Duke of Chobielin

Zapowiedziałem ostre biczowanie Sikorskiego, zatem zapraszam na dłuuugi seans sado-maso z Radosławem (i nie tylko) rozpiętym na pręgieżu. Oj jest za co doprawdy biczować bezlitosną krytyką!

Sikorski jest postacią mętną, nie podoba mi się jego życiorys. Cały on mi się nie podoba, jest sztuczny, śmierdzi imitacją, podróbą, fałszem. Znam się na antykach i fałszerstwo potrafię rozpoznać, nawet bardzo misternie przygotowane. Nie dostrzegam w jego przeszłości wielkich zasług ani dokonań – na pewno nie w życiu politycznym. Studiował na Oxfordzie, a jego kolegami ze szkolnej ławki, albo raczej popijawki byli David Cameron – ten pan, który w obawie przed przegranymi wyborami złożył obietnicę referendum w sprawie wyjścia UK z Unii Europejskiej oraz Boris Johnson, ten z kolej na początku pandemii postulował „odporność stadną”, wyśmiewał szczepionki i jest odpowiedzialny za rekordy śmiertelnych ofiar wirusa, które szokowały cały świat. Zatem Sikorski w doborowym towarzystwie brytyjskich klaunów pobierał nauki na elitarnym uniwerku w Anglii…

Ricky Gervais znany brytyjski komik zapytał niedawno retorycznie: kiedy wreszcie powiedzenie ‘uczył się w Eton’ przestanie być warunkiem kwalifikującym do rządzenia krajem? Miał na myśli oczywiście ogromne rozczarowanie politykami bardzo dobrze (czyt. ‘kosztownie’) wyedukowanymi, ale kompletnie niezdolnymi do podejmowania skutecznych decyzji.

Radosław Sikorski w 3 lata zrobił na Oxford licencjat i zgodnie z tradycją uczelni dostał również za to magistra. [WIKI]

Najwyraźniej 3 lata na Oxford to zbyt mało czasu na solidną edukację. Niektórzy studenci ulegają magii miejsca i zatracają się w kierunku swoich studiów, wielu jednak rzuca się w wir studenckiego życia. Na Oxford oznacza to pielęgnację kontaktów z przyszłą śmietanką liderów świata… Victor Orban również studiował na tej samej katedrze, dokładnie tam gdzie Sikorski, pod okiem tego samego profesora…

Co więcej można powiedzieć o polityku Radosławie Sikorskim?

Jest to uciekinier z tonącej łajby Kaczyńskich, której zatopienie w 2007 może konkurować o Grand Prix w kategorii spektakularnych katastrof XXI wieku chyba tylko ze słynnym lądowaniem naszego Air Force One w ostrym cieniu smoleńskiej mgły. Mgła była bezlitosna jak pień brzozy i razem na ziemię sprowadziły rosyjską myśl awionistyczną wraz z naszym Dedalem marzącym o spektakularnej inauguracji kampanii prezydenckiej – cel osiągnął, ale nie dla siebie – dla braciszka! Jeden mityczny bohater runął, żeby na jego truchle zrodziła się kolejna legenda. Z popiołów polskiej wersji Dedala wyłonił się feniks pod postacią kaczki a’la Smoleńsk. Gdyby ktoś chciał zadać metafizyczne pytanie: czemu pan Bóg stworzył dwóch Kaczyńskich, to właśnie Smoleńsk jest odpowiedzią na to pytanie. Ten Bóg to niezły dowcipniś.

10-tego kwietnia 2010 roku nie miałem najmniejszych złudzeń – nasz głupi naród ocipieje do reszty, zrobi się wszystkim żal kurdupla – bo przecież stracił ukochanego braciszka. Chlipali wszyscy zapalając znicze na Krakowskim Przedmieściu. Moje ulubione dziennikarki – Monika Olejnik i Kolenda-Zalewska pobeczały się na wizji po Zimnym Leszku. Obie zakochane w Kościele Katolickim, uwielbiają dyskutować o wartościach z kościelnymi notablami ale żadnej nie przeszkadza lokowanie produktów Coco Chanel i Louis Vuitton na antenie swojej stacji. Pokorne córy kościoła, oddane swojej wierze i równie wierne garderobie spod szyldów designerskich marek. W moim skromnym mniemaniu mamy tutaj na poziomie wartości i idei kolizję rodem z dziewiczego rejsu Titanica, no ale to jest ich sumienie, nie moje.

Gdy naród pogrążony był w żałobie, która wzbudzała u mnie skrajną pogardę, mój profesor okrasił całe wydarzenie jednym zdaniem: szkoda tych młodych stewardes. Amen, Profesorze!

Jacek Żakowski zdejmował czapkę przed programem socjalnym prezesa wszechczasów, ja Kaczorowi natomiast pogratuluję niespotykanego wręcz skurwysyństwa. Nie każdy potrafiłby tak skutecznie zutylizować śmierć 96 osób włączając w to własnego brata i jego małżonkę, przemielić to przez maszynkę propagandy i wykorzystać jako paliwo do rakiety, która wynosi na orbitę autorytarnej władzy.

Doprawdy trzeba być wybitnym erotomanem władzy, żeby zdobyć się na akt aż takiej perwersji politycznej na oczach całego narodu – uwodzić wyborców śmiercią 96 ofiar katastrofy, którą się tak naprawdę samemu zainicjowało… Nie mam najmniejszych oporów przed nazwaniem Kaczora mistrzem politycznych zboczeńców w Polsce. Takiego dewianta polska polityka nigdy wcześniej nie widziała – także chapeau bas, panie dewiancie!

Czy ta cała historia z rządami PiS doczeka się dobrego zakończenia?

Obawiam się, że są konkretne powody do zmartwień… Dlaczego?

Ponieważ z mafią Kaczyńskiego walczą właśnie ludzie typu Donald Tusk i Radosław Sikorski – polityczni impotenci, którzy bardzo chcą, ale już chyba nie mogą.

Żeby nie było niedomówień – szanuję Donalda Tuska, ale uważam, że swoją historyczną misję już zaprzepaścił – było nią niedopuszczenie do władzy Kaczora – za wszelką cenę, za cenę kariery w UE, za cenę dorobienia się wewnętrznych wrogów w PO i za cenę szamba do sześcianu, które i tak już PiS na niego wylewało 24/7. Przy całym szacunku do premiera Tuska, niestety, ale spieprzył najważniejsze zadanie. Poza tym, kto przy zdrowych zmysłach zostawiłby Kamińskiego w CBA i namaścił Ewę Kopacz na swój stołek przed wyjazdem do Brukseli – ostatnią osobę, która w ogóle powinna być wtedy brana pod uwagę – kto byłby w stanie popełnić tak kardynalne błędy???

Cóż, stało się. Rządzi PiS, rządzi mafia Kaczora, Zero jest ministrem sprawiedliwości, a Kamiński wszystkich podsłuchiwał Pegasusem… Na wyborcach to nie robi wrażenia. Tusk czeka teraz, aż kryzys gospodarczy rozłoży PiS na łopatki. I ma pewnie rację. Rok 2022 wytrze PiS’em podłogę, co do tego nie mam złudzeń. Sęk w tym, że to nic nie zmieni w dłuższej perspektywie. Tylko Palikot miał rację mówiąc, że Kaczyńskiego trzeba wypatroszyć jak wilka – nie, nie Januszu Kowalski, nie o takie patroszenie chodzi, o jakim myślisz głuptasku. Chodzi oczywiście o anihilację PiS na każdej możliwej płaszczyźnie jego polityczno-społecznej egzystencji przede wszystkim w umysłach wyborców, to jest brudna, polityczna robota, która wymaga bezwzględności i determinacji, ochoty ubrudzenia się tym wspomnianym już szambem, które PiS pompuje każdego dnia w przestrzeń publiczną.

Polityczne ‘ciotki Klotki’ takie jak Sikorski nie nadają się do tej roboty. Polska potrzebuje ludzi, którzy potrafią bić się z gównem, a nie podrabianych dżentelmenów, anglofilów jeżdżących po ubrania do krawca na Mayfair w Londynie. Autentyczny dżentelmen nie nadaje się, to cóż mówić o jego podróbce?

Dlaczego Sikorski jest taką bezpłodną ciotką Klotką?

Odpowiedzi dostarczył właśnie w tym swoim jednym twittcie, w którym postanowił wyrazić swoje oburzenie wiadomością o tym, że jakiś zdegustowany sytuacją w Polsce i romansem władzy z kościołem obywatel wziął puszkę ze sprejem w swoje ręce i dużymi literami na ścianach jakiejś obszczanej parafii napisał, co o tym myśli.

Zacytujmy mądrości absolwenta Oxford:

Budynek kościoła jest własnością prywatną i wtargnięcie do niego lub uszkodzenie jest moim zdaniem naruszeniem miru domowego i aktem wandalizmu, tym bardziej jeśli jest zabytkiem. A także prowokacją wobec wierzących rodaków. Potępiam.

https://twitter.com/sikorskiradek/status/1475035113251655684

Ten twitt przypomina mi wigilijnego karpia najeżonego ościami stającymi w gardle już po pierwszym kęsie. Ktoś mógłby powiedzieć, że kucharz był niechlujny przy filetowaniu ryby, ale ja powiem – nie, on zrobił to cynicznie!

Wyliczę najpierw najbardziej rzucające się w oczy hasła-klucze, a potem wyjaśnię, czemu dostrzegam w tym wszystkim intencje zasługujące na zdjęcie z kołka grubego bicza krytyki:

  • własność prywatna;
  • mir domowy
  • akt wandalizmu
  • prowokacja wobec wierzących rodaków
  • potępienie

Aż tyle bezdennej głupoty można zawrzeć w jednym krótkim twittcie. Można o tym napisać rozprawę zapewne dłuższą niż licencjacka dysertacja studenta Sikorskiego, za którą dostał jeszcze bonusowo magisterium, nie ma sensu jednak pisać o rzeczach oczywistych. Komentarze pod tym wpisem nie zostawiły suchej nitki na Sikorskim.

Ja napiszę coś innego.

W mojej ocenie Sikorski niestety zdemaskował swoją własną obłudę i jednocześnie coś więcej – mianowicie profil całej dawnej PO, dzisiejszej KO.

Sikorski niestety jest nosicielem tego wirusa, który od stuleci skutecznie rozkłada nasz kraj na łopatki.

Tym wirusem jest pociąg do kościółka, smalenie cholewek do tych sukienkowych skurwysynów dla realizacji własnych politycznych ambicji.

Cała PO z Tuskiem na czele od zawsze żyła namiętnym pragnieniem, że kiedyś uda im się wygryźć PiS i Kaczora z łask kleru i przejąć poparcie stanu duchowieństwa. Zamiast pracować nad zmianą myślenia Polek i Polaków, nad próbą wyjścia naprzeciw oczekiwaniom wielu ludzi spragnionych postępu i normalność, wykalkulowali sobie, że ogromna ilość wyborców w PL, to zatwardziali katole i najlepiej byłyby zostać kościelnym pomazańcem – takiemu przecież łatwiej wygrywać wybory w Polsce…

Wymyślili sobie profil chadecki – delikatnej konserwy w sosie prężnej gospodarki nakręcanej w rytm dużego biznesu i zalecającej się do kościoła.

Pominę dyskusję o modelu ekonomicznym, bo choć najlepszy nie był, to jednak ciepła woda w kranie mi akurat nie przeszkadzała, wolę taką wodę, niż lodowatą albo wrzątek. Ponadto w dyskusji Rostowskiego z Balcerowiczem kibicowałem Jackowi Rostowskiemu. Zazdrość Balcerowicza była widoczna gołym okiem, on nie walczył z reformą na poziomie meritum, kierowały nim niskie pobudki bycia odsuniętym na daleki plan. On – ojciec polskiego kapitalizmu tak ostentacyjnie pominięty przez Donalda Tuska! Balcerowicz podjął osobistą krucjatę przeciwko gabinetowi Tuska. Zawiesił w centrum Warszawy licznik długu publicznego. Pamiętacie może jeszcze, kiedy prof. Balcerowicz zrobił tę akcję z licznikiem? We wrześniu, uwaga werble… 2010 roku! Tak, to był ten 2010 rok, gdy jeszcze Olejnik i Kolenda-Zalewska nie przestały beczeć po Zimnym Leszku, a Gajowy ledwo wygrał z Balbiną.

Jeszcze tylko takie didaskalia – może gdyby Tusk nie wynegocjował tych wszystkich miliardów dla Polski z UE, to PiS nie rządziłoby tak długo…

Pamiętam doskonale lato 2010. Najpierw zrobiłem sobie sweetfocię pod krzyżem przed pałacem prezydenckim – na pamiątkę narodowej głupoty, a później pojechałem zagłosować w… Tykocinie! Czasami zapuszczam się w tamte rejony – takie info dla wtajemniczonych ; – )

Przed komisją wyborczą w Tykocinie pasły się dwie krowy, w środku skład komisji bez dwóch zdań propisowski i otwarcie oczekujący ‘dobrej zmiany’, pamiętam jak dziś – złorzeczyli swoim własnym kolegom z rządzącej wtedy koalicji PO-PSL, jeden z nich proroczo wykrakał: „już niedługo…”. Tykocin, to taka bardzo urocza miejscowość, która słynie z zamku Króla Polski i Wielkiego Księcia Litwy – Zygmunta Augusta.

Dlaczego to wszystko przywołuję i co do licha mają wspólnego Sikorski, Zygmunt August i krowy przed komisją wyborczą w Tykocinie?

Jeśli chodzi o krowy, to legenda głosi, że mój ekscentryczny promotor podczas egzaminu z filozofii starożytnej Grecji zapytał się studentki o aktualne wydarzenia polityczne w kraju. Studentka miała odpowiedzieć, że nie interesuje się polityką i nie ma poglądów politycznych, na co mój ukochany profesor odrzekł:

tylko krowa na pastwisku może nie mieć poglądów politycznych

Sikorski traktuje ludzi trochę jak te krowy, jakby nie mieli własnych poglądów, które krytycznie ewoluują… Nie wiem, czym nasiąknął Sikorski od swojego profesora filozofii, mój nauczył mnie, że własne poglądy trzeba poddawać nieustannej próbie, kwestionować je i sprawdzać.

Sikorski z tym swoim drżeniem o mir domowy i prywatną (sic!) własność kościoła, z tym jego „potępiam” cofa nas o kilkaset lat, dokładnie do czasów właśnie Zygmunta Augusta, tego jaśnie pana, co miał zameczek letniskowy w Tykocinie, gdzie krowy przed komisją wyborczą nie miały żadnych poglądów politycznych, ale panowie zasiadający w komisji już owszem mieli bardzo wokalnie wyrażane preferencje ustrojowe.  Zygmunt August oddał kraj tolerancji religijnej, do której z zachwytu wzdychały największe umysły renesansowej Europy, prosto w zachłanne łapska Kościoła Katolickiego szykującego ostrą i bezlitosną kontrreformację. To słabość Zygmunta Augusta i spolegliwość wobec rzymskich nuncjuszy spowodowała pojawienie się jezuitów w Rzeczypospolitej – pierwsi towarzysze jezusowi przybyli w 1564, a już rok później król wydał edykt, w którym tak pisał o tym ultraradykalnym zakonie:

„zważywszy, iż myśl ta, czyli zamiar wielce dla Kościoła i Rzeczypospolitej chrześcijańskiej jest zbawienna oraz że pobożność i wiarę Chrystusową, którą w tych czasach niektórzy zaślepieńcy nie tylko zachwiać, ale i doszczętnie wykorzenić usiłują, skutecznie dźwigać może. Przyrzekamy więc temu Towarzystwu naszą oraz naszych następców opiekę i obronę”

Jeden z pierwszych jezuitów w Poznaniu Benedykt Herbest twierdził, że wierzenia innowierców, to “wymysły antychrysta i Żydów”.

To właśnie lokator zamka w Tykocinie jest odpowiedzialny za rozwój religijnej nienawiści w Polsce. Jego uległość wobec katolickich wpływów tak naprawdę zdumiewa ilością jego edyktów, dekretów, mandatów i poleceń wydanych w tej materii. Ostatni Jagiellończyk w linii męskiej okazał się furtką dla katolickiego fanatyzmu i początkiem zmian, które do dziś trzymają Polki i Polaków w kajdanach założonych religijną doktryną.

Wszystkie uczestniczki strajków spod szyldu ‘piekła kobiet’ mogą śmiało za to piekło podziękować Zygmuntowi Augustowi – praprzyczynie ich opresji.

Sikorski popełnia dokładnie ten sam grzech, którego świadectw pełno jest w ponurej historii odwrotu od tolerancji wyznaniowej w stronę anarchii szlachty usłużnej Kościołowi Katolickiemu i dającej mu monopol na rząd dusz. Kalka jest widoczna gołym okiem – uprzywilejowanym na rękę jest romansik z klerem.

Mamy tu jak w soczewce podany powód wszystkich późniejszych tragedii Polski – Kościół Katolicki jest śmiertelnym wrogiem postępu, modernizacji i przede wszystkim NIEPODLEGŁOŚCI każdego kraju, nie tylko Polski. Ludzi myślących nazywano wtedy ‘zaślepieńcami’. Wydaje mi się, że jednak perspektywa blisko 500 lat historii pozwala na bardzo precyzyjną ocenę wydarzeń oraz ich konsekwencji daleką od zaślepienia.

Dlatego niezbyt przyjemny jest widok człowieka, który odebrał edukację na angielskim uniwersytecie, a jednak pada na kolana przed kościołem i robi mu „łaskę” na oczach całego kraju.

Panie Sikorski, to jest obleśne, jak panu nie wstyd? Mam dla pana następującą pokutę – przeczytać „Polską anarchię” Pawła Jasienicy. Jeśli już pan tę pozycję przeczytał, to trzeba czytać od nowa i jeszcze raz i jeszcze raz, aż zaskoczą właściwe procesy myślowe.

Mam nadzieję, że Chobielin ma ją w swoim katalogu? Zamiast marnować czas w internecie, niech sobie pan zamówi egzemplarz do pokutnej lektury.

Póki co, taki krótki cytat dla pana Sikorskiego:

W połowie XVI wieku państwo dojrzało właściwie do zmiany wyznania panującego, do przyjęcia jakiejś odmiany reformacji. Sejm uchwalił postulaty, których wprowadzenie w czyn równałoby się ustanowieniu czegoś w rodzaju kościoła narodowego. Biskupi myśleli więcej o zachowaniu swych przywilejów niż o wierności wobec Rzymu. Zabrakło jednej tylko rzeczy – decyzji króla. Zygmunt August nie zamierzał porzucać katolicyzmu i jego wola rozstrzygnęła.

Paweł Jasienica “Polska anarchia”

O czym my tu w ogóle rozmawiamy?! Mamy przecież kolejną już dekadę XXI wieku, a tu ktoś tak oficjalnie i obleśnie podlizuje się kościołowi! 500 lat opresji i dowodów zakuwania Polski w kajdany to jeszcze mało…

Cywilizowany świat poszedł tak daleko do przodu, zachodniej inteligencji udaje się wreszcie przekładać szlachetne idee emancypacji kobiet, szacunku dla innych ras, religii, preferencji seksualnych, identyfikacji płci, etc. na realny szacunek w miejscach pracy i przestrzeni publicznej, a tu polityk w sumie światowego formatu, który pewnie jeszcze niejedną ważną funkcję chciałby pełnić w Polsce i Europie (kto wie, jakie ambicje drzemią w Sikorskim?) z takim wstrętnym umizgiem kładzie się przed klerem na grzbiecie i odsłania brzuch, tak oślizgle broni instytucji, która ciągnie Polskę od stuleci w kierunku przeciwnym do postępu!

Można na to spojrzeć z różnych stron, ale jedna jest najistotniejsza – zupełnie bez względu na treść haseł, które ten pan napisał na fasadzie tamtego kościoła – mamy tu klasyczną sytuację ‘jednostka kontra instytucja’ i Sikorski stanął po stronie instytucji, nie pojedynczego człowieka, instytucji! Nie pofatygował się nawet pochylić nad tym człowiekiem, zapytać, poszukać, sprawdzić, jakie miał motywy, co nim kierowało. Nic z tych rzeczy. Sikorski natychmiast wyniuchał okazję do zapunktowania u sukienkowych – a precyzyjniej może – u sukienkowego elektoratu!

To właśnie o to tutaj chodzi, o umizgiwanie się do katolickich wyborców!

Panie Radosławie Sikorski – wstyd i hańba!

Zapowiedziałem biczowanko Sikorskiego już jakiś czas temu, ale proza życia trochę opóźniła zdjęcie bicza mojej krytyki z kołka na ścianie. W międzyczasie życie napisało epilog do samej sprawy tego nieszczęsnego twitta pana Sikorskiego – mężczyzna, który w wigilię Bożego narodzenia napisał sprejem na murach kościoła na Krakowskim Przedmieściu: „PIS WON”, „TU BĘDZIE TECHNO” oraz „ŚWIECKIE PAŃSTWO” został w sylwestra tymczasowo aresztowany na 3 miesiące, zatem w celi aresztu śledczego, miejsca dla kryminalistów i przestępców powitał Nowy Rok 2022…

To za Zygmunta Augusta już w drugiej połowie XVI wieku aresztowano za podobne wybryki niepokornych wobec prymatu kościoła katolickiego.

500 lat historii Sikorski spuszcza w kiblu bez mrugnięcia okiem…

No i co panie Sikorski? Łyso panu? Tego pan chcesz dla ludzi, którzy czują się już zupełnie bezradni wobec tego skurwysyństwa i rozpasania kleru w Polsce?

Jak czytam o takich rzeczach w necie, to sam mam ochotę jechać do tej zasranej Polski pomazać sprejem nie jeden, ale ze 200 kościołów – od wiochy do wiochy, pół zakichanego Podhala może powinienem zaliczyć. Może będę sprejował hasła w stylu: „Sikorski, kościelny lizus”…

Dlaczego nie?

Sikorski pisał przecież: „POTĘPIAM”, szkoda, że nie „POtępiam” – byłoby chyba bardziej uczciwie, panie Sikorski.

Okazało się niedawno, że ścisłe dowództwo PiS podsłuchiwało polityków opozycji, również prywatne osoby blisko związane z opozycją, m.in. mec. Romana Giertycha. I co? Ktoś został w jakimś natychmiastowym trybie aresztowany w sylwestra, postawiony przed oblicze sędziego i odesłany do aresztu śledczego?

Niech Sikorski odpowie na powyższe pytanie, proszę bardzo, niech Sikorski pokaże takiego aresztowanego…

Po co walczyć z PiS o lepszą Polskę, skoro na ich miejsce ostrzą sobie zęby takie kościelne lizidupy jak Sikorski?

Szczerze? To nie ma najmniejszego sensu. Polityczni impotenci, którzy są gotowi publicznie dawać dupy kościołowi mają zastąpić pisowską mafię… Tak, to na pewno dobrze zrobi Polsce i tym wszystkim myślącym obywatelom, którzy już nie mogą patrzeć na tę obłudę i słabość charakterów ćwierćinteligentów i podrabianych mężów stanu z przemilczanymi epizodami w życiorysie.

Takie twitty zmuszają do zadania konkretnego pytania – czy tak ma wyglądać alternatywa dla PiS? Czy to jest model państwa w pigułce wg Radosława Sikorskiego? Jeśli PiS zdechnie śmiercią naturalną na skutek konsekwencji własnych koszmarnych decyzji (głównie gospodarczych), to na ich miejsce mają wejść ludzie zatroskani o „mir domowy” Kościoła Katolickiego w Polsce?

Moja odpowiedź – dziękuję za taką alternatywę!

Donald Tusk nie spieszy się z żadnymi ruchami strategicznymi. Jest ostrożny. Przyjął postawę drapieżnika, który cierpliwie czeka, aż nadarzy się dobra okazja gwarantująca sukces. To jest czysta ekonomia doświadczonego myśliwego polującego na kaczki. Tusk spokojnie i dostojnie podchodzi ofiarę, która już zaczyna kuleć, spowalniać, niedomagać – gdy taka ranna kaczka spróbuje poderwać się do ucieczki, Tuskowi nie zadrży ręka i wykona polityczny szach-mat. Tak będzie i Kaczor już o tym doskonale wie.

Trudno powiedzieć, co tkwi w głowie Donalda Tuska, ale ja już to określiłem dosyć lirycznie – jest to wg mnie rodzaj politycznej impotencji. Tusk chce, ale nie może, woli czekać. Będzie mógł, gdy PiS zacznie się już czołgać po podłodze. Nie może, ponieważ się boi, a boi się tego, że Janusz z Grażynką jeszcze za słabo w dupę od PiS dostali i nie pokochają Donalda tak szybko, jak się innym marzy.

Nie można za to Tuska oczywiście winić – ja również uważam, że PiS musi wypić piwo, które naważył.

Aaaaale….

Jest w sumie kilka ważkich pytań.

Donald Tusk przede wszystkim nie spieszy się z podaniem jasnej wizji tego, co chce zaoferować po PiS. To mówią mi podirytowani zwolennicy Tuska, takich sygnałów odebrałem bardzo dużo. Zrobił to wstępnie po powrocie z Brukseli. Były tam postulaty świeckiego państwa, lecz póki co, jest cisza ani widu, ani słychu realnego programu, realnej zmory sennej, która mogłaby Kaczora nawiedzać w nocy. OK, Tusk czeka cierpliwie, nie odsłania kart, ma swój własny plan (mam nadzieję, że ma jakiś plan?). Czy tym całym planem jest to biblijne czekanie i patrzenie, jak PiS się załamuje pod ciężarem własnej pychy?

Osobiście mam to zupełnie w dupie – ja zagłosuję na Tuska tylko dlatego, że Lewica przypomina mi wstrętną budkę z hot-dogami niewiadomego pochodzenia na Dworcu Wschodnim w Warszawie – rzygać mi się chce na sam widok Czarzastego wychylającego się z tej obskurnej blaszanej budy z pytaniem: co podać? Odwracam się i uciekam jak najdalej przed taką ofertą. Zandbergowi z kolei smakuje nawet parówka Obajtka… Ja i wielu innych ludzi o lewicowych poglądach nie zamierzamy w czymś takim uczestniczyć.

Lewica zdechła kompletnie. Popełnili spektakularne seppuku. Najpierw był Leszek Ogórek, później Zandberg, którego chętnie kopnąłbym w dupę za tę partię Razem, za jego miłość do górników i niewejście do Sejmu Lewicy, no i wisienka na torcie – wspomniany Włodek… Nie przypominajcie mi proszę o Biedroniu, bo chyba emocjonalnie eksploduję – bezczelny kłamczuch wyborczy – tak okłamać wyborców, to trzeba mieć tupet… Biedroniowi absolutnie nie można ufać, jest chyba moim największym rozczarowaniem politycznym (zaraz po Zandbergu).

Lewica jest kaput. Zarżnęli ją SLD’owi dziadersi, którzy młodym i prężnym postawili szlaban dawno temu. Kilku było zachłannych, stracili wszyscy, jak w starej chińskiej dobranocce. Ale ktoś im w tym trochę też pomógł…

Pozostaje wspomnienie ciepłej wody w kranie. Tylko dlatego będę głosował na Donalda Tuska, a w konsekwencji pewnie i na Sikorskiego, o zgrozo! PiS jest absolutnym złem – w przyziemnym i metafizycznym znaczeniu tego słowa. PiS jest realizacją zła na świecie – ludzie umierają przez PiS, przez jego cyniczną grę o własny polityczny byt, a to jest zbudowane na elemencie zła – Kaczor i reszta jego ferajny mają krew na rękach. Pamiętam te pierwsze fenomenalne debaty Tuska z Kaczorami, gdy Donald odbijał im Polskę, rozjeżdżał ich w pył swoją inteligencją i klasą, ale przy okazji często powtarzał rzecz, która może niektórym już umknęła, mianowicie bardzo często komentował Kaczyńskich (wtedy i podczas własnych kadencji) następującymi słowami „trzeba bardzo złej woli, żeby…” – to jest klucz! Zła wola, czyli złe, niecne intencje. Zła wola jest motorem napędowym całego przedsięwzięcia pod tytułem Prawo i Sprawiedliwość.

Ciekaw jestem jak naprawdę dobrym winem jest dziś Donald Tusk? Troszkę leżakował i dojrzewał w Brukseli. Jak wytrawnym i do jakiego posiłku nadaje się najbardziej? Uwielbiam czerwone wino. Nie palę już żadnego gówna od prawie dwóch dekad, mam doskonałe powonienie i smak. Przez kilka lat w Londynie miałem bardzo ciekawą pracę, niektórzy z moich znajomych wiedzą dokładnie jaki to był zawód. Dzięki niemu wyspecjalizowałem się w rozróżnianiu bardzo specyficznych zapachów. Mój nos stał się szczególnie czuły – umiem przede wszystkim wyczuć zapach trupa. Cały PiS zaczął właśnie zalatywać politycznym truchłem. Kaczyński śmierdzi polityczną padliną. To nie tylko figura retoryczna. PiS politycznie kona, weszło właśnie w fazę umierania. Przed raptem kilkoma dniami Kaczor oficjalnie zwalił winę za Pegasusa na Zero i jego ekipę, a ci tymczasem zwalili to na Wosia. To jest początek końca.

Jak to się mówi? Kto mieczem wojuje…

I Donald Tusk o tym doskonale wie. Ja chciałbym tylko wiedzieć już teraz, jak zapachnie Donald Tusk, gdy wreszcie usłyszymy dźwięk korka wyciąganego z butelki i w kieliszku zatańczy pełny bukiet jego wina? Czy będzie to wytrawna, głęboka barwa skomponowana przez mądry czas dojrzewania w szlachetnej beczce z unijnego dębu, a tego czasu umówmy się miał pod dostatkiem, czy ku wielkiemu rozczarowaniu zalatywać będzie znaną goryczą korka wykręconego z drzewa od stuleci pasożytującego na polskiej racji stanu, a o które tak wyraźnie zatroskany jest dzisiaj Radosław Sikorski?

Mam spore obawy… Boję się rozczarowania. Nic nie smakuje wstrętniej niż rozczarowanie, zmarnowane oczekiwania, zgwałcona nadzieja… Nadzieja umiera ostatnia, ostatnią nadzieją dla Polski jest świeckie państwo. Nie każdy ma czas. Nie każdy może czekać. Ile pokoleń jeszcze mamy czekać na tę zmianę? Tusk chce czekać, aż PiS zdechnie. A jak długo mają ludzie czekać na normalne państwo wolne od poddaństwa kościołowi? Czy na to Tusk też każe ludziom czekać?

Czy Donald Tusk zrozumiał, z jakimi przeciwnikami naprawdę walczy? To nie PiS, to nie Balbina i jego przydupasy: Zero, Jojo i armia klonów Mejzy. To wszystko są pionki, to jest nikt, to są tylko brzydkie mordy, zdradzieckie mordy, które codziennie o świcie zdradzają Polskę – jak się budzą i idą do pracy; to są tylko knajackie facjaty, które można spokojnie zastępować wedle woli. Wiecie, kto zwykł mawiać, że nie ma ludzi niezastąpionych? Stalin. Niby truizm, ale jak patrzę na te pisowskie mordy, to ciężko z tym polemizować. Nie ta mejza, to następna…

To nie są prawdziwi przeciwnicy Donalda Tuska. Balbina i cała jego mafijna ferajna, to tylko pacynki, wydmuszki, figuranci. Mam 40 lat i jeszcze będę strzelał szampanem na widok Zera w kajdankach – mam zero złudzeń, panie Zero, że tak właśnie będzie – a w pierdlu będziesz miał jak w lunaparku 😊

Zero złudzeń wobec pana Zero. Oni wszyscy, to są zera. Dla wszystkich nie starczy willi pod Moskwą, może ze dwóch się załapie, zależy kto więcej ciężarówek a’la Janukowycz przygotuje, np. taki Pinokio z żoną raczej się załapią, bo coś tam uciułali na myto dla Putina, reszta pójdzie na pożarcie.

W pełni popieram Donalda Tuska i zachęcam do odrobiny wiary w tego człowieka, niestety trochę na zasadzie deficytu innych opcji. Tęsknię za takim premierem – chyba każdy normalny (niewygodna kategoria dla mnie) chciałby znowu ciepłej wody w kranie, otwartych granic, prestiżu Polski na arenie międzynarodowej, a w szczególności w Europie…

Jedyne, co mnie wpędza w niepokój, to takie twitty Sikorskiego zatroskanego mirem domowym kościoła i ochroną jego wartości prywatnej…

Wiem mniej więcej, kto tu śledzi produkty mojego zmęczonego umysłu. Musi być pełny rozwód państwa od tej mafii. Nie ma innej drogi. Można to zrobić aksamitnie i bezboleśnie – mam nadzieję, że właśnie tak zaskoczy nas wino ‘Donald Tusk’, gdy nadejdzie moment degustacji…

Póki co – wstyd, panie Sikorski, niech pan czyta Jasienicę. Najlepiej na zmianę z Podkowińskim.

Nie każdy z dawnych, oxfordzkich znajomych darzył Sikorskiego zaufaniem. Niektórzy źle go wspominają. Oto fragmencik z tekstu o Sikorskim z Evening Standard:

Toby Young, also at Oxford, described him as “like some Ruritanian duke in a 1930s movie who, just at the point of marrying Greta Garbo, is exposed as an encyclopedia salesman from Seattle”.

https://www.standard.co.uk/lifestyle/london-life/the-sikorski-set-the-polish-foreign-minister-has-locked-horns-with-cameron-but-their-history-goes-back-to-the-bullingdon-club-9564492.html

Chyba miał rację ten kolega Toby, bo po latach Sikorski faktycznie został hrabią na włościach – w Chobielinie, to czytelnicy „Wyborczej” w komentarzach właśnie tak go nazywali: ‘duke of Chobielin’ – to nie ja wymyśliłem ten błyskotliwo-uszczypliwy przydomek. Ludzie jednak potrafią dostrzec płaszczyk fałszu i komedię takiego przebrania.

Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać, w sumie to jest jednak żałosne.

Obawiam się, że Sikorski nie sprzedaje encyklopedii tylko nowy katechizm, w którym jest jasno nakreślona wizja jego kariery…

Ja mu również nie ufam. Jeśli można o Macierewiczu powiedzieć, że jest ruską wtyczką, to śmiało można zapytać jaką wtyczką jest Sikorski?

Emigracja w głębokich latach 80tych, studia w Oxford, korespondent w Afganistanie… Kto inny kręcił się przy afgańskich mudżahedinach w połowie lat 80tych? Wujek Sam z kolegami z CIA na pewno też tam był…

Mój nos podpowiada mi, żeby podziękować za tę filiżankę herbaty – jak mawiają Anglicy: ‘not my cup of tea’…

Jeśli Sikorski potępia sprejowanie fasad kościołów z hasłami krytyki i niezadowolenia wobec poczynań kleru w Polsce, to ja do tego gorąco namawiam – bierzcie ludzie puszki z farbą i nie bójcie się wyrażać swojego gniewu! Pobyt w areszcie za taki akt obywatelskiego gniewu, to będzie kiedyś zaszczytna karta opozycjonisty walczącego z autorytarnym reżimem. Poza tym nawet po połowie tysiąclecia ciągle można z imienia i nazwiska znaleść bohaterów odważnych do walki z klerem!

Wielka szkoda, że pan Sikorski nie tylko nie będzie po Waszej stronie, będzie jeszcze bronił prywatnej własności duchowieństwa…

Myślałem, że tylko taki Pinokio był zainteresowany prywatną własnością kleru i jego nieruchomościami. Najwidoczniej się myliłem…

A teraz dawka solidnego szoku. Proszę sobie włączyć kanał YT pana Sikorskiego, link poniżej ustawiony na fragmencie, gdy Sikorski pyta Michnika o księdza-pedofila Jankowskiego:

Czas: 15:45

Poniżej transkrypcja fragmentu, który bulwersuje swoją zawartością:

Adam Michnik: – Dzisiaj jeszcze, jak ja słyszę, że kapłan katolicki posuwa się do seksu z dziećmi, z 10-latkiem, z 12-latkiem, to żeby w to uwierzyć, ja sobie muszę wylać na głowę duży kubeł zimnej wody, bo to jest niewiarygodne po prostu, to jest niemożliwe do uwierzenia, to jest coś tak szokującego…

Sikorski dodaje: -Wiesz, młodzież mnie też nie wierzy, jak im mówię, że to było tak poza horyzontem naszej wyobraźni, że Jan Paweł 2 mógł autentycznie nie wierzyć w różne doniesienia…

Panie Michnik i panie Sikorski, ja muszę sobie wylać kubeł zimnej wody na głowę, żeby uwierzyć, że można publicznie i bez zażenowania opowiadać takie głupoty.

Różne numery w życiu odpaliłem, jeden z nich mogła zobaczyć cała Polska, ale chyba bym się ostatecznie ze wstydu zapadł pod ziemię, gdym miał opowiadać publicznie tak szokujące rzeczy – dodatkowo w 2021 roku po tylu ujawnionych aferach pedofilii w Kościele Katolickim w Polsce i na świecie. Dramat.

Rozmiary skandalu pedofilii w KK przytłaczają. Państwa takie jak Kanada, Australia, Francja publikują szokujące raporty komisji badających problem.

A tymczasem w Polsce taki Adaś Michnik, redaktor naczelny największego dziennika na prasowym rynku, musi sobie najpierw kubeł zimnej wody wylać na głowę, żeby uwierzyć, że jakiś kapłan mógłby gwałcić dziecko…

Mamy tutaj dokładnie ten sam mechanizm stawania po stronie potężnej instytucji, a nie jej ofiary. Wszyscy myślący ludzie, ateiści, wierzący niepraktykujący, albo praktykujący ale świadomi problemu z KK w Polsce wiedzą doskonale, że KK zrósł się z tkanką państwa w naszym kraju i ubolewają nad tym faktem. Każdy z tych ludzi jest ofiarą opresji KK. Polska jest krajem religijnym z obowiązującym katotalibanem.

Jak to jest możliwe, że panowie Michnik i Sikorski dokonują takich aktów publicznego samookreślenia się, aktów publicznego ukorzenia, poddaństwa klerowi?

Są dwie możliwości. Albo oni są takimi idiotami, na jakich wyglądają podczas wygadywania tych skandalicznych rzeczy, albo robią to celowo.

Powiem zupełnie szczerze – ciężko pozostać przy zdrowych zmysłach, gdy się coś takiego ogląda i słucha takich treści. Zaczyna się człowiek zastanawiać: czy to ze mną jest coś nie tak, ponieważ czuję się wysoce oburzony słuchając takich bulwersujących wypowiedzi, czy może z nimi jest coś nie tak, skoro tkwią ciągle w takim chorym zakłamaniu? Czy to ja muszę teraz nad sobą wykonać jakąś pracę, żeby kompletnie nie oszaleć, skoro tak wygląda elita intelektualna Polski, czy może to raczej oni powinni coś ze sobą zrobić, żeby nie wygadywać takich koszmarnych głupot? Dlaczego w ogóle mam nawet rozważać taką opcję, że to ja muszę sobie zracjonalizować tych dwóch jegomości? Z jakiej niby racji?

Nie, stanowcze nie! Ja to odrzucam całym sobą, ja się temu sprzeciwiam. Jeśli Michnik może coś tak ohydnego powiedzieć publicznie, to ja mam pełne prawo powiedzieć, że kategorycznie tego nie akceptuję, dla mnie to jest ohydne, wstrętne, brzydzę się takim tokiem myślenia.

Ileż można słuchać takich okropności? Panie Michnik, jak panu nie wstyd tak zadręczać ludzi i to jeszcze w 2021 roku (data udostępnienia)? Jak panu nie wstyd zamęczać publiczność rozmiarami pańskiego niedowierzania w winę tych sukienkowych dewiantów? Co mają powiedzieć ofiary księży-pedofili? Nie przeczy pan faktom, ale tak ostentacyjnie niedowierza!

Za dużo w życiu już widziałem, żeby się wikłać w dziwne teorie, dlatego stwierdzam, że to nie są żadne celowe zagrania – oni po prostu nie wiedzą o czym mówią, bo żaden mądry człowiek nie wygadywałby takich głupot publicznie.

Sikorski jest prostszym przypadkiem – to zwykły cynik, któremu marzy się poparcie kleru, on również wie, że PiS nie będzie trwał wiecznie, że konkurencja do głosów katolików jest spora i silna. Sikorski myśli w kategoriach przedwyborczej strategii: z jakiej racji katolicy mają głosować na taką Konfederację, albo Hołownię, skoro mogą na KO! PiS się rozpada, może wrócić do tego, czym był w 2007 roku – skłóconą zbieraniną popisowskich odpadów politycznych.

Dlatego Sikorski smali cholewki do Episkopatu – czysty cynizm. Z jednej strony potępia antysemityzm Rydzyka, drwi z niego i z innych przywar KK, które można atakować do woli z bezpiecznej pozycji, z drugiej jednak strony wysyła takim twittem prosty telegram do kleru – bronię waszej własności prywatnej, waszego miru domowego i potępiam waszych przeciwników!

Jest jednak na tyle naiwny, żeby nie wiedzieć, że i jego KK przemieli, wykorzysta i wypluje.

Michnik, z kolei należy bez dwóch zdań do grona osób prezentujących klasyczny mechanizm wyparcia. Jest mu wstyd, że do tej pory milczał, że nic nie widział, nic nie podejrzewał, etc. Ale jeszcze bardziej jest mu wstyd za tych pedofili przed samym Kościołem Katolickim – to ważna uwaga.

To jest coś, co odróżnia go od nawet takiego katolickiego dziennikarza, jakim jest Terlikowski. Jeszcze do niedawna Terlikowski był kompletnym świrem katolickim, rzeczy, które wypisywał, nie nadają się do cytowania. Terlikowskiego skala tego zjawiska w Kościele Katolickim nie zawstydziła tak jak Michnika, ona go załamała, w pewnym sensie złamała. Nie będę się bawił w analizę Terlikowskiego, bo namiętnie go nie czytam, ale w wielkim skrócie jawi mi się jako człowiek, który zaufał tej całej idei, kupił pakiet deluxe kościoła, wszedł w to maksymalnie na gruncie gorliwej wiary i sparzył się boleśnie.

Nie mam złudzeń, że ten skandal pedofilski solidnie wstrząsnął Terlikowskim i wypędził go na sam środek egzystencjonalnej pustyni. W pewnym sensie szkoda mi Terlikowskiego, on też jest ofiarą tej instytucji. Ale w Terlikowskim zawiera się właśnie ta subtelna różnica – jego cały światopogląd jest osadzony na wierze, ale nie na wierze w instytucję, która mieni się nośnikiem tej wiary.

Tymczasem Michnik wierzył i nadal wierzy właśnie w instytucję. Ubzdurał sobie, że KK odgrywa historycznie i życiowo istotną rolę w codzienności Polek i Polaków i trzeba o niego dbać, broń Boże podkładać mu nogę, bynajmniej, podnosić, gdy upadnie, wspierać, a jeśli krytykować, to żeby naprawić i pomóc. Michnik jest święcie przekonany o istotnej roli kultu w życiu Polaków, a że realizowany jest on przy udziale kleru z jego licznym wadami, to już trudno, jest jak jest, najlepsze, co można wg Michnika zrobić, to próbować jakoś ten kler poprawiać, bo ludzie w Polsce bez tego żyć nie mogą. To jest straszna naiwność.

Dlatego szkodnikiem jest Michnik, a Terlikowski, to tylko kolejna ofiara skrzywdzona przez tę bezlitosną instytucję.

Nie mieszkam w Polsce, mieszkam tam, gdzie nowożytność podarowała potomności reformację i oświecenie wychodząc z ciemności średniowiecza. Polska tak długo nie będzie normalnym krajem, jak długo wielbieni będą pseudointelektualiści pokroju Michnika.

Kaczyńskich nigdy nie byłoby w polityce, gdyby nie dwie postacie: Wałęsa i Michnik.

To afera Rywina okazała się historyczną trampoliną Kaczyńskich do wielkiej polityki. Jarosław musiał przyklasnąć w dłonie czytając tekst ‘Przychodzi Rywin do Michnika’.

W pewnym sensie, to Michnik kompletnie wyjałowił w Polsce grunt pod silną formację lewicową – zostawił po SLD kaca, z którego nie można się do dziś otrząsnąć.

To Adam Michnik jest odpowiedzialny za ciągle bardzo silną pozycję Kościoła Katolickiego w Polsce.

Jeśli się dziś ktokolwiek zastanawia, jak to się do licha stało, że Lewica balansuje na granicy progu wyborczego, to nie sposób pominąć w tym równaniu nazwiska Michnika.

Jeśli zastanawiacie się jak będzie wyglądać Polska za 30 lat, to spójrzcie najpierw, jak wyglądał ten kraj 20 lat temu i bądźcie szczerzy w identyfikowaniu kluczowych winowajców i ich strategicznych błędów.

Ludzie, którzy mieli w PRL odwagę przeciwstawiać się reżimowi, zobaczyli w klerze sprzymierzeńca do walki z komuną – i to jest esencja problemu Polski.

Kler nigdy nie był zainteresowany wolnością Polski, wręcz odwrotnie. Nie raz mam okazję rozmawiać ze zwolennikami PO. Wielu z nich jest głęboko przekonanych, że kościół był w czasach komuny tym, co ich jednoczyło i dawało nadzieję na przyszłość. Słucham tych dyrdymałów z niedowierzaniem, że można być tak skończonym naiwniakiem.

Chciałem zakończyć jakimś sarkazmem, ciętą ironią, jakimś wygibasem ku uciesze gawiedzi, ale nie jestem w stanie już błaznować po tej wypowiedzi Michnika.

Czuję obrzydzenie.

Czy to jest Polska, na którą de facto zmuszeni są głosować ludzie, którzy mają dosyć kryminalistów z PiS, boją się Hołowni, gardzą PSL, nie mogą patrzeć na Lewicę potykającą się o własne nogi, a czują sympatię do Tuska, którego trudno w sumie nie lubić, za którym dzisiaj nawet tęsknią? (o odpadach konfederacko-kukizowych nawet nie wspominam – to jest kompletny ściek)

Czy to jest ta Polska, którą będzie pielęgnował Donald Tusk?

Patrzę na tego twitta Sikorskiego i nie mam złudzeń, że to tylko polowanie na katolickiego wyborcę po PiS’ie, bo chętnych jest wielu: faszyści z Konfederacji, gumofilce z PSL, któremu PiS odbiło prawie całą wieś, Hołownia depcze po piętach i jego oddech czują na plecach w KO…

Ten twitt Sikorskiego, to prawda o Polsce w pigułce. Wg mnie jest to pigułka z trucizną – ten eksperyment zaczął w Rzeczypospolitej Zygmunt August i po nim wielu dało się złapać na ten sam haczyk. Polska nieustannie przeżywa od stuleci powtarzający się dramat nawożenia swojej gleby tą katolicką gnojówką. Na takim nawozie wyrosnąć może tylko prawicowy elektorat, czasami zmutowany i skrajnie niebezpieczny. I tak jest od pokoleń, bo nikt nie ma odwagi powiedzieć basta, chodźmy wreszcie po raz pierwszy z wiatrem historii.

Właśnie wsadzili do aresztu jakiegoś człowieka, który im fasadę parafii wysprejował w przypływie emocji…

Seryjni kryminaliści wożą się rządowymi limuzynami, a tymczasem aresztowany jest przeciętny obywatel, któremu już nic innego nie zostało, jak tylko wyrazić swój gniew w formie napisu na ścianie kościoła.

Chyba mamy pełne prawo być ostro wkurzeni takimi kontrastami, nieprawdaż?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *