Jak pokonać PiS? Cz.II

W części pierwszej tego cyklu omawiałem element znajdujący się ściśle na poziomie pracy u podstaw całego programu oporu przeciwko PiS i jego sojusznikom. Była to konieczność walki młodzieży z kultem Karola Wojtyły zwanym w niewyedukowanych kręgach „świętym”. Jak mawia starożytne przysłowie: nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku, zatem walka z kultem JP2 jest zaledwie początkiem całego programu świeckiego państwa. Bałwochwalstwo należy zastąpić pojęciem greckiego logosu; niespełnionego aktora i ultrakonserwatywnego przeciwnika antykoncepcji odpowiedzialnego za epidemię HIV i ukrywanie seryjnych pedofili w Kościele Katolickim należy zastąpić adoracją Rozumu.

Teraz pora przejść do meritum. Zaprezentuję poniżej sedno koncepcji walki z PiS. Wcześniej jednak musimy uporządkować opis aktualnego stanu rzeczy. To będzie nasz zbiór prawd podstawowych o Polsce w szponach PiS.

Prawda numer 1:

PiS + Zjednoczona Prawica + Kościół = państwo mafijne.

Naszym ukochanym krajem rządzą zwykli przestępcy i od prezentacji tego faktu trzeba inicjować każdą dyskusję o sprawie polskiej. Mówimy o zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze mafijnym, która codziennie dopuszcza się kolejnych poważnych przestępstw na poziomie ustrojowej tkanki naszego państwa.

Prawda numer 2:

PiS przejął władzę w 2015 roku w wyniku zamachu stanu przy pomocy rosyjskiego wywiadu wojskowego Gławnoje Razwiedywatielnoje Uprawlenije (GRU).

Ingerencja Rosji na bezpośrednie polecenie Wladimira Putina w polską rację stanu dziś nie jest już żadną tajemnicą. PiS nie sprawuje obecnie władzy, ponieważ samodzielnie pokonało poprzednią ekipę. Zwycięstwo we wcześniejszych podwójnych wyborach zostało osiągnięte przy silnej współpracy z rosyjską wojskową agencją wywiadowczą, której metody sięgają nie tylko najgorszej i najciemniejszej tradycji służb Związku Radzieckiego ale znajdują swoje korzenie jeszcze w czasach wojen napoleońskich i imperium cara Aleksandra I gdy Polski nie było na mapie Europy!

Czytelnicy mojego bloga wiedzą doskonale, że jestem gorliwym krytykiem nieudolności Donalda Tuska i jego litanii kardynalnych błędów, które nie uchroniły nas przed aktualnym dramatem. Nie zmienia to jednak o jotę faktu, że PiS przejął władzę na skutek bardzo poważnej interwencji wywiadu wrogiego mocarstwa w polską rację stanu!

Prawda numer 3:

Wybory parlamentarne i prezydenckie z lat 2015, a także 2019/20 nie były uczciwe.

Przy pierwszych wyborach PiS miał sojusznika w postaci rosyjskiego wywiadu wojskowego, z kolei druga seria wyborów nosi ślady poważnych oszustw.

Bardzo możliwe, że wybory zostały sfałszowane, bezspornym pozostaje natomiast fakt, że nie były uczciwe, a to oznacza, że ich wyniki są nieważne. Konsekwentnie: Andrzej Duda nie jest Prezydentem RP i został na ten urząd wstawiony w wyniku bardzo poważnych naruszeń standardów decydujących o uczciwości tamtych wyborów. To Rafał Trzaskowski wygrał wybory prezydenckie 2020.

Andrzej Duda nie jest prezydentem RP, jest figurantem pełniącym tę funkcję, dlatego można go do woli opisywać niewybrednymi epitetami bez ryzyka podpadnięcia pod paragraf obrazy urzędu. Jeśli Andrzej D. ps. „Dupa” poczuje się urażony, no to cóż, nie pozostaje mu tak naprawdę nawet i droga cywilna, ponieważ ciągle jednak pełni tę funkcję, którą dostał od mafii PiS i już drugą kadencję pobiera za to pensję, więc można w niego ciskać inwektywami, ponieważ ani nie jest do końca osobą prywatną, ani tylko publiczną – jest pisowską szmatą nie nadającą się nawet do wytarcia podłogi, tak jest ubrudzony tym pisowskim gównem. Andrzej D. jest seryjnym gwałcicielem Konstytucji RP i kiedyś odpowie za swoje antykonstytucyjne zbrodnie przed Trybunałem Stanu, odpowie również za zdradę, za co grozi mu wyrok pozbawienia wolności. Jak można zatem w ogóle kogoś takiego obrazić? Jak można obrazić seryjnego gwałciciela Konstytucji RP?. Nazwanie go z kolei ‘debilem’ w przestrzeni publicznej uważam za bardzo nieroztropne posunięcie, ponieważ jest obciążone ryzykiem związanym z zakwestionowaniem jego odpowiedzialności karnej. Jego iloraz IQ ma się nijak do rangi nikczemności i szkodliwości jego cynicznych decyzji politycznych. Nazywanie tej piswoskiej szmaty ‘debilem’ pozostawia furtkę do dyskusji o jego odpowiedzialności podczas popełnianych przez niego przestępstw. Debilizm, termin już dawno wycofany z użycia, to wg starej nomenklatury ‘stan upośledzenia umysłowego w stopniu lekkim’, a więc 69-55 IQ w skali Wechslera. Takie upośledzenie nie znosi automatycznie odpowiedzialności karnej sprawcy, ale z góry inicjuje pytanie o jego świadomość w chwili popełnienia przestępstwa, co bezpośrednio wpływa na orzeczenie winy i konsekwentnie kary. Nie dawajmy tej mejzie* nadziei na wymiganie się przed odpowiedzialnością karną za liczne i poważne przestępstwa, których się dopuściła na oczach całego narodu i świata. Ponadto próby kojarzenia ludzi posiadających jakikolwiek stopień upośledzenia umysłowego z tak parszywą kreaturą jak Andrzej D. ps. „Dupa” są doprawdy nietaktowne i krzywdzące wobec tych osób, które bardzo często pomimo zaniżonego IQ cechują się wysokim stopniem wrażliwości społecznej i naturalną predyspozycją do czynienia dobrych uczynków, czego właśnie nie można powiedzieć o seryjnym kryminaliście Andrzeju D. ps. „Dupa”.

Tak nawiasem mówiąc zaczynam się teraz zastanawiać, jakie atrakcje może zagwarantować wylądowanie w kryminale właścicielowi takiej ksywki?

*[świeży neologizm, którym postanowiłem zastąpić rzeczownik ‘łajza’ w używanym przeze mnie Słowniku Języka Polskiego – polecam gorąco tę korektę!]

Prawda numer 4:

Nie ma Trybunału Konstytucyjnego.

PiS zniszczył najważniejszą instytucję w państwie polskim, której naczelnym zadaniem było stanie na straży zgodności prawa z Konstytucją RP, a więc z ustawą zasadniczą i jednocześnie najważniejszym aktem prawnym w Polsce, który gwarantuje wszystkim obywatelkom i obywatelom ich najważniejsze prawa. Taki organ w Polsce nie istnieje od momentu, gdy PiS przejęło władzę. W jego miejsce Jarosław Kaczyński wstawił Trybunał Kucharki. Grupa ludzi w nim zasiadająca może zasadnie orzekać co najwyżej o menu dla prezesa – nad czym żona esbeckiego donosiciela może pracować, ile tylko jej sił starczy – w jej prywatnym czasie i za własne pieniądze dla zachowania tytuł ‘odkrycia towarzyskiego’ emerytowanego zbawcy narodu. Póki co, oni wszyscy w tej pseudo-instytucji są uzurpatorami pobierającymi wysokie wynagrodzenia za wewnętrzny demontaż polskiego państwa.

Prawda numer 5:

PiS przejmuje bolszewickimi metodami polskie sądownictwo.

Przeciętny obywatel zupełnie nie zdaje sobie sprawy z poziomu zniszczenia i uwłaszczenia przez PiS naszego systemu sądownictwa. Wymiana kadr na niekompetentnych ale posłusznych państwu mafijnemu akolitów postępuje każdego kolejnego dnia. Ostrożny szacunek podpowiada, że ten proces póki co dokonał się mniej więcej w połowie i jego zakończenia należy się spodziewać za ok. 2-3 lata.

Prawda numer 6:

Mafia PiS przejmuje pozostałe struktury administracji państwa, które mają bezpośredni wpływ na codzienne życie w Polsce.

Oprócz sądownictwa są to centralne struktury z ich lokalnymi reprezentacjami w szkolnictwie, służbie zdrowia, policji, spółkach państwowych i miejskich, etc. Cała realna organizacja naszej i tak już niełatwej egzystencji przeszła w brudne łapska PiS.

Prawda numer 7:

Mafia PiS przejęła i zupełnie zwulgaryzowała publiczne media.

Paradoks tej sytuacji jest szczególnie wymowny – za pieniądze z podatków wszystkich obywateli PiS sprawuje kontrolę nad milionami umysłów, które codziennie od rana do nocy indoktrynuje swoją propagandą i kłamstwami kolportowanymi głównie przez Wiadomości TVP i TVP Info.

Według najnowszych raportów oglądalności serwisów informacyjnych w Polsce przeciętny widz państwowych mediów, to: emeryt w wieku 65+, mieszkaniec wsi posiadający podstawowe wykształcenie, którego miesięczny budżet zawiera się na samym dole tabeli przychodów.

PiS bezczelnie żeruje na ofiarach najbardziej podatnych na totalnie zakłamany obraz rzeczywistości kreowanej przez TVP. Reżimowe media cynicznie wykorzystują zaufanie swojej widowni.

Nasze życie jest pod ścisłą kontrolą mafii PiS, która dodatkowo dopuszcza się bardzo perfidnej inżynierii myślenia ludzi ograniczających się często jedynie siłą przyzwyczajenia do konsumpcji przekazu mediów publicznych.


Tak wygląda aktualny stan rzeczy w Polsce z dodatkowo bardzo smutnymi widokami na przyszłość, która zawiera w sobie wysokie prawdopodobieństwo domknięcia procesów będących dzisiaj jeszcze w fazie realizacji.

Może to wpędzać w poważne przygnębienie, ale może też pobudzać do działania.

Pytanie podstawowe brzmi oczywiście: cóż robić i jak z tym walczyć?

Są tak naprawdę dwie możliwości: brutalna i pokojowa.

Najlepiej ilustruje to przykład, który podejrzewam wielu z nas miało wątpliwą przyjemność zaliczyć kiedyś w życiu osobiście, a jeśli nie, to jest tylko kwestia czasu i życie samo nas w taką sytuację wrzuci.

Wyobraźmy sobie krótką podróż tramwajem albo autobusem, w którym jest jeden pasażer agresywnie nastrojony do całego świata. Niech to będzie jakiś karczek, rosły kibol z piłkarskim szalikiem obwiązanym dookoła wulgarnego ryja i puszką piwa w ręku. W tramwaju jest powiedzmy 15 pasażerów, z których nikt absolutnie nie szuka guza ani żadnej konfrontacji z tym bandziorem. To on zaczyna stwarzać problemy, wybiera sobie jakąś ofiarę i robi wszystko, co tylko może, żeby sprowokować bójkę.

W takiej sytuacji są dwie wspomniane możliwości. Jedna z nich jest brutalna, ale skuteczna: musi się znaleźć ktoś odważny i pewny swoich możliwości niezbędnych do spacyfikowania tego karczka i siłowego uzmysłowienia mu, że jest mocny tylko w gębie. Ktoś musi zwyczajnie spuścić takiemu karczkowi wpierdol. Wymaga to nie tylko fizycznej siły ale przede wszystkim psychicznych predyspozycji do poradzenia sobie w takiej sytuacji. Potencjalne konsekwencje takiego rozwiązania w postaci zarzutów prokuratorskich o pobicie najczęściej paraliżują tych, którzy mogliby skutecznie się postawić karczkowi. Zdarzają się nieraz bohaterzy gotowi stanąć w czyjeś obronie, których szlachetność jest niestety potężniejsza niż kombinacja lewy prosty, prawy sierpowy – dla nich kończy się to najczęściej wizytą w ambulatorium. Całą resztę z kolei paraliżuje najzwyklejszy strach.

Takie jest uproszczone ale najczęstsze uniwersum możliwych scenariuszy związanych z siłowym rozwiązaniem.

Jest jednak druga metoda, która polega na kolektywnym sprzeciwie reszty pasażerów.

Wyobraźmy sobie, że nagle wszyscy pasażerowie w takiej sytuacji odnajdują w sobie odwagę wstania i głośnego zaprotestowania, biernie i bez agresji ale konsekwentnie stają w obronie jednego z nich.

W ten sposób zyskują siłę do obrony przed tą przemocą i zdecydowanie mogą zrobić wrażenie na agresorze. Skąd wykrzesać w ludziach taką odwagę i energię?

Należy poszukać inspiracji w prawdziwych bohaterach, a najlepiej tych, którzy zamiast bicepsów mieli dobrze rozwinięty intelekt połączony z wrodzoną alergią na społeczne niesprawiedliwości.

Najlepszym takim przykładem jest Mahatma Gandhi.

Gandhi urodził się w 1869 roku i jeszcze w XIXw. zaczął w zdecydowany sposób sprzeciwiać się jawnej krzywdzie, której Hindusi codziennie doświadczali z rąk Brytyjczyków, którzy brutalnymi metodami utrzymywali porządek w swoich koloniach.

Mahatma Ganghi do walki o podstawowe prawa Hindusów wykorzystał głęboko zakorzenioną w indyjskiej filozofii życia ideę ahimsy, która zakazuje stosowania jakiejkolwiek przemocy wobec wszystkich żywych istot.

Tak powstał społeczny ruch satyāgraha, który polegał na demonstrowaniu prawdy bez uciekania się do przemocy. Towarzyszyły mu akty obywatelskiego nieposłuszeństwa z zastosowaniem biernego oporu.

Idea odrzucenia przemocy – ahisma jest oczywiście powszechna w buddyzmie, a jej etymologia sięga jednego z najpiękniejszych artefaktów naszej cywilizacji – sanskrytu.

Ta koncepcja nie wymaga mięśni napompowanych testosteronem. Wręcz odwrotnie, konieczne jest bowiem to, co Gandhi określa mianem „siły duszy”. Jest więc szczególnie dobra dla ludzi słabych fizycznie ale silnych i niezłomnych duchem.

Ktoś mógłby mi dziś zarzucić, że oto pokojową koncepcję głosi koleś, który sam dopuścił się przemocy wobec niewinnych ludzi. Otóż piszę to wszystko z perspektywy 18 lat, które minęły całkiem szybko od tamtego nieszczęsnego incydentu w gmachu TVP (cóż za symboliczna ironia związana z tym miejscem!) i zapewniam, że te ostatnie 18 lat świadczą za mnie lepiej, niż jakiekolwiek deklaracje z mojej strony.

Czym jest tak naprawdę ten mój incydent z użyciem nienaładowanego w dodatku gazowego pistoletu w porównaniu do choćby jednej próby wyłudzenia 80tyś dolarów od rodziców chorego na nowotwór dziecka w wykonaniu tej wstrętnej mejzy? Przy nim czuję się wręcz święty i wcale tego nie zamierzam ukrywać.

W przypadku Bąkiewicza przyznaję natomiast bez rażenia prądem, że musiałbym stoczyć nieziemską walkę z samym sobą, żeby go publicznie nie wytargać za ucho, bo pokusa jest kosmicznych rozmiarów!

Temu faszyście codziennie tak naprawdę grozi lincz rozgniewanego tłumu i uważam, że doskonale zdają sobie z tego sprawę on sam i jego protektorzy. Nie mam złudzeń, że on już nigdzie publicznie nie wystąpi bez asysty kulsonów z policji, właśnie z obawy o własne zdrowie.

Polska policja za pieniądze wszystkich podatników ochrania ordynarnego faszystę. Ciężko w takiej sytuacji dochować wierności ahimsie! Chyba sam Gandhi miałby nie lada problem…

Komuś mogą puścić nerwy i ta paskudna, faszystowska twarz może się kiedyś znaleźć na kolizyjnym kursie z trajektorią szybko pędzącej w czasoprzestrzeni kostki brukowej, którą może cisnąć w niego rozgniewany tłum.

Chciałbym bardzo mocno przestrzec przed stosowaniem takich metod. Nikt mi nie musi tłumaczyć jak bardzo ta brzydka morda zdeformowana wulgarnymi ideami jest zachęcająca do wzięcia spraw w swoje ręce, ale nie tędy droga – przestrzegam przed tym stanowczo!

To właśnie mój incydent z 2003 roku i moje wtargnięcie do TVP pokazuje jak w soczewce, że przemocą można tak naprawdę niewiele osiągnąć.

Znacznie potężniejsze od fizycznej siły jest konsekwentne jej niestosowanie.

Weźmy na warsztat proeuropejską demonstrację na Placu Zamkowym, którą zwołał Donald Tusk. Z obrzydzeniem patrzyłem na faszystę Bąkiewicza zagłuszającego weteranów Powstania Warszawskiego i zaciskałem zęby. Faszyzujący ‘krużganek oświaty’ darł ryja przez megafon chroniony wianuszkiem kulsonów. A dookoła morze ludzi, sto tysięcy prawdziwych patriotów świadomych degradacji naszej ojczyzny. Gdyby faktycznie komuś tam puściły nerwy, to zrobiłby się prawdziwy pasztet. Niewinni ludzie z pewnością odnieśliby obrażenia, mogłaby wybuchnąć panika, ktoś zostałby stratowany, ktoś mógłby zostać postrzelony gumową kulą przez jakiegoś kulsona z dwutygodniowym stażem w prewencji. Bąkiewicz pewnie zesrałby się w spodnie i salwował ucieczką dokładnie tak samo, jak Adolf Hitler podczas nieudanego puczu w Monachium. Konsekwencje byłyby jednak opłakane dla opozycji. Cała machina propagandowa publicznych mediów, blogerskich propisowskich klakierów, orlenowskiej pseudo-prasy poszłaby w ruch pełną parą! Skutek byłby odwrotny od zamierzonego.

Niemniej jednak uważam, że wtedy tłum miał okazję pogonić tę faszystowską świnię w cholerę.

100tyś ludzi, to jest masa, która może przenieść każdą górę! Mogli wtedy ludzie konsekwentnie milimetr po milimetrze nacierać – absolutnie pokojowo, ale iść do przodu, pokazać jasno policji, że ten plac należy teraz do nich, nie do faszysty Bąkiewicza i bez stosowania jakiejkolwiek przemocy wyprzeć go z tej manifestacji. To mogli zainicjować politycy, mogli zejść ze sceny i iść tam przed kordon policji pokazać wszystkim, że nie ma miejsca w demokratycznej Polsce dla takiego Bąkiewicza, dla wstrętnego faszysty, który śmie zagłuszać weteranów przelewających niegdyś swoją krew w walce właśnie z faszyzmem o wolność dla przyszłych pokoleń w tym właśnie dla nas.

Nie robiąc wtedy nic z Bąkiewiczem najzwyczajniej w świecie zrujnowaliśmy ofiarę ludzi, którzy umierali za naszą wolność podczas II Wojny Światowej walcząc z totalitarnymi reżimami.

Nie ma takiej siły, która byłaby w stanie zatrzymać tsunami stu tysięcy patriotów!

Agresywne protesty, to jest dokładnie to, czego oczekuje nasz dyktator Jarosław Kaczyński. On jest jak ten łobuz z tramwaju, który prowokuje do reakcji. Można go oczywiście spacyfikować siłą i ich wszystkich wywieźć na taczkach w jeden dzień, ale co dalej? Jak usankcjonować nowy rząd na fundamencie przemocy? To jest nierealne. Ta przemoc nie może wyjść ze strony prodemokratycznej opozycji.

Nie miejmy jednak złudzeń, że kolejne wybory będą uczciwe. Nie będą. Ta mafia nie cofnie się przed najbardziej ordynarnym oszustwem podczas kolejnych wyborów.

Ktoś już zapomniał Sasina, który trzymał gdzieś w magazynie 70mln kart do głosowania?

To jest właśnie państwo mafijne.

Skręca mnie, gdy słyszę liderów opozycji opowiadających jakieś mrzonki o wygranych wyborach!

Jakie wygrane wybory? Przecież skala ich złodziejstwa jest tak ogromna, a destrukcja demokratycznych struktur państwa zaszła tak daleko, że oni już nie mają odwrotu, wręcz muszą iść dalej i dalej.

Konfrontacja Kaczyńskiego z tłumem jest nieunikniona.

Przypadek Majdanu powinien naprawdę dać wszystkim do myślenia, jak brzydko mogą się sprawy potoczyć – 130 ofiar śmiertelnych, w tym 18 policjantów. Większość zastrzelona przez snajperów sił Wiktora Janukowycza, którzy precyzyjnie strzelali z dużej odległości w serce, płuca, szyję. Lekarze na miejscu byli zrozpaczeni, bo nie mieli żadnych szans ratowania życia ofiar z takimi obrażeniami. Dziś już wiadomo, że snajperzy celowo strzelali również do policjantów. Krąży wersja, że uczestnicy Euromajdanu pierwsi zaczęli strzelać do policjantów – taki reportaż zrobiło BBC, które miało dotrzeć do rzekomego prowodyra wymiany ognia, który bez podawania swojej tożsamości twierdził, że to właśnie on zaczął pierwszy ostrzeliwać policję. Miał być podobno zwerbowany do protestów przez liderów Euromaidanu – jednym z nich był Andriy Shevchenko, który w tym samym materiale BBC potwierdził, że otrzymał telefon od jednego z dowódców policji żalącego się mu, że ktoś z protestujących zaczął strzelać do policjantów. Ta wersja jest oczywiście bardzo niewiarygodna, to z góry śmierdzi ustawką Janukowycza i jego służb. Wiarygodne są natomiast plany Janukowycza, który spiskował z Rosją w nadziei na wywołanie wojny domowej na Ukrainie i interwencję Rosji – o tym wiadomo dzisiaj już całkiem sporo.

To był 2014 rok w samym sercu Ukrainy. Kilka lat później i jesteśmy o włos od podobnego scenariusza w Polsce, który tylko i wyłącznie przysłużyłby się Kaczyńskiemu i Putinowi.

Skoro wybory będą najpewniej sfałszowane i opozycja nie ma szans na realne zwycięstwo, skoro wersja siłowych protestów jest skazana z góry na porażkę, pozostaje tylko konsekwentna satjagraha – bierny opór bez stosowania przemocy, czyli obywatelskie nieposłuszeństwo.

Przemoc oczywiście będzie, ale ze strony policji, wojska i służb, dlatego trzeba być przygotowanym na rozlew krwi. Nie może to być jednak nijak sprowokowane przez pokojowe demonstracje, które wymknęłyby się spod kontroli. Odpowiedzialność jest ogromna, dlatego nikt z liderów opozycji nie mówi tego głośno i uważam to za kolejny kardynalny błąd.

Rozsądny lider powinien zacząć przygotowywać ludzi, którzy chcą podążać za jego wizją, którzy obdarowali go mandatem zaufania, na nieuniknioną konfrontację z mafią PiS i jej gniewem, przestrzegając wszystkich przed krwawym finałem interwencji policji i wojska.

Gdyby ktoś pomyślał, że cała idea Gandhiego jest dobra dla dzieci kwiatów i jakiś romantyzujących idealistów, którzy żyją w oderwaniu od rzeczywistości, to chciałbym takiej osobie przytoczyć cytat z Gandhiego, którego nawiasem mówiąc biografię i inne pisma miałem okazję przeczytać w Areszcie Śledczym na Rakowieckiej po mojej wizycie w TVP, także zdecydowanie nie marnowałem wtedy czasu, będzie to cytat z jego „Doktryny miecza”:

„W przypadku konieczności wyboru pomiędzy przemocą a tchórzostwem, doradzam wybór przemocy. (…) Wierzę jednak, że zaniechanie przemocy nieskończenie ją przewyższa, tak samo jak wybaczenie góruje nad karą (…) Ale odstąpienie od przemocy jest przebaczaniem tylko wtedy, gdy istnieje możliwość kary, ponieważ przebaczenie ze strony bezbronnej istoty jest pozbawione sensu. Mysz nie przebacza kotu, który rozrywa ją na kawałki” (tłumaczenie własne).

Jarosław Kaczyński powinien szczególnie zwrócić uwagę na to ostatnie zdanie:

Mysz nie przebacza kotu, który rozrywa ją na kawałki.

Ciekawe rzeczy znajdują się w bibliotekach państwowych instytucji…

Gandhi bardzo wyraźnie i precyzyjnie opisuje całą metodę, która doprawdy jest wybitna w swoim zamyśle. Mahatma pisze, że 100tyś brytyjskich żołnierzy nie przestraszy 300 milionów Hindusów. Przemoc i siła, to prawo zwykłego chama (w oryginale – ‘brute’, tłumaczenie ‘cham’ najlepiej pasuje do aktualnego kontekstu), którego duch odpowiedzialny za wyrzeczenie się przemocy jest uśpiony i nie zna on innego prawa poza siłą. Godność człowieka wymaga wyższego elementu – siły ducha, a tę można osiągnąć tylko poprzez wyrzeczenie się przemocy – to luźna parafraza innego fragmentu z tego samego pisma M. Gandhiego.

Jednocześnie Gandhi bardzo wyraźnie podkreśla, że chociaż nie wolno atakować, to bronić należy się zaciekle i z całych sił walczyć o swoje przetrwanie. To jest bardzo istotne dopowiedzenie!

To nie jest wcale koncepcja dla hippisów z kwiatami we włosach. To jest idea duchowych wojowników.

Proszę bardzo, drodzy liderzy opozycji – jest oto idea chudego Hindusa, który pokonał bardzo krwawe i bezwzględne imperium nie stroniące od tłumienia powstań rzezią ludzi walczących o swoje podstawowe prawa i wolności.

Macie wszystko podane na tacy – bierny, konsekwentny opór i zmuszanie mafii PiS do zwiększania ilości jej ofiar.

Ludwik Dorn niedawno w wywiadzie dla „Gazety Wborczej” metaforycznie stwierdził, że „Jarosław Kaczyński porusza się do przodu zwężającym się kanionem, a jego kuper przypalają mu: Ziobro, Konfederacja, część PiS, sytuacja.”

„Trzeci bliźniak” szkicuje pod koniec wywiadu bardzo precyzyjną kreską wizję pierwszego roku po wygranych przez opozycję wyborach. Śmiem twierdzić, że prędzej Putin wjedzie czołgami na wschód Ukrainy i wciągnie w ten konflikt Polskę, niż pozwoli demokratycznej opozycji wygrać wybory w Polsce.

Porady Dorna są dobre, ale nigdy nie będzie szans wprowadzić ich w życie, bo przyszłość Polski już dawno temu wymknęła się prodemokratycznym politykom z rąk. Przyszłość Polski leży teraz w rękach OBYWATELEK i OBYWATELI.

Będą ofiary, będą represje, ale trzeba biernie nacierać – na tym polega siła tego paradoksu! Konsekwentnie dokonywać aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa. Prawo w Polsce nie obowiązuje od momentu zniszczenia Trybunału Konstytucyjnego. Nie ma prawa, funkcjonuje ono tylko i wyłącznie w świecie idei i wartości, w pewnym sensie prawo istnieje tylko wirtualnie w naszej współdzielonej wyobraźni, w naszym poczuciu prawa.

Ja osobiście odrzucam protezę prawa, którą Kaczyński i Ziobro usilnie i bezpruderyjnie próbują założyć na kikucie po Trybunale Konstytucyjnym.

Bez Trybunału Konstytucyjnego cała reszta, to tylko mistyfikacja, którą ja odrzucam.

Kaczyński ma już rozpisane scenariusze dokładnie tak samo, jak miał je przygotowane, spisane i schowane w swojej willi Wiktor Janukowych.

Gdzie mieszka dziś Janukowycz? Pod Moskwą ukryty przed światem przez Putina. Teraz trzeba pomóc dziejowej opatrzności w dostarczeniu mu towarzysza jego zsyłki w postaci naszej Balbiny, bo tam jest jej miejsce.

Nie będzie przebaczenia bez kary…

Warto na koniec wspomnieć, że idee Mahatmy Gandhiego wywarły mocne wrażenie na Martinie Lutherze Kingu – przywódcy ruchu równouprawnienia i praw obywatelskich Afroamerykanów w USA, co tylko świadczy o uniwersalności ich przesłania i gwarancji skuteczności wcielenia w życie.

Chwała takim bohaterkom, jak Marta Lempart, „Babcia” Kasia, Margot, Franek Broda, jak organizacje walczące z rasizmem i ksenofobią oraz wszyscy inni, którzy dzielnie realizują satyagrahę w myśl ahimsy i nie boją się pokazywać kotu, że mysz nie wybacza!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *