Wyjdzie Szydło z worka

O formacji politycznej Jarosława Kaczyńskiego można rozprawiać w nieskończoność, ale jedna reguła zdaje się dominować nad resztą prawd o ekipie dobrej zmiany – PiS nieustannie podnosi poprzeczkę w wybieraniu coraz gorszych ludzi na kluczowe stanowiska. Co za kosmiczny paradoks! Gdy wszystkim dookoła wydaje się, że gorzej już się nie da, że nikogo gorszego nie można znaleźć na miejsce poprzednika, który odszedł w niesławie i kompromitacji, to PiS udowadnia wszem i wobec, że owszem, jak najbardziej można! Niemożliwe nie istnieje!

Gdy wszyscy myśleli, że gorszego następcy Lecha Kaczyńskiego próżno szukać, proszę bardzo: z kapelusza wyskakuje Andrzej Duda, nikomu nieznany giermek poległego prezydenta, który chciał limuzyną szarżować sowieckie czołgi na gruzińskim pograniczu. Wyskakuje i wygrywa wybory za wyborami; podpisuje wszystkie kolejne pisowskie ustawy, które rozsadzają filary polskiej racji stanu; do spółki z Trybunałem Kucharki seryjnie i brutalnie gwałci Konstytucję RP. Ukończyłem w życiu różne uniwersytety, a na jednym z nich (studiowałem tam zupełnie mimowolnie) posługiwałem się językiem, w którym można tego giermka poległego rycerza dobrej zmiany nazwać “konstytucyjnym majciarzem”, kto tam nie był, to niech się zapyta profesora Google, co to znaczy “majciarz” i czy się takiemu rękę podaje. Jakby ktoś coś sugerował, to o gwałceniu Konstytucji wspominał Donald Tusk podczas ostatnich protestów w Warszawie, także nie do mnie pretensje o naturalne skojarzenia leksykalne i nazywanie rzeczy po imieniu.


Ta konstatacja prowadzi do oczywistej zagadki: kto może być jeszcze gorszy od Andrzeja Dudy?


W mgnieniu oka zza zakrętu tego pytania wyłania się gigantyczny peleton pretendentów. Gabinet ludzkich osobliwości całej Zjednoczonej Prawicy wprawia w osłupienie swoimi rozmiarami. Mamy tam pełne spektrum miernot owładniętych projekcją własnej wyjątkowości i misją naprawy Rzeczypospolitej. Praktycznie bez wyjątku są to okazy godne uwiecznienia w wielkich słojach z formaliną, gdzieś na półkach muzeum moralnych aberracji, bo historia nie zostawi na nich suchej nitki i nie będzie stawiać im pomników. Jak można pozwolić zapomnieć takiego Suskiego, lub Sasina? Skandal! Trzeba te ikony lepszych czasów gdzieś uwiecznić dla potomności.
Któż się znajdzie jeszcze gorszy od Dudy? Kto mógłby z jednej strony być jednocześnie bardziej użyteczny dla PiS i bardziej szkodliwy dla Polski?


Jest tylko jedno takie wyjątkowe ‘dasein’ i na imię mu Beata Szydło.


Jest to byt szczególny zarówno metafizycznie, jak i ontologicznie. Gdyby odwołać się do klasycznej definicji Arystotelesa i samoistności bytu, to od razu moglibyśmy zainicjować ciekawą dyskusję o bycie Szydło i przyczynach jej bytowania. Podobnie rzecz ma się w ujęciu ontologicznym i nadaniu sensu istnienia Dasein Szydło. Arystotelesowski Pierwszy Poruszyciel tego bytu, czyli Jarosław Kaczyński puścił w ruch maszynerię, której sens zaczyna się wyłaniać ludziom coraz jawniej i wyraźniej; wyłania się z ostrego cienia mgły, zza zasłony niedomówień, półsłówek, półprawdy, czyli gówno-prawdy, fałszu i bluźnierstwa.
Jeśli ktoś kiedyś zapytałby, co by się stało, gdybyśmy wsadzili do ogromnego akceleratora mikrocząstek teorie Arystotelesa i Heideggera, za konsoletą posadzili Jarosława z Żoliborza, który kręcąc pokrętłami i wciskając guziki rozpędziłby te dwie koncepcje bytu do prędkości światła zderzając je ze sobą w wielkim wybuchu, to odpowiem bez chwili namysłu – tak właśnie powstałoby Dasein Szydło.
To kandydat idealny dla PiS, lecz najgorszy dla Polski.
Dlaczego akurat Szydło? Trzeba zapytać jutrzenkę dobrej zmiany, czyli samego Lucyfera, który tak skutecznie rozświetla drogę tej formacji. Sam Diabeł musi pisać ten scenariusz zagłady. Zupełnie na poważnie teraz: konstytucyjnemu majciarzowi kończy się kadencja mniej więcej dokładnie wtedy, gdy Dasein Szydło skończy się kadencja w Europarlamencie. Przypadek? Wątpię, bo PiS i Putin niczego nie zostawiają przypadkowi, nie od 2015 roku. Co PiS zrobi z jej ogromną popularnością? Na pewno nie zrobią jej jakimś ministrem, ani szeregowym posłem, premierem też na pewno nie zostanie w najbliższej przyszłości. Jakiś szlachetny powód musi być, żeby mogła być wożona rządową limuzyną. Drugie pytanie brzmi: co ona zrobi ze swoją ambicją? Jest tylko jeden fotel, którym jest zainteresowana – fotel prezydenta.
To właśnie Szydło była reżyserem kampanii Dudy. To również pod skrzydełkiem Szydło schronił się wystraszony gniewem Jarka obecny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.
Wszyscy widzimy wyraźnie jaki kurs polskiej polityki zagranicznej wybrała Moskwa, dlatego nie zapominajmy kto po wygranych wyborach parlamentarnych wyprowadził z sejmowej sali konferencyjnej flagi Unii Europejskiej nazwane po tym bezczelnym akcie ‘szmatami’ przez również aktualną europosłankę ssącą z cycka Europy solidną pensję wypłacaną w Euro, którą Radek Sikorski nazwał kilka dni temu „zatłuszczonym łbem”. Ten tłuszcz, to chyba z tego znienawidzonego cycka został wyssany…
Beata Szydło, Zbigniew Ziobro, Andrzej Duda – oto święta trójca neoprawicy, która będzie grać pierwsze skrzypce w postpisowskiej rzeczywistości, gdy trzeba będzie marketingowo zastąpić PiS PiSem.
Sakralizacji dokona na nich sam Ojciec Założyciel z Torunia. Na antenach Radia Maryja i Telewizji Trwam będzie msza święta w intencji nowej partii i liderów lepszej dobrej zmiany. Jacek Kurski już na pewno pisze nowe scenariusze przekazu dla narodu. Wszystko jest gotowe. Czekają tylko na właściwy moment.
W polskiej wersji „Powrotu do przyszłości” Marty McFly mieszka w Oświęcimiu i jeździ seicento. Żeby to wszystko odkręcić, ten młody człowiek musiałby się swoim seicento cofnąć w czasie i przy pomocy szalonego dr Emmetta Browna rozproszyć mgłę w Smoleńsku. Szanse na to są dokładnie takie same, jak to, że Waszczykowski na emeryturze dożegluje kiedyś do San Escobar.
Beata Szydło wygra te wybory dokładnie tak samo, jak poprzednie „wygrał” dwa razy Andrzej Duda. Magiczne kilkaset tysięcy wystarczy odpowiednio przygotować i po sprawie.
Nikt się słowem nie zająknął, także chciałbym tylko nadmienić taką oto drobnostkę związaną z prezydenckimi wyborami 2015 i 2020:


Wybory 2015, druga tura:
Andrzej Duda: 8 630 627 głosów.
Bronisław Komorowski: 8 112 311 głosów.
Różnica: 518 316 głosów.


Wybory 2020, druga tura:
Andrzej Duda: 10 440 648 głosów.
Rafał Trzaskowski: 10 018 263 głosów.
Różnica: 422 385 głosów.


W wyborach 2020 przybyło ponad 3.6 milionów nowych wyborców i jakimś dziwnym trafem różnica wyniosła mniej więcej dokładnie tyle samo, co 5 lat wcześniej, jakieś marne kilkaset tysięcy. W skali kraju takie oszustwo jest niezwykle łatwo przeprowadzić, ale niezwykle trudno je udowodnić, to się rozcieńcza bez śladu, jak bąk puszczony na wietrze i de facto przeszło to u nas bez echa. Komentatorzy, bojąc się chyba oskarżeń o utratę zmysłów, nawet nie pisnęli, że to śmierdzi na kilometr…
Coś podobnego PiS może zrobić w 2025 tylko z kimś, kto już ma ogromną popularność, kogo wygrana ponownie różnicą kilkuset tysięcy głosów nie wzbudzi najmniejszych podejrzeń. Nie mogą znowu wyskoczyć z kandydatem znikąd, bez ogromnego poparcia i rozpoznawalności. Potrzebują nazwiska, na które Polacy już głosowali.
Potrzebują też kogoś, czyją sromotną porażkę w Brukseli będzie można w Polsce ogłosić spektakularnym zwycięstwem ze znienawidzoną Unią, która przecież prowokuje Trzecią Wojnę Światową.
Szydło jest twarzą programu 500+, to ona dała pieniądze dla matek na ich pociechy. Przed wyborami PiS jeszcze bardziej podkręci tę ofertę, mogą dojść do 1000+, są pomysły pensji dla matek, żeby siedziały w domach z dziećmi. To będzie wyborczy szach mat.
Trzymali to dasein w euro-zamrażarce, a teraz szybko podgrzeją je w mikrofali i podadzą cieplutkie i parujące prosto na stół politycznej karmy dla mas.
I to się sprzeda, ludzie to kupią.
Teraz już widzicie, że to sam Lucyfer oświetla im drogę…
Opozycjo, jakieś pomysły na przetrącenie kijem po plecach samego El Diablo?
Jedno jest pewne: gumofilce i świadkowie Hołowni raczej nie pomogą…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *