List otwarty do producentów i dystrybutorów filmu “Prime Time”.

List otwarty w sprawie premiery filmu „Prime Time”

Szanowni Państwo,

Moje imię i nazwisko Adrian M (nazwisko do wiadomości redakcji). Piszę do Państwa w związku z premierą filmu „Prime Time” w reżyserii Jakuba Piątka, wyprodukowanego przez Watchout Studio, TVN Film, PISF, KBF, za którego dystrybucję, odpowiedzialny jest Next Film – firma należąca do grupy Agora, w którego promocję zaangażowana jest Gazeta Wyborcza, a którego premiera na polskim Netflix’ie zaplanowana jest na 14.04.21.

Film pana Piątka opowiada o wydarzeniach z 21 września 2003 roku, których sprawcą, niestety, byłem ja. To ja tamtego dnia wtargnąłem do gmachu TVP przy ulicy Woronicza, biorąc zakładnika i domagając się wejścia na antenę.

Oświadczam: nie współpracowałem przy produkcji tego filmu, nie wyraziłem też na tę produkcję zgody.

W maju 2018 dostałem od pana Jakuba Piątka maila, w którym poinformował mnie o swoich filmowych planach, prosząc o współpracę. Odmówiłem. Jednocześnie pragnę poinformować bardzo wyraźnie, że pan Piątek miał w merytoryczny sposób wyjaśnione, że jakakolwiek próba opowiadania tamtej historii bez mojej zgody zwyczajnie naruszy moje dobra osobiste, a konkretnie te związane z moją chorobą psychiczną, która była bezpośrednią przyczyną incydentu w TVP. Zachorowałem i byłem dokładnie zdiagnozowany na długo przed tym wydarzeniem. Ponadto pan Piątek miał wytłumaczone, że powracanie do tamtej historii, bardzo skomplikowanej zresztą, może spowodować nieprzewidywalne skutki również dla ludzi zupełnie postronnych. Pan Piątek usłyszał również, że przez te wszystkie lata konsekwentnie i zgodnie całą rodziną odrzucaliśmy oferty przenoszenia na ekran tamtej historii. Dołożyliśmy wszelkich starań, żeby uświadomić pana Piątka, jak bardzo niechciana jest przez nas taka produkcja i jak niebezpieczne mogą być reperkusje takiego filmu.

Pan Piątek zwyczajnie to zignorował, a wy: producenci i dystrybutorzy pomogliście mu zrobić ten koszmarny film.

O tym, że film w ogóle powstał i o premierze na festiwalu w Sundance dowiedziałem się od znajomego, który w styczniu tego roku przesłał mi linka do artykułu na portalu film.wp.pl zatytułowanego ‘18 lat temu wszedł z bronią do studia TVP. Wziął zakładników.’ Ponad ¾ treści tego tekstu jest poświęcone bezpośrednio mojej osobie i incydentowi z moim udziałem, na koniec autor tekstu jasno stwierdza, że opowieść o mnie stała się inspiracją do powstania filmu „Prime Time”. Komentarze pod tym tekstem przerażają, oto niektóre z nich (bez podawania nick’ów, pisownia oryginalna):

– „dzisiaj to samo trzeba zrobic tylko najlepiej od razu strzelac”
– „Ja pamiętam jak cała kamienica dopingowała mu aby ich wszystkich tam rozstrzelał.”
– „dzisiaj przydałaby się taka akcja chociaż z innym zakończeniem – może wróciłaby normalność”
– „Szkoda ze dzisiaj niema takich ludzi.I najlepiej o 19.30”

Poniżej link do artykułu:
https://film.wp.pl/18-lat-temu-wzial-zakladnikow-w-studiu-tvp-dzis-niewielu-o-tym-pamieta-6594991431220000a?fbclid=IwAR1m-tLprDbSfxNhtYOXE1J5-MQ_e5c5w2TnfvNiUpHx5aWAq2UfjwffKM4

Oprócz takich strasznych treści, które potwierdzają słuszność 18 lat milczenia i nieruszania tej sprawy, jest sporo komentarzy ludzi z mojego rodzinnego miasta, którzy pamiętają moją historię, znają mnie i rozpoznają moją rodzinę. Są i takie, które jasno stwierdzają, że nie powinno się robić takich filmów.

Film widziałem podczas drugiego dnia pokazu na festiwalu w Sundance. Niestety okazał się czymś innym, niż to, co zapowiadali w licznych wywiadach jego twórcy i producenci. Nie jest uniwersalną historią o buncie inspirowaną wieloma podobnymi przypadkami z całego świata, jest bardzo perfidną próbą rekonstrukcji incydentu z moim udziałem, a najgorsze jest to, że twórcy filmu tak naprawdę zamachnęli się na próbę stworzenia mojego portretu psychologicznego z odpowiedzią na najbardziej nurtujące ich pytanie – co było powodem mojego wejścia do TVP tamtego dnia. Ponieważ nigdy publicznie nie wypowiadałem się na ten temat, nikt nigdy nie dowiedział się, co wtedy mną dokładnie kierowało. W filmie panowie Piątek i Czapski (autorzy scenariusza) zdecydowali się pofantazjować na ten temat i w ich wersji przyczyną wtargnięcia Sebastiana do TVP było odrzucenie przez ojca-tyrana, który zostawił rodzinę dla innej kobiety i psychicznie znęcał się nad synem. Ponieważ ten film skutecznie miesza: prawdę, doniesienia medialne o mojej sprawie z fantazją twórców stworzoną na potrzeby tej produkcji, zachodzi realne ryzyko, że ludzie, którzy nas znają/kojarzą będą odbierać fikcyjne elementy tej historii jako prawdę, myśląc jednocześnie, że to wszystko przez mojego ojca. Przełożenie tego filmu na realne życie prawdziwych ludzi jest widoczne gołym okiem. To się już dzieje. Chciałbym zaznaczyć, że już odbieram jasne sygnały od ludzi z naszego miasta, którzy myślą, że brałem udział w produkcji. Lokalne gazety i portale informowały na pierwszych stronach o filmie na podstawie prawdziwego wydarzenia z 2003 roku. Ten film jeszcze przed polską premierą spowodował konsekwencje w naszym życiu, strach pomyśleć, jakie wywoła reakcje po premierze. Wizerunek mojego ojca, człowieka powszechnie znanego w naszym małym mieście, który całe życie ciężko pracował na swoją reputację, zostanie w jeden dzień zniszczony tą okrutną fantazją. Pytam już teraz: jak będziecie chcieli to naprawić?

W grudniu nasz ukochany ojciec doznał udaru pnia mózgu. Przeżył, ale z paraliżem połowy ciała znalazł się w szpitalu, gdzie po 2 tygodniach został zakażony covidem. Zamiast na oddział rehabilitacji trafił do innego, covidowego szpitala. Wiadomość o premierze tego filmu zastała nas z ojcem właśnie w takiej sytuacji: poudarowy paraliż połowy ciała, zakażenie koronawirusem, 30% płuc zajętych zmianami covidowymi i z zapaleniem płuc. Musiałem ukrywać przed ojcem informację o premierze tego filmu, z uwagi na jego stan – mógł tego zwyczajnie nie przeżyć.

Nasz ojciec rozmawiał osobiście z panem Piątkiem w 2018 roku, cierpliwie tłumacząc mu wszystkie delikatne aspekty powrotu do tamtych wydarzeń. Dziś tamte przestrogi nabierają szczególnego znaczenia i tym gorzej to świadczy o twórcach tego filmu.

Czasy są niezwykle trudne, nie brakuje teraz zdesperowanych ludzi, którzy zamiast inspiracji do brania spraw w swoje ręce potrzebują wsparcia i zapewnień o lepszej przyszłości, nadziei na poprawę ich życia i wyjścia z kłopotów, które teraz mogą im się wydawać nie do rozwiązania.

Byłem w tamtym studio. To ja sprowokowałem całe to wydarzenie, bez którego pan Piątek nie miałby materiału, który zwyczajnie ukradł – tak, świadomie używam tego słowa, pan Piątek wziął sobie to, co do niego nie należało. Wbrew mojej woli. To jest mało powiedziane, zrobił znacznie więcej. Tylko ja wiem dokładnie jak dużo pan Piątek ukradł i jaką szkodę wyrządził. Będę o tym wszystkim informował na moim blogu.

Ten film powstał również za pieniądze podatników. Mniej więcej połowa budżetu „Prime Time” (całość to 1mln euro) pochodzi z kieszeni Polek i Polaków. Moim obywatelskim obowiązkiem jest powiedzieć ludziom, na co poszły ich pieniądze i uświadomić ich, że ja nie zobaczyłem z tego ani złotówki. Watchout Studio, TVN, Agora SA, PISF, Krakowskie Biuro Festiwalowe, dystrybutorzy i wszyscy twórcy filmu – nikt z Was przez 2,5 roku produkcji tego filmu nie pofatygował się z próbą dotarcia do mnie i zapytania się mnie, czy ja w ogóle wyrażam zgodę na ten film i w takiej wersji. Tyle dla Was znaczy człowiek. Czy może się mylę? Sprawdźmy takim szybkim przykładem…

Producenci z Watchout Studio przed kręceniem biograficznego filmu o profesorze Relidze pt. „Bogowie” uzyskali zgodę rodziny pana profesora – jest o tym informacja na stronie PISF. Oczywiście nie ma porównania pomiędzy mną, a panem profesorem Religą. Dokonania pana profesora Religi są niezwykle szlachetne. Kim jestem ja przy takiej postaci? Chorym przestępcą, którego sąd postanowił odizolować od społeczeństwa i skierować na przymusowe leczenie. Można zatem powiedzieć, że pan profesor Religa jest na samym szczycie drabiny społecznej pod względem zasług i osiągnięć. Z kolei ja znalazłem się na samym dole tej hierarchii. W 2003 roku faktycznie spadłem z tej drabiny na samo dno.  Tylko ja i moja rodzina, moi najbliżsi, wiemy, jak taki upadek wygląda i jakie są jego konsekwencje. Tylko ja wiem, jakie były jego przyczyny. Na którym etapie tego upadku, albo tuż po nim, przestałem być człowiekiem albo stałem się nim trochę mniej niż był nim profesor Religa? W którym momencie odebrano mi prawa człowieka? Nie przypominam sobie, żeby jakikolwiek sąd oznajmił mi kiedykolwiek, że od danego momentu jestem człowiekiem gorszej kategorii albo nie jestem nim już w ogóle. Czy mamy jakieś dwie różne kategorie ludzi i człowieczeństwa? Czy mamy w Polsce dwie konstytucje, dla dwóch różnych kategorii obywateli: lepszych i gorszych, zasłużonych i wykluczonych? Rozumiem, że Konstytucja RP, w której obronie tak dzielnie stajecie każdego dnia, gwarantuje prawa innym, ale mi już nie, czy tak jest? Zapewniam wszystkich: nie trzeba uświadamiać mi, że tamtego dnia sam wykluczyłem się poza nawias społeczeństwa. Zrozumiałem to bardzo dobrze w momencie, gdy funkcjonariusze BOA KGP elitarnej jednostki z Pałacu Mostowskich postanowili wyładować na mnie swoje frustracje po nieudolnej akcji zaraz po tym, gdy uwolniłem Pana Tomasza i poddałem się, odrzucając od siebie i tak niegroźny, nienaładowany, gazowy pistolet. Jeśli ktoś świadomie i z premedytacją popełnił tamtego dnia przestępstwo w gmachu TVP, to nie byłem to ja, tylko funkcjonariusze Policji, którzy przekroczyli swoje uprawnienia. Dostali za to później nagrody, również finansowe. Ale to nie było tak, jak pokazał to pan Piątek, było ‘trochę’ inaczej. O ironio, na nagrody, uznanie i oklaski liczą teraz twórcy filmu „Prime Time”. Ten sam schemat.

Zgodę wybitnego i zasłużonego profesora, lekarza lub jego rodziny na kręcenie o nim filmu wypada mieć, prawda? A zgody pacjenta-wariata już nie? Chorego, uzależnionego od narkotyków przestępcę można tak wykorzystać, bo co? Bo on nie ma praw? Gdzie jest jakaś moja konstytucja, skoro Konstytucja RP zawiera prawa innych, ale nie moje?

A to cytat z artykułu z wypowiedzią mojego ówczesnego mecenasa, który ukazał się na łamach Gazety Wyborczej:

7 października 2003 | 00:00 Warszawa Wyborcza:

„- Wiem, że Adrian ma wyrzuty sumienia. Nie chciał też zostać żadną „super-star”. Ani ja, ani jego rodzice nie chcą, żeby stał się wzorem dla kogokolwiek.”

Tak było przez 18 lat i tak powinno być nadal.

W rozmowie z panem Piątkiem w 2018 roku nasz ojciec opowiedział mu historię, o której nie wszyscy wiedzą, ale którą mogłoby potwierdzić kilka osób. Gdy sprawa z 2003 roku była jeszcze całkiem świeża skontaktowało się z nami studio Andrzeja Wajdy, który był zainteresowany nakręceniem filmu o mnie i o tamtym wydarzeniu. Propozycja była kusząca. Wystarczyło jedno moje słowo i sam Andrzej Wajda robiłby film o mojej historii. Ale Andrzej Wajda usłyszał odpowiedź odmowną. Zrozumiał, jak delikatna jest to sprawa i przede wszystkim, jakie mogą być konsekwencje jej ekranizowania i uszanował naszą wspólną decyzję. Mieliśmy zatem nadzieję, że pan Piątek, słysząc o Wajdzie rezygnującym z tego tematu, postąpi tak samo. Któż, jeśli nie mistrz, miałby być drogowskazem dla ucznia? Pan Piątek o tym wiedział, ale przy produkcji „Prime Time” bardziej przejmował się międzynarodową sławą, premierą na znanym festiwalu, śladem węglowym podczas kręcenia filmu, recyklingiem kostiumów i scenografii, aniżeli dobrami osobistymi ludzi i ich życiem, do którego się zwyczajnie włamał.

Jaka jest Wasza hierarchia wartości? Czym są te ideały, którymi się codziennie zasłaniacie? Czym są dla Was prawa człowieka, prawa jednostki? Postanowiliście zamienić moją historię w ordynarny produkt komercyjny, który można sprzedać na Netflix’ie gotowy do spożycia przez miliony ludzi na świecie. Dokładnie w czymś takim uczestniczycie. Kim naprawdę jesteście? Obrońcami Konstytucji RP? Czy te ideały są dla was tylko na pokaz dla ludzi, którym chcecie sprzedać swoją gazetę, informacje i inne produkty, na które akurat jest popyt?

Nie mieszkam w Polsce, jestem pochłonięty pracą i swoimi obowiązkami, ale znajdę czas na batalię prawną. Zanim to nastąpi niech film popłynie światłowodami do domów Polek i Polaków (tak na marginesie, to ludzie już raz zapłacili za ten film, a teraz Netflix każe im płacić ponownie), niech go obejrzą wbrew woli mojej i mojej rodziny. Śmiało, zlinczujcie naszego ojca. Niech się spełni życzenie pana Jakuba Piątka, które jasno wyraził w wywiadzie dla Polskiego Radia:

‘’Film jest z ćwiczeniem z empatii, którym możemy podejrzeć inne życia i czemu by nie spróbować wejść do głowy czy wejść w emocjonalność kogoś, kto doprowadzony do ściany bierze broń i wchodzi do studia telewizyjnego i bierze zakładników.”

Nie było moim życzeniem, żeby ktokolwiek robił sobie ‘ćwiczenie z empatii’ na mnie i mojej rodzinie, a w kwestii wchodzenia do mojej głowy, to posłużę się przykładem kogoś z branży pana Piątka, chociaż jak już wiemy, kiepsko wychodzi panu Piątkowi naśladowanie autorytetów po fachu.

Marty Feldman, wyśmienity brytyjski aktor, komik i scenarzysta w dokumencie wyprodukowanym przez BBC pt. ‘’Six Degrees of  Separation” stwierdza następująco: „wszystko co mam, jest w mojej głowie, to należy tylko do mnie i chodzi o to, żeby trzymać ludzi od tego z daleka, chyba że samemu się ich tam zaprosi”.

Formuła filmu fabularnego i wizja artystyczna (zmiana imienia, dodatkowe postacie, koloryzacja fabuły na potrzeby dramaturgii) nie zwalniają z odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych, nie zmieniają faktu, że film nawiązuje tylko do jednego zdarzenia i pomimo wszystkich zabiegów nadal ja i moja rodzina jesteśmy identyfikowani. Duet Piątek-Czapski wręcz puszcza oczko do publiczności, sugerując dokładnie, o które wydarzenie i którego sprawcę chodzi – to konkretne wydarzenie z moim udziałem. Mogę dokładnie wskazać palcem te sceny. I zrobię to na swoim blogu, zanim podejmę kroki prawne.

Nie mieliście mojej zgody na produkcję tego filmu od samego początku, nie macie też mojej zgody na jego dystrybucję.

Od 2003 roku przez całe 18 lat po tym incydencie nigdy nie miałem intencji zarobienia na tym choćby złotówki, nie chciałem żadnych filmów, wywiadów, ani reportaży. Nigdy nie chciałem zbijać kapitału na tym nieszczęściu. Intencje zysku, sensacji i rozgłosu są dziś po stronie Agory SA, TVN Film, Watchout Studio, pana Czapskiego, Razowskiego, reżysera Jakuba Piątka i ludzi, którzy z nim współpracowali. Taka jest między nami różnica.

Na koniec chciałbym jeszcze dodać od siebie następujące słowa:

Panie Tomaszu, najmocniej Pana przepraszam, byłem wtedy po prostu chory i to jest jedyne wytłumaczenie tamtego traumatycznego zdarzenia. Bardzo mi przykro, jest mi niezwykle wstyd za to, co Panu wtedy zrobiłem. Przepraszam jednocześnie wszystkich innych ludzi, których tamtego dnia tak bardzo wystraszyłem. Ubolewam nad tym i głęboko żałuję, że nie umiałem nad sobą wtedy zapanować.

Z poważaniem,

Adrian M.

37 thoughts on “List otwarty do producentów i dystrybutorów filmu “Prime Time”.

  1. Tymon

    Przewrotne pytanie przyszło mi do głowy: a może to historia p.Tomasza, historia jego traumy, którą przeżył? To przezcież tak samo jego historia…

    Reply
    1. adrian Post author

      Bardzo dobre pytanie. Może współpracował z twórcami, może jego Piątek namówił do podzielania się jakimiś detalami? Może nie? Któż to wie? Ja wiem, co mi Piątek zrobił i o tym głośno mówię. Pan Tomasz jak się czuje pokrzywdzony przez Piątka, to nikt mu nie odmawia prawa do wyrażania opinii, nieprawdaż?

      Reply
    2. LC

      Ja też o tym pomyślałam, sprawca chce by skupiono się na jego nieszczęściu, a nie na prawdziwych ofiarach.

      Reply
      1. Rick

        Co też Pani opowiada? Przecież Pan Adrian nie zaprzecza temu co zrobił, a jedynie zwraca uwagę, że twórcy filmu posłużyli się właściwie nim, aby zrobić film komercyjny, który ma wpływ na jego rodzinę – rozumiem, że też przeżyła całe wydarzenie i z oświadczenia wynika, że nie chciała wracać do tamtych wydarzeń. Kropka. A teraz wyszło tak, że nie dość, że musi przeżywać wszystko na nowo, to jeszcze premiera zastała ojca Pana Adriana w ciężkim stanie. I co teraz?
        Co do zakładnika to też może się przecież wypowiedzieć, jeśli też twórcy postąpili z nim jak z Panem Adrianem.
        Trochę empatii.

        Reply
  2. David

    Wybacz, ale kompletnie mylisz pojęcia, nie te wektory. Twórcy tego filmu nie musieli mieć Twojej zgody na realizację, bo to nie jest Twoja prywatna historia, to nie jest biografia, to nie jest Twoje prywatne 5 minut! To jest wydarzenie, które miało miejsce w przestrzeni publicznej. A film jest zaledwie inspirowany czymś, co się kiedyś, gdzieś wydarzyło. I tyle. Dopóki Twoje imię imię i nazwisko nie jest tu wymienione, dopóki nie ma jasnego komunikatu, że dotyczy wydarzeń prawdziwych, dopóty Twoje roszczenia są absurdalne. Porównania do “Bogów” też nietrafione. Filmowanie prywatnych historii, biografii wymaga zgody. Newsów niekoniecznie. Dlatego zakładam, że wszelkie batalie prawne przegrasz, bo nie masz nie tylko racji w sporze, który kreujesz, ale też argumentów. PRowadzisz do sytuacji, w której uczestników jakichś zdarzeń w przestrzeni publicznej: przestępstw, wypadków, katastrof etc. musianoby po latach prosić o zgodę, zaś oni łaskawie mieliby te zgody wydawać lub ich odmawiać. No nie! Jesteś w błędzie.

    A twierdzenie, że Netflix nie powinien kasować za możliwość obejrzenia tego filmu, bo “Polki i Polacy już raz za to zaplacili” jest tyle śmieszne, co kompletnie oderwane od rzeczywistości. Na całym świecie instytuty filmowe współfinansują produkcję filmowe, ale czy to znaczy, że kina mają wyświetlać filmu za darmo. Gdzie Ty żyjesz? Nie opowiadaj takich głupot, bo nie wypada.

    Reply
    1. adrian Post author

      Poczytaj prawo trochę. Jest inaczej, niż myślisz. Możesz prezentować typową mentalność homo-sovieticus, albo użyć google. Wybór należy do ciebie.

      Reply
      1. Gm

        Jakież to prawo? Nie znam takiego, które uzależniałoby możliwość ekranizacji rzeczywistości, faktów z przestrzeni publicznej od czyjejkolwiek zgody. Widocznie ze mnie radca ignorant.

        Reply
    2. joanna_z

      Zgadzam się z David.
      Panie Adrianie M. chcę powiedzieć, że nie myślałabym po obejrzeniu tego filmu o Panie (zresztą nic o Panie nie wiadomo – bohater filmu nie był przedstawiany jako osoba chora psychicznie na co Pan się powołuje), gdyby nie Pana blog (trafiłam przez umieszczone przez Pana linki w komentarzach na filmweb). Postać filmu budzi jakiegoś rodzaju współczucie i empatię. Rozumiem, że Pan spowodował traumę innych osób i sam jej doświadczył i cierpi z tego powodu. To bardzo przykre. Jednak nie mogę pojąć po co ten blog? Co Pan chce osiągnąć? O co Panu chodzi?

      Może warto przenieść dyskusję na grunt faktów. Przejrzałam wszystkie dostępne wypowiedzi twórców – z prasy polskiej i zagranicznej – w żadnym momencie nie odnoszą się do osoby Pana Adriana M. czy jego rodziny. Twórcy podkreślają, że inspiracją były podobne zdarzenia z całego świata, w tym z Polski. Na planszach końcowych jest informacja, że wszelkie podobieństwa do osób są przypadkowe.

      Skoro Netflix wykupił film od producentów – to można łatwo sprawdzić, bo pewnie producent (zgodnie z prawem) zwrócił do PISF dotację, więc argument o pieniądzach podatników też chybiony (warto sprawdzić!).

      Reply
      1. adrian Post author

        Pani Joanno, dziękuję za komentarz – każdy głos w dyskusji się liczy. Ja rozumiem Pani stanowisko, może powinna Pani trochę spróbować sobie samej zaprzeczyć i postarać się zrozumieć moje intencje? Proszę jeszcze raz przeczytać list otwarty, jeśli ma Pani na to czas i ochotę – tu nie chodzi o mnie. I to nie ja sam siebie w tym filmie najpierw zidentyfikowałem – ludzie z naszego miasta za mnie to zrobili i mi o tym powiedzieli, dziennikarze o tym pisali łącząc film z moim przypadkiem, lokalne gazety o tym pisały – to nie ja w tych gazetach sam o sobie pisałem. Ponadto, przed filmem oznajmiłem rodzinie, że jak będzie to luźno powiązana sprawa ze mną, to machnę ręką, ale niestety stało się odwrotnie. Poza tym to jest teraz już okrojona wersja, niż to, co widziałem w Sundance. Także kontrowersji jest dużo. Ogólnie chodzi o to, żeby walczyć z myśleniem homo-sovieticus, które aż bije dookoła – chory, przestępca, przestrzeń publiczna = nie ma praw, można filmować jak się chce. Nie, Pani Joanno. Albo aspirujemy do cywilizacji Zachodu albo do cywilizacji kołchozu. Ja w kołchozie nie chcę żyć, a Pani? Stało się, premiera była, mleko się rozlało, teraz trzeba dyskutować. Zachęcam do śledzenia bloga. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego weekendu.

        Reply
        1. Lidia

          Bardzo dziwna sprawa. Oglądałam film, który nawet mi się podobał, potem wywiad z twórcami, teraz czytam tego bloga i mam mieszane uczucia. Sam temat – akt napadniecia na telewizje nie jest wystarczający by uznać to za „Pana historie” bo było ileś takich na całym świecie – co mówi Bartosz Bielenia i reżyser. Poza tym rozumiem, ze Pan żałuje swojego postępowania i to godne pochwały, ale napadając na telewizje na ten moment sam z siebie zrobił Pan osobę publiczna. Pytanie na ile postaci i wydarzenia w filmie pokrywają się z rzeczywistością. Chyba bardzo łatwo to sprawdzić? Czy ma Pan na imię Sebastian? Czy jąka się pan? Czy rzecz działa się w sylwestra? Czy napadł pan na grę audiotele? Czy dzwonił Pan poza studio do kolegi? Czy złamał Pan rękę prezenterce? Czy Pana rodzice byli rozwiedzeni? Czy negocjował Pan z prezesem Tv i wydawczynią? Czy tańczył Pan przed kamerami? Czy spowodował pan ze ewakuowano budynek? W tym filmie jest ileś rzeczy, pewnie jeszcze bardziej konkretnych (teraz już nie pamietam dokładnie, ale policjant chyba mówi coś o bohaterze więcej) które mogą zweryfikować czy to Pan czy nie. Z tego co czytam o wydarzeniu z 2002, wdarł się pan do nieczynnego studia, wziął zakładnika (ochroniarza-to się zgadza), żądał wyemitowania materiałów. I wyprowadziła Pana policja. To tez się zgadza. Ale większość napadów tak się kończy wiec nie jest to jakoś szczególnie zaskakujące. To trochę za mało. Gdyby napisał Pan książkę opisująca te wydarzenia i twórcy nakręciliby film na jej podstawie bez Pana zgody – wtedy sprawa byłaby jasna. Ale de facto nikt nie zna Pana historii i Pana. Czy może się Pan odnieść do powyższych pytań?

          Reply
          1. adrian Post author

            Pani Lidio, oczywiście, że mogę się odnieść do komentarza – bardzo dziękuję za czas i zainteresowanie. Niestety praca praca praca – mam bardzo pracowity weekend z utrudnionym dostępem do internetu. Na konkretną analizę przyjdzie czas. Wzięte zostało sporo, ale istotniejsze są trochę kwestie bardziej ogólne, tym bardziej teraz, gdy już jest po wszystkim i stało się to, czego nie chcieliśmy całą rodziną. Teraz ważniejszy jest trochę szerszy kontekst. Będę pisał o tym, proszę śledzić bloga. Pani pytania są bardzo ważne, aczkolwiek myślę, że będę w stanie pokazać Pani ważniejsze, które też muszą paść.
            Pozdrawiam i życzę miłego weekendu.

    3. Rick

      No i sam sobie Pan przeczy. Twierdzi Pan, że to nie jest prywatna historia Pana Adriana, bo zdarzenie było ogólnie znane, a później, że historie prywatne wymagają zgody. No to teraz zagwostka: Ilu ludzi w Polsce zrobiło, to co Pan Adrian w TVP? Z wikipedii wynika, że był to jedyny incydent. Teraz – pan prof. Religa był osobą powszechnie znaną, więc właściwie, wg Pana logiki, twórcy nie musieli pytać o pozwolenie rodziny, przecież była to postać znana. Później minister. Były ogólnie dostępne wywiady, artykuły itd. Film był biograficzny, ale dotyczył też fragmentu życia – 3 lat. W zasadzie rodzina, znów wg pokrętnej logiki, nie musiała wydawać zgody. Przecież wystarczyło zmienić imię, trochę powstawiać wymyślonych scen, powiedzieć, że to jedynie inspiracja kilkoma chirurgami na świecie i nie trzeba było się wysilać na żadne zgody rodziny. A jednak umowa była.
      To, że twórcy zasłaniają się filmem inspirowanym, jeszcze o niczym nie świadczy. Uczciwsi opatrzą swój film planszą “oparty na faktach”, a ci, co czerpali trochę z prawdziwych historii, napiszą że “luźno oparty” lub “luźno inspirowany”, a ci co czerpali, a chcą uniknąć odpowiedzialności, powiedzą, że film jest inspirowany wieloma zdarzeniami, ale historia jest zupełnie inna. No to skoro ten film był inspirowany, i tak też był promowany, to czemu nie ma na planszy “inspirowany prawdziwymi zdarzeniami”? Dla mnie to zastanawiające. Zresztą nieważne, co film ma na planszy, a w treści, czego dowodzą liczne przypadki np. w USA. Tam mnóstwo filmów, które w Polsce uchodzą za “inspirowane”, ma na planszy zwykle “oparty na faktach”, i widzowie często się wkurzają, bo z tych faktów w nich często niewiele, bo dużo musiało być zmienione/dopisane na potrzeby fabuły. Ale twórcy wiedzą, że muszą się w ten sposób zabezpieczyć właśnie, żeby uniknąć problemów w przyszłości. Serial “Unorthodox” też był oparty na książce, prawdziwa historia. Tylko że właściwie połowa, nawet więcej, została zmyślona własnie dla potrzeb fabuły. Więc wszystko zależy właściwie od uczciwości twórców. A tutaj jest ona wątpliwa.

      Reply
  3. David

    OK.
    Rozumiem, Adzio, że taką postawę przyjąłeś. JEdnostronną.
    Komentarze, które nie są Ci po drodze są usuwane. Niech i tak będzie. Na szczęście w internecie jest już sporo miejsc, gdzie ludzie parskają śmiechem, czytając Twoje pretensje. A ja powtórzę raz jeszcze: nikt nikogo o zgodę nie musiał pytać. Sorry.

    Reply
    1. adrian Post author

      Spokojnie z tymi komentarzami. Mam 2 prace i jeszcze ta sprawa z tym filmem, nie starcza czasu na ogarnianie wszystkiego. Niektórzy parskają śmiechem – wolno im, niektórzy nie. Poza tym nie znasz historii, nie znasz detali, więc, może za szybko oceniasz? Znasz mnie? Znamy się?

      Reply
  4. Aga

    Skrzywdziłeś ludzi i za największy problem uważasz fakt, że ktoś stworzył film zainspirowany tą historią? Lol.

    Reply
    1. adrian Post author

      Ale ten film krzywdzi innych i może spowodować nieoczekiwane skutki. Nietrafnie odczytuje Pani intencje. Może z czasem Pani zrozumie, o co chodziło. Proszę czytać, będzie więcej postów. Miłego i zdrowego weekendu życzę.

      Reply
  5. joanna_z

    Panie Adrianie.
    Jedyną osobą linkującą film z Pana osobą jest Pan – a teraz już poprzez Pana bloga i działalność także osoby, które nie sprawdziły wszystkich faktów (Pan sam linkuje do swojego bloga w filmweb, tak na Pana trafiłam).

    Nie myślałabym po obejrzeniu tego filmu o Panie, gdyby nie Pana blog. Rozumiem, że Pan spowodował traumę innych osób i sam jej doświadczył i cierpi z tego powodu. Przykro mi i zastanawiam się jaki ma Pan cel z wplątywania się w narrację o filmie?

    Na koniec filmu jest plansza, że podobieństwo do osób przypadkowe.

    Poczytałam wywiady z twórcami i mówią, że film jest fikcją inspirowana zdarzeniami z całego świata, w tym z Polski. Wydarzenie to obiektywny fakt.

    Jak Netflix kupił film, to producenci spłacili PISF więc troska o pieniądze podatników nie znajduje uzasadnienia – nikt z podatników za film już nie płaci, a dzięki temu, że dotacja została/zostanie zwrócona powstaną kolejne wartościowe historie.

    Jak Pan się tak nie zgadza na ten film, to po co Pan się z nim tak linkuje? Po co Pan rozpętał tę medialną burzę?

    Reply
    1. Rick

      “podobieństwo do osób przypadkowe” – nie wystarczy. Film był promowany jako “inspirowany prawdziwymi zdarzeniami”, dlaczego więc nie ma takiej planszy? Zastanawiające.
      Czyli Pani wystarczają wywiady z twórcami i to traktuje Pani jako fakt?

      No to w takim razie jutro pan reżyser może Panią sfilmować z ukrycia, jak myje Pani zęby przy otworzonym oknie (wystawia się Pani na widok publiczny), robi zakupy w sklepie, a później idzie do parku (miejsca publiczne), tak robi z wieloma innymi osobami w tych samych sytuacjach, robi z tego reality show i sprzedaje Netflixowi, a później twierdzi, że nie ma o czym mówić, bo show jest inspirowane wieloma zdarzeniami, a podobieństwo do osób jest przypadkowe. Zgadza się? Czyli w sumie twócy mogą teraz robić sobie ze wszystkich Truman Show. No chyba nie.

      Reply
  6. CZ

    cieszę się, że się Pan wypowiedział na ten temat. ja i wielu innych widzów nie byliśmy świadomi. to ważne, by mówić o takich rzeczach, by słuchać i zauważać problem. inspiracja prawdziwymi wydarzeniami nie jest czymś złym, ale jeśli Pan i Pana ojciec wiele razy odmawiali (nie tylko Piątkowi) to zmienia postać rzeczy. czuję coś na kształt wstydu z drugiej ręki, że tyle osób nad tym pracowało i nikt nie pomyślał, że jest to nie w porządku. mam nadzieję, że sytuacja jak najszybciej się wyjaśni, że twórcy nie zignorują tego apelu. pozdrawiam

    Reply
    1. adrian Post author

      Dziękuję za czas, zaangażowanie i energię w przedzieraniu się przez moje wypociny. Uważam, że teraz trzeba rozmawiać. Wszyscy popełniamy błędy na różnych płaszczyznach życia i z różnymi skutkami, ważne, żeby móc to przerobić w głowach i wyjść z czymś, co zminimalizuje szkody w przyszłości – tego teraz chcę, dyskusji. Także dziękuję serdecznie, jeszcze raz.
      Pozdrawiam i życzę miłego weekendu.

      Reply
  7. robi

    ciekawa sprawa. chyba się dzieje to, o czym ten film jest -że każdy coś próbuje powiedzieć i miesza własne emocje z faktami….. media słabo się sprawdziły fakt, bo po co było łączyć to z Pana sprawą….te nagłówki to teraz już poszły ze względu na sensację raczej, ale Pan tym mediom sam dał amunicję… niech się Pan nie martwi, przecież ludzie z Pana miejscowości jak zobaczą film to będą wiedzieć, że to nie o panu jest… no ale fakt też że jak się wchodzi do telewizji z bronią i bierze zakładnika to się to już niestety od pana nigdy nie odklei… takie życie…

    Reply
  8. Lucjan

    Z jednej strony oczywiście rozumiem Pana intencje, chciałby Pan o tej sprawie zapomnieć – to naturalna sprawa.

    Z drugiej jednak strony, wkraczając z bronią (nie ma znaczenia, że nienaładowaną) do budynku telewizji i biorąc zakładnika, siłą rzeczy pana historia stała się historią publiczną.

    Zachowując wszelkie proporcje, ale jest cała masa filmów inspirowanych prawdziwymi wydarzeniami lub stricte o prawdziwych wydarzeniach. Na przykład “Jestem mordercą” inspirowany historią Zdzisława Marchwickiego, domniemanego „wampira z Zagłębia”. Czy odcinek „Katastrof w przestworzach” – „Samobójca za sterami” o Andreasie Lubitzu (wymienionym z imienia i nazwiska), który celowo rozbił samolot pasażerski w Alpach. Czy serial Mindhunter pokazujący aktorów wcielających się w role prawdziwych seryjnych morderców takich jak Dennis Rader, Ed Kemper czy Charles Manson (wszyscy z nazwiska, a aktorzy dobrani pod kątem podobieństwa).

    Pozwem zresztą groził pan Patryk, którego historia była inspiracją do powstania filmu “Boże ciało”. Niemniej o żadnym pozwie później nie było słychać, a sama historia była oparta na wielu przypadkach podszywania się pod księży, a nie na jednej, konkretnej.

    Pozwem zdaje się groził także poseł Borys Budka, który został pokazany w serialu “Ucho prezesa” jako romansujący z inną posłanką. Pominąwszy, że nie był tam chyba wymieniony z nazwiska, a cały serial powstał jako pastisz.

    Idąc dalej tym tokiem, nie można byłoby nawet napisać w gazetach, czy powiedzieć w telewizji, że X lat temu miało miejsce takie zdarzenie z Pana udziałem, bo to przypomni bolesną historię i sąsiedzi będą gadać.

    Współczuję, niemniej gdyby udało się Panu wygrać pozew, otworzyłoby to furtkę do naprawdę wielu innych procesów, które byłyby całkowicie kuriozalne. W tym filmie może Pan widzieć siebie, co jest absolutnie naturalne, ale to nie jest Pan. To nie jest film dokumentalny, ani biograficzny.

    Pozdrawiam ciepło

    Reply
    1. adrian Post author

      Dziękuję za komentarz – każdy głos cenny, aczkolwiek uważam, że Pański argument (najbardziej popularny)’z publiczności’ nie ma tu zastosowania, wg mnie oczywiście. Ja jestem osobą prywatną, nie publiczną, ale nawet osoba publiczna ma prawo do prywatności i o tym będziemy sobie filozofować, myślę, że jest to bardzo ciekawy temat i zaowocuje interesującymi wnioskami. Najciekawsze wnioski rodzą się w sporach i kontrowersjach. Pozdrawiam, życzę miłego weekendu.

      Reply
    2. Mat

      Słusznie Pan przywołuje “Boże Ciało”, bo chyba to była podobna sytuacja. Twórcy wcześniej kontaktowali się z pierwowzorem, ale on twierdził, że to było tylko do pracy dyplomowej, a później zrobili z tego film, a on o niczym nie miał pojęcia. Zmienili tylko to, że był w poprawczaku. Wszystko inne to samo. Zresztą, tak jak tu, scenarzysta przyznał na konferencji na festiwalu w Gdyni, że to własnie historia Patryka go najbardziej zainspirowała, bo była niejednoznaczna – był kontrast, bo niby podszywał się pod księdza, a był księdzem lubianym. Nikt by się o tym nie dowiedział, gdyby tego właśnie nie nagłośnił. Nie było pozwu, bo twórcy szybko się z nim skontaktowali i wyciszyli sprawę – przecież później jeździli po festiwalach i zgarniali nagrody za coś, czego nie wymyślili, a jedynie przenieśli fragment czyjegoś życia na ekran. A to temat ważny, bo, jak wynika z niektórych komentarzy, w Polsce uważamy, że jak coś jest na ulicy, to możemy sobie to wziąć. Jeśli by tak było, to politycy czy celebryci nie wygrywaliby spraw sądowych – przecież codziennie wystawiają się na widok publiczny i są powszechnie znani.
      Dobrze, że Pan Adrian się odezwał, bo nie może tak być, że twórcy robią co chcą, zasłaniając się wolnością artystyczną.

      Reply
  9. Agata

    Trudno zrozumieć mi powyższe komentarze. Jeśli film miał być ćwiczeniem z empatii, to komentujący sympatycy filmu są jej pozbawieni. Mnóstwo motywów wskazuje na silną inspirację wydarzeniami sprzed dwóch dekad. Wszyscy piszą o tym, czy proces udałoby się wygrać – nikt nie myśli o ludzkiej krzywdzie, tak po prostu. Sprowadzenie wszystkiego do tego, czy reżyser “miał prawo” – tak, pewnie miał prawo w takim sensie, że nie złamał prawa, ale czy miał prawo moralne potraktować kogoś jak śmiecia? Ponoć ta historia jest o ludziach bez perspektyw, podporządkowanych, pokrzywdzonych, a twórca staje w ich obronie. Pusty śmiech człowieka ogarnia, jak widzi taką hipokryzję. Reżyser sam innych skrzywdził produkcją i miał (i ma) tego świadomość.

    Reply
    1. adrian Post author

      Dziękuję uprzejmie za ten komentarz. Dokładnie o to chodzi – nie o to co można, bo za pieniądze można wszystko przecież, ale o to co się powinno robić lub nie.
      Miłego weekendu życzę, dużo zdrowia i radości.
      Pozdrawiam!

      Reply
      1. adrian Post author

        Nie chodzi o penalizację niemoralności. Chodzi o to, że ludzie, którzy chcą innych moralizować sami kiepsko wypadają na tym polu.

        Reply
  10. Michał

    O ile rozumiem żal i rozgoryczenie (choć niekoniecznie się z nimi zgadzam, bo ktoś już tu słusznie zauważył, że z chwilą, kiedy spowodował Pan sytuację w przestrzeni publicznej, o której informowały media, pozbawił się Pan prawa do prywatności), o tyle zastanawia mnie, po co te aluzje polityczne? Po co te kpiny z “obrońców Konstytucji RP” i wskazanie komentarzy nt. dzisiejszej TVP i Wiadomości? Sprawdzałem artykuł na film.wp.pl, komentarzy jest tam dużo więcej, Pan jednak wybrał akurat te… Proszę wybaczyć, ale trochę to pachnie populizmem.

    Reply
    1. adrian Post author

      To proste. Trochę głupio chodzić w koszulce z napisem Konstytucja i jednocześnie łamać ją w tak oczywisty sposób. Zapraszam do lektury Konstytucji RP.

      Reply
  11. Bolo

    Najlepiej terroryzować niewinnych ludzi Boga ducha winnym.
    Tobie powinno się przystawić pistolet do głowy ciekawe jak byś się czuł.

    Reply
    1. adrian Post author

      Jutro niedziela, jest okazja iść do kościoła i posłuchać jakiegoś czytania z Ewangelii – może coś o rzucaniu kamieniami? Ale tak zupełnie na poważnie – mamy w tle kino, zatem Panu poleciłbym obejrzeć film “Misja” reż. Roland Joffé, wspaniałe kreacje Roberta De Niro i Jeremy’ego Ironsa z nieśmiertelną sceną pokutnej wspinaczki na wodospadach. Niepiśmienni Indianie z Amazonii fantastycznie rozumieli kategorię wybaczenia. Gorąco polecam, to idealny film dla Pana!

      Reply
  12. Pingback: Prime Time (2021) - 500 filmów

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *