Meritum.

Kłaniam się po małej przerwie i zapraszam do lektury kolejnego posta. Dziś będzie już konkretnie i na temat, czyli o tym co zostało wzięte z prawdziwej historii wbrew mojej woli, a także o tym, jak do tego doszło.

Po pierwsze: twórcy filmu powołują się na litanię podobnych przypadków na całym świecie, które stanowiły źródło ich inspiracji, a ustami Bartosza Bieleni rozpowszechniają kłamstwo, że z mojego przypadku wzięli jedynie ‘sam fakt, że ktoś wszedł do telewizji’ – to bezczelne kłamstwo Bartosz Bielenia wypowiedział już wielokrotnie po moim nagłośnieniu sprawy. W rozmowie z Szymonem Majewskim twierdził, że o mnie dowiedział się na bardzo późnym etapie pracy nad filmem i w ogóle nie mógł znaleźć żadnych informacji o tamtym incydencie.

Pan Piątek, jak już wiemy z maila, którego do mnie wysłał w maju 2018 roku, był niezwykle zafascynowany moim przypadkiem i bardzo chciał, żebym z nim nawiązał współpracę, przypominam fragmenty listu Jakuba Piątka do mnie (pisownia oryginalna):

Kontakt z Panem jest dla mnie bardzo ważny, gdyż Pan przeszedł tą drogę. Przeżył coś, do czego bardzo mało osób ma dostęp. Zarówno Pana powody jak i reperkusje są dla mnie bardzo istotne.

(…)

Czytając i poznając szczątkowo Pana historię poczułem, że to bardzo mocno ze mną rezonuje.

(…)

Jestem bardzo ciekawy Pana. W równym stopniu interesuje mnie to co wydarzyło się przed i po samym przebiegiem w studio nr 7.

(…)

Uszanuję również odpowiedź odmowną, jednakże bardzo mi zależy na kontakcie i współpracy z Panem”

W tym mailu Piątek pisze wprost, że zapoznawał się z moją historią – po incydencie była medialna burza, powstało sporo artykułów na mój temat, podniosłem oglądalność wszystkich stacji tv o kilka procent – są na to dowody. Młodzi policjanci, którzy mnie wieźli drugiego dnia do szpitala na jakieś kolejne badanie, powiedzieli mi, że nawet BBC o tym wspomniało. Pozdrawiam tych panów policjantów – to byli młodzi ludzie, w cywilu, bardzo sympatyczni, normalni, cywilizowani – to byli jedyni policjanci, którzy mnie normalnie potraktowali wtedy, powiedziałbym, że wręcz życzliwie. Poczęstowali mnie fast food’em ale byłem tak pobity przez ich kolegów, że nawet tego nie mogłem zjeść.

Panie Bielenia, mam rozumieć, że Jakub Piątek nie wspomniał panu ani słowem o incydencie z 2003 roku i jakoś przypadkiem na późnym etapie prac dowiedział się pan o mnie i mojej sprawie? Niech tak zatem będzie.

Robi pan z siebie kompletnego łgarza i będzie musiał pan żyć z tą etykietką.

Gwoli ścisłości, był tylko jeden taki przypadek w Polsce i tylko jeden taki przypadek na całym świecie, gdy ktoś wtargnął do studia tv, wziął zakładnika, domagał się wejścia na wizję, nie chciał okupu, nie miał żadnych innych żądań i nikt nigdy nie dowiedział się, dlaczego sprawca to zrobił i przede wszystkim, co chciał powiedzieć. Nie ma drugiego takiego przypadku na świecie. Kropka. Nie jestem z tego absolutnie w żaden sposób dumny, bynajmniej, jest mi niezmiernie przykro, że wtedy to zrobiłem, chodzi mi tu tylko o zaznaczenie głównych cech samego incydentu, które nie występują razem w innych przypadkach. Nieważne jakich prawników zatrudnicie (zwracam się tu do producentów i dystrybutorów), nie znajdą oni drugiego takiego zdarzenia na świecie, które miało miejsce przed nakręceniem waszego filmu i miałoby dokładnie taki zbiór cech, które posiada wydarzenie z moim udziałem. Ponadto umieściliście akcję filmu właśnie w Polsce w bardzo zbliżonym czasie, to samo z siebie narzuca skojarzenia pomiędzy filmem i prawdziwą historią. A nawet gdyby było takich przypadków 10, to i tak musielibyście mieć zgodę na wykorzystanie historii tych ludzi, szczególnie, gdy w grę wchodzą dobra osobiste związane z chorobą psychiczną. Pogwałciliście to maksymalnie i z premedytacją, mając moją jasno wyrażoną niezgodę na wykorzystanie mojej historii.

Pan Piątek dostał obsesji na punkcie polskiego incydentu. W wielu wywiadach przyznawał, że to właśnie polski przypadek z motywem tajemnicy o tym, co sprawca chciał powiedzieć, został przez niego wykorzystany jako silnik dramaturgiczny całego filmu i postaci granej przez Bartosza Bielenię. Oto fragment z materiału TVN: (https://dziendobry.tvn.pl/a/poplawska-bielenia-i-klak-razem-na-planie-filmu-historia-prime-time-oprze-sie-na-prawdziwych-wydarzeniach-z-lat-90):

Marcin Sawicki: To jest dramatyczna sytuacja, do studia telewizyjnego wdziera się facet z pistoletem i takie coś rzeczywiście się zdarzyło w Polsce. Czy w ogóle nawiązujecie do tych prawdziwych wydarzeń?

Jakub Piątek: One były inspiracją. Zaczęliśmy od tego, że my trafiliśmy na taką historię ze Stanów Zjednoczonych z ’96 roku. Trafiliśmy też na taką historię holenderską, była też taka historia w Burkina Faso, no i też oczywiście była ta w Polsce. To, co w tej polskiej nam się strasznie spodobało to to, że nikt nigdy się nie dowiedział, o co chodziło napastnikowi.

Oto kolejny fragmencik z pana Jakuba Piątka, tym razem dla Onet (https://kultura.onet.pl/film/wywiady-i-artykuly/prime-time-o-czym-jest-film-magdalena-poplawska-i-bartosz-bielenia/1tjgqyf):

– Na przełomie XX i XXI w. doszło do wielu podobnych sytuacji na całym świecie. To było źródło naszej inspiracji – nie jest to jednak rekonstrukcja jednego zdarzenia, a fantazja na temat buntu i rebelii – podkreśla Jakub Piątek. – Od buntu w ogóle nasze poszukiwania się rozpoczęły. Dręczyło nas z Łukaszem poczucie, że przekroczyliśmy już 30-tkę i nie buntujemy się już tyle, co kiedyś ani nawet nie tyle, ile byśmy chcieli. I tak od słowa do słowa, od rozmowy do rozmowy trafiliśmy na historię z USA, gdzie dwóch chłopaków wdarło się do telewizji stanowej. Przejęli ją i zaczęli puszczać swoje ulubione teledyski. Pierwszą rzeczą, której zażądali od policyjnych negocjatorów była… pizza.

– Potem znaleźliśmy tego typu wydarzenia w Brazylii, Holandii, Burkina Faso, a także w Polsce. W tym rodzimym przypadku zaintrygowało nas to, że do dziś nie do końca wiadomo, o co chodziło desperatowi. Uznaliśmy, że to świetny dramaturgiczny motyw, a także szansa na stworzenie nietuzinkowego bohatera, który do dopełnienia się będzie potrzebował widza. Marzymy o tym, żeby z “Prime Time” każdy wyszedł z nieco innym przesłaniem, przetrawionym przez własny bunt i wątpliwości – dodaje Piątek.

To jak panie Bielenia? To był ten ‘późny’ moment, gdy się pan dowiedział o mojej sprawie? I wcześniej ani Piątek, Czapski, albo Razowski nie wspomnieli panu o moim przypadku i mojej osobie ani słowem?

Jak chce pan resztę życia spędzić z łatką bezczelnego łgarza, to niech pan dalej kolportuje to kłamstwo, albo udaje, że nic takiego nie miało miejsca. Tak naprawdę chroni pan tylko ich, nie siebie i to właśnie pan na tym najwięcej traci – wizerunkowo. Mógł pan zostać idolem młodzieży, ale cóż to za idol, który bezczelnie kłamie, bo każą mu tak prawnicy producentów? Nie tylko łgarz, ale i tchórz, a to cholernie daleko od bycia idolem, no chyba że dla kolejnych pokoleń tchórzliwych kłamców. Moje gratulacje, tak trzymać. Zdecydowanie wolę dalej żyć ze swoimi grzechami na sumieniu i etykietkami, na które zasłużyłem – nie jestem z nich dumny, ale wolę to, niż bycie kłamcą i tchórzem. Zresztą, przez wszystkie lata od wyjścia dorobiłem się już tylko bardzo pozytywnych opinii.

Akcja filmu została osadzona w Polsce i to w bardzo podobnym czasie. To chyba naturalne, że każdy, kto uczestniczył w tamtym zdarzeniu z 2003 roku w TVP dostrzeże uderzające podobieństwo i bezpośrednie odniesienie właśnie do tego przypadku. Nie tylko ja tam przecież byłem. Różni ludzie mogliby dostrzec podobieństwa z prawdziwym wydarzeniem w Polsce. Piątek opowiadał w kilku wywiadach, jak to po premierze na Sundance zadzwonił do niego prawdziwy negocjator, który ze mną negocjował w 2003r. i jak obaj się posikali z wrażenia i obdzwonili znajomych:

“That being said, a few days ago, I was contacted by the negotiator who was there when it really happened in Poland. I got so excited that I called up all my actors before I responded, and he said: “Me too – I just called up my friend who was there as well.”

„Kilka dni temu skontaktował się ze mną negocjator, który tam był, gdy to się naprawdę wydarzyło w Polsce. Tak się podnieciłem, że obdzwoniłem wszystkich aktorów zanim mu odpowiedziałem, a on mi powiedział: ja też zadzwoniłem do znajomego, który tam był.

https://cineuropa.org/en/interview/397188/
Jakub Piątek • Director of Prime Time 04/02/2021

Zatem nawet prawdziwy negocjator podniósł się gdzieś tam z niebytu przeszłości i pomachał ręką – hello, ja tam też byłem!

To ja mam udawać, że mnie tam nie było?! Jak wy sobie to wyobrażacie? Co to za chore, pozbawione jakiejkolwiek empatii myślenie? Wykorzystaliście mnie w bezczelny sposób. Wykorzystaliście moją chorobę, która to całe zdarzenie spowodowała. I ja mam teraz siedzieć cicho? Mam udawać, że mi się to może jeszcze podoba?

Po moim trupie.

To jeszcze raz panie Bielenia – może to był ten moment, gdy podniecony Piątek do pana zadzwonił i powiedział o negocjatorze, który ze mną wtedy prowadził rozmowy? Naprawdę winszuję bezdennej głupoty w brnięciu w to kłamstwo.

W tym miejscu należy wszystko zgrabnie uporządkować i przedstawić to w miarę przejrzyście, chociaż sprawa jest brzydka i nieobojętna dla moich emocji. Twórcy filmu ‘Prime Time’ wykorzystali na potrzeby ich ‘dzieła’ cały kręgosłup wydarzenia z TVP z moim udziałem, cała struktura tamtego incydentu została przeniesiona na ekran. Dotarli do akt sprawy z 2003 roku (co nie jest żadną sztuką), uważam również, że udało im się zdobyć kasetę z nagraniem całego incydentu, który trwał ponad 3 godziny. Wzięli, co mogli, co było dla nich atrakcyjne, a resztę wypełnili prymitywnymi fantazmatami (fantazmat jest słowem kluczem, do rozłożenia intencji Jakuba Piątka i dopełnienia prawdy, o tym, czym ten film naprawdę jest).

Twórcy filmu wykorzystali absolutnie wszystko, co tylko mogli zdobyć na temat tamtej sprawy i mojej osoby, zatem sięgnęli do licznych publikacji o tamtym wydarzeniu, a jest tego, panie Bielenia, bardzo dużo w internecie i nie trzeba się zbytnio natrudzić, żeby to znaleźć. To też jest dowód na pańskie dziecinnie głupie kłamstwo.

Jedziemy po kolei z wyliczanką wszystkiego, co sobie wykorzystali:
– Już wspomniany główny motyw z tajemnicą o tym, co chciałem powiedzieć na wizji (do tego nawet się wielokrotnie Piątek przyznawał).

– Miejsce i czas.

– Cechy fizyczne postaci: blondyn, niebieskie oczy. Jeśli chodzi o wygląd, to moja szefowa (całe szefostwo i HR wiedzą o mnie wszystko i o całym incydencie z 2003 roku) powiedziała mi, że gdy zobaczyła pana Bielenię, jako Sebastiana w filmie, to cytuję: ‘I was blown away by how similar you both look like’ (‘byłam powalona tym jak uderzające jest między wami podobieństwo), także gdy się spotkamy na sali rozpraw z panem Bielenią i twórcami filmu, to jestem bardzo spokojny o reakcję Wysokiego Sądu odnośnie fizycznego podobieństwa – Bielenia po prostu wygląda jakby był moim rodzonym bratem, podobieństwo jest uderzające i to nie ja tak twierdzę, to mówią ludzie, którzy znają mnie a pana Bieleni nigdy wcześniej nie widzieli. Takiego aktora wybrał pan Jakub Piątek z ponad 160, którzy przyszli na casting. Przypadek? Jeśli tak, to szatańsko trafiony.

– A propos szatana i jego sztuczek – Dawid, niestety ale to też nie jest fantazja twórców filmu. Dawid jest jak najbardziej z krwi i kości. To jest człowiek, od którego wziąłem pistolet. Nie, nie dzwoniłem do niego ze studia, ale tuż przed wejściem do TVP wysłałem do niego smsa o treści: ‘włącz telewizor, oglądaj tv’. Robi się interesująco, nieprawdaż? Piątek zamienił smsa na rozmowę telefoniczną. Dał Dawidowi głos. Prawdziwy Dawid przechwalał się tym smsem wśród znajomych. On również ściągał dziennikarzy do naszego miasta i próbował dorabiać mi niechcianą legendę buntownika z systemem. Moje intencje były zupełnie inne, a odnośnie buntu, to śmiem twierdzić, że 20-latek, który nie jest kontestatorem wszystkiego, co go otacza, powinien iść do specjalisty i się zapytać, co z nim jest nie tak. Ktoś mógłby słusznie zapytać: to jak Jakub Piątek odnalazł się z Prawdziwym Dawidem? Bardzo prosto. Prawdziwy Dawid ma dużo negatywnych cech charakteru, a jedną z nich jest potrzeba manipulacji ludźmi i manifestacji swojej osoby – dla jego chorej satysfakcji. To był mój serdeczny kolega od czasów przedszkola, z którym zerwałem definitywnie kontakt kilka miesięcy po wyjściu na wolność, dokładnie w momencie, w którym zrozumiałem, że aby zająć się swoim życiem na poważnie, muszę totalnie zniknąć z radaru, najlepiej dla wszystkich z całej mojej przeszłości. O tym jegomościu będzie dużo więcej w mojej książce. Moja żona uświadomiła mi fakt, że on był całkiem aktywny na pewnym portalu społecznościowym, gdzie co kilka lat odżywał tam również temat mojej sprawy – ludzie sobie tam wymieniali luźne komentarze na mój temat: co się ze mną stało, czemu tam poszedłem, etc. Nie miałem o tym kompletnie pojęcia, aż do momentu tego filmu. Wtedy też odnalazłem na tym portalu stare wpisy Prawdziwego Dawida sprzed lat, w których jasno deklarował, że mnie zna, w jednym wpisie potwierdził fakt, że zerwałem z nim kontakt bardzo dawno temu. Co ciekawe, chełpił się też kontaktami z mediami w 2003 roku, pozdrawiał nawet jakąś tajemniczą panią dziennikarkę, która miała mu powiedzieć, że popełniłem wtedy błąd idąc do TVP, bo gdzie indziej na pewno nie ryzykowaliby życiem postronnych ludzi i pozwoliliby mi wejść na żywo. Ten motyw też jest w filmie wykorzystany – to ta rozmowa telefoniczna Miry z koleżanką z konkurencji, która oferuje Sebastianowi wywiad na żywo.

Nie mam wątpliwości, że Jakub Piątek właśnie na tym portalu odnalazł mojego dawnego kolegę, który się publicznie chwalił znajomością ze mną. Prawdziwy Dawid znalazł się nawet na zdjęciu w artykule ‘Gazety Wyborczej’ w 2003 roku. Oczywiste jest, że nakarmił on Piątka jakimiś opowieściami o mnie i mojej rodzinie, być może podsunął mu również pomysł toksycznego ojca? Podejrzewam, że to właśnie jego sprawka. Moi rodzice widzieli jak staczam się w otchłań narkotyków i choroby, a mój ukochany ojciec walczył o mnie jak lew – wtedy niestety nie umiałem tego dostrzec, jak bardzo starał się ratować mnie z bagna, w które wdepnąłem i które wciągało mnie coraz bardziej. Prawdziwy Dawid na pewno nienawidził mojego ojca, właśnie za tę jego troskę o mnie. Prawda o Dawidzie i o mnie jest taka, że byłem wtedy zmanipulowany przez tego człowieka, który potrzebował mnie do realizacji swoich planów, które, powiedzmy to szczerze, nie miały zbyt wiele wspólnego z literą prawa. On wiedział, że jestem idealistą i że mam swoje własne zasady i że nigdy go nie wydam w przypadku poważnych problemów, tylko z uwagi na naszą przyjaźń. Pomimo moich kłopotów byłem silny i wysportowany, on był chudy, słaby i beze mnie tak naprawdę bezbronny. Gdy wylądowałem w więzieniu pewnego dnia odwiedził mnie ktoś, kto podzielił się ze mną pewną informacją – wtedy dowiedziałem się bardzo nieprzyjemnej prawdy o Dawidzie. Ale o tym nie teraz i nie tutaj. Pobłądziłem wtedy w swoim życiu naprawdę poważnie; pewne decyzje podejmowałem świadomie i niezależnie, inne już nie, ale też ufałem temu człowiekowi, a on żerował na mojej koleżeńskiej lojalności. Cała reszta w mojej książce, którą piszę bez grama satysfakcji, ale z powinności wobec prawdy, bo mam już dosyć tego całego zakłamania. Dziś mogę powiedzieć tylko tyle: nie poszedłem do TVP buntować się przeciwko systemowi, tak jak próbował to przedstawiać wtedy dziennikarzom Prawdziwy Dawid – to była jego projekcja, jego zasłona dymna, w której chciał schować prawdę, a jednocześnie z której chciał sam skorzystać na swój pokraczny sposób. Gdyby nie moja choroba, nigdy bym tam się nie pojawił. Znalazłbym najlepsze rozwiązanie najgorszej sytuacji, w jakiej się wtedy znalazłem.

Piątek odszukał mojego dawnego kolegę na tym portalu. Uważam, że zepsuta natura pierwowzoru Dawida kazała mu podzielić się z Piątkiem jego wizją mnie, a przede wszystkim chciał się zwyczajnie na mnie odegrać i zaznaczyć swoją obecność w tej całej historii. Gdy zerwałem z nim kontakt w 2006 roku musiał poczuć się upokorzony. O ironio, nie wiedział do końca o co tak naprawdę mi chodziło, mógł się domyślać i mógł się tego obawiać. Prawda o nim jest bolesna, ale nie dla mnie, dla niego. Ja wolałem milczeć. Jak to się mówi – kto pod kim dołki kopie… Słuchaj ‘Dawidzie’, teraz tylko parę słów do ciebie: ta zaśnieżona ulica – ja znam Londyn jak własną kieszeń, przejeździłem tu dziesiątki tysięcy mil. Milczałem prawie dwie dekady. Gdyby było odwrotnie, gdybyśmy zamienili się miejscami i gdyby do mnie taki Piątek napisał z prośbą o kontakt, to bym miał dla niego jedno pytanie: ‘czy Adrian wyraził zgodę na ten film? Nie? To żegnam’. No ale nie byłbyś sobą, gdybyś nie zrobił dokładnie odwrotnie. Nawet na tym głupim portalu przechwalałeś się dziwnymi skłonnościami do wyrównywania rachunków. Czekaj sobie teraz na rozwój wydarzeń, a przede wszystkim na moją książkę, tam sportretuję ciebie na wieki wieków amen. Szukałeś ze mną kontaktu, gdy głośno się zrobiło o premierze w Sundance – pewnie chciałeś wybadać, jak ja do całej sprawy podejdę, ale my już od bardzo dawna nie mamy o czym rozmawiać. Pomimo całego zła, które wyrządziłeś, nic o tobie nikomu nie powiedziałem, a mogłem, choćby po to, żeby poprawić swoją, jakże niewygodną sytuację. Teraz będziesz już naprawdę uwieczniony, skoro tak bardzo tego chciałeś, uwiecznię twoją naturę, istotę tego, czym jesteś. Jak mawia stare porzekadło – niech się dzieje wola boska.

– Dialogi. Wszystkie rozmowy filmowego Sebastiana z osobami w reżyserce, są żywcem inspirowane moimi rozmowami, które najpierw toczyłem z pracownikami telewizji, a później z policyjnymi negocjatorami. Moje ostatnie słowa do Pana Tomasza, mojego zakładnika i ochroniarza z TVP, brzmiały: wracaj do domu, do żony i dzieci. To zostało żywcem przeniesione do filmu. Jak również fakt, że Tomasz bardzo sprytnie mnie okłamał, żeby wzbudzić moje współczucie: faktycznie był żonaty, jednak nie miał dzieci, ale mi powiedział, gdy się go o to zapytałem, że tak, ma żonę i dzieci. Pisały o tym gazety, nawet policja chwaliła Pana Tomasza za jego zachowanie. To były moje ostatnie słowa do Pana Tomasza, gdy postanowiłem się poddać. Pamiętam również doskonale moment zawahania Pana Tomasza – jak z filmowym Grzegorzem, który nie dowierzał, że może już iść. Ten sam blef o żonie i dzieciach również wykonał filmowy Grzegorz – to nie była twórcza fantazja Piątka i Czapskiego, oni to zwyczajnie przenieśli z prawdziwego wydarzenia na ekran! Skąd oni to mogli wiedzieć? Możliwości jest kilka. Uważam za najbardziej prawdopodobną opcję, że wiedzieli o wszystkim, co się wydarzyło w tamtym pomieszczeniu, ponieważ mieli dostęp do kasety z nagraniem całego incydentu. W filmie jest scena, w której Piątek wręcz to sugeruje – pani z reżyserki wyciąga kasetę z nagraniem i chowa ją do torebki. To bardzo krzywy żart Jakuba Piątka. Jak mieliby taką kasetę zdobyć? Tego jeszcze nie wiem, ale się dowiem. Wiem teraz tylko tyle, że np. w polskim oddziale Netflix, który jest dystrybutorem tego filmu są ludzie, którzy pracowali w przeszłości dla TVP i to na wysokich stanowiskach – długo nie trzeba szukać. To nagranie na pewno wyciekło na zewnątrz. Zatem panie Bielenia, gdy Czapski-Piątek wkładali pańskiemu bohaterowi w usta słowa: ‘wracaj do domu, do żony i dzieci’, to nie miał pan świadomości, że to jest wzięte z prawdziwego wydarzenia z moim udziałem, tak? Jakub Piątek nigdy tego panu nie powiedział? Czy może powiedział, ale producenci kazali później kłamać?

Chciałbym jasno zaznaczyć, że jeśli nawet Pan Tomasz zechciał podzielić się swoimi przeżyciami z tamtego wydarzenia z twórcami filmu, w co zresztą wątpię, to jest to jego prywatna sprawa i ja w to absolutnie nie wnikam, ani nie mam o to najmniejszych pretensji. Panie Tomaszu, jeśli Pan to czyta: jeszcze raz z całego serca najmocniej Pana przepraszam za tę krzywdę, którą Panu wyrządziłem – zapewniam, mój żal jest szczery i to poczucie winy nigdy mnie nie opuściło. Czasami zadręcza mnie to i wpędza w bardzo ponury nastrój. Świadomość, że byłem zdolny do czegoś takiego, nie jest łatwa do zaakceptowania i nie żyje się z tym lekko. Bardzo dziękuję za to, że powiedział Pan prawdę w prokuraturze. Wszyscy inni bezczelnie kłamali, dla nagród, pieniędzy i w trosce o własne cztery litery, a tylko Pan wtedy mówił prawdę o przebiegu wydarzeń. Podziwiam Pana za wszystko dozgonnie i jeszcze raz najmocniej przepraszam za ten koszmar, który Panu wtedy zgotowałem. Przepraszam Pana jednocześnie za tę całą aferę, którą tu właśnie uskuteczniam. Mam również tę świadomość, że cały raban, który podnoszę, zapewne dostarcza Panu kolejnych przykrości. Niestety, ale będę do końca swoich dni twierdził, że ten film bez mojej zgody nie miał prawa powstać i nie mogę tego ot tak zostawić. Ja nie popełniłem tamtego przestępstwa z chęci zysku lub sławy. Ja i moja wspaniała rodzina, robiliśmy wszystko co było w naszej mocy, żeby powstrzymywać jakiekolwiek produkcje na temat tamtej sprawy. Oni jednak okazali się zbyt głupi i zbyt łakomi sukcesu, żeby pojąć prawdziwy ciężar tej historii. Pogwałcili wszelkie standardy przyzwoitości i nie będę siedział biernie patrząc jak ludzie tego pokroju kreują normy i ustalają sobie sami, co im wolno, a czego nie, zasłaniając się formułką o wolności artystów. To nie ma nic wspólnego z robieniem sztuki, to jest zaprzeczenie procesu twórczego.

– Scena z filmowym Grzegorzem stojącym na przystanku autobusowym, który został kompletnie zignorowany po całym zdarzeniu. To też twórcy wykorzystali – wspominały o tym media, że Panem Tomaszem nikt się nie zajął po całym incydencie – nikt go nie odwiózł i musiał późno w nocy po tym traumatycznym zdarzeniu wracać do domu na własną rękę. Zatem to też tylko bezczelne ksero jednego z faktów z 2003r. a nie twórcza kreacja ‘utalentowanych’ scenopisarzy, panów Czapskiego i Piątka. Oni tej sceny nie wymyślili, oni ją mieli podaną na tacy. Gdzie tu jest twórczość? To jest sztuka? Tak ma wyglądać tworzenie sztuki?

– Konkurs audio-tele, tego też nie wymyślił duet Czapski-Piątek. Wzięli to z prawdziwego zdarzenia – pisał o tym Superexpress, że gdy ja wtargnąłem do studia nr. 7 w studio nad nami odbywał się program na żywo:

Na miejscu jest prezes telewizji Robert Kwiatkowski. Szefowie mają problem, co zrobić z programem. W ramówce za chwilę ma być audio-tele nadawane na żywo ze studia mieszczącego się nad tym, w którym jest terrorysta z zakładnikiem – mówił jeden z pracowników.” [Super Express z dn. 2003-09-22 (numer 221 )]

– Wyłączone kamery i brak chętnych ludzi do wejścia do studia i obsługi kamer, to jest dokładnie wzięte z prawdziwego wydarzenia, negocjatorzy grali na czas, mówili mi najpierw, że ludzie się boją i nikt ze strachu nie wejdzie do studia, później, że już ktoś jedzie – jota w jotę, jak w filmie.

– Scena z negocjatorem, który mówi do Sebastiana: ‘artykuł 252 Kodeksu Karnego paragraf 4ty, kto odstąpi od zamiaru wymuszenia i zwolni zakładnika nie podlega karze.’ Dokładnie ten artykuł cytował po samym incydencie mój obrońca, jest to w Gazecie Wyborczej [7 października 2003, https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,1696463.html]

– Niepoczytalność, w filmie jest to wspomniane, policjantka sugeruje Sebastianowi, że może być uznany za niepoczytalnego. Cóż za przypadek! Tak się właśnie stało ze mną – ta kwestia jest również w przytoczonym powyżej artykule.

– Konsekwentnie sprawa zamknięcia w szpitalu psychiatrycznym – i znowuż kosmiczny przypadek, bo tak ostatecznie było właśnie ze mną.

– Wstawki z rozmowami z pracownikami tv są imitacją prawdziwych rozmów z pracownikami TVP z materiału, który został wyemitowany po zdarzeniu przez TVP i jest powszechnie dostępny na YT. Tutaj zatem kreatywny duet Czapski-Piątek poszedł już kompletnie po linii najmniejszego oporu – ksero w skali 1:1.

– Sceny z odliczaniem i scena z Sebastianem, który przystawia pistolet sobie do głowy – żywcem wzięte z mojego incydentu.

– Scena z wejściem do studia policji i zakryciem kamery – tutaj ten sam poziom inwencji twórczej Piątka i Czapskiego, bo wręcz skopiowali ten fragment z prawdziwego zdarzenia – jest to dostępne na YT, proszę sobie porównać – ponownie wierna kopia.

– Była torba zamiast plecaka, była też ewakuacja budynku.

– Sprzątaczki zmywające krew – to też jest wzięte z mojego zdarzenia, panie sprzątaczki pojawiają się w aktach sprawy i również w artykułach kwestionujących wersję pobicia prezentowaną przez policję.

To tak naprawdę nie jest jeszcze wszystko, ale chyba powinno wystarczyć, żeby widzowie mogli sobie rozmawiać teraz o tym, jak bardzo autorski jest ten film.

Sebastian, to oczywiście nie jestem ja, on nie jest mną i to jest banalny fakt. Oni jednak wykorzystali mnie, moją chorobę i wydarzenie z moim udziałem, jako wehikuł do opowiedzenia historii, w którą wpletli swoje własne problemy. Jakub Piątek sam to przyznał, może nie do końca jednoznacznie, ale nie trudno się domyśleć, że właśnie to się wydarzyło w tej całej koszmarnej hybrydzie prawdy z ich własną potrzebą przeżycia czegoś, czego nigdy nie byliby w stanie sami zrobić. Jeśli pan Jakub Piątek cierpi z powodu jąkania, albo jeśli pan Czapski miał jakieś problemy tożsamościowe, a pan Bielenia z kolei boryka się z niezidentyfikowaną jeszcze duchowością, to skoro chcieli o tym opowiadać, mogli przecież zrobić film na podstawie nie prawdziwego wydarzenia z moim udziałem, ale na bazie czystej fantazji – mogli np. opowiedzieć to w klasycznej formule filmu drogi z finalną sceną, gdy razem śpiewają piosenkę Dancing Queen zespołu Abba jadąc samochodem, który rozpuszcza się na tle zachodzącego słońca gdzieś na ulicach San Francisco. Ja im przekazałem jasną wiadomość, żeby nie grzebali w mojej historii i to zostało okrutnie i z premedytacją zignorowane. Moim dramatem, który ściągnął takie nieszczęście na nieznanych mi wcześniej ludzi i na moją najbliższą rodzinę (pomijam już siebie samego), była moja choroba, a oni pożywili się właśnie tym, co ta choroba spowodowała. Dumni jesteście z siebie?

Nie było mojej zgody na takie fantazje z wykorzystaniem tego wszystkiego, co sobie tak bezczelnie wzięliście.

Do zobaczenia w sądzie. Może niekoniecznie w Polsce, może w Salt Lake City, kto wie?

P.S.
Panie Bielenia, ten post z pańskiego fb zaczynający się od słów ‘jestem sprawcą przemocy’, to też jest tania ściema zasługująca na pogardę, ponieważ wyskoczył pan z tym publicznie tylko ze strachu o to, że na fali skandalu w świecie teatralno-filmowym ktoś się odezwie, komu dał pan klapsa na goły tyłek podczas tych nieszczęsnych ‘fuksówek’. Chciał pan więc ubiec potencjalnych oskarżycieli przywdziewając szaty pokutnika, tylko żeby uniknąć skazy na wizerunku i zbierać oklaski. Za to należy się panu Oskar, bo wielu się nabrało. Czekam na post zaczynający się od słów: ‘jestem rzecznikiem kłamstwa…’, to wtedy może panu przyklasnę.

2 thoughts on “Meritum.

  1. Jakub

    Z niecierpliwością czekam na książkę. Oby był też e-book na kindla / audiobook. Świetnie się Ciebie czyta szczególnie w dłuższych formatach.

    Reply
    1. adrian Post author

      Dziękuję serdecznie za miłe słowa. Zdecydowanie najpierw będzie ebook, papierowe wydanie nieco później. Nie mogę oczywiście zdradzać szczegółów, ale myślę, że ogólnie czytelnicy będą najpierw zaskoczeni, a później wszystko ułoży się w logiczną całość. Jak to się mówi? W każdym szaleństwie jest metoda! Dzięki serdeczne za komentarz, miłego i zdrowego weekendu życzę!

      Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *