Zajawka kolejnego posta…

Kłaniam się do ziemi wytrwałym czytelniczkom i czytelnikom oraz przede wszystkim czytelni(cz)kom x – niebinarnej społeczności w Polszy, której odwaga wzbudza u mnie podziw i uznanie. Sto dodatkowych ukłonów dla Margot, której życzę więcej energii do walki z zacofaniem tego kraju; ta dziewczyna ma cojones tak rzadkie dziś u płci brzydkiej. Miejmy nadzieję, że faceci wreszcie wyhodują parę jajek potrzebnych do konkretnych decyzji, póki co są zawieszeni w stanie śpiączki ideologicznej, śnią na jawie próżny sen o konsumpcji i modzie, a powinni wstrzyknąć sobie trochę hormonów Sokratesa w szyszynkę i obudzić się z letargu. Popieram w pierwszej kolejności te ruchy, które są najbardziej atakowane przez Kościół Katolicki. Również uśmiecham się do tych gości mojego bloga, którzy z konieczności zaglądają tu obgryzając paznokcie, jak mawiał JP2 – nie lękajcie się, o was nie zapomniałem.

Dziś tylko zapowiedź kolejnego materiału. Ciągle jeszcze przebywam w stanie szoku po tych wszystkich bredniach, które wypowiedział Adaś Michnik w rozmowie z Sikorskim na kanale tego drugiego, a których musiałem niedawno wysłuchać podczas serfowania po odmętach Internetu – co za wstrętna kloaka, okropny wynalazek, tęsknię za analogowym życiem…

Ponieważ nie widzę żadnego powodu, abym miał dalej tkwić w tym stanie, terapeutycznie muszę siebie wyprowadzić jakoś z tego szoku – tym razem zapraszając do atelier krytycznych tortur Adasia Michnika, naczelnego “Gazety Wyborczej”. Bez cienia wątpliwości mogę stwierdzić, że Michnik jest szczególnym, chociaż dosyć klasycznym i powszechnym szkodnikiem, który dokonuje spustoszenia w kufrze z ideami. O ile Sikorski ma jedną półkulę mózgu racjonalną, a drugą skażoną kato-pleśnią, o tyle Michnik ma obie katolickie. Nie pozostaje nic innego, jak zabrać się za ten temat dogłębniej i wziąć na warsztat problem, który w kontekście światopoglądowego modelu Polski doskwiera mi jak kamień w bucie. Nie ukrywam, fascynuje mnie to na płaszczyźnie epistemologicznego przebywania w świecie, ale aż tak głęboko raczej nie będę nurkował, zobaczymy zresztą, gdzie mnie zaprowadzi mój grecki δαιμονιον

Mógłbym pisać o małych sprawach, małych ludziach, jak np. Dawid Dróżdż, autor tekstu o mnie, który się w Wyborczej jednak nie ukazał, bo młody stypendysta Wyborczej stchórzył i tak naprawdę wykorzystał mnie i oszukał, ale już w Boże Narodzenie wystawił laurkę Bieleni, temu nędznemu kabotynowi, złodziejowi cudzych gestów, przeżyć i historii. Dróżdż boi się pisać prawdę, więc woli Bieleni robić dobrze na łamach Wyborczej, żeby Bielenia dalej mógł ćwiczyć przed lustrem zaklęcie, że jest dobrym człowiekiem – nie jesteś, Bartoszku, jesteś tylko kabotynem (sprawdź w słowniku, kto to taki) i żadne rytuały ani spektakle o politycznych więźniach nie pomogą. Mógłbym w nieskończoność o tych małych sprawach, małych ludziach pisać, ale wolę teraz zająć się grubszym zwierzem i zakwestionować ten jakże toksyczny pakiet wartości, które Michnik wciska swoim czytelnikom już kolejną dekadę. Tak naprawdę Michnik konsekwentnie łapie w pułapkę, z której nie ma wyjścia, a to zdecydowanie zasługuje na krytykę. Zatem następny mój tekst będzie o Adasia zauroczeniu klerem…

P.S.

Książka powstaje, swoim rytmem i własnymi prawidłami. Tam będzie sporo o maluczkich. Cierpliwości, nie tak łatwo sportretować zło…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *