeger, Teologia wczesnych filozofów greckich, Kraków 2007, str. 190: Jeager przywołuje tu wspomnianą anegdotę, jak również podaje inny koherentny fragment: „Natura rzeczy (physis) lubi być ukryta.” (B 123 DK tłum. M. Wesoły) i wyjaśnia cyt: „Mamy tu autentyczną zagadkę, która symbolizuje naszą sytuacje wobec rzeczywistości właściwej. Dla Heraklita jest to największa zagadka ze wszystkich. W jego przekonaniu filozof ani nie jest tym, kto przedstawia istotę świata fizycznego, ani odkrywca nowej rzeczywistości poza sferą zjawisk zmysłowych, lecz jest tym, kto rozwiązuje zagadki, kto tłumaczy ukryte znaczenie wszystkiego, co spotyka zarówno nas, jak i świat jako całość”.

[19] Hipolit, Haer. IX 10, 2 (B 57 DK)

[20] Filodemos, Rhet. I col. LVII; LXII (B 81 DK)

[21] Klemens z Aleksandrii, Strom. V 140, 5 (B 35 DK)

[22] W. Jaeger, Teologia wczesnych filozofów greckich, Kraków 2007, str. 173

[23] M. Wesoły, Heraklit w świetle najnowszych badań, Studia Filozoficzne, Warszawa 1989, NR 7-8 (284-285), str. 42, Plutarch, Adv. Col. 20, 1118 C (B 101 DK)

Niezawodny Diogenes Leartios

Przerwa trwa, ale prawdziwy ronin zawsze śpi z jednym okiem otwartym.

Nieśmiertelne dzieło Diogenesa Laertiosa dostałem od naszego ojca jeszcze na długo przed studiami.

Czytajcie Diogenesa ludzie, czytajcie i chłońcie jak kwiaty słońce!

Krótki fragmencik mojej pracy mgr dedykuję twórcom “Prime Time”:

1.7. Dobra materialne

                Zbytki natury doczesnej mędrcy mieli w zdecydowanej pogardzie i wszyscy wypowiadali się zgodnym tonem. Reprezentatywną dla ich postawy niech będzie anegdota o Talesie, który specjalnie zainwestował w dzierżawę tłoczni oleju przewidując obfite plony, a uczynił tak tylko dla przykładu ukrócenia docinków o braku wymiernych korzyści z filozoficznego trwonienia czasu. Ponadto filozof z Miletu udzielił bardzo cennej porady mówiąc: „Nie bogać się w nieuczciwy sposób, żebyś nie ściągnął na siebie złej sławy obrazą tych, którzy ci zaufali”.[1] Z kolei Solon przestrzegał, że: „Bogactwo rodzi przesyt, z przesytu zaś bierze początek pycha i zuchwalstwo”.[2] W bardzo podobny ton uderzał Chilon, gdy zalecał: „Wybierz raczej stratę, niż haniebny zysk, tamta bowiem raz cię zaboli, ten zaś boleć będzie zawsze”.[3] Na koniec warto przytoczyć równie podobne stwierdzenie Biasa, który uczulał: „Niegodnego męża nie chwal dla jego bogactwa”[4], z kolei w swoim poemacie napisanym dla Jonii zauważył, że: „Wielu ludziom wielkie bogactwa przypadły w udziale tylko przez czysty przypadek”.[5]


[1]Diogenes Laertios „Żywoty i poglądy słynnych filozofów” PWN 1984 str. 29

[2]Ibid., str. 40

[3]Ibid., str. 46

[4]Ibid., str. 55

[5]Ibid., str. 54

Przerwa

Z uwagi na ciężki stan zdrowia rodziców zmuszony jestem zawiesić na razie publikowanie na blogu. Trzeba złapać oddech, poczytać, potrenować i zebrać siły na później.

Rodzice bardzo źle znoszą premierę filmu. Nie mogę ignorować ryzyka powtórnego udaru ojca i problemów kardiologicznych matki. Naiwnie sądziłem, że moim listem otwartym uda mi się dotrzeć do jakiś ludzkich instynktów producentów i twórców tego niechcianego filmu jeszcze przed jego premierą – nikt z ich strony nie zareagował. Wydarzenie z 2003 roku było i nadal jest dla całej rodziny traumatycznym przeżyciem, nieszczęściem wywołanym chorobą i naszym jedynym życzeniem było, aby do niego nie wracać, a już na pewno nie w wersji komercyjnego produktu. Pan Piątek był proszony tylko o jedno – niekorzystanie z mojej historii, przecież sami teraz twierdzą, że inspiracji było multum. Nie uszanował naszej prośby.

Z niesmakiem patrzę na:

  • kolejne artykuły promujące film w Gazecie Wyborczej należącej do Agory SA, w skład której wchodzi dystrybutor filmu Next-Film;
    ‘Prawda, tolerancja, poszanowanie praw człowieka, pomoc potrzebującym’ (https://www.agora.pl/wartosci-i-zasady)
  • kodeks etyki TVN (koproducenta), w którym deklarują, że naczelną zasadą w ich firmie, jest: “Postępuj właściwie” (w wersji Discovery “Do the right thing”);
  • telekonkurs Netflix’a, który z poważnej sprawy robi groteskową zabawę.

Ostatni bastion ludzkiej prywatności – jego psyche jest już na sprzedaż, można tam wejść i się tym bawić, zrobić sobie “ćwiczenie z empatii”, jak chce Piątek.

Oświadczam zatem, że zamiast publikowania kolejnych postów zaczynam pracować nad książką o całej sprawie i nie tylko.

Jakby ktoś chciał poznać intencje Jakuba Piątka i dowiedzieć się, czym ten film naprawdę jest, to proszę podążać za białym królikiem w artykule Terrorysta na kozetce – “Prime Time” w Sundance na stronie magazynu Culture.pl, poczytać o prześnionej rewolucji, Lacanowskiej kategorii transpasywności i fantazmatycznych scenariuszach.

Zbieram materiały: na książkę i na pozew.

Dziękuję za słowa wsparcia i wszystkie oferty pomocy prawnej.

Życzę wszystkim dużo zdrowia i radości z życia.

Adrian

_____________________________________

“Nie słuchałem nigdy ojca,
Choć przestrzegał: ‘zgnoją cię!’
Z naiwności w oczach chłopca
Dziś już wielu śmieje się
Ale jedno wiem po latach
Prawdę musisz znać i ty
zawsze warto być człowiekiem
choć tak łatwo zejść na psy”
Autsajder, Dżem